angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Nominacje do drugiej edycji plebiscytu LAwards ruszyły! Zapraszamy do wysyłania zgłoszeń w tym temacie.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Wilder Henderson

    beverly hills
    35 lat/a
    190 cm
    trzepie z ludzi hajs,
    od którego sam jest uzależniony,
    bo tylko hazard przynosi mu szczęście



    Wilder Henderson
    -
    2020-03-10, 22:39

    #2

    Przed kolacją chciał porozmawiać z Sav na osobności. Oczywiście, mógł ją zaprosić do siebie do domu, ale w nim nie był. Nie pamięta, kiedy ostatnio mu się zdarzyło być dłużej niż na sen we własnym mieszkaniu, a co niepokojące było - mieszkali po sąsiedzku. I dowiedział się o tym całkiem niedawno, przypadkiem, czego jeszcze nie powiedział dziewczynie. Miał wiele wątpliwości, jeśli chodzi o ten układ, a randkowanie z panną Herondale nie należało do najłatwiejszych. Była uparta, zadziorna i możliwe, że posiadała jakiegoś faceta na boku - o czym oczywiście dowiedział się, gdy kazał sprawdzić cały background blondynki. Zazwyczaj, gdy otaczał się nowymi osobami, zwłaszcza z tego nieznośnego świata, musiał wiedzieć co w trawie piszczy. I nie było mu wcale przykro, że wysłał za nią detektywa, że zrobił jej zdjęcia, że teraz patrzył na nie na biurku i zastanawiał się, jak to rozegrać. Nie była jego własnością, ba, on nawet o to nie był zły, zazdrosny, czy coś. Po prostu zastanawiał się, dlaczego ukrywała przed nim fakt, że kochała jakiegoś gogusia i co on na to, tak naprawdę. Problem tkwił jednak w jej ojcu, który najwyraźniej nic o tym nie wiedział, próbując ich razem spiknąć. Czemu więc nie powiedziała tego wszystkiego, zanim zgodziła się na ten układ? I czy tamten cokolwiek wie? I kim ostatecznie był facet?
    Drzwi otworzyły się i do środka weszła długonoga blondynka, wpuszczona przez jednego z ochroniarzy. Uśmiechnął się nikle, bo pożytek z tego wszystkiego był taki, że była niczego sobie i nie musiał się martwić o to, że będzie udawał przez następne godziny zainteresowanie. Interesował się nią bowiem jedynie fizycznie, bo charakterem to go skręcała od środka i miał mord w oczach, jak próbowała się stawiać. - Zamknij drzwi, Tyler - rzucił do mężczyzny za jej plecami, a ten tylko kiwnął głową i zamknął za nią, dając im prywatność, której potrzebowali. Pokazał ruchem dłoni, by usiadła, bo to nie rozmowa na pięć minut i od razu podsunął jej zdjęcia. - Chciałaś mi o nim powiedzieć? - O dziwo, mimo iż jej ojciec był zamieszany w działalność kasyna, to wiedział, że tu byli bezpieczni, że nikt o niczym się nie dowie i mogą rozmawiać na każdy temat. - Nie żebym był zazdrosny, ale jeśli zamierzasz robić maślane oczy do innego, to czy on do cholery o tym wszystkim wie? - Pokazał palcem na nich, na pomieszczenie, mając na myśli kasyno, układ, jej ojca. Nie wiedział jeszcze, że jej spotkanie z byłym facetem było przypadkowe. W końcu nie patrzy się na byle kogo w ten sposób, w który ona patrzyła na mężczyznę. Dowiedział się jedynie tyle, że kiedyś byli ze sobą, ale może tak naprawdę wciąż się spotykali? Może odnowili kontakty? Musiał wiedzieć, zanim jej stary dobierze mu się do dupy.
      
    played by kaktus
    multikontaeden, freya, colton



    Savannah Herondale

    beverly hills
    29 lat/a
    176 cm
    rezydentka chirurgii
    jestem obiecana Wilderowi, chociaż go nie kocham
    ale za to myślę o innym z którym nie mogę być



    Savannah Herondale
    if you're not sure, baby i'm yours
    2020-03-25, 21:53

    #1


    Czy na całej kuli ziemskiej był ktoś bardziej irytujący niż jej przyszły udawany narzeczony? Ten dzień był już i tak wyjątkowo do dupy, nie musiał jej umilać go kolejnym spotkaniem biznesowym. Do ich relacji podchodziła stricte zawodowo. Już wcześniej miała zadatki na dobrą aktorkę i dzięki temu kolesiowi na górze, że jej ojciec nie mieszał się bardziej w jej życie łóżkowe, bo musiałaby udawać jęki podczas wieczornego oglądania seriali z pudełkiem lodów. Albo co gorsza, nie mogłaby się z nikim spotykać! I tak wychodziło jej to z trudem, miała wrażenie, że jest obserwowana na każdym kroku. Gdyby nie znała swojej rodziny i przyszłego małżonka, dostałaby prawdopodobnie schizy. Jednak młoda Herondale dobrze znała te rozgrywki. Sama nieraz nasłała prywatnego detektywa na Wildera, żeby ten tylko podejrzał go z jakąś wytapetowaną brunetką. Czy była zazdrosna? O niego? Ha, najchętniej napisałaby do tamtej kobiety, że może go sobie zabrać i na zawsze, byle tylko się uwolnić od tego chorego układu. Nie dość, że musiała się chować po kątach z nowo poznanymi facetami to jeszcze non stop miała jakieś sprzeczki z tym całym Hendersonem. Jakby nie mógł przez 5 minut przynajmniej udawać być miły... Czym ona sobie zasłużyła na taki los?
    Na widok jego wiadomości, zazgrzytała głośno zębami. Nawet nie zadała sobie trudu, by odpisać. Miała ważniejsze rzeczy do roboty. Musiała wstąpić jeszcze do szpitala, wypełnić trochę papierkowatej roboty, a dopiero potem mogła pozwolić sobie na głupoty. Do kasyna przyjechała spóźniona o dobrą godzinę, chociaż teoretycznie na żadną konkretną porę się nie umówili.
    - Dzięki Ty. Jak córeczka? Poprawiło się jej? - bo tak, naprawdę przejmowała się losem pięciolatki. Dziewczynka ostatnimi czasy przechodziła ostrą anginę, a że nikt nie umiał sobie owinąć ludzi dookoła palca jak Savannah, w mig poznała wszystkich ochroniarzy i pracowników kasyna. Przecież musiała znać ludzi, którzy będą z nią w tym gównie siedzieć, prawda? Widząc Wildera westchnęła ciężko i rzuciła torbę na krzesło - Ciebie też miło widzieć, Henderson - wykręciła oczami, zakładając nogę na nogę. A niech się napatrzy na nią, bo palcem nigdy nie dotknie. - Chciałam Ci powiedzieć o czym? - zapytała skonsternowana, a pomiędzy jej brwiami pojawiła się mała zmarszczka. Dopiero, gdy zerknęła na zdjęcia zrozumiała o co chodzi. Cholera, niedobrze. Owszem, zdawała sobie doskonale sprawę z tego, że była śledzona, ale w momencie, gdy na środku ulicy wpadasz na miłość swojego życia, której nie widziałaś przez dobre parę ładnych lat, nie rozglądasz się po krzakach, a skupiasz na danym momencie. Spijasz każde słowo z jego usta, z tych ust które kiedyś należały do niej... I właśnie tak wyglądała na tych zdjęciach. Jakby wciąż jej zależało. Jakby wciąż go kochała. Kurwa.
    - To nic takiego - wymamrotała cicho, tracąc na chwilę rezon. Nawet jej dolna warga zadrgała, jakby zaraz miała się popłakać. Jeszcze tego jej brakowało, żeby ojciec się dowiedział! Zaraz jednak szybko pozbierała się do kupy i złapała za zdjęcia. - To nic takiego, serio. - powtórzyła silniejszym głosem, odrzucając je w jego stronę. - Stary znajomy i tyle, nic o czym ludzie będą gadać, a tym bardziej o czym mój ojciec powinien wiedzieć. Chyba, że sam chcesz mu się pochwalić? - tak jakby nie miał do stracenia tyle samo co ona, a może nawet i więcej. - Lepiej powiedz mi o pani botoks. No wiesz, ta brunetka z ustami jakby chirurg pomylił miejsca w liposukcji. Jak macasz jej tyłek to pewnie też napompowany? - nie miała zamiaru go oszczędzać. Nienawidziła tego całego układu, nienawidziła tego, że nie była w stanie mieć kontroli nad własnym życiem. Na pewno kolega nie będzie sobie romansował na boku, a ją pozostawiał na nudne wieczorki co to to nie! Wzrokiem zaczęła krążyć po pomieszczeniu, szukając ekspresu do kawy. Prawie zapiszczała z zachwytu i rzuciła się w stronę filiżanek. Była tuż po nocnej, siedmiogodzinnej operacji i tylko to, że wypiła prawie cały dzbanek kofeiny na śniadanie, sprawiało że wciąż była w stanie stać na nogach - Jak ona miała... Elodie? Emerson? Elena?
    played by Savannah
    multikontaAaron



    Wilder Henderson

    beverly hills
    35 lat/a
    190 cm
    trzepie z ludzi hajs,
    od którego sam jest uzależniony,
    bo tylko hazard przynosi mu szczęście



    Wilder Henderson
    -
    2020-03-25, 23:45

    -Już lepiej, dzięki za pamięć - kiwnął głową w stronę blondynki, zanim wyszedł i zostawił tę dwójkę samych. Wilder zdawał się kompletnie ignorować ich małą wymianę zdań, pogrążony w myślach. Ostatnio nie było najlepiej.. w sensie, wiodło mu się ekstra i życie miał przednie, ale biorąc pod uwagę natłok pracy i to, że Savannah chyba zawarła pakt z Eleną, by doprowadzały go do szału, powodując większe bóle głowy niż barku.. no to nie było kolorowo. Spojrzał na nią spokojnie, gdy usiadła naprzeciwko, ale nie zwrócił nawet uwagi na te nogi, bo w sumie.. widywał lepsze i to znacznie częściej, niż się wydawało. Wiedział, że to nie były byle jakie zdjęcia, że jego detektyw dał sobie nieźle radę z zadaniem, pozostawało jednak wiele pytań, na które musiał znać odpowiedzi. Choćby dla ich własnego dobra, dla dobra tego całego szwingla, ich udawania. On nie był najgorszym, co mogło ją spotkać, zwłaszcza jeśli chodziło o transakcje biznesowe - a niemniej podchodzili do tej sytuacji bardzo podobnie - ale musiała mu zaufać, albo dać coś, z czym mógłby pracować. "Nic takiego" wcale go nie satysfakcjonowało. - Posłuchaj mnie uważnie, Savannah - odchrząknął i przetarł palcami czoło - nie jestem Twoim wrogiem. Tak, bywam złośliwy, wredny i opryskliwy. Tak, jestem bucem, egoistą i ignorantem, wiele razy to słyszałem i możesz sobie myśleć o mnie co chcesz. Mogę nawet nie być w Twoim typie, choć w to mocno nie wierzę - tutaj usta drgnęły mu złośliwie, bo szczerze wątpił, by nie pociągali się fizycznie. Byli oboje atrakcyjnymi ludźmi i nawet głupi by to przyznał - ale jesteśmy w tym razem i nie zapominaj, że jeśli coś tu nie wypali, ja pociągnę Cię na dno - nie żartował, mówił śmiertelnie poważnie. Nie miał skrupułów, nie bał się chwycić ją za rękę i ściągnąć w otchłań, jeśli coś pójdzie nie tak. - Wiem, że to Twój były, więc lepiej byś mnie nie oszukiwała - wywrócił oczami, a jeszcze raz, gdy zeszła na temat Crawford. Takie uniki to on znał z pracy, dlatego nie zamierzał wdawać się w dyskusję na temat brunetki.
    - Daruj sobie, zazdrość Ci nie leży, skarbie - prychnął i napił się wody ze swojej szklanki, porządkując papiery na biurku - lepiej powiedz mi coś o tym gościu. Jak długo się spotykacie, czy to coś poważnego i jakim cudem Twój ojciec jeszcze o tym nie wie - uniósł wzrok znad biurka, gdy rzuciła się robić sobie kawę - o Elenie porozmawiamy kiedy indziej - zarządził, bo to nie jej dzień na zadawanie 20 pytań.

    poszukiwania
    played by kaktus
    multikontaeden, freya, colton



    Savannah Herondale

    beverly hills
    29 lat/a
    176 cm
    rezydentka chirurgii
    jestem obiecana Wilderowi, chociaż go nie kocham
    ale za to myślę o innym z którym nie mogę być



    Savannah Herondale
    if you're not sure, baby i'm yours
    2020-03-26, 01:09

    Dobrze zdawała sobie sprawę, że jest atrakcyjną kobietą. On również był niczego sobie, ale jego poziom atrakcyjności spadł nad wyraz nisko w momencie kiedy zdążyła go już trochę poznać. Jestem bucem? Jestem wredny i opryskliwy? You dont say! Przez pierwsze spotkania naprawdę wychodziła ze skory, żeby przynajmniej spróbować się zaprzyjaźnić. Na pierwszej randce nawet trochę flirtowała, żeby wzbudzić w sobie jakieś przyjemne uczucia. Jednak to wszystko było na nic, facet zachowywał się jakby nic go nie obchodziło procz pieniędzy. Porozmawiać więc to oni nie mieli o czym, już prędzej mógł poprosić o rękę jej ojca niż bawić się jej kosztem. Savannah długo nie potrafiła zrozumieć decyzji ojca, a w pewnym momencie nawet przestała się starać zrozumieć. Miała rodzine, miała przyjaciół i zabawę na boku - tylko to się liczyło. Oboje choć trwali w tym razem, przedstawiali zupełnie inne wartości w życiu. I dobrze, ze nie palnął tego komentarza o nogach, bo dostałby jeszcze w zęby na wejściu i tyle byłoby z ich układu!
    - Ach, ta pewność siebie która zdobyła moje serce - rzuciła z przekąsem, przykladajac teatralnie dłoń do klatki piersiowej. Jeszcze chwila i wyciśnie łezkę wzruszenia, naprawdę. Końcówka zdania jednak sprawiła, ze kobieta zamarła z filiżanką napoju w ręku. Słucham? Co on powiedział? - Czy Ty mi grozisz, Henderson?
    Może i nie zdawał sobie sprawy dlaczego tak właściwie zgodziła się na układ. Pewnie myślał, ze to kolejna głupiutka córeczka tatusia, która musi słuchać rozkazów rodziciela jak pies komendy. Nie zdawał sobie sprawy jak wielka tragedia kryje się za tym całym układem i ze gdyby nie to, ze straciła tak wiele, nie prowadzili by tej rozmowy, ba! Nie poznaliby się nawet! Byłby po prostu kolejnym niebezpiecznym nieznajomym, który zlustrowałby ją spojrzeniem przy wejściu do baru. Ale była tutaj, w myślach jej rodziny i przyjaciół robiąc mu dobrze i musiała żyć w jednym wielkim syfie, tylko przez pieprzony szmal.
    - Posłuchaj mnie uważnie, Wilder - powtórzyła za nim, opierając się obiema dłońmi o blat jego biurka tak by znaleźć się jak najbliżej jego twarzy. Nie bała się go, nie mógł jej zastraszyć - Nie chcesz być moim wrogiem, a jednak siedzisz tutaj i mówisz takie rzeczy. Nie mam pięciu lat, nie muszę słuchać poleceń ojca. Nawet nie wiesz czemu zgodziłam się na ten układ i tak naprawdę gowno Cię to obchodzi, bo to moja sprawa, ale miej odrobine szacunku. To ja jestem odpowiedzialna za Twoje piekło. Nie zapominaj o tym i nigdy. Więcej. Mi. Nie. Groź. - ostatnie słowa praktycznie wycedziła. Prawdopodobnie nie był to najlepszy moment, ale w tym momencie jej telefon zapikał informując o kolejnej wiadomości. Odrzuciła włosy za ramię i wypuściła głośno powietrze z płuc, byle tylko się uspokoić - O wilku mowa, ojciec zaprasza nas na niedzielny obiadek.
    Tak jakby nie miała lepszych rzeczy do roboty niż odstawianie szopki w Boży dzień.
    - Ach wiec to tak? Mamy znowu te nieszczęsne lata, kiedy to mężczyźni maja prawo do wszystkiego, a kobietom nic się nie należy? Daj spokój, Wilder - prychnęła gorzkim śmiechem, sadowiac się znów w fotelu i popijając kawę. Okropna. Jak całe to pomieszczenie, całe kasyno i jego właściciel. Przełknęła kolejny łyk, starając się nie skrzywić. - Chcesz zajrzeć mi do łóżka, a sam szlajasz się z jakąś laską po całym mieście, licząc na to ze nikt was nie przyłapie z ludzi ojca i ujdzie ci to na sucho. I ja nawet nie mogę poznać trochę faktów o mojej rywalce? - zapytała, robiąc smutna minkę zbitego szczeniaka. Tak jakby jej zależało. Nie miała jednak zamiaru zdradzić nic o Shanie, nie chciała wpakować go w kłopoty. Same zdjęcia były tylko dowodem, którego musiała jak najszybciej się pozbyć.
    - Mój tatuś nie jest głupi, Wilder. Moje jedno przypadkowe spotkanie z chłopcem, którego kochałam nie zmieni Twoich paru ostatnich tygodni sypiania gdzie popadnie. I uwierz mi, jeśli mówię, ze nie masz o co się niepokoić - przyznała, czując się nagle bardzo wszystkim zmęczona. Mimo to zdobyła się jeszcze na delikatny łobuzerski uśmieszek -. Każdy potrzebuje rozrywki, ale nic pomiędzy nami się nie zdarzyło. No, przynajmniej nie z nim.
      
    played by Savannah
    multikontaAaron



    Wilder Henderson

    beverly hills
    35 lat/a
    190 cm
    trzepie z ludzi hajs,
    od którego sam jest uzależniony,
    bo tylko hazard przynosi mu szczęście



    Wilder Henderson
    -
    2020-03-26, 14:33

    - Nie wyolbrzymiaj, do grożenia to jeszcze sporo brakuje. Zaledwie ostrzegam - wywrócił oczami, spoglądając na nią i w sumie nie bardzo sobie z tej jej złości coś robił. Irytowała go jej postawa, bo była rozkapryszoną księżniczką, która zawsze dostawała wszystko na talerzu. A gdy okazało się, że jednak ktoś ma nad nią władzę, bo mogłaby stracić o wiele więcej niż kilka zer na koncie, była po prostu pionkiem w grze. I musiała w końcu spojrzeć prawdzie w oczy. Wilder za dużo do czynienia miał z takimi kobietami i po prostu ich nie znosił, bo sam nigdy niczego nie dostawał tak o, musiał na to cholernie ciężko zapracować, czasem głupimi decyzjami, czasem znajomościami, które niosły za sobą wiele konsekwencji, czasem takimi układami, by przyćmić czujność jednego z inwestorów. Nie było mu to na rękę, zdecydowanie, poza tym miał wrażenie, że Savannah podchodzi do tego w sposób, jakby co najmniej jutro miała za niego wyjść, a to było dalekie od prawdy. Nie zamierzał się z nią hajtać, zaledwie mieli ugrać kilka spotkań, randek, powiedzieć potem, że nie wyszło, że się nie skleiło i podać mu na tacy to, co chciał. W końcu nie będzie zmuszał do ślubu dwójkę osób, która się nie znosiła, tylko dla swojego widzimisię. Był biznesmenem, chciał najlepiej dla swojej córki, chciał, by poznała kogoś z pozycją, kto zapewni jej dobre życie i Wilder miał cały pakiet. Przynajmniej tak to Herondale przedstawiał, a co mu się rodziło w głowie - chuj wie. Brunet po prostu się zgodził, po kilku rozmowach, by mieć święty spokój. Im szybciej zagrają swoje role, tym szybciej z tym skończą, po jej stronie powinna stać również taka postawa.
    Uniósł brew rozbawiony jej słowami. - Nie próbuj zgrywać tutaj gangstera, moja droga. Jesteś tylko rezydentką, nie zapominaj - westchnął i uśmiechnął się po swojemu, czyli w żadnym wypadku do niej nie było to czułe i urocze uśmiechanie. Nie, gdy zachowywała się w taki sposób. - Wyciągam do Ciebie rękę, wiedząc, że też chcesz, by to się skończyło, zupełnie jak ja. Więc nie zachowuj się, jak rozkapryszona gówniara, która musi coś zrobić, by dostać kucyka - nie reagował również na te jej krzywienia się i wielkie problemy z kawą, bo kawa była dobra, guatemalska, z ziaren, a nie jakiś rozpuszczalny syf. - Świetnie, powinnaś poćwiczyć swoje aktorstwo - jak dla niego, mogli zaliczać z nim ile chcieli obiadków, chociaż nie widział w tym najmniejszego sensu. - Po pierwsze, Twój "tatuś" - tutaj wyrysował palcami cudzysłów w powietrzu - ufa mi bardziej, niż własnej córce, dlatego mnie nikt nie śledzi, nie obserwuje i nie będzie tego robił. Ufamy sobie w kwestiach interesów bardziej, niż Twoich. Gdybym nie wysłał za Tobą detektywa, to pewnie on pierwszy by się dowiedział o Waszym spotkaniu, a potem mnie wypytywałby o wszystko. Więc, wolę wiedzieć. Z czym mam tu do czynienia, by w razie czego uratować Ci dupę - no i przy okazji sobie. Przyglądał się blondynce chwile w ciszy, jakby chciał ją przejrzeć na wylot, czy aby na pewno nie musiał się niczego obawiać, ale nie ufał jej. Kompletnie. On przynajmniej był wobec niej szczery i doskonale wiedziała, czego może się po nim spodziewać. Robił wszystko bardzo ostrożnie, nie pałał do nikogo uczuciem. A ona? Najwidoczniej tak. Ktoś zapukał do drzwi, padło krótkie "wejść" i ten sam ochroniarz wszedł z torbą z lokalnej restauracji. - Ach, dzięki - odebrał, wstając od biurka i zaczął wyciągać poszczególne pudełka - ponieważ się nie spieszyłaś, zjemy tutaj - mogli iść do restauracji, ale przepadła im rezerwacja, bo nie odpisała, nie pojawiała się, więc zamówił na wynos.

    poszukiwania
    played by kaktus
    multikontaeden, freya, colton



    Savannah Herondale

    beverly hills
    29 lat/a
    176 cm
    rezydentka chirurgii
    jestem obiecana Wilderowi, chociaż go nie kocham
    ale za to myślę o innym z którym nie mogę być



    Savannah Herondale
    if you're not sure, baby i'm yours
    Wczoraj 19:01

    Tak, tak - już ona znała to jego ostrzeganie. Był zbyt podobny do jej ojca, w końcu dlatego tak dobrze się dogadywali. Jeden i drugi zrobiłby wszystko, aby wyszło po jego myśli, nie bacząc na osoby trzecie. Mógł sobie myśleć o niej co chciał, ale prawda była taka, że praktycznie jej nie znał. Nie znał ani jej historii ani jej prawdziwej osobowości od tej, którą mu pokazywała na co dzień. Czy on naprawdę sądził, że jest taką podłą, złośliwą i rozpieszczoną księżniczką? Ha! Owszem, pochodziła z dobrego domu i nie zamierzała tego ukrywać, ale przede wszystkim na każdym kroku chciała mu udowodnić, że nic z tego nie będzie. Nie chciała, by jeszcze coś mu się stało w tą jego i tak chorą psychicznie główkę i zmieniłby zdanie na temat ich relacji - wtedy nigdy by się od tego nie uwolniła. I może i on myslał, że to tylko randkowanie było w głowie jej ojca, ale Savannah zbyt dobrze go znała. Jeśli przedstawiał jej już jakiegoś absztyfikanta, to nie po to, by poszli trzy razy na kolację i wylądowali w łóżku. Nie, jej tatuś doskonale zdawał sobie sprawę z tego co robił. Wpierw mężczyzna musiał być sprawdzony od góry do dołu, a jego wszystkie brudy wyciągnięte na wierzch i poddane głębokiej analizie czy aby na pewno nie zostaną przydatne. Kiedy Herondale stwierdził, że jednak wszystko jest w najlepszym porządku dla jego interesów, brał się za swatanie. W momencie, gdy dziewczyna poznała swojego obecnego chłopaka - wiedziała, że to z nim prawdopodobnie będzie musiała się zejść i to na poważnie, a nie na chwilę. Wilder wydawał się właściwie facetem marzeń - umiał się zaprezentować, był bogaty, niezwykle uprzejmy i czarujący wobec ich przyjaciół i rodziny, a matka rozpływała się w jego komplementach. Gdyby nie fakt, że miał też drugą, znacznie mroczniejszą stronę, której Sania szczerze nienawidziła, może i nawet zdołałaby kiedyś się w nim zakochać. Kiedyś, po wielu wielu wielu miesiącach łkania w poduszkę z bezsilności.
    - Może i jestem rezydentką, ale byłbyś totalnym debilem, gdybyś mnie lekceważył - jakby już nie był. Przecież była córką tego o którego non stop się rozchodziło, na miłość boską! Niektóre cechy charakteru i umiejętności były jednak dziedziczne. Westchnęła cicho i zignorowała jego kolejny przytyk. Nie da się już wyprowadzić z równowagi. Facet i tak podnosił jej ciśnienie, a ona miała ważniejsze rzeczy na głowie niż zamartwianie się jego wredotą.
    - Okej, okej zrozumiałam aluzję - mruknęła, wykręcając oczami. Skoro tak dobrze się dogadywali i ufali sobie nawzajem to może oni zechcieliby się ze sobą umawiać? Można wchodzić w dupę jej ojca równie dobrze w inny sposób, czyż nie? - Nie bądź taki pewny. To że ludzie od niego Cię nie śledzą, nie znaczy że nie masz ogona w ogóle - Ale swojego detektywa wolała wykorzystać na lepszą okazję by mu dopiec.
    - Słuchaj, nie mam pojęcia co Ci mogę powiedzieć, szczerze. Okej, Ty umawiasz się z tamtą Emer... Eleną? - nie mogła mieć łatwiejszego imienia? - i może i się nie angażujesz, ale ja nie jestem znieczulonym skurczybykiem, tylko kobietą. Mam uczucia i miałam je od zawsze. Spotkaliśmy się raz, może i spotkamy się następny i tak, kochałam go. Ale nie wiem czego ode mnie oczekujesz? To stara historia. - skwitowała to wzruszeniem ramion. Nie miała nic więcej do dodania. Na pewno nie mógł od niej oczekiwać, by wyśpiewała mu całą historię, bo równie dobrze ten materiał mógł nadawać się na książkę, a ona nie chciała ujawniać się przed kimś takim jak Wilder. Mógłby wykorzystać jej krzywdę w interesach, ten człowiek nie znał skrupułów.
    - Z tej włoskiej? - zapytała, widząc logo restauracji. Na jej ustach po raz pierwszy od początku spotkania pojawił się szczery uśmiech. Ochoczo przysunęła się bliżej i poczekała, aż wyciągnie wszystkie pudełka. W takich momentach nawet i go lubiła, równie dobrze mógłby ją zaprosić na rozmowę, a potem wygonić, żeby samemu się nawtykać. A jednak dbał o nią, w jakiś sposób, ale jednak. Gdyby nie była głodna jak wilk, może i by stąd wyszła i zjadła w domu, ale czy ktoś kiedykolwiek mógł się oprzeć makaronowi w podwójnym parmezanem i sosem beszamelowym? - Rozpieszczasz mnie, przystojniaku - zażartowała, otwierając swoją szamkę. I widzisz? Dać kobiecie jedzenie i od razu inny humor!
    played by Savannah
    multikontaAaron



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Kody wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel