angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Nominacje do drugiej edycji plebiscytu LAwards ruszyły! Zapraszamy do wysyłania zgłoszeń w tym temacie.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Angeltown

    west hollywood
    9 lat/a
    180 cm
    California deserves whatever it gets.
    Californians invented the concept of life-style.
    This alone warrants their doom.



    city of angels
    To capture a California sunset in South Pasadena is to hold an angel's wings with bated breath.
    2019-06-29, 14:04




    Hyacinth Speckhart

    malibu
    25 lat/a
    176 cm
    Słodka? Tylko w Zooies
    Znieczulona
    Fałszuję po godzinach



    Hyacinth Speckhart
    The whole world sitting on a ticking bomb
    2020-03-22, 22:11

    #39

    Hyacinth nie była strachliwą osobą. Lubiła włóczyć się wieczorami, pchać się tam, gdzie nie było całkiem bezpiecznie, by nie tylko zaspokoić swoją młodzieńczą ciekawość, ale też by pozwolić adrenalinie krążyć w żyłach i przyjemnie nakręcać do działania. Ostatnio jednak nie mogła narzekać na brak rozrywek i bodźców, które wpływały na produkcję tego związku chemicznego. I nie potrzebowała wiele, by serce zabiło jej szybciej, podkręcone niepokojem, który chwilami ocierał się o paranoję…
    Bynajmniej nie pomogła przesyłka, którą niemal wciśnięto jej w ręce. Kurier, głuchy na tłumaczenie, że to pomyłka, oddalił się tak szybko, że Hya nie zdążyła oddać mu tej obszernej koperty i jedynie posłała w jego kierunku wiązankę niecenzuralnych słów, pozostając na progu z paczką, której ewidentnie nie była adresatem. Zawahała się, nim zajrzała do środka, oczywiście wcześniej dokładnie oglądając kopertę, czy nic tam z niej nie wycieka. Nie zdziwiłaby się bowiem, gdyby ktoś wysłał jej jakąś odciętą część ciała, czy inny podobnie apetyczny kąsek, chcąc w jakiś sposób ją nastraszyć i przestrzec, by nie wtykała nosa w nieswoje sprawy. Trochę rozczarowała ją zawartość, gdy okazało się, że to jakieś dokumenty, wyniki badań i inne onkologiczne pierdoły, najwyraźniej dotyczące kobiety, której dane nic Speckhart nie mówiły. Któż to do cholery jest Pola Howell? - zapytała się w myślach, od razu wklepując w wyszukiwarkę imię i nazwisko nieznajomej, właściwie tylko po to, by sprawdzić, czy owa persona jest do niej podobna… i czy nie jest poszukiwana jakimś listem gończym. Google wypluło kilkanaście wyników, niezbyt rzucając światło na sprawę, więc Hya postanowiła to czym prędzej wyjaśnić, udając się do szpitala, gdzie wykonano badania, których wyniki dostarczono pod jej adres, choć żadną Howell nie była. Olałaby sprawę gdyby nie sms, który jakiś czas temu dostała od przyjaciela. Tam ktoś był przekonany, że widział Speckhart w szpitalu. Może ta kobieta miała z tym coś wspólnego? Podawał się za nią? Tylko… po co? Było to na swój sposób intrygujące i Hyacinth postanowiła to sprawdzić.
    Przez szalejącą na świecie epidemię nie było łatwo dostać się do szpitala, a zwłaszcza w okolice laboratorium, które wykonało badania. Speckhart jednak była zdeterminowana i w końcu udało jej się dotrzeć na mocno opustoszały korytarz, gdzie już czekały dwie osoby, chyba równie poddenerwowane jak ona.
    - Kto ostatni? - zapytała kobietę, podchodząc troszkę bliżej. Nim tamta zdążyła jej odpowiedzieć, za plecami Hyacinth rozległ się tubalny głos, zniekształcony przez maseczkę, którą potężny mężczyzna miał na twarzy.
    - Odstęp. Zachowuje się odstęp. Gdzie pani się chowała, w oborze? - zapytał uprzejmie, mocno przy tym gestykulując. Speckhart od razu się odsunęła, posyłając facetowi piorunujące spojrzenie. Miała ochotę kaszlnąć mu w twarz, uprzednio usuwając z niej maseczkę. Nie zauważyła przez to, że jedna z kartek, które przyciskała do klatki piersiowej, wysunęła jej się z rąk i wylądowała nieopodal kobiety, którą chwilę wcześniej zagadnęła...
    played by Okamgnienie
    multikontaRufus



    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-03-23, 08:50




    Całe dotychczasowe życie wymykało się z jej rąk. Jeszcze nie tak dawno, kilka miesięcy temu, kiedy rok 2020 był jedną wielką niewiadomą, była nieco inną osobą. Irytującą wielu ludzi dziewczyną, z szerokim uśmiechem na twarzy, spoglądającą na świat przez różowe okulary. Wszystko będzie dobrze. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Kiedyś ponownie wzejdzie słońce. To były jej slogany i naprawdę w nie wierzyła, idealnie wpasowując się w rolę wesołego skrzacika, który to światu obwieszcza radość i nadzieję. Organizowała przyjęcia dla dzieci i udzielała się charytatywnie w wielu miejscach. Spokój i beztroska wręcz kipiały w jej życiu i nie sądziła, że w najbliższym czasie tego wszystkiego jej zabraknie. Że będzie tego wszystkiego potrzebować niczym jakaś desperatka. Jednak jak to mówią - nowy rok, nowa ja! I cholera jasna stało się. Życie wymykało się jej z rąk. Początkowo niewinnie, ale drobne problemy piętrzyły się sprawiając, że nie mogła sobie poradzić z ciężką chorobą siostry, a wplątanie się w romans z alkoholikiem też jej nie pomagał. Następnie pojawiły się problemy w pracy i przerażająca przesyłka na walentynki skrywająca w sobie martwą rybę. Kto robi coś takiego w ogóle? Nie dość, że zaczęła żyć w strachu przed jakimś psychopatą nerwowo montując kamerki w swoim domu, to jeszcze zaczęła się obawiać, że jej akademicki romans odnowiony nie tak dawno temu, zaowocował ciążą... a to jeszcze nie koniec. Okazało się, że zamiast uroczego malucha skrywa w sobie kolonie guzików, które atakują miejsce, gdzie potencjalnie mogłoby powstać dziecko. W jednej chwili cofała całe swoje przerażenie jakie zrodziło się, gdy jeszcze myślała, że jest w ciąży, bo w chwili, gdy tylko okazało się, że prawdopodobnie ani tego, ani kolejnych dzieci nie uraczy w naturalny sposób – załamała się. Rozsypała się wiedząc, że jej instynkt macierzyński gdzieś uśpiony ożył, a teraz nie było szans na zaspokojenie go, chociaż... operacja miała wszystko zmienić. Miała dać szansę i nadzieję, że jeszcze to wszystko przed nią. Kiedy zakończyła się sukcesem Pola robiła wszystko, by przedwcześnie się nie cieszyć. Wciąż miała z tyłu głowy to przeświadczenie, że jej kolonia zostanie poddana szczegółowemu badaniu i dopiero wtedy dowie się coś więcej. Jeśli to jakiś złośliwy syf definitywnie miała przesrane i właśnie dlatego w ostatnich dniach robiła wszystko, by nie myśleć o nadciągających wynikach badań. Oczywiście na próżno, ale starała się. Kiedy w jej dłonie wpadła koperta z wynikami przez kilka godzin siedziała przed nią, bojąc się otworzyć. Nie wiedziała, czy chce przeczytać jej zawartość. Z jednej strony desperacko oczekiwała tego dnia, a kiedy już miała wszystko przed nosem przemówił strach. Paraliżujący i usadawiający ją na kanapie, z której wpatrywała się przed siebie godzinami. Koniec końców poderwała się otwierając pospiesznie kopertę, czytając wyniki i... załamując się w pierwszym odruchu. Słone łzy spływały po jej policzkach, a wokół niej zaciskały się jakieś silne więzy, uciskając wywierały ogromny ból. Chciała się z nich wyswobodzić, a niezrozumiałe spojrzenie padło na kilka cyferek, które miały być przypisane jej osobie, a nie były. Nie, nie. To niemożliwe. W szpitalnym łóżku stroiła sobie żart ze swojego numeru pacjenta, który nawet głupiec by zapamiętał, a ten... ten nie należał do niej. Nie zastanawiała się nad tym, czy się łudzi i jedynie napędza niepotrzebną nadzieję zamiast pogodzić się z faktem, ale nie potrafiła tego tak zostawić. Osłabiona po całym zabiegu jaki miał miejsce nie tak dawno, wytoczyła się z domu i pognała do szpitala, by jakoś tą sprawę wyjaśnić. W obecnej sytuacji wolała się z niego nie wychylać, ale chęć poznania prawdy zwyciężyła i teraz siedząc w poczekalni próbowała ignorować nadętego buca. Odstęp. Zachowuje się odstęp. Gdzie pani się chowała, w oborze? Przekręciła wymownie oczami, ale nic nie powiedziała, bo jej uwagę przykuła kartka, która wylądowała pod jej nogami. Zerknęła na nią przelotnie z zamiarem oddania kobiecie i pewnie wszystko co zdążyła zobaczyć rozmyłoby się szybko w jej pamięci, gdyby nie okazało się, że dotyczy... jej samej. — Przepraszam... — zaczęła mocno zdezorientowana całą sytuacją, bo... Jak? Kiedy? Dlaczego? — Skąd to pani ma? — wypaliła pokazując jej kartkę z wynikami, które właśnie podniosła z ziemi, ale nie oddając jej w ręce kobiety. Była wyraźnie zdezorientowana i nawet mając maseczkę na twarzy można było to dostrzec bez większego problemu.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Hyacinth Speckhart

    malibu
    25 lat/a
    176 cm
    Słodka? Tylko w Zooies
    Znieczulona
    Fałszuję po godzinach



    Hyacinth Speckhart
    The whole world sitting on a ticking bomb
    2020-03-23, 10:13

    Gdyby ktoś chciał wskazywać różnice między rodzeństwem Speckhartów, to oprócz tych oczywistych, wynikających z płci, pewnie możnaby wskazać na duszę. O ile Royce ją miał i nie dotyczyło to tylko talentu artystycznego (który przejawiał się u niego od najmłodszych lat, zapoczątkowany sklejaniem modeli, często zespołowymi malunkami na pótnie, kończąc na naprawdę udanych renowacjach antyków), o tyle Hyacinth była bardziej bezduszna, zwłaszcza wobec ludzi. To był typ człowieka na tyle złośliwego, że kiedy widziała leżącego, z przekory go jeszcze kopnęła; podawaną szklankę wody wypijała sama i ogólnie nie kwapiła się do pomocy obcym ludziom (co innego garstce bliskich osób). W tym wszystkim też pewnie nigdy nie zastanawiała się nad tym, że mogłaby zachorować (nie licząc chorób psychicznych, które sama sobie zdiagnozowała po tym jak dowiedziała się, że jej babka była dzieciobójczynią) i kiedyś znaleźć się w sytuacji tych osób, które zlekceważyła. Prędzej widziała siebie za kratkami, jak przez długie lata gnije w więzieniu, odpokutowując Słoneczniki Van Gogha, czy inną Mona Lisę, za którą pewnie pochwaliłby ją niejeden mistrz i niejeden dałby się pokroić.
    Dlatego też dokumentacja medyczna, leczenie jakiejś kobiety, szczególnie dotyczące spraw ginekologicznych, zupełnie nie poruszyło struny jej współczucia. Kto wie, może była ona już tak naderwana, że tylko porządne łupnięcie wywołałoby jakiś efekt?
    Kiedy więc nie tylko mężczyzna, ale też kobieta odezwała się do niej, tym razem nie pytając, gdzie ani kto ją wychowywał, ale, w pojęciu Hyacinth, zadając równie idiotyczne pytanie, odparowała bez namysłu, zupełnie nie zwracając uwagi, że kobieta pokazuje jej kartkę i pytanie dotyczy właśnie tego.
    - Pewnie w genach mam ten brak prawidłowej oceny dystansu między ludźmi - oznajmiła z kpiną, prychając na końcu swojej wypowiedzi.
    Dopiero teraz obróciła się w stronę kobiety i zorientowała się, że dokumenty, które trzyma są w rozsypce, więc natychmiast poprawiła plik, jednocześnie zerkając na brakujący element, który znalazł się w rękach pytającej.
    - Dlaczego pytasz? - odpowiedziała pytaniem na pytanie (nie siląc się na paniowanie, obstawiając, że laska jest w podobnym do Hyacinth wieku), bo przecież nie zamierzała się spowiadać jakiejś idiotce, która pewnie z nudów albo innych wzniosłych pobudek, szuka zaczepki.
    played by Okamgnienie
    multikontaRufus



    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-03-23, 15:00

    Nie radziła sobie zbyt dobrze z osobami pokroju Hyacinth, a fakt, że teraz znajdowała się w idealnej pozycji leżącego... wniosek był prosty – kobieta mogła jej jedynie dokopać. Pola była jej całkowitym przeciwieństwem i jeszcze do niedawna aktywnie działającym we własnej akcji zbawiania świata, jakiej podejmowała się każdego dnia. I nie ważne, czy losowała danego dnia jaką akcję charytatywną wesprze, czy biegła do schroniska pomóc bezbronnym zwierzakom, czy po prostu zarażała uśmiechem. Po prostu zawsze robiła to co mogła, choć w zasadzie nie miała zbyt wiele do zaoferowania. Nie liczyło się jednak to, czy kogoś zna czy nie, po prostu pomagała mając to zakorzenione gdzieś w głębi siebie. Najprawdopodobniej po matce, która postępowała bardzo podobnie. W przyszłości widziała się w typowym domku z ogródkiem, z gromadką dzieci i mężem u boku, w dalszym ciągu uśmiechniętą i skorą do pomocy. Ścieżki dziewczyn przecięły się, a ktoś w górze kto do tego wszystkiego doprowadził, pewnie teraz rozsiadał się z popcornem na kolanach obserwując to co może się wydarzyć, przy tak skrajnych podejściach do życia.
    Potrafiła z góry założyć po tym co zobaczyła, że kobieta niekoniecznie ma dobre nastawienie do kogokolwiek, a tym bardziej do buca w poczekalni. Chciała jednak uniknąć jakichkolwiek słownych potyczek, bo ani nie była w nich dobra, ani też zbyt dobrze ich nie znosiła. Szybko się łamała, a teraz kiedy wszelkie jej pokłady pozytywnego spojrzenia na świat legły w gruzach, była wręcz skazana na porażkę. Pewnie uniknęłaby jakiejkolwiek konfrontacji z nią, gdyby nie fakt, że posiadała jej wyniki badań z jakiegoś niewyjaśnionego powodu. Spojrzała więc na nią nie kryjąc sporej dezorientacji wymalowanej na twarzy. — Może dlatego, że to należy do mnie — stwierdziła nieco nerwowo, ale cała ta sytuacja wydała się jej dziwaczna, a ona uświadomiła sobie, że to co dostała w swojej przesyłce nie dotyczyło się jej, więc może była nadzieja. Nadzieja, że nie ma złośliwych zmian. Nadzieja, że będzie mogła mieć dziecko. Z chwili na chwilę czuła ogarniające ją zniecierpliwienie, bo bardziej niż to, skąd dziewczyna miała jej wyniki, interesowała ją zawartość tych papierków.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Hyacinth Speckhart

    malibu
    25 lat/a
    176 cm
    Słodka? Tylko w Zooies
    Znieczulona
    Fałszuję po godzinach



    Hyacinth Speckhart
    The whole world sitting on a ticking bomb
    2020-03-24, 21:14

    Hya w pierwszym momencie myślała, że się przesłyszała. Kontrolnie zerknęła w bok, czy ktoś za nią nie stoi i kobieta nie zwraca się jednak do niego. Czy to możliwe, że miała do czynienia właśnie z tą osobą, której papiery tak bezczelnie jej wciśnięto, chcąc najwyraźniej wprowadzić kolejny zamęt w i tak mocno pomieszanym życiu?
    - Doprawdy…? - odezwała się z wyraźnym powątpiewaniem. Widać było, że kobieta również ma przy sobie jakieś dokumenty, co jasno wskazywało na to, że albo czeka na badania, albo zgłosiła się tu by je skonsultować. Różni oszołomi byli na świecie, o czym Speckhart przekonywała się pracując w cukierni i doświadczając tam scen iście dantejskich (zwłaszcza, gdy przed większymi świętami pojawiała się świeża dostawa wypieków), więc przypuszczała, że w szpitalu tym bardziej ma szansę na spotkanie kogoś nie w pełni władz umysłowych. Może laska nie chciała dopuścić do siebie wyników badań, dlatego podkradała cudze, by oszukiwać samą siebie, że jest zdrowa lub wręcz przeciwnie - miała za dobre wyniki, a chciała wymusić kasę od ubezpieczyciela? Wszystko było możliwe…
    - Mam uwierzyć na słowo? - zapytała Hya, unosząc brew. Posłała kobiecie powątpiewające spojrzenie.
    Pech chciał, że na kartce, która wypadła były dane kobiety, więc proszenie ją o ich podanie wydawało się trochę naiwne, bo przecież wystarczyło je przeczytać… Trzeba było zapytać o coś bardziej osobistego.
    - Na jakim oddziale pani leżała i kiedy? - Od tego postanowiła zacząć, kartkując dokumentację, łącznie z wypisem. W sumie mogłaby to olać, oddać papiery i wrócić do siebie, odkażając się i żyjąc sobie spokojnie… ale pozostawa kwestia, czemu kobieta podaje się za nią, a przynajmniej tak myślała Speckhart. To musiała wyjaśnić i zdecydowanie lepiej wcześniej, niż później.
    played by Okamgnienie
    multikontaRufus



    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-03-25, 00:02

    Doprawdy? - odbiło się echem w jej głowie. Myśli zakotłowały się niebezpiecznie szybko, a ona w pewnym momencie myślała, że wybuchnie. Wiedziała, że to należało do niej. Chciała to mieć w tej chwili. Ręka wyrywała się do przodu, jakby chciała jak najszybciej poczuć ciężar kolejnych kartek, by oczy mogły chłonąć to co na nich zapisane. Czuła rosnące w głębi siebie zniecierpliwienie, bo wiedziała, że na wyciągnięcie ręki ma swoje wyniki, ale był jeden problem. Kobieta, w dodatku podejrzliwa. Pewnie w normalnych okolicznościach postąpiłaby podobnie. Nie z złośliwości, a z czystej ostrożności, by dokumenty, które wpadły w jej ręce nie trafiły ponownie do kogoś nieodpowiedniego. Teraz jednak nie myślała trzeźwo. Zamroczyła ją chęć poznania prawdy, zorientowania się w swojej sytuacji zdrowotnej, która od dłuższego czasu trzymała ją w napięciu. W pewnym momencie myślała, że rzuci się na nią wyszarpując to co trzymała w rękach, ale w ostatniej chwili nabrała powietrza, próbując jakoś to przetrwać.
    — Mogłabyś — przyznała, bo w ostateczności właśnie za odrobinę zaufania dałaby się teraz pokroić. To co znajdowało się pośród tych wszystkich kartek było dla niej szalenie ważne. Budziło niepokój, ale też utrzymywało drzemiącą w niej nadzieje, że może nie jest źle; że może jest szansa i jej kolonia guzów wcale nie była złośliwa, o czym świadczyły dokumenty, które otrzymała ona przez pomyłkę.
    — Mam Ci się teraz spowiadać? I tak za wiele już widziałaś — odparła nerwowo słysząc pytanie i nie potrafiąc ugryźć się w język. Zazwyczaj podchodziła z dużą rezerwą do takich sytuacji, napędzana własnym optymizmem. Jednak nie dziś... — Onkologia — rzuciła nerwowo — wyniki z pobranych guzów dwa tygodnie temu, wystarczy? Czy może jakimś magicznym trafem mam jeszcze powiedzieć Ci jakie są te wyniki? — tak, zdecydowanie chciała już wiedzieć jakie wieści na nią czekają pośród tego pliku kartek. Fakt, że wciąż była zdana na podejrzliwą kobietę niczego nie ułatwiał. Tak jakby to pieprzone dwa tygodnie w oczekiwaniu, po którym dostała czyjeś wyniki stwierdzające o złośliwości zmiany, nie było dla niej wystarczającym psychicznym obciążeniem.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Hyacinth Speckhart

    malibu
    25 lat/a
    176 cm
    Słodka? Tylko w Zooies
    Znieczulona
    Fałszuję po godzinach



    Hyacinth Speckhart
    The whole world sitting on a ticking bomb
    2020-03-26, 00:48

    Parsknęła śmiechem. Krótko i pewnie niestosownie, zwłaszcza widząc reakcję pozostałych osób, których ciężar nieżyczliwych spojrzeń spoczął na ramionach Hyacinth. Była osobą na zaufanie której pracowało się latami, a i tak na palcach jednej ręki mogła wyliczyć tych, którzy je zdobyli. Bynajmniej nie zaliczały się do niej jakieś przypadkowe osoby, które twierdziły to moje, licząc na szlachetne i naiwne pobudki Speckhart, która bez problemów zaspokoiłaby ich zachcianki i potwierdziła prawdziwość ich słów, zwłaszcza tak szybko…
    Widząc nerwowość kobiety, asekuracyjnie zrobiła niewielki krok w tył, jakby w obawie, że niższa od niej kobieta mogłaby chcieć się na nią rzucić. Zawsze te małe pieski najgłośniej szczekały, przeszło przez myśl Hyacinth, która po pierwszym zdaniu kobiety, znów miała ochotę się zaśmiać. W gruncie rzeczy widziała niewiele, bo nie była tym zainteresowana, zwłaszcza nie rozumiejąc większości medycznego bełkotu, którym zadrukowane były kartki. Nie chciało jej się jednak wyprowadzać rozmówczyni z błędu, więc tylko uśmiechnęła się z politowaniem, najwyraźniej czerpiąc jakąś satysfakcję i radość z tego niepokoju Howell.
    - Hmmm… - zamruczała, przedłużając niepewność kobiety. Przekartkowała niespiesznie dokumenty, kiwając głową. - Zgadza się - stwierdziła, powoli unosząc spojrzenie na Polę. - Wytłumacz mi w takim razie, panno Howell, jakim cudem te papiery trafiły do mnie? - zapytała, nie kryjąc ironii. Tym razem jednak spoważniała. Czekając na wyjaśnienie uważnie przyglądała się nieznajomej, przesuwając wzrokiem po całej jej sylwetce, jakby to miało ochronić ją przed ewentualnym niespodziewanym atakiem z jej strony. Wciąż nie oddała kobiecie papierów, jakby w obawie, że po tym jak tamta je dostanie, nie będzie chciała mówić, a więc nie przybliży Speckhart do rozwiązania tej zagadki. A Hya musiała wiedzieć, co tu jest grane.
    played by Okamgnienie
    multikontaRufus



    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-03-26, 06:55

    Tak naprawdę miała gdzieś to, czy właśnie napotkała jakąś bezczelną typiarę, co czerpie satysfakcję z doprowadzania innych na skraj nerwicy. Nie tolerowała takich ludzi. Jeszcze nie tak dawno, kiedy stąpała po tęczy i pływała w tym spojrzeniu na świat jakie można była uzyskać nosząc różowe okulary, starała się walczyć z takimi osobami. Przeciągnąć na dobrą stronę mocy lub chociażby udowodnić za wszelką cenę, że w głębi siebie mają to pieprzone serce. Teraz jednak naprawdę miała to gdzieś, a na ciche parsknięcie kobiety zareagowała surowym spojrzeniem. W ryzach trzymał ją jedynie ten głębszy oddech jaki zaczerpnęła, by tylko się na nią nie rzucić. Poza złością, którą miała wymalowaną na twarzy i którą każda reakcja kobiety potęgowała, reszta uczuć nie miała większego przebicia w wyrazie jej twarzy. Kiedy dostrzegła pełne politowania spojrzenie, była w stanie jedynie pokiwać głową z cholerną dezaprobacją, wobec kogoś kto marnuje jej czas, własny i jeszcze szarpie nerwy w ramach rozrywki.
    —Też mi odkrycie — no oczywiście, że się zgadzało. Przecież mówiła, że to należy do niej, więc czy naprawdę potrzebowała jeszcze jakiś wyjaśnień poza tymi które otrzymała? Czy dla rozrywki postanowiła jeszcze zabawić się jej kosztem wydłużając czas oczekiwania. — Jasne... pewnie. Daj mi tylko czas, aż wyjaśnię jakim cudem te papiery — uniosła w górę plik kartek, z którym sama tutaj przyszła — znalazły się w moim domu, chociaż należą do kogoś zupełnie innego, hm — posłała jej wymowne spojrzenie, bo tak, spotkało je coś podobnego I nie, jej magicznie nie nawinęła się pod nogi osoba, do której by one należały, a nie pogardziłaby tym. Chciała otrzymać swoje wyniki, wrócić do domu i w końcu je w spokoju przeczytać, a nie użerać się z podejrzliwymi i upierdliwymi przypadkami.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Hyacinth Speckhart

    malibu
    25 lat/a
    176 cm
    Słodka? Tylko w Zooies
    Znieczulona
    Fałszuję po godzinach



    Hyacinth Speckhart
    The whole world sitting on a ticking bomb
    2020-03-26, 20:25

    Po tym, jak Hyacinth zlustrowała kobietę, próbowała jakoś dopasować do niej zawód, który mogłaby wykonywać.To było trudne, zwłaszcza w tak niesprzyjających okolicznościach - wiszącego w powietrzu wirusa i paniki wywołanej jego błyskawicznym rozprzestrzenianiem się. Obstawiała, że osoba, która chciałaby się za nią podawać, powinna chociaż trochę być związana ze sztuką ewentualnie z cukiernią, gdzie obecnie pracowała Speckhart, zwłaszcza gdy wykluczyło się widoczne podobieństwo obu pań. Nic tu się nie zgadzało; traciło sens, kiedy poddało się to głębszej analizie. A może to w ogóle było nieporozumienie i niepotrzebnie Hya zaprzątała sobie myśli tą sprawą? Na pewno było jakieś racjonalne wytłumaczenie, bez potrzeby naciągania scenariuszy i innych dziwnych zbiegów okoliczności...
    Śledziła uważnie ruch kobiety, gdy wskazywała na trzymane przez nią dokumenty. Zmarszczyła czoło i przygryzła policzek od środka, uświadamiając sobie, że prawdopodobnie nie tylko ona stała się ofiarą pomyłki.
    - Wiesz kim jestem? Znasz mnie… skądś? - zapytała, nieznacznie zbliżając się do Howell, by wyciągnąć w jej stronę plik kartek, który nie tak dawno odebrała od kuriera. - Dziwnym trafem to trafiło pod mój adres, a ja nie mam pojęcia kim ty jesteś - skwitowała Hyacinth, tym razem już bez żadnych złośliwości. Nie pytała, czy kobieta ma badania, które mogłyby należeć do niej, bo w ostatnim czasie nie wykonywała żadnych, ani też nie odwiedzała szpitala, by wykonać jakiś planowany, czy nieplanowany zabieg. To nie dawało jej spokoju…
    Na korytarzu pojawiła się odziana w fartuch (i inne zabezpieczenia) kobieta, która chciała przemknąć z laboratorium w stronę oddziałów, jednak Hyacinth zatrzymała ją, zagradzając drogę.
    - Czy często zdarza się w waszym laboratorium, że mylicie wyniki? - zapytała otwarcie, nie dając się wyminąć, choć kobieta usilnie próbowała.
    - Pani też? Ech. Proszę zgłosić się w tej sprawie do rzecznika. Najlepiej kontaktować się telefonicznie - powiedziała lakonicznie. - Wezwę ochronę, jeśli mnie pani nie przepuści - dodała już mniej służbowym tonem. Słychać było, że wzrasta jej poziom irytacji. Speckhart odsunęła się, odprowadzając wzrokiem mamroczącą coś pod nosem kobietę.
    played by Okamgnienie
    multikontaRufus



    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    Wczoraj 22:04

    W ostatnim czasie z trudem ogarniała bycie sobą. Zmiany jakie nastąpiły w jej życiu nie dawały szansy na spokojne zaakceptowanie sytuacji, więc musiała improwizować. Jak w tym całym chaosie piętrzących się wokół niej problemów miałaby znaleźć czas, by podszywać się pod kogoś innego. Ba! Jaki miałaby w tym cel? Żadnego. Pewnie szybko wybiłaby to z głowy kobiety, gdyby wiedziała jakie myśli plączą się jej pod czupryną, ale zupełnie nieświadoma, zagubiona i zniecierpliwiona niepewnością co do wyników własnych badań, mogła jedynie stać i czekać, aż w końcu otrzyma dokumenty, by mogły rozejść się we własnych kierunkach. Sama miała do zwrotu plik dokumentów, który nie dotyczył jej i chciałaby zrobić to jak najszybciej, by wrócić już do domu. Ostatnio zbyt wiele czasu spędziła w szpitalu, więc teraz przytłoczona powrotem do tego miejsca wiedziała, że wolałaby być we własnych czterech ścianach z dala od tego bałaganu.
    Słysząc pytania jakie wyszły do kobiety nie potrafiła zareagować inaczej. Szczęka lekko opadła, a rozszerzone usta wyrażały tylko zdziwienie. Westchnęła lekko rozkładając ręce w bezradności, z czego prawie upadło jej kilka kartek. Prawie, bo pokracznymi ruchami złapała je wszystkie, wyprostowała się i spojrzała ponownie na kobietę, która teraz wyciągała do niej rękę z wynikami badań. Szybko je przejęła, ale zdziwienie wciąż malowało się na jej twarzy. — Nie mam pojęcia kim jesteś, serio — rzuciła pospiesznie tylko po to, by zanurkować spojrzeniem we własnych wynikach próbując doszukać się jakiś odpowiedzi co do stanu zdrowia własnego. Cholernie zależało jej, by było dobrze, dlatego kiedy przeczytała notkę o ponownym zgłoszeniu się w celach wyjaśnienia kilku nieścisłości poczuła silny skurcz w brzuchu i mimowolnie się skrzywiła. Lepsze to niż złośliwość nowotworowych zmian, o której wspominały papiery, które dostała przez pomyłkę, ale to i tak było marne pocieszenie. Mdliło ją ze strachu, który próbowała zatrzymać tylko dla siebie i lekko zdezorientowana spojrzała na towarzyszkę, bo dotarło do niej, że jeszcze coś mówiła. — Do mnie też trafiły czyjeś badania, więc widocznie mają tu niezły bałagan w dokumentacji — oznajmiła i jeszcze na chwilę wróciła wzrokiem do własnych wyników. Nie na długo, bowiem widząc kobietę w fartuchu sama miała ochotę zadać pytanie. Hyacinth ją jednak uprzedziła, ale właściwie uzyskała częściowo odpowiedź na nurtujące ją pytanie. Pani też powtórzyła po kobiecie i zwróciła się do stojącej obok Speckhart — więc chyba nie my jedne padłyśmy ofiarą jakiejś pomyłki — stwierdziła i westchnęła lekko. — Chcesz to jakoś wyjaśniać? Na dobra sprawę możesz mieć już to z głowy, skoro wyniki trafiły do właściwiej osoby — miała rzecz jasna na myśli siebie — a ja — uniosła plik kartek nieznajomej osoby — jakoś to sobie załatwię — szła jej właściwie na rękę, bo to po co przyszła na swój sposób załatwiła.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Kody wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel