angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Los Angeles Weekly: przeczytaj drugi wpis.
  • Mamy jedenaście miesięcy! O tym oraz kilku zmianach w ekipie przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Sienna Westby

    malibu
    29 lat/a
    168 cm
    dzieli czas między cukiernię
    a córkę, ale dla romka
    też go trochę znajdzie



    sienna westby
    I guess if I'm not wrapped here in your arms then I can't talk about love
    2020-01-30, 18:20

      [15]
    Skłamałaby mówiąc, że spodziewała się wiadomości od Clementine, w dodatku tak bezceremonialnej. Nie rozmawiały ze sobą dłuższy czas: Sienna nie była w stanie przypomnieć sobie dokładnie, ale ślepo celowała w jakieś trzy miesiące z nawiązką i była najzwyczajniej zaskoczona, gdy jej telefon zawibrował tamtego przedpołudnia, a imię brunetki pojawiło się na jego ekranie. Kiedy w końcu pozwoliły na to fundusze, Westby spędzała w cukierni – teraz rozbudowywanej o jeszcze jedno pomieszczenie, gdzie goście mogli spokojnie usiąść ze swoim zamówieniem – pilnując, by remont szedł po jej myśli, by wykończenia były idealne i by każdy nowy element menu nie tylko zgrywał się z tym, co sprzedawali do tej pory, ale także był całkowicie perfekcyjny sam w sobie. W W&W, gdzie i tak spędzała ogrom swojego czasu nawet poza ustalonymi godzinami pracy przesiadywała zatem jeszcze więcej, a w połączeniu z kilkoma fortunnymi lub mniej misz-maszami w życiu prywatnym, cóż, dość łatwo straciła poczucie czasu. Jeśli sama nie była w stanie wygospodarować sobie pięciu minut by usiąść i odpocząć, nawet nie chciała myśleć, jak prezentować musiał się harmonogram Godfrey, już szczególnie w okresie świąteczno-noworocznym. Jednym z urokliwszych w jej odczuciu aspektów mieszkania w Los Angeles była możliwość przyglądania się twarzom spanikowanych, spóźnionych pewnie do swoich miejsc pracy ludzi sukcesu z samego rana: pędzącym na łeb, na szyję dziennikarzom pobliskich stacji telewizyjnych, szukających sensacji redaktorów gazet czy łamiących prawo drogowe spikerów radiowych, i tak mających pojawić się na swojej porannej audycji w studiu o parę minut, co zostało przesądzone kalifornijskimi korkami. I choć myślała, że widziała już wszystko, przez ostatnie dwa miesiące było po prostu... gorzej. Jakby ludzie naprawdę chcieli, by Mikołaj z galerii okazał się mordercą i rabusiem, a fakt, że fajerwerki wyrządziły w tym roku szkodę tylko kilku osobom nie okazywał się nawet wart wspomnienia poza ostatnimi stronami dzienników.
    Dzwonek do drzwi zadzwonił mniej więcej w tym samym czasie, w którym wstawiła do zmywarki ostatnie naczynia. Wyjątkowo wyszła z pracy szybciej i poświęciła ten czas na porządki w domu, który ostatnio dopuściła do całkiem haniebnego stanu; wariowała, ilekroć wchodziła do kuchni i musiała przyglądać się wszystkim nieumytym kubkom, a widok porozrzucanych wszędzie kredek świecowych doprowadzał ją do szału. Poza tym, potrzebowała najzwyczajniej odpocząć. Polukrowała w ostatnim czasie tyle babeczek, że pobolewał ją prawy nadgarstek i choć wspomnienie wspólnego wieczoru z Timothy'm wciąż czerwieniło jej twarz w kompletnym zażenowaniu, nie zamierzała przyznać się przed samą sobą, że jej dzisiejszy urlop miał cokolwiek wspólnego także z tym. Postawiła wodę w czajniku, kiedy z kuchni przechodziła do przedpokoju by po zerknięciu w wizjer i upewnieniu się, że to faktycznie jej gość otworzyć drzwi przed Clementine i na wejściu posłać jej szeroki uśmiech. – Sto lat cię nie widziałam – zauważyła, wychylając się, by zamknąć kobietę w uścisku. Odsunęła się zaraz, by przepuścić ją w progu i skierować do salonu skinięciem dłoni. – Babeczki są na stole, więc się poczęstuj. Kawa zaraz będzie – poinformowała, wracając do kuchni by przygotować kubki i kawę, jednocześnie wodząc wzrokiem za Godfrey. – Słychać coś nowego? – och, gdyby tylko wiedziała!
    played by porażka
    multikonta-



    Clementine Godfrey

    beverly hills
    30 lat/a
    169 cm
    prowadzę Good Morning Los Angeles
    spodziewam się dziecka z Tomem
    i zaczyna się układać



    Clementine Godfrey
    You are the best influence on me. I need you. You are the good and I need a little good in my life.
    2020-01-30, 23:48

    [ 69 ]

    Jej kontakt ze Sienna, urwał się tak nagle. Bez żadnych słów, kłótni, nagle obu zabrakło czasu, aby móc się ze sobą spotkać, a żadna z nich też się pierwsza nie odezwała. Poza tym, od czasu podjęcia decyzji o rozwodzie, Clementine naprawdę starała się ułożyć wszystko od nowa w swoim życiu. A niestety, blondynka, w pewien sposób, przypominała Godfrey, o jej byłym mężu. Nieważne, że ich małżeństwo, było całkowicie nieprzemyślane i w rezultacie, było wielkim błędem. Tak, o uczuciach do niego, nie potrafiła tak szybko zapomnieć. Najłatwiejszym sposobem, było odcięcie się od swojej przeszłości. Z dnia, na dzień było coraz lepiej, a gdy tylko podpisała ostatnie papiery rozwodowe, mogła odetchnąć z ulgą. Była w końcu wolna.
    Jej życie wróciło do względnego spokoju, o ile tak można nazwać to, co teraz się u niej działo. Ponownie, na pierwszym miejscu postawiła pracę, która jako jedyna była niezmienna w jej życiu. Sądziła, że dzięki niej, uda jej się poukładać bałagan, który pojawił się w jej myślach. Względny spokój, nie trwał zbyt długo. O ile, w pracy była zawsze przygotowana, tak ostatnio jej życie prywatne, wywróciło się o 180 stopni, a zaczęło się od jej byłego ukochanego, który postanowił zamieszkać w tym samym apartamentowcu co ona. Później, wszystko posypało się samo, jakby Clementine nie miała na to żadnego wpływu. Za to nowy rok, miał być jej nowym początkiem, tym razem musiała podjąć decyzję i przestać bawić się uczuciami mężczyzn, co ostatnio, aż za dobrze jej wychodziło. Była nawet na to przygotowana, gdyby jedna, dość duża, nieprzemyślana wpadka. Nie znała, nikogo innego, kto przechodziłby przez to samo, przez co ona w tym momencie. Dlatego, pierwsza na myśl, od razu przyszła jej Sienna. Może napisała zbyt bezpośrednio, ale w tej chwili, naprawdę potrzebowała kogoś, kto ją zrozumie i nie pozwoli, aby zwariowała do końca.
    Umówiła się ze Sienna, w dzień, który miała wolny od pracy. Dzięki czemu pierwszy raz od długiego czasu mogła się wyspać, a dzisiejszą siłownię, zamieniła na długi spacer z Sandy. To nie znaczyło, że nagle zacznie zmieniać swoje przyzwyczajenia, ale poranne mdłości, niekoniecznie jej na to dzisiaj pozwalały. Przed pojechaniem do Westby, zatrzymała się w jednym ze sklepów z zabawkami. Zazwyczaj unikała takich miejsc, hałas, krzyk dzieci, ich płacz, było czymś, które wyprowadzało Clem z równowagi, a gdy pomyśli, że już niedługo może ją samą to czekać, aż przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Dość szybko, kupiła to po co przyszła i z ładną, różową torebką prezentową powróciła do samochodu. Reszta drogi do Malibu minęła jej względnie spokojnie i po kilkudziesięciu minutach, zatrzymywała już samochód przed domem Sienny. Jeszcze tylko, pokonała odległość, która dzieliła ją od podjazdu do drzwi i zadzwoniła do drzwi wejściowych. Minęło, może kilka sekund, gdy zobaczyła blondynkę, a usta Clementine ułożyły się w ciepły uśmiech.
    — Ja Ciebie również. Jak dobrze Cię widzieć — powiedziała, przytulając się na moment do kobiety i weszła do środka. Odwiesiła na wieszak swój płaszcz i ściągnęła buty, dopiero wchodząc do salonu, który wcześniej wskazała jej Westby. — Mam tutaj coś dla Twojej małej księżniczki. Wspominałaś, że ogląda ostatnio psi patrol, zrobiłam małe rozeznanie i nie mogłam przyjść bez żadnego drobiazgu dla niej — odezwała się, gdy tylko weszła do salonu i postawiła na stoliku torebkę, gdzie w środku znajdowała się maskotka Everest z ulubionej bajki Mili, obstawiając, że Sky, bądź Chase'a na pewno już posiada. Czekając na Sienne, usiadła na kanapie i bez wahania, poczęstowała się jedną z babeczek, oblanych lukrem. Nie można, przejść obok nich obojętnie. A był to też dobry powód, aby odłożyć na później pytanie. — Uwielbiam Twoje muffinki, nawet nie wiesz jak bardzo mi ich brakowało — odezwała się, odgryzając kawałek i z uroczym uśmiechem, podziękowała za kawę. Ostatnio, starała się ją ograniczać jak tylko może. — Tak jakby — zaczęła i niepewnie spojrzała na blondynkę. — Wiem, że może nie jest to najbardziej dyskretne pytanie, ale tylko Ty mi możesz na nie odpowiedzieć. Jak poradziłaś sobie z wiadomością, że zostaniesz matką? — spytała i ponownie wgryzła się w babeczkę. Oczywiście, mogła owijać w bawełnę, mówić jak to wszystko jest dobrze i super jej się w życiu układa. Ale to była Sienna, już od ich pierwszej rozmowy, poczuła, że może jej zaufać, a poza tym, już przez to przechodziła.

    played by Klementynka
    multikonta-



    Sienna Westby

    malibu
    29 lat/a
    168 cm
    dzieli czas między cukiernię
    a córkę, ale dla romka
    też go trochę znajdzie



    sienna westby
    I guess if I'm not wrapped here in your arms then I can't talk about love
    2020-02-08, 14:52

    Kubki z kawą zaraz znalazły się na stoliku przed kanapą, choć dla pewności przygotowała też szklanki i dzbanek wody z cytryną. Kawa oczywiście trochę lepiej komponowała się z babeczkami, ale Sienna pomyślała, że gdyby już ją wypiły wypadałoby mieć coś na zmianę; co prawda wolałaby na dzień dobry postawić przed nimi wino, ale postanowiła poczekać jeszcze chociaż te parę minut. Nie chciała przecież wyskakiwać tym jak gromem z jasnego nieba!
    Będzie zachwycona. Nie trzeba było! – uśmiechnęła się szeroko, odbierając od niej prezent. Zajrzała do torebki, by wydobyć z niej Everest i raz jeszcze zerknęła na Clementine. – Ale proszę, powiedz mi, że nie wydaje z siebie żadnych dźwięków – ton miała pełen nadziei, tak samo jak zresztą wzrok, kiedy obracała maskotkę w dłoniach w poszukiwaniu jakiegoś aktywującego ją przycisku. Miała dość potajemnego wyjmowania z jej zabawek baterii lub grzebania w ustawieniach, by pozbawić ją możliwości śpiewu, gadania czy czegokolwiek tam robiła; wystarczyło, że intro Psiego Patrolu cały dzień tkwiło jej w głowie, a bajka niezmiennie leciała na ekranie telewizora, nie potrzebowała dodatkowych atrakcji. W końcu odłożyła pluszaka do torebki, w której Godfrey go przyniosła i zanim jeszcze usiadła na kanapie obok niej zaniosła go do pokoju Mili, gdzie położyła prezent na łóżku. Kiedy wróciła do salonu sięgała już po babeczkę, ale zastygła w pół drogi, z jakiegoś powodu zaniepokojona tonem Clementine kiedy ta zaczęła mówić; i całe szczęście, bo gdyby miała teraz coś w ustach, skończyłoby się to śmiercią przez zadławienie. Nie widziała jej jakiś czas, ale pod czymś nowym celowała raczej w jakąś sympatię, może nowe mieszkanie czy jakieś anegdoty z pracy, niekoniecznie... ciążę.
    Cóż... – zaczęła, marszcząc brwi gdy się nad tym głębiej zastanawiała. Nie była jeszcze w zupełności pewna, czy problem dotyczył bezpośrednio Clementine czy może kogoś z jej rodziny czy najbliższych, ale chciała móc w jakikolwiek sposób pomóc. – Miałam to szczęście mieć przy sobie bliskich, którzy pomogli mi wybić z głowy myśl, że spierdoliłam sobie życie – nietrudno było ocenić, że tym słowom towarzyszył najprawdziwszy wstyd. Dziś nie wyobrażała sobie życia bez Mili, wtedy? Było zupełnie na odwrót. Wyciągnęła w jej stronę rękę, by swoimi palcami otoczyć jej dłoń i uścisnąć delikatnie w pokrzepiającym geście, mając nadzieję, że doda jej w ten sposób choć cienia otuchy. – Byłam przerażona i jak nigdy wcześniej pewna, że sobie z czymś nie poradzę. Nie skakałam po sufit z radości, nie byłam gotowa i nie wyobrażałam sobie, jak miałabym poradzić sobie z dzieckiem. Jak miałabym je z siebie wypchnąć! – rzuciła w nadziei, że rozchmurzy to nieco Clementine i zaraz posłała jej pokrzepiający uśmiech. – Ale miałam Setha. Miałam moją mamę, która wspierała mnie we wszystkim i miałam przyjaciół, którzy słuchali mojego jojczenia i udawali, że wcale im nie przeszkadza. No i miałam Milę, która rosła i rosła i w którymś momencie chyba po prostu nie mogłam wyobrazić sobie życia bez niej – wyznała, uważnie przyglądając się Godfrey i raz jeszcze ścisnęła jej dłoń. – Na początku nie jest łatwo, ale z czasem wszystko wychodzi na prostą. A nawet jeśli nie, świat się nie kończy. Nie musisz ani urodzić, ani wychowywać – zaznaczyła, nie chcąc przecież wymuszać na brunetce czegokolwiek. Niektóre kobiety nie widziały siebie w roli matki i Sienna uważała to za jak najbardziej w porządku; były inne, legalne rozwiązania i choć Clementine musiała zdawać sobie sprawę z ich istnienia, przypominając o nich Westby chciała upewnić ją tylko w tym, że wesprze ją w każdej decyzji, którą podejmie. – Och, a pytasz, bo...? Koleżanka potrzebowała rady, czy...? – zagaiła jeszcze, skoro nie mogła być niczego pewna. – Przepraszam. Jakoś machinalnie przyjęłam, że...
    played by porażka
    multikonta-



    Clementine Godfrey

    beverly hills
    30 lat/a
    169 cm
    prowadzę Good Morning Los Angeles
    spodziewam się dziecka z Tomem
    i zaczyna się układać



    Clementine Godfrey
    You are the best influence on me. I need you. You are the good and I need a little good in my life.
    2020-02-13, 20:54

    — Spokojnie! — powiedziała i zaśmiała się na pytanie Sienny. — Nie uległam, żadnym namowom sprzedawcy i sama stwierdziłam, że zwykła maskotka, jest najbezpieczniejszą opcją — dodała po chwili, uspokajając blondynkę. Kolejny fakt, że Clementine, nie będzie dobrą matką. Sam dźwięk tych wszystkich zabawek, piszczących, śpiewających, czy wydających inne dźwięki. Wystarczyła krótka chwila w sklepie z zabawkami, a miała tego wszystkiego dość, a głowa jej pękała. Jeszcze, gdy wyobraziła sobie, że za niedługo właśnie to, może ją czekać we własnym mieszkaniu. Aż ją ciarki przeszły po plecach i strach, że faktycznie, może się to spełnić.
    Przeklinała się przez chwilę w myślach, że nie zadała standardowego pytania co u Ciebie, tylko od razu przeszła do niezbyt miłej kwestii. Niektóre, nawyki z pracy jej pozostawały w życiu codziennym i nawet gdyby próbowała, niekiedy robiła, to nie zwracając nawet uwagi. Usiadła bardziej bokiem, przez moment, skupiając wzrok na Siennie. Bez większej trudności, mogła wyczytać zaskoczenie z jej wyrazu twarzy, ale już, stało się i nie mogła, tego cofnąć. Zamiast tego, zaczęła ją naprawdę uważnie słuchać. W końcu, pod tym względem, nikt, nie mógłby jej doradzić tak jak blondynka. Clementine, pewnie posiadała już jakąś wiedzę, prędzej tą książkową, z internetu, czy kilku wizyt u ginekologa. A teoria, to nie to samo co praktyka. Cicho westchnęła, przytakując delikatnie głową i odgarnęła kosmyk włosów za ucho. Jak dobrze, że nie tylko Clem, myślała, że zepsuła sobie życie w jednym momencie, na najbliższe kilkanaście lat. Chociaż, Tom dał jej jasno do zrozumienia, że poradzą sobie ze wszystkim, to obawy i tak pozostały.
    — Mila jest cudowna, jest do Ciebie tak bardzo podobna. Nie dziwię się, że nie wyobrażałaś sobie, bez niej życia — odezwała się w końcu, nawet jeśli jej głos był trochę niepewny, nie dała tego po sobie poznać. Zamiast tego, uśmiechnęła się z wdzięcznością do Sienny, gdy ta ścisnęła jej dłoń. — Wiem... i uwierz, że przeszło mi to przez myśl, ale własne sumienie nie dawałoby mi później spokoju, gdybym pozbyła się dziecka i myśl, że mogłabym je stracić. Nawet jeśli obawiam się, że będę najgorszą matką — wzruszyła delikatnie ramionami. Zresztą, teraz było już za późno, chociaż tylko w mniemaniu Godfrey. Przez te kilka tygodni, zdążyła się przyzwyczaić do tej świadomości, nawet jeśli, o jej stanie, wiedziała tylko garstka osób. Na razie, mogła wszystko ukrywać, pod delikatnie luźniejszymi ubraniami, a jej brzuch, aż tak źle nie wyglądał, jedynie, jakby zjadła za dużo. — Wpadłam i przez pierwszy tydzień, nie byłam nawet w stanie myśleć, że coś się we mnie rozwija i jak ja sobie z tym wszystkim poradzę. Cały świat mi się zawalił, bo jak, nagle moje życie wywróci się o 180 stopni, bo antykoncepcja nie zadziałała, tak jak powinna — wywróciła teatralnie oczami. Praca, zajęcia, już niedługo na to wszystko, będzie miała stanowczo mniej czasu. — Byłaś jedyną osobą, z którą mogłabym o tym porozmawiać, bo sama przez to już przeszłaś i dałaś sobie tak świetnie z tym radę. Na dodatek Mila, bez wątpienia, jest jednym z nielicznych dzieci, które uwielbiam — powiedziała i upiła mały łyk kawy, zanim ponownie spojrzała na blondynkę.

    played by Klementynka
    multikonta-



    Sienna Westby

    malibu
    29 lat/a
    168 cm
    dzieli czas między cukiernię
    a córkę, ale dla romka
    też go trochę znajdzie



    sienna westby
    I guess if I'm not wrapped here in your arms then I can't talk about love
    2020-02-16, 18:46

    To nie zmienia faktu, że zanim dorosłam do tej decyzji sama zastanawiałam się nad innymi opcjami. Hormony zrobiły ze mną straszną panikarę i sama nie byłam pewna, czy podołam wyzwaniu – przyznała, uśmiechając się smutno. Wtedy nie widziała siebie jeszcze w roli matki. W swoim mniemaniu była za młoda i zupełnie nieprzygotowana, a w dodatku zupełnie nie tak wyobrażała sobie swoją pierwszą ciążę. Najpierw miała wyjść za mąż, kupić uroczy domek na przedmieściach... niekoniecznie wpaść ze świadkiem na weselu swojej najlepszej przyjaciółki, ale co mogła poradzić, kiedy życie już dawno się w niej rozwijało? – Jestem przekonana, że nie będziesz najgorszą matką. Ba, że nie będziesz nawet złą matką – potrząsnęła głową, uważnie przyglądając się twarzy Clementine. – Trochę trudno pojąć to wszystko rozumem, szczególnie, kiedy się tego nie planowało. Na pewno masz obawy i na pewno będzie musiało minąć trochę czasu, zanim się ich wszystkich pozbędziesz; a jest nawet szansa, że już do końca któreś z nich będą za tobą chodziły. Nie ma podręczników, które krok po kroku wyjaśnią ci, jak bezbłędnie przygotować się do macierzyństwa. Jest mnóstwo rzeczy, o które i ja dalej się martwię – wzdrygnęła ramieniem. – Ale spójrz ile gotowych ci pomóc osób masz w swoim najbliższym otoczeniu. Powiedziałaś już rodzeństwu? – zagaiła częściowo z ciekawości, częściowo w przekonaniu, że jeżeli jej odpowiedź byłaby twierdząca, okazali jej przede wszystkim ogrom wsparcia. – Możesz na mnie liczyć. Nawet, jeśli ostatnio rozmawiałyśmy trochę mniej, i... – ucięła, niespecjalnie wiedząc jak ubrać to w słowa. W końcu potrząsnęła tylko głową. – Sęk w tym, że jestem tu dla ciebie. Możesz zadzwonić do mnie nawet jeśli w środku nocy zachce ci się piklowanych ogórków – uśmiechnęła się szczerze, raz jeszcze ściskając jej dłoń w ramach dodania jej otuchy. Spojrzała też na stolik, chcąc sięgnąć po swój kubek z kawą kiedy zrozumiała, że przyniesienie z kuchni dzbanka z wodą było jednak świetnym pomysłem. – Nie powinnaś tego pić, szczególnie, że jest chyba trochę za mocna. Proszę – podała jej szklankę, kubek z kawą odsuwając na brzeg stołu by Godfrey przypadkiem nie kusiło. Wiedziała, jak sama potrzebowała kofeiny będąc w ciąży, dlatego wolała już teraz pomóc Clementine eliminować złe nawyki. W międzyczasie przypomniała sobie też o czymś, o co chciała zapytać od początku. Zanim jednak słowa opuściły jej usta, na krótko zagryzła wargę. Czy w ogóle mogła jeszcze aż tak interesować się jej życiem, nawet po przerwie która nastąpiła ostatnio w ich relacji? – Kto... jest ojcem? – spytała niepewnie, zerkając w stronę Clementine. – Nie musisz mi o tym mówić, jeśli nie chcesz. W pełni to zrozumiem – dodała zaraz, posyłając jej ciepły uśmiech. – Chciałabym tylko wiedzieć, że wspiera cię w tym wszystkim – przyznała zgodnie z prawdą i zamknęła się w końcu, by dać brunetce dojść do słowa. Nie byłaby sobą, gdyby nie zdążyła już w to wszystko zaangażować się emocjonalnie.
    played by porażka
    multikonta-



    Clementine Godfrey

    beverly hills
    30 lat/a
    169 cm
    prowadzę Good Morning Los Angeles
    spodziewam się dziecka z Tomem
    i zaczyna się układać



    Clementine Godfrey
    You are the best influence on me. I need you. You are the good and I need a little good in my life.
    2020-02-19, 23:28

    Na szczęście, Sienna miała to wszystko już za sobą, a Clementine to dopiero czekało. A już panikowała bardziej niż niejedna osoba w jej stanie. Może, gdyby była nikomu nieznaną osobą, to wszystko byłoby dużo prostsze? Nie musiałaby się martwić o plotki, które dość szybko się pojawią i była świadoma, że nieważne, jak będzie ukrywała swój obecny stan, niedługo będzie wiedziało o tym, więcej osób, niż sama by tego chciała.
    Delikatny uśmiech pojawił się na twarzy Godfrey. Jak chciałaby mieć, tyle wiary w siebie, ile pokładała w niej blondynka.
    — Uwierz mi, kochana, będę najgorszą matką. Największą panikarą, jaką możesz zobaczyć. I jeśli, kiedykolwiek widziałaś te matki, które boją się, że ich dziecko dotknie piasku, albo co gorsze wsadzi go do buzi i zacznie panikować, to będę ja! — trochę przesadziła, bo na szczęście, do tego czasu minie jeszcze trochę, ale był to idealny przykład. Clementine pewnie, zacznie panikować, jak zobaczy jakieś zadrapanie na skórze. Nie powiedziała, już nic więcej, a zamiast tego oparła głowę o ramieniu Sienny. Jak ona, chciałaby być taka mądra w tej kwestii, a nie widzieć wszystko w ciemnych barwach. Słuchała jej uważnie i chyba pierwszy raz, nie wiedziała, co powinna powiedzieć. W tej kwestii wolała słuchać osoby, która ma dużo większe doświadczenie niż ona. Zamiast cokolwiek powiedzieć, pokręciła przecząco głową. Kolejne potwierdzenie, że Clem, nie do końca, była gotowa zostać matką i nie cieszyła się jak inni, nie skakała do góry, a zamiast tego, zakopała się pewnie pod kołdrą na cały weekend, a jedynym wyjściem, były spacery z psem. — Nie, powiedziałam to dosłownie kilku osobom. Nie byłam gotowa, mówić tego rodzeństwu, wiem jak przyjęliby tę wiadomość i zaczęliby świętować — powiedziała i cicho westchnęła. Chociaż, naprawdę miała zamiar to im powiedzieć, aby nie dowiedzieli się takich wiadomości z serwisu plotkarskiego. Dosłownie na moment, przytuliła się do blondynki, przymykając oczy. W jedny momencie, było jej strasznie głupio, że pozwoliła, aby ich kontakt tak się urwał. — Jesteś najlepsza! — mówiąc to, odsunęła się od blondynki i odgarnęła kosmyk włosów za ucho. — Wiem, że straciłyśmy kontakt na dłuższy czas i nie chcę, abyś pomyślała, że odezwałam się tak nagle, bo coś chciałam... ale ten telefon w środku nocy, chętnie wykorzystam — cicho się zaśmiała, aby nie było tak poważnie. I pewnie, wzięła sobie babeczkę ze stołu, aby odgryźć z niej kawałek.
    Zapach kawy... nawet tego jej brakowało, a gdy zobaczyła, jak odsuwa od niej kubek, pokręciła z niedowierzaniem głową. Sienna wiedziała lepiej, co będzie dla nich najlepsze, więc z kawą będzie musiała się pożegnać na najbliższe, kilka miesięcy, co wcale nie było takie łatwe. Upiła małego łyka wody i odgryzła kolejny kawałek. Miała tylko nadzieję, że zaraz nie odezwą się nudności. Na pytanie blondynki, na chwilę się zamyśliła. Czy na pewno chciała jej wszystko mówić? Ale skoro, powiedziała jej o ciąży, którą ukrywała przed prawie całym światem... Wzruszyła delikatnie ramionami.
    — Pewien, przystojny policjant... Po rozwodzie stwierdziłam, że czas się trochę rozerwać i zabawić. Chyba, musiałam to wszystko odreagować i poznaliśmy się przez przypadek. Ale nie... — dość szybko zaprzeczyła, unosząc dłonie. — Nie przespałam się z nim od razu, ale tak, wspiera mnie bardzo i chyba, bardziej wierzy, że sobie z tym poradzimy, niż ja sama — skończyła i zacisnęła usta w wąską linię. Nieważne, co o niej, teraz pomyślała, ale każdy czasem musi zrobić, coś, co w ogóle do niej nie pasuje, aby odreagować niektóre sytuacje. — Ale przestańmy już o tym mówić... Lepiej powiedz, co się działo u Ciebie? Jak moja, ulubiona, mała księżniczka? — spytała, uważnie jej się przyglądając. — Nie chcę wyjść, na kompletną egoistkę, która myśli tylko o sobie. Przez ten czas, mam nadzieję, na jakieś ciekawe historie i bardziej optymistyczne niż u mnie — dodała, posyłając jej ciepły uśmiech.

    played by Klementynka
    multikonta-



    Sienna Westby

    malibu
    29 lat/a
    168 cm
    dzieli czas między cukiernię
    a córkę, ale dla romka
    też go trochę znajdzie



    sienna westby
    I guess if I'm not wrapped here in your arms then I can't talk about love
    2020-03-10, 21:52

    Jestem pewna, że gdy już im powiesz okaże się, że będziesz miała wsparcie w każdym z osobna – uśmiechnęła się pokrzepiająco, przytakując głową jakby na potwierdzenie własnych słów. Nie protestowała i nie próbowała unikać kontaktu, gdy Clementine przytuliła się do jej boku; przeciwnie nawet, objęła ją ramieniem i tylko westchnęła, doskonale świadoma, przez co brunetka musi teraz przechodzić. Sama miała wrażenie, że tysiąc rzeczy spadło jej na głowę razem z wiadomością o ciąży, natomiast nie chciałaby znaleźć się w tamtym momencie w skórze Godfrey, która musiała wszystko to przechodzić pod okiem czekających na najlepsze możliwe ujęcia paparazzich. – Nie przejmuj się tym. Było, minęło i nie zamierzam ci czegokolwiek wyrzucać – przyznała, nie widząc nawet powodu, dla którego miałoby być inaczej. Nie rozstały się w złych warunkach, nie było żadnej kłótni, więc na dobrą sprawę z jakiego powodu miałaby żywić do niej urazę?
    Odetchnęła ze szczerą ulgą gdy Clementine wyjaśniła, że ojciec dziecka wspiera ją i okazuje wsparcie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że sama miałaby problemy z przejściem przez ciążę w pojedynkę i ogromnie podziwiała kobiety, które – jak choćby jej mama! – z wszystkim tym poradziły sobie na własną rękę. Sama oszalałaby, gdyby nie miała u boku kogoś gotowego ściągać ją na ziemię, ilekroć myślami wybiegała za daleko w przyszłość, przy okazji analizując wyłącznie najczarniejsze scenariusze. – Och, to cudownie – uśmiechnęła się szczerze. – I mam nadzieję, że w końcu pozwolisz mu przemówić sobie do rozsądku, Clementine. Oczywiście, że sobie z tym poradzicie – mrugnęła do niej porozumiewawczo i w końcu odsunęła się ciut, dając brunetce więcej przestrzeni kiedy opadła na jedną ze znajdujących się przy oparciu poduszek, zamyślając się na moment w akompaniamencie wystukiwania palcami o trzymany od momentu w dłoniach kubek. Cóż, było coś, co działo się u niej, a o czym desperancko odczuwała potrzebę porozmawiania z kimś; jednocześnie nie chciała obarczać Godfrey godnymi nastolatków rozterkami miłosnymi, świadoma, że sama musi radzić sobie z czymś znacznie trudniejszym. – Rośnie szybciej, niż chciałabym jej na to pozwolić – mruknęła półżartem, choć niezupełnie kłamała. Coraz częściej przyłapywała się na rozmyślaniu o uciekającym czasie i tym, jak szybko Mila dorasta; przecież na codzień widziała, jak wyrasta z ulubionych ubrań, traci zainteresowanie zabawkami, które jeszcze parę miesięcy temu uwielbiała i wesoło recytuje w samochodzie nowe rzeczy, które zapamiętała po zajęciach. Chyba nie była na to w zupełności gotowa, choć nie mogła naiwnie wierzyć, że do końca życia będzie jej malutką dzieciną. – A u mnie, cóż... – zagryzła wargę, wędrując wzrokiem po całym pokoju, byleby tylko nie spoglądać bezpośrednio na Clementine. Nie powinno być dla Godfrey jakoś wybitnie trudne do rozszyfrowania, że wstrzymywała się z wyrzuceniem z siebie jakiejś informacji; w końcu zanim kontakt osłabł, spędzały ze sobą dużo czasu i pewnie wiele rzeczy na swój temat zauważyły, a Westby wątpiła, by na przełomie tychże miesięcy wyzbyła się pewnych posiadanych nawyków. – Poznałam kogoś – wyznała w końcu, nie mogąc powstrzymać zarówno pchającego się na usta uśmiechu jak i rumieńca, który oblał jej policzki. Powiedzieć, że czuła się żałośnie byłoby niedomówieniem: miała wrażenie, że przypominała jakąś zakochaną licealistkę, niekoniecznie kobietę przed trzydziestką, która przecież jakieś doświadczenie i obycie w tym temacie mieć powinna. – Bardzo go polubiłam, Mila też, trwa to już kilka miesięcy i wydaje mi się, że coś może z tego wyjść. Chciałabym, żeby coś z tego wyszło – poprawiła się zaraz, w końcu spoglądając na Clementine. – Problem w tym, że nie wiem jak wygląda sytuacja z jego perspektywy. Mogłam równie dobrze coś sobie ubzdurać, a on widzi we mnie tylko przyjaciółkę, ale boję się zrobić pierwszy krok i przekonać się, na czym stoimy, i – wypuściła z siebie w końcu powietrze, które nieświadomie wstrzymywała i odstawiła kubek na stół, by przetrzeć twarz dłońmi kiedy zrezygnowana kręciła głową – i żałuję, że na dziewięć miesięcy musimy przestawić się na wodę, bo kieliszek wina w tym momencie byłby zbawienny, ale picie samej wcale nie jest zabawne – uśmiechnęła się do niej z rozbawieniem, wzdrygając ramionami.
    played by porażka
    multikonta-



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Styl i kody bazowe wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel