angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Nominacje do drugiej edycji plebiscytu LAwards ruszyły! Zapraszamy do wysyłania zgłoszeń w tym temacie.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Caden Godfrey




    2020-01-14, 19:06


    Szczerze powiedziawszy, Caden nie przypuszczał, że to spotkanie kiedykolwiek będzie miało miejsce. Wymieniając się numerami z Rosie, robił to raczej odruchowo, aniżeli z zamiarem faktycznego kontynuowania znajomości z blondynką. Jednak kolejne konflikty z Celeste, czy to te większe, czy kompletnie błahe, raz po raz pchały go w stronę sympatycznej nieznajomej. Zaczęło się od wymiany kilku wiadomości, poprzez dłuższe nocne czatowanie… aż w końcu doszli do momentu, w którym mieli się spotkać twarzą w twarz. Prawdopodobnie gdyby dzisiejszy wieczór potoczył się tak jak planował, a nie tak jak zwykle, zignorowałby pomysł Rosie odnośnie spotkania. Jednak, że los ponownie sobie z niego zakpił i romantyczna kolacja, jaką zaplanował dla siebie i Celeste spełzła na niczym.
    Z tego tytułu bez słowa opuścił mieszkanie, zostawiając w nim swoją złośnicę i wyruszył do kręgielni. W normalnych okolicznościach po prostu umówiłby się z Chetem, chcąc w ten sposób odreagować i pozwolić opaść emocjom, które w danej chwili szalały w nim wezbrane niczym morskie wody podczas sztormu. Nie miał pojęcia co tak naprawdę chciał osiągnąć spotkaniem z Adren, jednak za chwilę miał się o tym przekonać.
    Dostrzegł swoją towarzyszkę przy samym wejściu. Uśmiechnął się na jej widok dość szelmowsko i przysunął, muskając delikatny policzek dziewczyny i prawdopodobnie drapiąc jasną skórę zarostem.
    Cześć, Rosie. Mam nadzieję, że nie czekasz zbyt długo – odezwał się, natychmiast przenosząc swoją uwagę na osobę odpowiedzialną za wydawanie obuwia na kręgle. Odebrał swoją parę i mogli teraz ponownie skupić się na sobie, kierując jednocześnie kroki w stronę wyznaczonego im przez obsługę toru. Caden rozejrzał się po lokalu. Miejsce było idealne na tego typu spotkania, ponieważ dosłownie nikt z jego znajomych nie pojawiał się w takich miejscach – Skąd ta nagła potrzeba spotkania? – zaczepnie uniósł brew. On znał swoje powody, jednak wolał się nimi póki co nie dzielić. Był ciekaw co motywowało ją.
    Czego się napijesz? – zapytał po chwili, kiedy już rozgościli się w swoim sektorze, a on był gotów do udania się w stronę baru. Pozwolił sobie dyskretnie rzucić okiem na blondynkę, utwierdzając się w przekonaniu, że dobrze ją zapamiętał. Była cholernie zgrabna.



    Rosie Adren

    torrance
    17 lat/a
    175 cm
    Chcę być modelką,
    mam fałszywy dowód,
    a Sid myśli, że jest prawdziwy



    Rosie Adren
    More self love, babydoll
    2020-01-15, 11:25

    Rosie również nie spodziewała się niczego wielkiego po tej znajomości, ani na samym początku, ani teraz. Jednak musiała przyznać, że Caden wydawał się być fajnym facetem, zupełnym przeciwieństwem Jacka, który złamał jej serduszko, po tym jak ją zaliczył i przestał się odzywać. Ta znajomość, miała być nieco inna, mile łechtała jej ego, nie miała nic do policjanta, ale nie planowała mu przy pierwszej sposobności wskakiwać mi do łóżka. Choć wcale jej podejście się do seksu nie zmieniło, by teraz czekać do ślubu, bez przesady!
    -Nie, nie ma problemu. Ja nigdy nie wiem, ile mi droga zajmie, więc daje sobie więcej czasu- wyjaśniła. Wciąż była dość nowa w mieście, więc nic dziwnego, że nie miała pojęcia jakie korki ją przywitają i jak bardzo jej kierowca ubera będzie się wlókł. A nie specjalnie lubiła się spóźniać, zwłaszcza że w tym wypadku mieli zamówiony tor na konkretną godzinę.
    -Dlaczego nagła- zaprotestowała z uśmiechem. Ot, zaproponowała spotkanie, bo ile można pisać, a ona nie należała do osób, które spędzają mnóstwo czasu w domu. A że wyglądało, że Caden też chętnie się rozerwie, to się właśnie umowili na kręgle. Które w końcu były całkiem fajną rozrywką, tak samo jak bilard i tym podobne.
    -Zaproponowałam, nie koniecznie myśląc, że już dziś się spotkamy- stwierdziła, zabierając się za zaprogramowanie toru dla nich.
    -Może colę?- zaproponowała. Cóż, może do pełnoletniości brakowało jej już tylko kilku miesięcy, ale zanim legalnie będzie mogła pić alkohol to jeszcze ponad 3 lata-Myślę że na trzeźwo będzie mi łatwiej Cię pokonać- puściła mu oczko, jakby musiała się tłumaczyć z tego, czemu nie chce chociaż piwa.
    played by B.
    multikontaJade, Killian



    Caden Godfrey




    2020-01-15, 14:10

    Dla Cadena znajomość z Rosie również była nowością. I to nie tak, że kobiety się za nim nie oglądały, ponieważ było dokładnie odwrotnie. Zbywał je jednak sumiennie, co do jednej, pozostając wierny swojej Celeste. Dlaczego więc z Adren było inaczej? Sam zaczynał się nad tym zastanawiać, za każdym razem, kiedy odpisywał na jakąś jej wiadomość. Zazwyczaj zbiegały się w czasie z większymi lub mniejszymi sprzeczkami z Marlowe, można zatem było wysnuć bardzo prosty wniosek, że po prostu uciekał do niej od swojej niezbyt kolorowej rzeczywistości. Była pewnego rodzaju odskocznią, sposobem na ukojenie nerwów oraz kołaczących się po głowie mężczyzny myśli. Nigdy jednak nie planował się w nią tak naprawdę spotkać. Dzisiejszego wieczora zadziałał pod wpływem impulsu i miał nadzieję, że nie będzie tego potem żałował.
    W końcu się przyzwyczaisz – odpowiedział wielkodusznie, uśmiechając się w stronę blondynki. Pamiętał z ich pierwszego spotkania, że zdradziła iż nie była miejscowa – Chociaż jeśli mam być szczery, sam mieszkam tu od urodzenia, a nadal zdarzają się momenty, w których ruch drogowy jest w stanie mnie zaskoczyć – zmarszczył nos i wzruszył ramionami. Taka kolej rzeczy w większych miastach. Nic nie dało się na to poradzić. Szczególnie teraz, kiedy na każdą rodzinę przypadały minimum dwa samochody. Gdzieś w końcu musiały się pomieścić, a dróg nie przybywało.
    A nie? – odpowiedział pytaniem na pytanie, dłużej przetrzymując spojrzenie na tęczówkach dziewczyny – Ale cieszę się, że napisałaś. Pewnie gdybyś tego nie zrobiła, sam sięgnąłbym po telefon. Potrzebowałem dzisiaj takiego resetu – przyznał zgodnie z prawdą i westchnął, przeczesując dłońmi ciemne włosy. Następnie na moment splótł je na karku, zbierając myśli. Skinął głową, słysząc, że chce colę. Trochę go tym zaskoczyła.
    Na pewno nie chcesz żadnego drinka? Robię tu podobno naprawdę smaczne – przypomniał sobie jak kiedyś ktoś mu o tym wspomniał. Nie chciał jej jednak na siłę namawiać na alkohol, szczególnie jeśli była nieletnia. Tego jednak nie wiedział – Zaraz wracam – rzucił przez ramię i tak jak zapowiedział, po chwili pojawił się z colą dla młodej damy oraz zimnym piwem dla siebie. Odstawił napoje na stolik obok ich toru i wsunął ręce do kieszeni spodni.
    Tak uważasz? – wzniósł brwi do góry, lustrując blondynkę wzrokiem – No to się zaraz przekonamy – był naprawdę dobry w kręgle, sam nie wiedział skąd pojawił się w nim znikąd taki talent. Dzisiaj jednak był gotów grać nieco gorzej, aby sprawić przyjemność swojej towarzyszce. W końcu czego to się nie robi dla pięknych kobiet, prawda? – Panie przodem – zaanonsował, podając jej lżejszą kulę. Sam odsunął się kawałek, zajmując odpowiednie miejsce obserwacyjne.




    Rosie Adren

    torrance
    17 lat/a
    175 cm
    Chcę być modelką,
    mam fałszywy dowód,
    a Sid myśli, że jest prawdziwy



    Rosie Adren
    More self love, babydoll
    2020-01-15, 18:27

    Rosie i całe jej życie było zupełnie inne niż życie Cadena. Z wielu powodów, głównie dlatego, że była zupełnie inna, była nastolatką, która miała za dużo swobody, nieco zbyt wysokie mniemanie o sobie i żadnych granic, również tych dobrego smaku. Choć obecnie raczej wpływało to na niej pozytywnie, to na pewno w którymś momencie się to się na niej zemści, na pewno. Inaczej świat byłby dla niej zbyt piękny, a jak wiadomo, tak naprawdę tak nie jest.
    -Albo już zawsze będę za wcześnie, lub za późno. Trudno stwierdzić-rzuciła. Właściwie, to nie był żaden wielki problem, bo przecież jeśli 99 razy w danym miejscu nie ma korka, to za setnym razem może być. Choć mieszkając pół swojego życia w Chicago raczej miała obcykane trasy na tyle, aby znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiedniej porze, ale wiadomo, czasem to nie od człowieka zależało.
    -Cóż, w takim razie nie wróże sobie sukcesu. Ale to nie problem-machnęła ręką,. W końcu byli ludzie, którzy nie widzieli żadnego problemu w tym, aby się spóźnić, więc kilka minut z powodu ruchu samochodów nie powinno być wielkim grzechem.
    -Pytanie tylko, czy napisałbyś do mnie, czy do kogoś innego-rzuciła niewinnie. Zastanawiała się, czy zapytać się, co takiego stało się zanim umówili się, że potrzebował się rozerwać.-Nie wiem czy powinnam pytać co się stało... ale polecam się na przyszłość-stwierdziła. Patrzyła na mężczyznę z zaciekawieniem, patrząc jak zareaguję na próbę zapytania się, czemu może zawdzięczać te dzisiejsze kręgle. Nie zapytała wprost, ale Caden miał już powód, aby zacząć się zwierzać. Oh, faceci się nie zwierzają. To mógł po prostu powiedzieć, co tam się stało.
    -Może później-uśmiechnęła się. Nie powie mu przecieć ile ma lat, a jej fałszywy dowód wskazywał, że ma 21 lat. Jednak potrafiła bawić się bez alkoholu, więc też nie zawsze go wyciągała.
    -Niech wygra lepszy-powiedziała. Nie była pewna, czy faktycznie będzie taka dobra, ale ostatnie co można było o niej powiedzieć, to to, że była skromna. Przejęła kulę od mężczyzny, nieco się jej przyglądając. Ona, choć drobna, była dość silna, więc spokojnie mogła wybrać cięższą kulę, która siałaby większe zniszczenie przy bilach. Jednak nie protestowała i zbiła kilka bil za pierwszym rzutem.
    played by B.
    multikontaJade, Killian



    Caden Godfrey




    2020-01-16, 12:58

    Paradoksalnie, gdyby ktoś wsadził teraz Cadena do machiny odmładzającej i cofnął go o 13 lat, do wieku Rosie – byliby naprawdę podobni. Godfrey zmienił się bardzo mocno na przestrzeni lat, głównie po ostrym ultimatum postawionym przez ojca. Albo się ogarnie i przestanie udawać pawia, kokietując wszystko co się rusza i ma cycki, albo idzie do wojska. Zadziałało to na niego ówcześnie jak kubeł lodowatej wody i teraz, kiedy wracał myślami do tego momentu, uśmiechał się pod nosem na bezwzględność staruszka, któremu wielokrotnie potem dziękował. W końcu miał teraz karierę zawodową, która sprawiała mu przyjemność, piękną kobietę u swojego boku i życie, którym mógł pochwalić się przed znajomymi. Był wtedy jednak na równi pochyłej do zostania zgorzkniałym nastoletnim ojcem, u boku kobiety, której lata świetności ograniczyłyby się tylko do tych licealnych. No cóż, jesteśmy naszymi wyborami i póki co Caden podejmował te słuszne. Czy teraz wszystko miało się zmienić?
    Myślę, że masz w sobie na tyle dużo uroku osobistego, że ludzie będą ci w stanie wybaczyć lekkie spóźnienia. Wiem, że ja bym mógł – stwierdził po chwili namysłu, lustrując twarz Rosie. Na koniec uśmiechnął się pokrzepiająco. Odchrząknął, kiedy zapytała, czy odezwałby się do niej. Pewnie nie. Sam nie wiedział co zrobiłby, nie mając na podorędziu sympatycznej blondynki chętnej do spędzenia z nim czasu wieczorową porą. Czy zostałby w domu z Celeste i jakoś załagodził sytuację? Nie, prawdopodobnie nawaliłby się z Chetem, więc alternatywa z Adren wydawała się zdecydowanie zdrowsza dla jego wątroby.
    Sam nie wiem. Ale napisałaś pierwsza, więc nie musimy się nad tym zastanawiać – machnął ręką, nie chcąc wdawać się w szczegóły czegoś, co nie miało miejsca i mieć nie będzie. W końcu ludzie nie potrafili cofać czasu. Gdyby było to możliwe, pierwsze co by zrobił to cofnął się do czasu, kiedy wszystko było idealne z Celeste i spróbował poprowadzić ich historię inaczej. O ile to było możliwe, choć zaczynał w to powoli powątpiewać – Szkoda gadać, naprawdę – rzucił, marszcząc brwi i zastanawiając się nad tym na ile podzielić się z Rosie szczegółami – Pokłóciłem się ze swoją dziewczyną – przyznał w końcu, dochodząc do wniosku, że nie ma sensu niczego ukrywać przed blondynką. Może okaże się dobrą słuchaczką i nawet coś mu doradzi?
    Skinął głową, kiedy odmówiła drinka, dochodząc do wniosku, że najwyżej faktycznie zdecyduje się na niego później. W końcu jakiś czas tutaj spędzą. Tor wynajęli na pełne dwie godziny.
    No, no. Dobry początek – skomentował, puszczając jej oczko. Podszedł bliżej, stając za dziewczyną i wskazał na dwie bile, stojące obok siebie w lewym kącie – Spróbuj teraz wycelować w ten róg – zasugerował, po czym ponownie się odsunął. Skrzyżował ręce na piersi, obserwując drugi rzut Rosie – Muszę mieć się na baczności, długo już grasz w kręgle? – zagadnął, sięgając przy okazje po swoje piwo, którego się napił.




    Rosie Adren

    torrance
    17 lat/a
    175 cm
    Chcę być modelką,
    mam fałszywy dowód,
    a Sid myśli, że jest prawdziwy



    Rosie Adren
    More self love, babydoll
    2020-01-17, 18:22

    Na całe szczęście ojciec Rosie nie miał takich głupich pomysłów i doskonale wiedział, że wojsko to było coś, czego trzeba było się za wszelką cenę wystrzegać. W życiu nie poradziłaby sobie w takiej rzeczywistości, złamali by ją w pięć minut i tyle by było z tej roześmianej blondynki z wysoką samooceną, jaką była teraz. Coś takiego też zdecydowanie negatywnie by wpłynęło na jej relacje z rodziną i każdym, kto się na coś takiego zgodził i nie protestował. Może nie była zbyt ambitna, czy pracowita, ale to nie znaczy, że trzeba od razu ją zniszczyć, sprawić by poczuła się jak byle co i zrobić z niej kogoś, kto będzie pasował do wyobrażeń innych osób. Blondynka i tak zdawała sobie sprawę z tego, że nie jest kimś, z kogo zadowoleni byliby jej rodzice. Była pewna, że większość znajomych Roberta nawet nie wie o tym, że ten ma córkę, a co dopiero taką córkę.
    -Tu chyba masz rację... Ale swój urok wolę wykorzystywać do innych celów-zrobiła niewinną minkę. Cóż... Wykorzystywała swoje wdzięki i słodką buźkę do różnych rzeczy, nie koniecznie tylko niemoralnych. Jednak spóźnienia to byłoby coś, co by się w to idealnie wpasowywało, więc słowa Cadena nie były wcale takie nieprawdziwe.
    -Okej, uznam to za nie. Ale spoko, nie biorę tego do siebie-stwierdziła. Cóż, ledwo się znali, nie byli sobie ani trochę bliscy, więc absolutnie nie było to coś, czym można było ją dotknąć. Nie wiedziała, czego oczekuje po tej znajomości, ale na pewno nie sądziła, że mężczyzna się w niej zakochał i że traktuje ją na bóstwo. Czy były jakiekolwiek inne powody, aby te słowa jakkolwiek ją uraziły, czy wrogo nastawiły.
    -Dziewczyną?-zapytała trochę zdziwiona, ale próbowała to ukryć. Właściwie, to Caden nigdy nie dał do zrozumienia, że jest singlem, a ona o to nie pytała, bo nie zamierzała go usidlić. Jednak z pewnego powodu założyła to i teraz była zaskoczona.
    -Domyślam się, że nie masz najmniejszej ochoty o tym mówić-powiedziała. Cóż, była kobietą, więc może by mu coś doradziła, ale absolutnie nie znała się na związkach, bo nigdy w żadnym poważnym nie była, miała w końcu 17 lat!
    Jej drugi rzut nie był idealny, ale udało się jej zbić jeszcze jedną bilę w tej kolejce. -Czasem ze znajomymi chodziłam w Chicago, ale żaden ze mnie zawodowiec-stwierdziła tylko. Cóż, może to było szczęście początkującego? A może wrodzony, nieodkryty jeszcze talent? Może zamist modelką, Rosie powinna zostać profesjonalnym graczem w kręgle? Kto wie, kto wie.
    played by B.
    multikontaJade, Killian



    Someone In The Crowd

    malibu
    11 lat/a
    111 cm
    The one to
    finally lift you
    off the ground



    someone in the crowd
    could be the one you need to know
    2020-02-05, 21:44

    valentine roulette
    Temat zarezerwowany dla rozgrywki z Walentynkowej Ruletki. Para ma czas do 12.02 do godziny 23:59 na rozpoczęcie gry. Po tym czasie lokacja się zwalnia i wraca do obiegu..



    briony rutherford

    malibu
    29 lat/a
    171 cm
    I thought that I was flying
    but maybe I'm dying
    tonight



    briony rutherford
    oh the heart it hurts such and image of unimaginable things
    2020-03-23, 00:03

    | początek

    Co powinna robić umierająca kobieta w trakcie epidemii? Cóż, w takiej sytuacji wycieczka na kręgle była nienajlepszym pomysłem. Briony jednak postanowiła podjąć to ryzyko – nawet jeśli kolejne dwa tygodnie miałaby spędzić na kwarantannie, by przypadkiem nie narazić nikogo po drodze – i wybrać się do jednego ze swoich ulubionych lokali. Siedzenie w domu było dla niej kompletną stratą czasu; nie wiedziała przecież, czy zostanie jej go jeszcze na tyle, by móc cokolwiek nadrobić. Spotkać się z ludźmi, pobyć w swoich standardowych miejscówkach i po prostu się rozerwać. Humor całkiem jej dopisywał. Przez ostatnie dni była w całkiem niezłej formie; zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Umówiła się z Peony na rundkę kręgli, pomimo, że nie było to najlepsze miejsce do poważnych rozmów – aczkolwiek nic takiego nie planowała. Przyjaciółka już od jakiegoś czasu wiedziała o jej chorobie i zdawała sobie (chyba) sprawę, że pod żadnym pozorem nie może jej wydać. Jeśli jednak było inaczej, Briony najprawdopodobniej od czasu do czasu próbowała ją urobić pokazując, jak to świetnie się czuje i nie potrzebuje nawet najmniejszej pomocy. Bo zazwyczaj tak właśnie było. Na kilka dobrych dni przypadał zaledwie jeden kiepski. – Peony! – zawołała, gdy tylko zobaczyła przyjaciółkę nieco bardziej rozemocjonowanym głosem, niż wymagała tego sytuacja. Ostatnich kilka dni spędziła w domowym zaciszu, od czasu do czasu widując jedynie Calliope, i miała tego serdecznie dosyć. – Pizza, piwo i godzina gry? – zapytała, podając jej ulotkę z menu. Tor miały zarezerwowany; jedynie kwestia picia oraz jedzenia pozostawała tutaj do negocjacji. Albo i nie.
    played by -
    multikontaodette, auden



    Peony McFadden

    koreatown
    29 lat/a
    173 cm
    biegam po mieście z aparatem
    kryzysowa narzeczona presleya
    nie wiem co robię z własnym życiem



    Peony McFadden
    I can take the fall, the pain, the pleasure And you can take it all, for worse, or better
    2020-03-24, 03:27

    [2]

    W ostatnich dniach Peony sprawdzała się nie tylko w roli narzeczonej, ale także zastępczej matki. Jej życie było ostatnio jednym, wielkim bałaganem, którego nie była w stanie okiełznać. Zmiana mieszkania, niespodziewane zaręczyny z mglistą wizja ślubu i przystosowywanie się do bycia wzorem dla małej dziewczynki, trochę sporo jak na osobę, która do niedawna zarzekała się, że nie chce mieć nic wspólnego z tego typu zażyłościami. No, ale chyba jednak za bardzo potrzebowała w życiu tej drugiej osoby do normalnego funkcjonowania. O ile to, co się działo teraz można było w ogóle porównać do normalności. I to nie tak, że ona miała z tego nic nie mieć - były powody dla których się zgodziła. Oprócz faktu iż urzekła ją historia Presleya i to jak postanowił poświęcić się dla Peggy to chodziło też o spadek po babci McFadden. No, ale dzisiaj miała się nie przejmować tym - wychodziła z mieszkania, zostawiając Presleya i Peggy samych, z nadzieją, że nie zrobią sobie krzywdy. Nie mogła odmówić Briony spotkania, wiadomość o jej chorobie naprawdę paraliżowała Peony, chociaż starała się zachować ogólny spokój, co by nie płoszyć przyjaciółki swoim histerycznym zachowaniem nawet jeżeli w środku panikowała jak Caleb na widok Odetty. Dosyć sceptycznie podchodziła do pomysłu wyjścia z domu, niby jeszcze w USA nie było tragedii, ale liczba zakażeń rosła, a ona była w grupie ryzyka. I chociaż brat uczył ją, że nie ma być pizdą to jednak z niewidzialnym koronawirusem nie mogła lać się na pięści, chcąc chronić zdrowie przyjaciółki. Ostatecznie postanowiła, że uzbrojona w płyny dezynfekujące będzie dzielnie strzegła bezpieczeństwa Bri. Uśmiechnęła się szeroko, kiedy dotarła w końcu na miejsce. - Bri, dobrze cię widzieć - przywitała się równie entuzjastycznie. Dobrze było ją zobaczyć w dobrej kondycji. - I jak ja mam powiedzieć nie? - stęknęła, bo jednak pizza i piwo do najlepsze połączenie. Może niekoniecznie jeżeli jest się na diecie, której próbowała trzymać się Peony, ale jednak. - To ja chcę ipę i proponuję pizze z kurczakiem - rzuciła, unosząc wzrok na Bri znad ulotkowego menu.
    played by nixon
    multikontaim a weak man; august, clara, jean



    briony rutherford

    malibu
    29 lat/a
    171 cm
    I thought that I was flying
    but maybe I'm dying
    tonight



    briony rutherford
    oh the heart it hurts such and image of unimaginable things
    2020-03-24, 18:40

    Jej życie w tym momencie zdecydowanie nie było proste. Czuła się jednak o wiele lżejsza od momentu, kiedy zaniechała wszelkich wizyt u lekarzy i ciągłych kontroli. Kiedy wraz ze swoim prowadzącym stwierdziła, że nie ma to najmniejszego sensu i że chciałaby wszystkie dni, jakie jej pozostały, wykorzystać jak najlepiej. I próbowała, naprawdę próbowała – nawet jeśli nie było łatwo. Jakkolwiek we wszystkich książkach i filmach osoby w jej sytuacji starały się na tej życiowej mecie spełniać swoje marzenia, tak Briony odgradzała się od nich szerokim murem. O tym, w jaki sposób zerwała ze swoim narzeczonym i jakie miała ku temu pobudki, nie odważyła się wspomnieć nawet najbliższej przyjaciółce. Nie żeby sądziła, że Peony mogłaby ją oceniać – po prostu sama, w tej sytuacji, nie czuła się komfortowo. Ponadto, miała wrażenie, że przygnieciona własnymi sprawami zaniedbuje swoich bliskich – czego również nie chciała w jakikolwiek sposób robić. W teorii rezygnacja z leczenia miała sprawić, że będzie robić to, co kocha. W praktyce wyszło całkiem inaczej. I to był jeden z powodów, dlaczego tego dnia tak zależało jej na spotkaniu z McFadden; chciała korzystać, dopóki jakikolwiek przemieszczanie się po mieście było jeszcze możliwe. Bała się większych restrykcji, które mogłyby jej zabrać kolejne, jakże cenne teraz, dni. – Może być kurczak. I salami, oliwki, i papryka, ok? Najlepiej wszystko, oprócz ananasa – stwierdziła, podejmując od razu decyzję, że zamówią dwie – ona musiała się dobrze odżywiać, a Peony, w jej ocenie, wcale nie potrzebowała żadnej diety. Co do ananasa, sytuacja jasna – nawet w obliczy śmierci nie sięgnęłaby po to wynaturzenie. – Co u ciebie? Opowiadaj wszystko! Czuję, jakbyśmy się nie widziały wieki – poniekąd miała rację; nie widziały się dobre kilka dni, a biorąc pod uwagę, że na tym świecie miała zabawić jeszcze zaledwie kilka miesięcy, w jej perspektywie był to bardzo długi okres.
    played by -
    multikontaodette, auden



    Peony McFadden

    koreatown
    29 lat/a
    173 cm
    biegam po mieście z aparatem
    kryzysowa narzeczona presleya
    nie wiem co robię z własnym życiem



    Peony McFadden
    I can take the fall, the pain, the pleasure And you can take it all, for worse, or better
    2020-03-26, 02:36

    Chyba niczyje życie nie było proste, ale faktycznie, te dwie panny dobrały się w wyjątkowo pechowy duet. Żadna z nich nie miała, czy też nie ma aktualnie lekko. Peony nawet nie umiała sobie wyobrazić przez co przechodziła jej przyjaciółka, a przecież starała się być przy niej cały czas, nawet jeżeli nie mogła tego zrobić w sposób dosłowny, to gdzieś zawsze zaczepiła ja za pomocą durnej wiadomości z kolejnym nagraniem słodkiego kotka. Zaskakujące, że ludzie, który stracili najwięcej, czasem mogą najwięcej dać drugiej osobie; może dlatego te dwie ofiary losu w pewnym sensie, dogadywały się tak dobrze? McFadden nie miała zamiaru jej oceniać, wierzyła, że Briony podjęła decyzję najsłuszniejszą ze słusznych chociaż nie było siły na ziemi i w niebie, która pozwoliłaby jej się pogodzić ze strata przyjaciółki. No bo gdyby po prostu przeszła nad wiadomością o jej śmiertelnej chorobie do porządku dziennego, to co by była z niej za przyjaciółka? Najgorsza.
    Musiała przyznać, że stresowała się dzisiejszym spotkaniem. Peony potrafiła być bardzo niezręczną osobą, jeżeli chodzi o relacje międzyludzkie. Wiedziała, że to w co uwikłała się teraz może być źle odebrane przez osoby z jej bliskiego otoczenia no bo jakby nie patrzeć znowu pakowała się w coś poważnego z człowiekiem, którego ledwo znała. Ostatnim razem skończyło się to przemocą domową i w konsekwencji zakazem zbliżania się, ale tym razem miało być inaczej. Miała nadzieję, że chociaż Bri przyjmie te rewelacje spokojnie, bo już bała się wyznać prawdę swojej plażowej ekipie, czyli starszemu rodzeństwu. - Jak dla mnie super. I tfu, wypluj to słowo. Ananas na pizzy, zgroza - naprawdę nie rozumiała jak można lubić pizzę z ananasem. Chociaż ostatnio gdzieś widziałam pizze z truskawkami i to chyba jest jeszcze gorsze. Cóż, ostatecznie była człowiekiem o słabej woli jeżeli chodziło o jedzenie więc zgodziła się na dwie pizze. - No właśnie... Tylko obiecaj się nie denerwować i najlepiej to na mnie nie krzyczeć? - rzuciła z miną zbitego psa. No co? To tak jak z odklejaniem plastra z woskiem. Im szybciej tym lepiej. - Tak jakby się zaręczyłam? - powiedziała na jednym oddechu, próbując się uśmiechnąć, ale umówmy się wyszło to dosyć koślawo.
    played by nixon
    multikontaim a weak man; august, clara, jean



    briony rutherford

    malibu
    29 lat/a
    171 cm
    I thought that I was flying
    but maybe I'm dying
    tonight



    briony rutherford
    oh the heart it hurts such and image of unimaginable things
    2020-03-27, 20:53

    Briony nie wiedziała, czy podjęła słuszną decyzję, absolutnie. To znaczy tak, owszem, niejednokrotnie rozmawiała o tym ze swoim lekarzem, konsultowała się również z innymi specjalistami i brała pod uwagę wszelkie możliwe opcje, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że nie było w tej sytuacji dobrego wyjścia. Mogła zaryzykować. Mogła poddać się leczeniu licząc na to, że potem, gdy wszystko pójdzie gładko (chociaż to chyba kiepskie określenie w tym przypadku), czekają ją jeszcze dobre, spokojne (a przynajmniej wolne od zmartwień) dni. Ale miały jeszcze czas. Przynajmniej miała taką nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie się spotkają i jeszcze niejednokrotnie będą miały okazję, żeby być dla siebie nawzajem wsparciem i podporą. Tego czasu nie było co prawda tyle, ile by chciała, ale … trzeba korzystać, dopóki jest taka możliwość, nieprawdaż?
    Rutherford niekoniecznie spodziewała się, że Peony przychodzi do niej z jakimiś rewelacjami. Widziała jednak po jej zachowaniu, że coś jest ewidentnie nie tak po tym, jak przyjaciółka zmieszała się po jej pytaniu. Jak nerwowo ogarnęła włosy z czoła i spuściła wzrok. Miała nadzieję, że McFadden sama się przyzna i nie będzie musiała nic z niej wydzierać. – Mów – powiedziała, może trochę zbyt ostrym tonem, po jej pierwszych słowach. Teraz już była pewna, że przyjaciółka wywinęła jakiś konkretny numer – inaczej w życiu nie zaczęłaby rozmowy od takich słów. Zresztą, Briony raczej nie oceniała ludzi, czy sytuacji, nie znając szczegółów, więc musiało być naprawdę kiepsko. – Czekaj, co? Zaręczyłaś się? Przecież ty nawet nie byłaś w związku! Chyba, że coś przede mną ukrywałaś. Przysięgam Peony, że użyję karty z umieraniem, jeśli mnie okłamywałaś – śmieszne, nie śmieszne, ale na pewno zawsze skuteczne. Briony teraz niewątpliwie była w stanie grać ludziom na emocjach. – Szczegóły – zażądała. Nie chciała krytykować od razu, serioooo, nawet jak tak to trochę zabrzmiało – po prostu była zdziwiona. To tyle.
    played by -
    multikontaodette, auden



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Kody wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel