angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Los Angeles Weekly: przeczytaj drugi wpis.
  • Mamy jedenaście miesięcy! O tym oraz kilku zmianach w ekipie przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Angeltown

    west hollywood
    9 lat/a
    180 cm
    California deserves whatever it gets.
    Californians invented the concept of life-style.
    This alone warrants their doom.



    city of angels
    To capture a California sunset in South Pasadena is to hold an angel's wings with bated breath.
    2019-06-22, 20:19




    Willow Marlowe




    2019-08-05, 21:11

    #


    Randka. Willow prawie zapomniała, że coś takiego w ogóle istnieje. Od kilku lat, z małymi przerwami, jej całe życie kręciło się wyłącznie wokół pracy. Funkcjonowała według schematu, stworzyła własny system, którego codziennie się trzymała. Wiele osób uznałoby, że to niesamowicie nudne i w istocie tak było, ale dzięki temu Marlowe jakoś dawała sobie radę. Mając zaplanowaną każdą godzinę, nie miała czasu na pogrążanie się we własnych problemach, ani tym bardziej na roztrząsanie przeszłości. W tym harmonogramie nie było miejsca na pierdoły, a randki zdecydowanie się do nich zaliczały. Nie mogła się rozpraszać, czy też dekoncentrować. Zamierzała w pełni poświęcić się karierze, nawet jeśli tym sposobem pozbawiała się i to w dodatku świadomie, życia towarzyskiego. Cud, że jeszcze potrafiła rozmawiać z ludźmi, a nie uciekała i chowała się na ich widok! Ale to też może być kwestią czasu. W każdym razie! Gdy Javier oznajmił jej, że zabiera ją na randkę i ma się ładnie ubrać, dłuższą chwilę zajęło jej przyswojenie tych informacji i przetworzenie ich. Prawdę mówiąc.... dopiero 15 minut przed jego przyjazdem otrząsnęła się z tego szoku, w jakim tkwiła i zdecydowała, że najwyższa pora coś z sobą zrobić. Nawet jeśli ubrać ładnie dla każdego mogło znaczyć cos innego, to chyba wyjście w dresie nie zostałoby zaakceptowane. Łatwo sobie wyobrazić, ile trudności sprawiło jej sprostanie tym, z pozoru prostym wymaganiom. Starając się wygrzebać z szafy coś, co byłoby odpowiednie na taką okazję, jednocześnie nie przestawała się zastanawiać, o co chodziło Velásquezowi. Bo to, że coś się za tym kryło, było oczywiste. Nie znosił jej i Willow była pewna, że z wdzięcznością przyjąłby wiadomość o zmianie partnera. Marlowe chyba zresztą też. Chociaż wciąż twierdziła, że może się od Javiera dowiedzieć mnóstwa rzeczy, z racji ogromnego doświadczenia, które posiadał, ale momentami naprawdę ciężko było jej się z nim porozumieć. Sama nie wiedziała, w czym, albo w kim, tkwi problem. W niej, czy może w nim samym. I nic nie wskazywało na to, by miała w niedalekiej przyszłości poznać odpowiedź na to pytanie.
    Pomimo dręczących ją wątpliwości o umówionej godzinie czekała pod kamienicą, aż zjawi się jej towarzysz. A widząc go w tak eleganckim wydaniu, trudno jej było ukryć zaskoczenie!
    - Możesz mi powiedzieć, co jest grane? - spytała, starając się z gracją wsiąść do samochodu, w czym ani trochę nie pomagała długa suknia, na którą się zdecydowała. Nie była pewna, czy dla niego będzie wystarczająco ładna, no ale cóż, prawdę mówiąc, nic lepszego i tak nie miała. Mężczyzna oczywiście nie raczył udzielić jej satysfakcjonującej odpowiedzi i tym sposobem, całą drogę pokonali w milczeniu, a Willow nie kryła swojego oburzenia! Gdy zatrzymali się przed hotelem, w którym właśnie odbywało się przyjęcie, spojrzała na niego, nic nie rozumiejąc. - Co my tutaj robimy? - odezwała się, nie mogąc dłużej znieść tej niepewności, w której ją trzymał.



    Javier Velasquez




    2019-08-07, 17:32

    Stary Range Rover kompletnie nie współgrał z odświętnym strojem detektywa Velásquez. Garnitur, który wydostał z głębin swojej szafy, leżał na nim jak ulał, choć nie był w stanie przypomnieć sobie, ile czasu minęło, odkąd ostatnim razem miał go na sobie. Marynarka ciążyła mu na plecach i w irytujący sposób krępowała ruchy. Nie przywykł do tak eleganckiego ubioru i wciśnięty w gajer, czuł się co najmniej nieswojo.
    Zajechał swoim rzęchem pod dom Marlowe i poczekał aż ta wygodnie rozsadzi się w jego samochodzie. O ile to w ogóle było możliwe w jej długiej sukni. Dopiero teraz zauważył, że ona również nie odstawała od niego w kwestii stroju. Lekki materiał sukni subtelnie uwydatniał jej kształty, i Javier musiał przyznać, że wyglądała zupełnie inaczej niż osoba, którą znał z codziennej pracy. Gdyby był innym mężczyzną, z jego ust wydobyłby się właśnie jakiś wyszukany komplement, ale zamiast tego oznajmił krótko:
    - Nie sądziłem, że kiedyś zobaczę cię w sukience, Marlowe.
    I odjechał w stronę The Westin Bonaventure Hotel mieszczącego się w Downtown. Nie była to długa podróż, ale zważywszy na fakt, że całą drogę spędzili w ciszy zakłócanej jedynie przez grające ciężkiego rocka samochodowe radio, zdawała się trwać więcej niż w rzeczywistości. Gdy dotarli już na miejsce, Willow podjęła próbę rozmowy, ale Javier, znów nie spieszył się do wyjaśnień. Chwycił panią detektyw pod rękę, nie zważając na ewentualne sprzeciwy i ruszył pewnym krokiem w stronę wejścia.
    - Eleganckie przyjęcia nie wpisują się w twoją wizję idealnej randki? - zapytał, spoglądając na nią z ukosa, gdy już zauważył jej nietęgą minę. Droczył się z nią chyba, gdy tak unikał odpowiedzi na jej pytania, ale skłamałby, gdyby powiedział, że nie sprawiało mu to żadnej przyjemności. Uśmiechał się przymilnie, zarówno do Willow, jak i do napotkanych na ich drodze kobiet odzianych w drogie suknie, głęboko w środku chowając swój ból i niechęć do wszystkiego i wszystkich, którzy tego wieczora znaleźli się w sali bankietowej hotelu Westin Bonaventure. Skrycie miał nadzieję, że ta noc prędko się skończy, ale coś podpowiadało mu, że była to nadzieja złudna. Cóż, skoro już tu byli, mogli się przynajmniej choć trochę zabawić, nim przyjdzie czas na pracę. Motywowany tą myślą, przyciągnął Willow bliżej, łapiąc ją w talii i zbliżył swe usta do jej ucha, by cicho, acz nie szeptem, oznajmić: - Rozluźnij się trochę, Marlowe, nie wykorzystuję panien na pierwszej randce. Chyba że same o to proszą - Żarty. Wciąż tylko żartował, zero konkretów! - Uśmiechaj się, jakby to miała być najlepsza noc w twoim życiu - dodał, już nieco poważniej, bo chciał, by rzeczywiście wzięła sobie do serca jego słowa. Zabrał ją tutaj wbrew woli ich przełożonego i zależało mu na tym, by wtopić się w tłum. Rozejrzał się po bogato zdobionej sali, wciąż jednak pozostawał blisko brunetki - zdecydowanie bliżej niż wypadałoby dwójce ludzi, których łączyły stricte zawodowe relacje.
    - Jest tu ktoś, kogo od dawna nie widziałaś - dodał, gdy w końcu wypatrzył osobę w tłumie - Pomyślałem sobie, że jego widok sprawi ci przyjemność - Nieznacznie skorygował ich pozycję, robiąc pół kroku w lewo i przyłożył dłoń do jej policzka, zupełnie tak, jakby chciał jej twarz przyciągnąć bardziej ku sobie i złożyć na nim ciepły pocałunek. Nie zrobił tego jednak i po prostu trwał w tej pozycji przez moment, mając nadzieję, że kobieta wśród tłumu dostrzeże starego Marqueza, który wreszcie wylazł ze swojej pieczary na końcu świata i postanowił zjawić się w samym sercu Los Angeles, a swoje przybycie oznajmić światu hucznym, przesadnie napompowanym przyjęciem. Powszechnie szanowany biznesmen od lat wymykał się służbom ścigania, choć wydział ds. przestępczości zorganizowanej i narkotyków, miał wiele powodów by sądzić, że za majątkiem mężczyzny stoją nie tylko legalne interesy.
    - Szampana? - zaoferował, gdy już odsunął się na bezpieczną odległość i uśmiechnął się, po raz pierwszy tego wieczoru, całkowicie szczerze.



    Willow Marlowe




    2019-08-07, 18:56

    Nie skomentowała jego słów, a jedynie wywróciła oczami, wciąż zirytowana faktem, że nie podzielił się z nią żadnymi szczegółami, dotyczącymi tego, co na nich czekało i celowo trzymał ją w niewiedzy. A Marlowe niestety nie należała do cierpliwych osób, więc łatwo sobie wyobrazić, jak musiało być jej teraz ciężko, jadąc w eleganckim stroju, z równie eleganckim Javierem obok, w bliżej nieznanym sobie kierunku. Mimo wszystko doceniała, że nie postanowił jej w żaden sposób skrytykować, jak to z reguły miał w zwyczaju. Stanowiło to całkiem, całkiem miłą odmianę! Po raz pierwszy od bardzo dawna, Willow naprawdę czuła, że wygląda dobrze. Choć na co dzień raczej nie sprawiała wrażenia osoby lubiącej się stroić, to ta jej nieco próżna cząstka, głęboko skrywana, w tej chwili była w siódmym niebie! Miło było prezentować się jak na typową kobietę przystało. I chociaż spodnie były o wiele wygodniejsze, niż długa suknia, to chyba jakoś ten jeden wieczór wytrzyma! Warto, dla samego spojrzenia Velásqueza!
    Hotel, pod którym się zjawili, niczego jej nie rozjaśnił. Jasne, zorientowała się, że odbywa się tu jakieś elitarne przyjęcie, ale jakoś nie potrafiła powiązać tego z nimi. A może po prostu nie chciała przyjąć do wiadomości, że będą musieli dołączyć do tłumu gości? To nawet było prawdopodobne. Starała się nie protestować (jakoś mocno), gdy Javier chwycił ją pod rękę i spróbowała przywołać na twarz uśmiech, którym obdarzała mijających ich ludzi. Prawdę mówiąc, teraz, gdy już rozlatujący się samochód mężczyzny zniknął za horyzontem, idealnie wpasowywali się w ten obrazek pięknych i bogatych. - Jasne, że się wpisują. Dlaczego niby nie? - oznajmiła, z udawanym oburzeniem i wolną ręką odrzuciła włosy na plecy. Jednak łatwo było powiedzieć, trudniej zrobić. Nie przywykła do takich sytuacji, zwłaszcza z Velásquezem obok. Zazwyczaj ich współpraca wyglądała nieco inaczej. Ale widząc, że jej partner nic sobie z tego nie robi, a wręcz przeciwnie, postanowiła pójść w jego ślady, a przynajmniej spróbować.
    - Czyli to jednak randka, a nie służbowe wyjście? - spytała, z zaciekawieniem unosząc lekko prawą brew ku górze i uważnie przyglądając się mężczyźnie. Po chwili głośno się zaśmiała i nie było to ani trochę wymuszone! Najlepsza noc w jej życiu, dobre sobie! - Może taka właśnie będzie, kto wie - odparła, wzruszając przy tym ramionami i jakby na zawołanie, uśmiechnęła się do niego. Sama nie mogła uwierzyć w to, co tu się dzieje. Wciąż także nie przestawał dziwić jej fakt, że Javier jeśli tylko chce, to potrafi zachowywać się jak człowiek. Zmarszczyła brwi, słysząc jego kolejne słowa, starając się jednocześnie odgadnąć, o kogo może mu chodzić. Chociaż domyślała się, że to jedna wielka szopka, to kiedy tak przyłożył dłoń do jej policzka, przez krótki moment rzeczywiście sądziła, że ją pocałuje. Dobry był, musiała mu to przyznać. Ktokolwiek teraz na nich patrzył, raczej pozbył się wszelkich wątpliwości i uznał ich za kolejną zakochaną w sobie parę, jakich było tutaj wiele. Gdy w oddali dojrzała znajomą sylwetkę, oczy rozszerzyły się jej ze zdziwienia. Sporo ryzykował, zjawiając się w Los Angeles, a tym bardziej organizując tak wystawne przyjęcie. - W takim razie dobrze myślałeś - przyznała, unosząc kąciki ust nieco ku górze, bo teraz już wszystko było jasne. No, mniej więcej. - Z przyjemnością - zgodziła się, odwzajemniając jego uśmiech, który tak rzadko miała okazję zobaczyć. Skoro mieli dobrze się bawić, szampan był wręcz wskazany.



    Javier Velasquez




    2019-08-09, 15:55

    Fakt, że Javier z własnej, nieprzymuszonej woli postanowił wybrać się na eleganckie przyjęcie śmietanki towarzyskiej LA, już sam powinien jej sugerować, że Javier miał jakieś ukryte motywy. Wciągnięcie ich na listę gości również nie mogło być przecież zbyt łatwe i Velasquez w gruncie rzeczy zadał sobie nieco trudu, by on i Willow mogli spędzić tu miło czas. Choć obydwoje w swoich balowych strojach prezentowali się nienagannie, co bardziej spostrzegawczy goście pewnie zauważyli już, że garnitur Javiera nie był strojem prosto od projektanta, a Willow najpewniej nie wydała kilku tysięcy dolarów na swoją suknię. Kilka drinków miało wystarczyć jednak, by większość z towarzystwa zapomniała o tej nietypowej parze.
    Pokręcił głową, nie obrzucając jej nawet spojrzeniem, gdy spytała, dlaczego eleganckie przyjęcia nie miałyby stanowić idealnej scenerii do randek. Nie skomentował, może i dobrze, bo najpewniej rzuciłby w jej kierunku coś niezbyt miłego i ten jakże uroczy wieczór mógłby się skończyć jeszcze zanim na dobre się zaczął.
    - Chciałabyś, żebym ci powiedział, że dzisiejszy wieczór nie ma nic wspólnego z pracą i jestem tu tylko dla ciebie? - rzucił zaczepnie, choć nawet się przy tym nie uśmiechnął i przez moment pewnie, można by było myśleć, że pyta zupełnie poważnie. Odczekał chwilę, jakby rzeczywiście chciał uzyskać odpowiedź. Zmierzył ją wzrokiem, chyba trochę niegrzecznie, ale miał w poważaniu to, jak mogłaby to odebrać. W innym życiu, pewnie nawet stwierdziłby, że jest w jego typie. Marlowe irytowała go jednak ponad wszystkie normy i wydawało mu się, że jest to przeszkodą nie do przejścia. Dziś jednak postanowił się dobrze bawić (i przy okazji zdobyć kluczowe informacje dla prowadzonej sprawy), więc gdy zgodziła się na kieliszek szampana, opuścił ją na moment i udał się w stronę kelnerki, która szarżowała z tacą trunków między wesołymi gośćmi.
    Wręczył Marlowe kieliszek, po czym uniósł swój do góry, w geście toastu: - W takim razie, za najlepszą noc w twoim życiu - stwierdził z szelmowskim błyskiem w oku i nawet dla postronnych musiało to brzmieć jak szczerze życzenie, by ten wieczór był szczególnie udany. Wypił całą zawartość kieliszka na raz i odstawił go momentalnie na tacy przechodzącej obok kelnerki. Poprawił mankiety, po czym powiódł wzrokiem za parą, która właśnie wkraczała na parkiet mieszący się w głębi sali. Przez krótki moment toczył walkę z samym sobą, by ostatecznie chwycić Marlowe za rękę i poprowadzić ją w stronę tańczących bogaczy. Chciał z nią przez moment porozmawiać, jednocześnie nie tracąc z oczu Marqueza, który właśnie znalazł się na drugim krańcu parkietu z jakąś młodszą od siebie o 20 lat kobietą.
    Objął panią detektyw w talii i przyciągnął bliżej siebie, by mogli zacząć kołysać się w rytm spokojnej melodii.
    - Na pewno zatrzymał się w jednym z penthouse’ów - zaczął nagle, zanurzając głowę pomiędzy jej ramieniem a uchem - z boku, musiało to wyglądać niezmiernie romantycznie. - Nie mam tylko pojęcia, który numer - dodał, jakby liczył, że Marlowe zaraz coś na to zaradzi. Nim zdążyła odpowiedzieć, odsunął się od niej nieznacznie, by móc obrócić nią w tańcu. Nie był wyborowym tancerzem, ale póki co nie zdołał jeszcze nadepnąć jej na stopę ani potknąć się o jej suknię, co dla samego Javiera było wystarczającym sukcesem.



    Willow Marlowe




    2019-08-14, 10:07

    To nie były ich klimaty. I nawet jeśli pozornie zdawali się tutaj pasować, dzięki swoim eleganckim strojom, to wystarczyło lepiej się przyjrzeć, by zauważyć, że nie czują się tu swobodnie i całkiem naturalnie. A przynajmniej nie Willow. Oczywiście próbowała się wpasować, obserwowała kobiety wokół nich i starała się naśladować ich sposób zachowania, ale nie była pewna, czy to wystarczy. Cała ta sytuacja, w której się znaleźli, nijak nie pasowała do tego, do czego była przyzwyczajona. Prawdę mówiąc, było to chyba pierwsze przyjęcie w całym jej życiu! Biedna, aspołeczna Marlowe. W tym momencie trochę żałowała, że nie jest tu czysto prywatnie i nie może po prostu się wyluzować, no ale cóż. To i tak stanowiło przyjemną odmianę, od obskurnych barów i podejrzanych melin, w których z reguły przesiadywali, obserwując podejrzanych, dlatego nie zamierzała narzekać, czy też głośno wyrażać swojego niezadowolenia. Ciekawiło ją jedynie, jak Javierowi udało się załatwić dla nich wejściówki, a przede wszystkim, czy ich przełożonych o tym wiedział. Cichy głosik w głowie podpowiadał jej, że prawdopodobnie nie. Trudno było jej uwierzyć, by miał wyrazić zgodę na ten ich, bądź co bądź, ryzykowny rekonesans. Już otwierała usta, by omówić tę kwestię ze swoim partnerem i dopytać, jak się sprawy mają, ale w porę się powstrzymała. To nie był dobry moment.
    - Dokładnie tak. Takie wyznanie to byłoby coś - oznajmiła po krótkiej chwili, jakby najpierw musiała się dobrze zastanowić nad udzieleniem odpowiedzi i pokiwała lekko głową. Zdawała sobie sprawę z tego, że to tylko takie ich słowne gierki, ale sam fakt, że Javier był do nich zdolny, miło ją zaskoczył. Do tej pory miała go za chama, gbura i sztywniaka. A tu proszę! 50 twarzy Velásqueza. Gdy tak zmierzył ją wzrokiem, sama zrobiła to samo, a kąciki jej ust odruchowo wygięły się w uśmiechu. - Wtedy już nie musiałbyś udawać i kryć się z tym, że ci się podobam - dopowiedziała, wzruszając ramionami, jakby to było coś oczywistego i cicho się zaśmiała, odbierając od niego kieliszek, również unosząc go ku górze, by po chwili upić większą jego zawartość. Ciężko jej było powstrzymać rozbawienie całą tą szopką, którą tutaj odstawiali, ale przywoływała się do porządku, bo mimo tej najlepszej nocy i gry pozorów, musiała też pamiętać, by zachowywać się profesjonalnie! Przynajmniej w pewnym stopniu. Odstawiła kieliszek i nieco wbrew sobie, podążyła za mężczyzną w stronę parkietu. Z cichym westchnieniem przysunęła się do niego, obejmując go i pozwoliła się prowadzić. Mimo że nie czuła się do końca komfortowo, to pomysł z tańcem był jak najbardziej trafiony. Dzięki temu mogli w miarę swobodnie wymienić się spostrzeżeniami, jednocześnie obserwujących znajdujących się wokół ludzi, a w szczególności jedną, najważniejszą dla nich osobę. Już miała coś powiedzieć, kiedy Javier tak się do niej przybliżył, nachylając w kierunku jej szyi i mimowolnie zadrżała. Zdecydowanie zachowywał się bardzo przekonująco. Obróciła się wokół własnej osi i ponownie przysunęła do mężczyzny, zastanawiając się jednocześnie nad sposobem, w jaki mogliby uzyskać potrzebną im informacje. - Mogłabym spróbować się dowiedzieć - mruknęła, zerkając w stronę Marqueza. Widać było, że lubił znacznie młodsze od siebie i piękne kobiety i chociaż ryzykowne było zbliżanie się do niego, to Willow była gotowa to zrobić.



    Javier Velasquez




    2019-08-18, 21:50

    Żałował, że nie mogli teraz być w jednym z tych zapyziałych, przydrożnych barów, w których zwykle przychodziło im pracować. Choć starał się markować wszystko jakże nienaturalnymi uśmiechami, którymi raczył co jakiś czas co poniektórych gości, miał wrażenie, że na zewnątrz zaraz wydostanie się jego wielka niechęć i cała ta operacja będzie stracona. Zwłaszcza, że przebywał tu z Marlowe, której, w gruncie rzeczy, nigdy nie brał za pannę z wyższych sfer. Obserwował ją teraz uważnie, zastanawiając się, jak bardzo niekomfortowe jest dla niej te całe przedsięwzięcie i jak bardzo żałuje, że gdy zdecydował o ich dzisiejszym wyjściu, nie protestowała głośno i wyraźnie, na przykład, sprzedając mu cios między żebra. Wtedy zawsze mógłby zaniechać zaszczycenia tej imprezy swoją obecnością albo zabrać ze sobą nieco bardziej doświadczoną i nieco bardziej posłuszną, panią detektyw. Z jakiegoś tylko sobie znanego powodu, nie zastanowił się nawet, kto mógłby zastąpić Willow - to musiała być ona. Może chodziło o jej niesubordynację, może o to, że Javier lubił myśleć, że mimo jej buńczucznego nastawienia, miał nad nią jakąś władzę. Wszak tak bardzo lubił dawać jej reprymendy. Może chodziło zaś o coś zupełnie innego i jej towarzystwo miało w rzeczywistości sprawić, że ten wieczór będzie zdecydowanie znośniejszy.
    Zabawiała go teraz, gdy tak się z nim droczyła. Trochę go zaskoczyła, gdy tak śmiało zasugerowała, że mu się podoba. Jakby weryfikując jej słowa, tu i teraz, sam niepewien, czy brunetka może mieć rację, zlustrował ją uważnie wzrokiem w zupełnej ciszy. W końcu zatrzymał spojrzenie na jej twarzy i po krótkiej chwili, oznajmił: - Twój nos jest trochę zbyt zadarty i twój środkowy palec lewej dłoni zbyt wygięty w prawo. W dodatku, jak na mieszkankę Los Angeles, jesteś dość blada... - zauważył, z dość dużą dbałością o szczegóły - Ale tak, pomijając chwile, w których zbyt dużo mówisz, tym irytującym głosem moralności i rozsądku, i gdy ignorujesz wszystkie moje polecenia, możemy powiedzieć, że mi się podobasz - przyznał w końcu, dość śmiało, choć biorąc pod uwagę fakt, że irytowała go niemal codziennie, tych chwil, gdy mu się podobała, nie powinno być zbyt wiele. Ten moment jednak, w którym się teraz znajdowali, to była taka chwila. Zostawił to jednak dla siebie, nie dodając już nic. Obrzucił jej sylwetkę ostatnim, krótkim spojrzeniem, by w końcu utkwić wzrok w zgromadzonych gościach.
    Gdy znaleźli się na parkiecie, starał się wyłowić spośród tłumu mężczyzn, którzy dzisiejszego wieczoru mieli się zająć ochroną Marqueza, a także jego partnerów biznesowych. Fakt, że nie mogli mieć przy sobie broni, a LAPD nie autoryzowała tej akcji, sporo dziś utrudniał. Słysząc sugestię ze strony swojej partnerki, nie odpowiedział nic i przez moment po prostu prowadził ją w tańcu. Mimowolnie ściągnął brwi, gdy jego głowę zaczęły zaprzątać chłodne kalkulacje. Czy to w ogóle miało szansę powodzenia?
    Obrócił Marlowe po raz kolejny, a gdy kobieta ponownie wpadła w jego ramiona, rozbrzmiewały właśnie ostatnie takty utworu. Gdy muzyka już niemal całkowicie ucichła, odsunął się od niej nieznacznie, tak, by móc widzieć jej twarz. - Jeśli coś pójdzie nie tak, nie będę w stanie ci pomóc - powiedział w końcu, niepewien jej reakcji. Jeśli chciała tak ryzykować, musiała wiedzieć, że gdy już uda się jej zbliżyć do ich podejrzanego, będzie zdana na samą siebie. Nie mieli potrzebnego sprzętu, nie mieli również wsparcia z zewnątrz, a otwarte wkroczenie do akcji i zaprzepaszczenie ich przykrywki oznaczałoby poważne kłopoty dla nich samych oraz dla całego wydziału. Nie winiłby jej, gdyby się teraz wycofała. Miał jednak świadomość tego, że to najprawdopodobniej ich najlepsza szansa na to, by pozyskać wartościowe informacje i dowody kluczowe dla sprawy. To była jej decyzja.



    Willow Marlowe




    2019-08-20, 10:18

    Uniosła brwi, zaskoczona, że postanowił pociągnąć temat i kontynuować rozmowę o tym, czy mu się podoba, czy też nie. A kiedy tak lustrował ją wzrokiem, poczuła się... dziwnie. Tak, to było dobre określenie, dokładniej sprecyzować swoich odczuć nie potrafiła. I już nie była taka pewna, czy w ogóle chce, by w jakiś sposób odniósł się do jej słów i je skomentował. Ale nim zdążyła cokolwiek zrobić, czy też powiedzieć, by zmienić temat i skierować konwersację na nieco inne tory, Javier postanowił się odezwać. Momentalnie dotknęła swojego nosa, jakby badając, czy rzeczywiście jest zadarty, bo to tej pory tego nie zauważyła, a następnie przeniosła całą swoją uwagę na lewą dłoń, przyglądając się, czy mówi prawdę i czy jej środkowy palec w istocie jest nieco wygięty. I, o zgrozo, był! Aż się przeraziła, że Velásquez podczas dosyć krótkiego czasu trwania ich znajomości, zwrócił uwagę na takie szczegóły, których ona nie dostrzegła w ciągu całego swojego życia. Nie był to jednak powód do radości! Bo o ile ten zadarty nos mogła przeboleć, tak fakt, że jej palec jest dziwnie wygięty, ani trochę się jej nie podobał. Co do reszty jego podsumowania jej osoby, nie była zaskoczona. Ale gdy po wszystkim przyznał jej rację, potwierdzając jej teorię, co do której była prawie pewna, że nie ma racji bytu, jej usta wygięły się w pełnym satysfakcji uśmiechu. - Tak właśnie myślałam - stwierdziła, kiwając potakująco głową, zadowolona z siebie, że udało jej się go przejrzeć. Domyślała się, że o wiele więcej jest tych chwil, kiedy go irytowała, ale nie miało to dla niej aż takiego znaczenia. - Dlatego tak się na mnie wyżywasz. W ten sposób wyładowujesz swoją frustrację, bo w gruncie rzeczy wiesz, że nigdy nie będziemy razem i nie jesteś pewien, czy ja odwzajemniam twoje uczucia - oznajmiła tonem specjalistki od tego typu spraw, mrużąc przy tym lekko oczy. Chyba minęła się z powołaniem. Może zamiast w policji, powinna zostać psychoterapeutką, udzielającą nieprzydatnych porad życiowych.
    Po krótkiej chwili, ta beztroska, luźna atmosfera zniknęła bez śladu. Nie po to w końcu tu przyszli, by sobie żartować. I kiedy tak tańczyli, nie odzywając się do siebie, Marlowe zaczęła się zastanawiać nad swoją dosyć ryzykowną propozycją. Nie przemyślała tego. Była prawie pewna, że Javier zacznie ją od tego pomysłu odwodzić i nic z tego nie wyjdzie, a tu proszę. Intensywnie myślała, jak to rozegrać w taki sposób, by nikt nie ucierpiał i by przy okazji udało im się czegoś dowiedzieć. Mimo że wątpliwości jej nie opuszczały i wiele ryzykowała, to nie zamierzała się wycofać. Taka szansa mogła się już nie powtórzyć. - Dam sobie radę - stwierdziła, starając się, by zabrzmiało to przekonująco i by nie usłyszał, jak drży jej głos. Zmusiła się do uśmiechu i wzięła głęboki oddech, lustrując wzrokiem zgromadzonych, w poszukiwaniu tej jednej, konkretnej osoby. Rzuciła ostatnie spojrzenie Javierowi i zniknęła w tłumie.
    Zbliżenie się do Marqueza było łatwiejsze, niż sądziła. Mężczyzna miał ogromną słabość do znacznie młodszych od siebie, pięknych kobiet. Stary oblech. Willow z trudem powstrzymała odruch wymiotny, gdy swoją tłustą, spoconą ręką dotknął jej pleców, zamiast tego przywołując na twarz uśmiech, w nadziei, że wypadł przekonująco. Udawanie głupiutkiej i naiwniej również okazało się proste, albo mężczyzna był tak zapatrzony w jej dekolt, że nie słuchał tego, co mówi, pewności nie miała. Lecz gdy zaproponował, by przenieśli się do apartamentu, uznała to za swój mały sukces. Numer 352. Zostawił ją na moment samą, by mogła się odpowiednio "przygotować", ale zamiast tego Willow postanowiła poszperać. W pośpiechu sprawdzała szuflady, w poszukiwaniu dokumentów, które mogłyby im coś powiedzieć. I gdy udało się jej znaleźć coś naprawdę interesującego, dowód przekrętów Marqueza, który pomógłby im go przymknąć, drzwi się otworzyły. I to by było na tyle, jeśli chodzi o sukcesy. Ty suko, tak brzmiały pierwsze słowa Marqueza, wypowiedziane tuż po przekroczeniu progu. Siarczysty policzek, który jej wymierzył, sprawił, że aż się zatoczyła, opadając na kanapę. Widocznie nie wypadła aż tak wiarygodnie, jak się jej wydawało. Podczas gdy starała się wymyślić plan ucieczki, mając jedynie 10 minut, do spotkania z Javierem w holu hotelu, do apartamentu wkroczyło dwóch mężczyzny. I wtedy zaczęła się naprawdę niepokoić. Na nic zdały się tłumaczenia, że to pomyłka, że nie ma nic wspólnego z policją i że zaszło nieporozumienie, które wciąż można odkręcić. Mimo oporu, który stawiała, siłą zaciągnięto ją na krzesło i przywiązano, tak mocno, że sznurek wżynał się jej w skórę. Marquez podszedł do niej, uderzając ją kolejny raz, po czym oznajmił zajmę się tobą jak wrócę i opuścił pokój, zamykając go na klucz. Była sama, to plus, ale co z tego, skoro ją unieruchomili do tego stopnia, że wszelkie próby uwolnienia się były bez szans. Mężczyzna nie określił, za ile się tu pojawi, ale Willow nie sądziła, by miała dużo czasu. Musiała wymyślić coś teraz. Zerknęła na wiszący na ścianie zegar i przygryzła mocno wargę. 15 minut temu miała się zjawić na dole. Teraz była już zdana tylko na siebie. Szamocząc się, starała się poluzować węzeł i uwolnić ręce, oraz nogi, ale bezskutecznie. Najgorsze, że nie miała przy sobie niczego, co mogłoby jej w jakikolwiek sposób pomóc.



    Javier Velasquez




    2019-08-21, 22:44

    Bawiło go to, gdzieś tam w środku, ile satysfakcji czerpała z tego prostego wyznania, w którym oznajmił jej, że mu się podoba. Była bardzo ładną, zadbaną kobietą, a Javier nie był ślepy. Może nie wpisywała się w ramy jego ideału kobiety, o ile w ogóle takowy posiadał, ale gdyby nie pracowali razem, to jasne, czemu nie, spróbowałby zaciągnąć ją do łóżka raz czy dwa. Jej kolejne słowa przypomniały mu jednak, dlaczego czasami tak bardzo miał jej dość. - Widzisz, dokładnie o tym mówię - wycelował w nią palec - za dużo myślisz o... uczuciach - ostatnie słowo wyrzucił z siebie jakby z wielką odrazą - i za każdym razem próbujesz mnie przechytrzyć - dokończył, po czym pokręcił głową na myśl o swej beznadziejnej sytuacji i odpuścił sobie ten jakże absurdalny temat.
    Równo o godzinie, którą sobie wyznaczyli na moment spotkania, znalazł się w przestronnym holu. Było tu znacznie spokojniej niżeli w sali restauracyjnej, w której właśnie trwało przyjęcie, a co za tym idzie, mniej tłoczno i nadchodzącą Marlowe wypatrzyłby bez najmniejszego trudu. Tak się jednak nie stało. Pięć minut spóźnienia był skłonny jej wybaczyć - być może stary Marquez nie chciał jej tak łatwo wypuścić ze swoich wielkich łapsk. Po 10 minutach zaczął się jednak zastanawiać, czy Marlowe w ogóle zamierza się zjawić. Gdy minęło 15, pomyślał sobie, że pewnie zginęła w momencie, w którym biznesmen przejrzał jej plan. Bardziej optymistyczna wersja zakładała, że torturuje ją gdzieś, związaną, by wyjawiła mu, dla kogo pracuje i co na niego mają. Velásquez nie sądził, by Willow długo owe tortury wytrzymała, a zatem koniec końców wszystko sprowadzało się do pierwszej z możliwości: była martwa. Może jeszcze nie w tym momencie, ale już za chwilę: była martwa. Myśl ta nie dawała mu spokoju i na krótki moment wypełniła cały jego umysł. To drugi już martwy partner w przeciągu ostatnich dwóch lat. I tym razem, pani detektyw miała zginąć za sprawą jego brawurowej głupoty.
    Nie powinien iść jej szukać. Nie od razu. Powinien powiadomić przełożonego, wezwać wsparcie, ale w swej głupocie trwał dalej, i zrobił coś dokładnie odwrotnego. Javier miał to do siebie, że gdy widział na horyzoncie rozsądne, właściwe rozwiązanie problemu, wybierał tę drugą, bardziej ryzykowną opcję. Czasami się opłacało.
    Nie wiedział, czy istniała szansa, by opłaciło się dzisiaj. Ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, nie? Cała ta maskarada dzisiejszego wieczoru była dość ryzykownym przedsięwzięciem, niosącym za sobą dość nieprzyjemne konsekwencje. Stawiał na szali swoją reputację, swoje życie, a teraz także, życie Marlowe, o które w pewnym sensie dbał bardziej niż o swoje. Nie dlatego, że tak mu na niej zależało, bo wzdychał do niej po nocach. Zwyczajnie wiedział, że nie zasługiwała na to, by ucierpieć przez jego pracoholizm, lekkomyślność i nieustępliwość. On sam grał w tę niebezpieczną grę znacznie dłużej niż ona i przesuwał pionki w dość nieprzewidywalnych ruchach.
    Numer apartamentu był pierwszą rzeczą, jakiej potrzebował, by odnaleźć panią detektyw. Gdy sprawnym ruchem wślizgnął się za ladę w recepcji, korzystając z nieuwagi jednej z kobiet, postanowił przewertować spis gości zatrzymujących się aktualnie w hotelu, ale pod żadnym z numerów nie widniało nazwisko Marqueza. Najpewniej używał fałszywych dokumentów lub sporo zapłacił, by chronić swą prywatność. To by było na tyle z próby bycia sprytnym.
    Okładanie ludzi pięściami wychodziło mu zwykle znacznie lepiej. Prawdopodobnie po raz pierwszy pobił rosłego mężczyznę w garniturze, kiedy ten znajdował się w męskiej toalecie mieszczącej się w hotelowym lobby, ale uznał to za miłą odmianę od szarej codzienności i obijania mord w obskurnych łazienkach obskurnych pubów. Chwila sportu pozwoliła mu uzyskać kartę do drzwi, broń palna, jak i sprzęt krótkofalowy, którym posługiwała się obstawa szanownego Marqueza. Ukrycie jednego z nich przed oczami postronnych nie należało do zadań łatwych, więc detektyw wiedział, że ma jedynie kilka minut na to, by dostać się na ostatnie piętro budynku i sprawdzić, co przydarzyło się jego partnerce. To, co teraz robił, to było dokładnie to, czego starał się od początku uniknąć.
    Gdy już udało mu się trafić na właściwe piętro, korytarz prowadzący do pokoi okazał się być uważnie strzeżony. O ile pierwszego z mężczyzn udałoby się minąć niezauważonym, gdyby przejść w odpowiednim momencie, o tyle z drugim sprawa nie miała się tak łatwo. Potrzebował czegoś, co odwróci ich uwagę. Wybór padł na czujnik dymu - Javier nigdzie nie ruszał się bez paczki fajek i zapalniczki, i teraz jego nałóg miał się okazać niezwykle przydatnym. Gdy już udało mu się osiągnąć cel, a z zraszaczy na piętrze ostatnim trysnęła woda, skłaniając osiłka nieopodal drzwi do ruszenia w głąb korytarza, by sprawdzić, co się dzieje, Velasquez prześlizgnął się do pokoju 352, przed sobą pchając wózek hotelowy, który podwędził jakiejś pokojówce.
    - Obsługa - zawołał cicho, nim jeszcze zdążył się zorientować, czy ktoś jest w pomieszczeniu. Nie wierzył, że ktokolwiek dałby się nabrać na jego marne przebranie, ale nie w tym rzecz. Wózek służyć miał przede wszystkim do opóźnienia ataku i jego nieuchronnej śmierci. Zdawać by się mogło, że penthouse był pusty, ale cichy jęk Marlowe dał mu do zrozumienia, że brunetka wciąż znajduje się w pokoju. Podążył w stronę, z której dobiegał głos, odbezpieczając przy okazji pistolet, który odebrał jednemu z gości, leżącemu teraz w jednej z kabin w męskiej toalecie. Wyszedł zza ściany, z bronią w ręku, by jego oczom ukazała się w końcu całkiem żywa (ku jego zaskoczeniu), acz skrępowana Willow. Posłał jej pytające spojrzenie, mające oznaczać mniej więcej czy jesteśmy tu sami? i kiedy potwierdziła, opuścił broń i wsunął ją za pasek swych spodni. Wiedząc, że nie mają zbyt wiele czasu, od razu przystąpił do działania i przystąpił do wyswobadzania jej z krępujących ją więzów.
    - Mówiłem, że możesz liczyć tylko na siebie - burknął pod nosem, jakby był teraz czas na to, żeby się na nią złościć. Zmarszczył brwi w gniewnym wyrazie, próbując jak najszybciej uwolnić ręce młodej pani detektyw. Gdy w końcu mu się to udało, obszedł krzesło, na którym siedziała i zjawił się tuż przed nią, nim zdążyła na dobre stanąć na nogach. Sięgnął dłonią ku jej zaczerwienionemu policzkowi, obserwując ją uważnie, wciąż z tą swoją rozgniewaną miną. Usta ściągnął w wąską linię i przez moment nie powiedział nic, pozwalając sobie, by opuszkami palców musnąć kontur jej poobijanej twarzy. Przestudiował jej policzki uważnie, śledząc wzrokiem ślad, jaki zostawiły za sobą palce prawej dłoni Marqueza. Na bardzo krótki moment zapomniał, że muszą stąd wyjść: już. Gdy zdał sobie sprawę, że czas na nich, cofnął rękę, może nieco zbyt gwałtownie i odwrócił się w stronę drzwi wejściowych, jakby spodziewał się, że te zaraz się otworzą. Na ich szczęście, tak się jednak nie stało.
    - W porządku? - zapytał lakonicznie, nieco niepewien, czy Marlowe jest zdolna do samodzielnego opuszczenia budynku i walki, jeśli zajdzie taka potrzeba. Spojrzał na nią jedynie kątem oka, ale był na tyle blisko, że jeśli miałaby się zaraz przewrócić, pod wpływem zmęczenia, strachu bądź środków odurzających, jakie mogliby jej podać, Javier byłby przy jej boku na czas, by ją złapać. - Musimy się stąd zabierać... - zaczął i zawahanie w jego głosie zdradziło, że chciał dodać coś jeszcze - Kurwa. Mamy pół minuty - odgłos pospiesznych kroków narastał z każdą chwilą. Niewiele myśląc, odwrócił się w stronę Marlowe i chyba niezbyt elegancko, pchnął ją z powrotem na krzesło. Przyklęknął przy niej, by zarzucić na nią sznury, którymi była związana i zacisnął je lekko. Chodziło tylko i wyłącznie o zachowanie pozorów na bardzo krótki moment. Do prawej dłoni, skrytej z tyłu, wcisnął jej, jedyną jaką mieli, broń, po czym sam wstał i rzucił się prędko w kierunku wózka hotelowego, który stał na widoku. - Nie spudłuj, Marlowe - zdążył pouczyć ją jeszcze, a kiedy drzwi się otworzyły, do pomieszczenia wszedł jeden z osiłków Marqueza. Naturalnie, podążył w stronę młodej pani detektyw, dokładnie w tym samym czasie, w którym jego stronę popędził kopnięty przez Javiera wózek.



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Styl i kody bazowe wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel