angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Nominacje do drugiej edycji plebiscytu LAwards ruszyły! Zapraszamy do wysyłania zgłoszeń w tym temacie.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Angeltown

    west hollywood
    9 lat/a
    180 cm
    California deserves whatever it gets.
    Californians invented the concept of life-style.
    This alone warrants their doom.



    city of angels
    To capture a California sunset in South Pasadena is to hold an angel's wings with bated breath.
    2019-06-22, 19:12




    Connor Doherty

    bel air
    26 lat/a
    187 cm
    I just came here to the party for the drugs
    I'm not tryna make a friend
    or fall in love



    Connor Doherty
    Every time your lips touch another I want you to feel me
    2020-03-25, 21:34

    005 + ciuszek pracowniczy

    Dzień jak co dzień pomyślał wchodząc do hotelu tylnym wejściem dla personelu. Podszedł do swojej szafki i przebrał się w normalny mundurek, który przynależał do dress code hotelu. Z początku czuł się max zażenowany pracując w takich ciuchach, ale po dzięki zgodzie menagera nieznacznie podrasował strój i, co najważniejsze i najbardziej go ucieszyło, pozbył się tej okropnej czapki. Czuł się w niej jak jakiś pielgrzym czy inny żydek. Oczywiście nikomu nie umniejszając. Po prostu nie czuł się sobą, a skoro musiał spędzić tam niemalże cały dzień to miło byłoby, gdyby mógł chociaż komfortowo poruszać się po swoim miejscu pracy - bez zażenowania i skrępowania.
    Tak jak przewidywał - nie działo się zbyt wiele. Przez panujące ogólnie poruszenie panującym na świecie wirusem niewiele osób miało na tyle odwagi, aby nocować w samym siedlisku wszelkich bakterii i nie wiadomo czego jeszcze. Oczywiście, hotel był sprzątany na bieżąco, ale pieron jeden wie co kto przyniesie na sobie, lub ewentualnie w sobie, kiedy przekracza próg The Westin Bonaventure. Sam Connor nie mógł być pewien, że uniknie zarażenia skoro w dalszym ciągu normalnie pracował. Również w drugiej pracy, w której narażony był pewnie znacznie mocniej niż w tej tutaj. W końcu w klubie jest ciągła rotacja, a pomiędzy jedną a drugą osobą często nie ma nawet kilku centymetrów odstępu nie mówiąc już nawet o półtora czy trzy metrowym.
    Niczego się nie spodziewając ani z całą pewnością niczego nie podejrzewając stał sobie przy recepcji dyskutując z menagerem. Opowiadał mu świetną anegdotkę o gościach, których chwilę temu wymeldował. Byli okropnie nieznośni i wymagający, a pozostawili po sobie taki syf jakby wszystko było im wolno. Connor nie mógł wyjść ze zdumienia, kiedy spotykał na swojej życiowej drodze takich ludzi. Trochę pieniędzy więcej na koncie i człowiekowi tak palma odbijała.. Coś niesamowitego. Zerknął przez ramię dostrzegając Hyacinth wyłaniającą się zza rogu. Często wpadała z różnymi słodkościami z tej swojej cukierni niedaleko. Pewnie ktoś znowu zamówił jakieś wygórowane przekąski.
    - Kogo moje piękne oczy widzą - zagaił, widząc niezadowolenie dziewczyny związane z jego osobą. Uśmiechnął się szeroko kiwając na odchodne menagerowi, który rzucił, że musi wracać do biura, po czym podszedł bliżej niej. - Stęskniłaś się? To dla mnie? - spojrzał na kartonowe pudełeczka ze słodkościami, którymi była obładowana. Nie zamierzał jej pomagać. Nawet nie dlatego, że nie była gościem i to nie leżało w jego obowiązkach, ale po prostu dlatego, że jakoś niespecjalnie za nią przepadał. Ona pewnie za nim też, niejeden raz odczuł to na własnej skórze. Nie, żeby w ogóle się tym przejął. Zaplótł ręce na piersi, a jedna z jego brwi uniosła się ku górze, kiedy oczy mierzyły sylwetkę brunetki od stóp po sam czubek głowy. Była całkiem ładna, nawet w jego typie. Niestety charakter był czymś czego nie dało się przeskoczyć. I nie mówię tutaj o jej charakterze, a o tym paskudnym Connora.
    played by moony
    multikontamoony team



    Hyacinth Speckhart

    malibu
    25 lat/a
    176 cm
    Słodka? Tylko w Zooies
    Znieczulona
    Fałszuję po godzinach



    Hyacinth Speckhart
    The whole world sitting on a ticking bomb
    2020-03-26, 02:41

    #41

    Cukiernia przeszła na tryb dowozów. Dotychczas rzadko stosowała taką praktykę, była to bardziej opcja dla specjalnych klientów, ewentualnie jako słodkie zaopatrzenie podczas bankietów, czy innych imprez firmowych w hotelach. Od czasu do czasu, gdy Hya miała po drodze, dowoziła frykasy z Zooies, często zyskując tym samym kilka dodatkowych dolarów za fatygę. Teraz, gdy odpadła praca z klientem, a Speckhart mimo to otrzymywała normalną pensję, rola kuriera wydawała się być jej nowym obowiązkiem. Gdyby nie nuda związana z uziemieniem w domu, pewnie kręciłaby nosem na taką fuchę, bynajmniej nie wpisaną w jej umowę z cukiernią, ale czego nie zrobi się, by trochę się poruszać i przerwać codzienną, dobijającą rutynę.
    W hotelu, do którego miała dostarczyć wypieki, była już kilka razy, lecz dopiero niedawno wpadła tam na Connora, którego nie darzyła sympatią (jak zresztą większość społeczeństwa, więc nie wyróżniał się szczególnie na jego tle). Pech chciał, że to on musiał wskazać jej drogę do sali, gdzie miała rozstawić przywiezione rzeczy, więc przebywanie w jego jakże uroczym towarzystwie, niestety trwało dłużej, niż Hya by zakładała. Tym razem liczyła jednak, że może chłopak padł już gdzieś trupem przygnieciony ciężarem zmienionych chorobowo płuc, więc nie natrafi na niego (przecież nie był jedynym pracownikiem!), a już na pewno nie tak szybko. To jednak nie był jej szczęśliwy dzień i kiedy tylko udała się w stronę recepcji, nadziała się nie na kogo innego, jak na swojego ulubieńca.
    Przewróciła oczami, kiedy tylko usłyszała to jego zuchwałe powitanie.
    - Widziałam piękniejsze oczy, ot chociażby dziś w lustrze - skomentowała na tę jego powitalną zaczepkę i wyjrzała zza pudełek, chcąc ocenić, czy może liczyć na pomoc kogoś innego we wskazaniu drogi, gdzie tym razem ma dostarczyć słodycze.
    Westchnęła, słysząc, że to nie koniec jego zaczepek, irytujących jak diabli!
    - Och, nie chciałbyś się przekonać, jak bardzo… - powiedziała znudzonym głosem. - Uwierz, że gdyby to było dla ciebie już dawno miałbyś prawdziwe niebo… na gębie - dodała uszczypliwie, nie mogąc darować sobie tych słownych przepychanek.
    Dostawa z Zooies ciążyła jej coraz bardziej, ale choćby miała pęknąć, to nie poprosiłaby o pomoc tego dupka. Dlatego też, lekko poruszyła pudłami, by poprawić ich stabilność, tym samym jakoś inaczej rozłożyć ciężar.
    - Mam to dostarczyć do apartamentu - poinformowała, chcąc mieć to już z głowy. Podała numer pokoju, oczekując, że Connor mimo wszystko nie zapomni, że jest w pracy. - Zaprowadzisz mnie tam, z łaski swojej, pięknooki? - zapytała z kpiną, szczególnie zaakcentowaną w ostatnim słowie, które po tym jak padło z ust Speckhart brzmiało jak obelga, a nie całkiem miły komplement.

    played by Okamgnienie
    multikontaRufus



    Connor Doherty

    bel air
    26 lat/a
    187 cm
    I just came here to the party for the drugs
    I'm not tryna make a friend
    or fall in love



    Connor Doherty
    Every time your lips touch another I want you to feel me
    Wczoraj 0:33

    The Westin Bonaventure Hotel & Suites był hotelem czterogwiazdkowym. Przypuszczam, że jedyne czego brakowało im do tej nieszczęsnej piątek gwiazdki to kilku drobnych udogodnień. Choć ciężko byłoby sobie wyobrazić, aby w takich luksusach czegokolwiek brakowało. Nowoczesny basen, siłownia z wysokiej jakości sprzętem czy przepyszna kuchnia z poważanym i dosyć znanym szefem kuchni. Tak czy siak w całym tym luksusie błąkał się Connor, za którego już z góry odjęłabym im gwiazdkę. No, może pół zważając na to, że teraz wozi się czarnym camaro, a w szatni zdejmuje złoty zegarek, aby stwarzać pozory biednego chłopca. Tacy dostają większe napiwki - sprawdzone, przetestowane i potwierdzone.
    Tą dwójkę łączyło zdecydowanie więcej aniżeli sami mogli by przypuszczać. Chociażby ogólna niechęć skierowana w stronę całego społeczeństwa. Nie wiem skąd wzięła się ona u Hya, ale u Connora zaczęło się to już lata temu, kiedy był jeszcze młodym szczylem. Pewnie za czasów szkolnych. Nikt przecież nie lubi być szykanowanym ze względu na stan majątkowy rodziny, co nie? A tak się składała, że ta Doherty'ego ledwo wiązała koniec z końcem. Bywały lepsze miesiące, kiedy ich matka świeżo dostawała kopertę z pieniędzmi od swojego byłego i te gorsze, kiedy w tajnej skrytce zaczynało świecić pustkami, a wypłata również pozostawała niewystarczająca. Dopiero kiedy obydwoje, Connor z bratem, zaczęli dorabiać i dorzucać kilka groszy do codziennego życia okazało się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Później natomiast przyszedł czas na chorobę matuli, a ta zmusiła ich do wcielenia w życie planu, który dotychczas zagrzewał miejsce na dnie szuflady ich wspólnej komody.
    - Skoro więc są takie piękne sugerowałbym nie przewracać nimi na prawo i lewo. Szkoda byłoby, gdyby Ci wypadły. - uśmiechnął się złośliwie. Z tymi loczkami i delikatnie zarysowanymi dołeczkami w policzkach wyglądał zupełnie jak dzieciak, a nie dwudziestosześcioletni mężczyzna. Właśnie ta cecha sprawiała, że był bardzo niepozorny, a przez to i bardziej niebezpieczny. Bo kto powiedziałby, że te mięśnie wyrabia nie na siłowni, a na treningach wszelakich sportów walki? Wystarczył jeden jego ruch, aby położyć nawet najbardziej opornego agresywa spod klubu.
    Westchnął z rozmarzeniem uśmiechając się czarująco pod nosem, kiedy jego dłonie zaplatały się z tyłu jego głowy. - Uwielbiam te nasze rozmowy, kwiatuszku - wyznał szczerze, bo nawet, jeśli był to sarkazm to tylko w połowie. Takie słowne popychajki robiły mu dzień i z automatu poprawiały humor nawet, jeśli już wcześniej miał całkiem niezły. Był dobry w te klocki, a kiedy ktoś próbował mu dogryźć zwykle kończyło się to jego wygraną. No chyba, że chciał przegrać, a odkąd Brinley pojawiła się w części jego planu często musiał się podkładać i robić słodkie minki, aby uznała go za dobrego człowieka, godnego jej zaufania. Nie musiała przecież wiedzieć, że już dawno sprzedał duszę diabłu za złoty zegarek jej ojca, który, swoją drogą, był również jego biologicznym tatusiem. Och, niczym moda na sukces.
    - Droga wolna, na co czekasz? - parsknął w zamian za jej niemiłe słowa. Czemu myślała, że skoro tutaj pracuje to jego obowiązkiem jest jakakolwiek pomoc jej? Miał pomagać gościom w tachaniu ich bagaży, a szczerze wątpił, aby Hyacinth kiedykolwiek było stać na chociażby jedną dobę w takim hotelu jak ten. Ceny mieli z pewnością wygórowane nawet, jeśli wszystko wyglądało bardzo drogo i luksusowo. Cztery gwiazdy do czegoś zobowiązywały i jak tak sobie myślę to jednak mieli pięć, bo Connor był piątą, hehs. Finalnie jednak przewrócił oczami i przeszedł obok dziewczyny niby w celu zaprowadzenia jej do odpowiedniej windy, a później i apartamentu, ale po drodze wytrącił jedno pudełko z jej ręki. W ostatniej chwili jednak je złapał i wyglądało to na zupełny przypadek choć był to kolejny z jego misternych planów bowiem brunetka mogła zobaczyć jak ratuje część zamówienia, a tego, że sam przyczynił się do jego upadku już nie. - Masz szczęście, że byłem w pobliżu - ocenił. - Lepiej oddaj mi te pudełka, bo zaraz zrzucisz kolejne - prychnął, nie czekając na jej pozwolenie, a po prostu wyciągając kartoniki z jej uścisku. Właśnie w taki sposób zachowywał się jak dupko-dżentelmen. Sam mimochodem do powstania powodu, który pozwoli mu na miłe zachowanie, które w oczach otoczenia pozostanie jako czyn konieczny. Nie chciałby przecież, aby ktokolwiek uznał go za pomocnego. Grubo bez przesady. Ruszył przed siebie w kierunku wind po czym kliknął jedną z nich przywołując ją w ten sposób na parter. Wszedł do środka i wtedy dostrzegł ociągającą się dziewczynę. - Idziesz czy co? - zawołał posyłając jej jakieś takie krzywe spojrzenie. Nie mógł wybrać odpowiedniego piętra dopóki nie podała mu numeru pokoju.
    played by moony
    multikontamoony team



    Hyacinth Speckhart

    malibu
    25 lat/a
    176 cm
    Słodka? Tylko w Zooies
    Znieczulona
    Fałszuję po godzinach



    Hyacinth Speckhart
    The whole world sitting on a ticking bomb
    Wczoraj 14:39

    Spędzając dzieciństwo w Houston, pod skrzydłami matki i ojca, a także wpatrując się w postawę starszego kilka lat brata, Hyacinth była zwyczajnym beztroskim dzieciakiem, któremu wydaje się, że marzenia są na wyciągnięcie ręki, dlatego warto dążyć ku ich spełnieniu. Wsparcie, które otrzymywała od najbliższych, pomagało rozwijać talenty i cieszyć się z tego, co jest... do czasu...
    Huragan, który nawiedził wschodnie wybrzeże pogrzebał nie tylko jej przyszłość u boku rodziców, którzy zaginęli (i do dziś nie odnaleziono ich szczątków), ale przede wszystkim pozbawił Speckhart tej beztroski, składając na jej barki jarzmo zmartwień, tajemnic i całkowitej zmiany zachowań, którą wymusiło życie w Los Angeles pod pieczą dziadka-fałszerza, z którym nie od zawsze rodzeństwo Speckhart miało dobry kontakt. Od trzynastego roku życia Hya musiała przestać całkowicie ufać ludziom, bo nie mogła zdradzić tego, czym po godzinach zajmuje sie dziadek, który to, wyłapując jej talent, coraz więcej angażował wnuczkę do nielegalnej fuchy, która przynosiła całkiem sensowne zyski i pozwalała na życie na poziomie, bez obaw o braki w kasie. Nie było więc na co narzekać, a to, że Hyacinth zaczęła ludzi trzymać na dystans, odstraszać złośliwością i zuchwalstwem, a także praktycznie do nikogo się nie przywiązywała, by w razie czego nie miała oporów, gdy przyjdzie jej zniknąć po przybraniu nowej tożsamości gdzieś na końcu świata... wydawało się niewielką ceną, którą przyszło jej zapłacić.
    - Gdybym nimi nie przewracała, to pewnie byś ich nie zauważył, a tak, popatrz! Widzisz coś więcej niż czubek własnego nosa, wooow - zakpiła, uśmiechając się przy tym przesadnie milutko. Zdawała sobie sprawę, że takie ich przepychanki to istna dziecinada, która była akceptowalna, kiedy mieli lat naście, a nie teraz, kiedy przekroczyli ćwierć wieku i powinni jednak zachowywać się jak dorośli. Ale to wszystko jego wina, mógł jej nie prowokować!
    W ustach niektórych osób kwiatuszku brzmiało jak obelga. Dobrze wiedziała, że jej imię jest ułatwieniem do pogrywania sobie z nią w ten sposób, ale zazwyczaj dobrze się to dla żartownisiów nie kończyło. Raz nawet przez to Hya wylądowała na komendzie, bo za mocno przywaliła dryblasowi między innymi za ten zwrot. Miał więc Connor szczęście, że ręce miała w tej chwili zajęte...
    - Bez wzajemności - odburknęła, chowając się gdzieś między pudełkami, by nie pokazywać, jak bardzo nie lubi tego zwrotu, bo przecież znając życie, Doherty by ją nim katował, wiedząc, że to ją wkurza.
    A to spieprzaj! - powiedziała w myślach, ruszając przed siebie. Choćby miała iść schodami i przystawać na każdym piętrze, to trudno - nie będzie go błagać o jakąkolwiek pomoc! Poradzi sobie! I miała zamiar te motywacyjne myśli wcielić w życie, gdyby nie zachwianie pudeł. Wyrwało jej się ciche przekleństwo, bo tylko tego brakowało, by się tu wyłożyła przed Connorem... który tak niby przypadkiem był tuż obok. Hyacinth zmrużyła oczy i w pierwszej chwili wcale nie zamierzała powierzać mu dostawy, ale ręce już ją na tyle bolały, że właściwie czemu nie skorzystać z tej pomocy.
    - No nie wiem. Umyłeś rączki? Cholera wie, gdzie je wcześniej trzymałeś albo może raczej... co w nich... - dogryzła mężczyźnie, a tuż po tym z ulgą roztarła przedramiona, które wcześniej obarczone były tym słodkim ciężarem.
    Szybko dołączyła do ponaglającego ją, zadzierając przy tym nosa.
    - Nie mogłabym odmówić sobie patrzenia, jak się z tym wywalisz - powiedziała. Podała też numer apartamentu. - 1013, nie wiem które to piętro. Dziesiąte? - zapytała, niezbyt przekonana, że od kondygnacji budynku zależy numeracja pokojów VIPów.

    played by Okamgnienie
    multikontaRufus



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Kody wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel