angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Zapraszamy do zapoznania się z najnowszym ogłoszeniem, w którym znajdziecie informacje o wynikach plebiscytu oraz drobnych zmianach w administracji.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Angeltown

    west hollywood
    9 lat/a
    180 cm
    California deserves whatever it gets.
    Californians invented the concept of life-style.
    This alone warrants their doom.



    city of angels
    To capture a California sunset in South Pasadena is to hold an angel's wings with bated breath.
    2019-06-27, 18:48




    Scott Romero




    2020-02-07, 09:54

    1
    - wygląd

    7 luty, Późne popołudnie.



    Już dawno powinien zmienić łóżko na nowe. Było niczym antyk, który pomimo swej wytrzymałości, zaczynało już jednak skrzypieć, by stało się to w jakiś sposób drażliwe. A może miękkość materaca mu już nie odpowiadała? Nagle zechciało mu się coś twardszego. Nie chciał się przecież zatapiać w materac, jakby coś miało go zaraz pochłonąć. Już wystarczająco niektóre sny/koszmary pochłaniały go w nocy, nie dając mu wytchnienia. Powinien mieć przynajmniej porządne łóżko. Nie załatwiał tego przez kogoś. Są sprawy, które powinno się robić osobiście. Nawet jeśli chodzi o wybór łóżka. Nie chciał ufać komuś na słowo, że to może być idealne dla niego, dopóki sam tego na własnej skórze nie sprawdzi. A swojemu ciału ufał bardziej od nie jednej profesjonalnej opinii sprzedawcy. Dlatego, gdy tylko wszedł do środka sam zaczął krążyć wokół łóżek, odmawiając pierwszej oferowanej porady.
    - Sam sobie poradzę, dam znać, jak będę czegoś potrzebować – zaznaczył jedynie i zaczęły się poszukiwania. Może dalekie było to do polowania, a może właśnie tym było? Polowaniem na idealne łóżko.
    To… nie. To też. Chyba kogoś poniosło… A to? Spojrzał na czarne dębowe łóżko, które jako jedne z dziesięciu już chyba przykuło jego uwagę. Było proste, ale urokliwe. Przykucnął przy nim, by przejechał po jego powierzchni. Potem wypróbował materac. Twardy, ale o dziwo wygodny. Chyba trafił w punkt. Uśmiechnął się pod nosem. Podniósł się i jeszcze raz spojrzał na nie z góry. Nagle jakaś para przy trzecim od niego łóżku, zwróciła spojrzenie w jego stronę. Nie chciał podsłuchiwać, ale kobieta zwróciła się do prawdopodobnie swojego mężczyzny.
    – Powinniśmy wziąć tamto ciemne łóżko. Podobno jest ostatnie, a właśnie go ktoś ogląda – jakby ściszyła głos, a Romero odnalazł spojrzeniem Panią sprzedawczynię i uniósł nieznacznie rękę.
    – Przepraszam, biorę to – oznajmił. I nie, nie robił na złość tej parze. Chociaż mógł na takiego teraz wyjść w ich oczach. Jednak czy miało to dla niego jakieś znaczenie?




    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-02-07, 23:04

    ( 17 )

    W jej życiu ostatnio działo się wiele, a może za wiele? Skąd jednak wiadomo, jak dużo jest zbyt dużo. Zbyt dużo i zbyt wcześnie. Zbyt dużo informacji. Zbyt dużo przyjemności. Zbyt dużo miłości. Zbyt dużo wymagań. I kiedy jest tego wszystkiego zbyt dużo na nasze siły? Stawiając kolejne kroki w wytyczonych alejkach dobrze znanego sklepu meblowego, wciąż miała ku temu siłę, więc to co działo się w jej życiu najwyraźniej jeszcze jej nie przerastało. To miał być prosty dzień, zamierzała wstać możliwie najpóźniej grzesząc lenistwem, bez pospiechu wypić kawę i w dodatku jeszcze ciepłą, rozkoszować się nowym odcinkiem serialu, a nie oglądać go ledwo podtrzymując powieki przed zaśnięciem, w końcu nieczęsto ostatnio miała wolny cały dzień. Zawsze, kiedy sobie z czymś nie radziła - a w ostatnim czasie sporo spraw się napiętrzyło - albo uciekała do schroniska pomóc jako wolontariuszka, albo biegała po plaży. Jednak, kiedy te dwie opcje zawodziły zostawała jej opcja z przemeblowaniem mieszkania podczas której wpadała na milion nowych pomysłów i aranżacji, w realizacji których brakowało jej kilku rzeczy, zazwyczaj. Dlatego dziś postanowiła odwiedzić Pottery Barn, by znaleźć kilka brakujących elementów do zwieńczenia swojego dzieła, które wieczorem będzie mogła podziwiać z kieliszkiem butelką wina. Stawiając kolejne kroki usłyszała dźwięk telefonu, odruchowo po niego sięgnęła, choć wychodząc z domu poprzysięgła sobie, że dzisiaj nie będzie robiła nic związanego z pracą. Jak bardzo się myliła. Pola, dzwoniła do mnie klientka, Myrne Hammerton. Twierdzi, że ktoś ukradł telefon jej dziecka na ostatniej imprezie. Właściciel lokalu nie chce udostępnić nagrań, a ona wciąż dzwoni, że mamy go znaleźć i grozi mi sądem... Nie była w stanie zignorować tej wiadomości, od razu zadzwoniła do Hammerton uspokajając ją, że potrzebuje kilku chwil, by załatwić tą sprawę, a chwilę później już dzwoniła do właściciela lokalu wdając się z nim w zaciekłą dyskusję na temat nagrań, wspominając o sądowych zamiarach pani Myrne i wykładając mu jasno wszystkie najgorsze skutki jakie mogą z tego wyniknąć. Przypadkiem też wpadła na mężczyznę delikatnie go trącając, ale w danej chwili nie zwróciła na niego żadnej uwagi, pochłonięta własną rozmową. Nie była pewna w którym momencie uzyskała zgodę i miała czas na jeszcze prywatną konwersację z mężczyzną. — (…) a jeśli wciąż z małżonką rozważacie adopcję psa wpadnijcie w poniedziałek do schroniska, akurat tam będę i mogę przedstawić kilku wspaniałych czworonogów poszukujących domu — rzuciła jeszcze krótkie pożegnanie i odwróciła się, by zrobić kilka kroków wstecz pewna, że coś w dziale z łóżkami ją zainteresowało. W trakcie jednak pisała wiadomość do asystentki, że załatwiła sprawę prosząc, by oddzwoniła do klientki poinformować, że nagrania dostanie do godziny. Oczywistym było, że wpatrzona w ekran telefonu ponownie kogoś przetrąciła i na nieszczęście owego kogoś ponownie był nim ten sam mężczyzna... dziwnie znajomy. Zmarszczyła lekko czoło i nos, az po sekundzie ją olśniło. — Scott — odparła najwyraźniej zaskoczona, uświadamiając sobie, że powinna powiedzieć coś jeszcze — przepraszam, że tak się o Ciebie obijałam, urwanie w pracy trochę wytrąciło mnie z równowagi — odparła wzruszając bezradnie ramionami. Pamięta ten jeden dzień, ten pierwszy w którym go spotkała i trzeba przyznać, że nie należał on do najlepszych. Złe wrażenie jednak umknęło jej gdzieś po kilku zupełnie przypadkowych spotkaniach w klubie bokserskim, w którym ostatnio również szukała ukojenia. Rozejrzała się lekko próbując zrozumieć sytuację i domyślając się poniekąd w jakim celu się tutaj zjawił. — Przemeblowanie czy zamiast pójść w boks wyżyłeś się na własnym łóżku i potrzebujesz nowego? — zapytała żartobliwie uśmiechając się lekko, próbując jakoś załagodzić fakt, że dwukrotnie w niego weszła, przy czym jeden raz całkowicie zignorowała.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Scott Romero




    2020-02-14, 12:47

    U niego słowo „dużo” nie miało prawa bytu. Bo co by nie robił, czego by nie chciał i tak tkwił w cholernej próżni z tym niezbyt lubianym przez niego słowem „wystarczająco” jak dla niego. Tak, jakby nie powinien oczekiwać niczego więcej, od tego, co już ma. Gdyby tylko nie był tym zaciętym indywidualistą, pewnie wcale by się tutaj nie pojawił w poszukiwaniu łóżka, czy nawet materaca. Gdyby tylko ufał ludziom, mógłby nawet pozwolić komuś wybrać za niego, wierząc, że ten wybór będzie dobry. Tylko jak to jest zdać się na kogoś w prywatnym życiu? Możliwe, że czasem próbował, ale nie zawsze okazało się to dobrym wyborem. Jak nie wcale. Jak pech to pech. Kto by pomyślał, że niespodziewanie zostanie trącony przez kobietę z czerwonymi sercami, które tylko mu śmigły, co było dla niego zaskoczeniem. Co jest? Nawet nie zdążył powiedzieć tego na głos, a jego oczy patrzyły właśnie na plecy, pełnych czerwonych znaków miłości! Każdy na jego miejscu przez moment musiał się dobrze zastanowić, czy warto cokolwiek mówić i dalej patrzeć, by czasem nie oślepnąć. Szczególnie, że twarzy tej jakże zajętej rozmową telefoniczną kobiety, nie był w stanie jeszcze zobaczyć. Sam miał na głowie jeszcze załatwienie zamówienia z kobietą jaka podeszła również nie wiadomo kiedy. Z tą różnicą, że skierowała na niego całą swoją uwagę w odróżnieniu już od niego. I choć wypowiedziała do niego słowa:
    - Ależ oczywiście, zamawia Pan także u nas transport? – wyczekując odpowiedzi, on niemal prychnął i powstrzymał sarkastyczny śmiech, co nie miało nawet nic wspólnego z tą sprzedawczynią, a kobietą z telefonem.
    – Tak, pewnie, czemu nie – rzucił, chociaż równie dobrze mógł skierować te słowa do tej sercowej kobiety z dodaniem „zanim dasz jednak zaadoptować komuś psy, radzę uważać najpierw na ludzi, a przynajmniej zwracać na nich uwagę”. Pewnie i tak by jej to nie zdziwiło. Jednak fakt, przez to, że pojawiła się u niego w klubie i mieli ze sobą styczność nie raz, wiedziała, że nie bywa taki cyniczny i wredny zawsze. Chyba, że ma powód. I wtedy ją zobaczył, chwilę przed tym, jak ponownie w niego wpadła i wypowiedziała jego imię. Ależ ona zakręcona! – Zaraz do Pani przyjdę – rzucił szybko do sprzedawczyni z łagodnym uśmiechem. Założył o siebie ręce i nie spuszczał z Howell swego wzroku, aż padło to jego imię i ich spojrzenia się spotkały.
    - Zdecydowanie nie było to zbyt normalne – zauważył. – Chociaż każdy różnie odbiera coś pod tym właśnie słowem. Jednak mam nadzieję, że to u Ciebie nie norma? – dodał już z drobnym śmiechem, bo teraz zaczęła go o dziwo bawić ta sytuacja. Na jej żart jedynie wzruszył ramionami i uśmiechnął zaczepnie. – Ładna... bluzka – rzucił.
    A co z tamtą parą z wcześniej? Gdziekolwiek byli, to nie ma dla niego znaczenia.




    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-02-18, 21:04

    Co właściwie było normalne, a co nie? Pola sama ostatnio nie była pewna, szczególnie kiedy jej życie nagle zmieniło się i biegu pewnych zdarzeń nie była w stanie zatrzymać. Była zakręcona podwójnie, pracowała na zwiększonych obrotach, a zmartwień na gruncie prywatnym tylko przybywało. Pragnęła na moment zapaść się pod ziemię, ale jedyne co jej pozostało to zaczerpnięcie oddechu na urlopie, który dopiero był przed nią... a właściwie wciąż tkwił zaledwie w fazie jej domysłów. Do tego czasu musiała jakoś przetrwać i choć nie miała pojęcia jak to zrobić, przemeblowanie wydawało się być dobrym krokiem na przód, bo musiała zająć się czymkolwiek nim rozsadzi ją od środka wszystko to co się w niej kumulowało. Niespokojne myśli zaburzały jej koordynację, skupienie też na tym wszystkim mocno ucierpiało, więc kiedy poświęciła całą uwagę na wykonywane połączenie telefoniczne cała reszta się wysypała. Może nie sklep, bo na szczęście niczego nie przetrąciła swoim drobnym ciałem, ale Scott swoje oberwał, kiedy dwukrotnie w niego weszła. Nie było to celowe, w zasadzie po pierwszym ich spotkaniu - które do najlepszych nie należało - wolała się jednak trzymać na dystans, nawet wtedy, kiedy odwiedzała klub bokserski, w którym dość często miała okazję go spotkać. Teraz też nie miała ukrytych zamiarów zaczepiając go, bo nie zrobiła tego celowo, była po prostu ciamajdą tego dnia. Z drugiej strony musiała się odezwać chociaż słowem, bo zdążyli się poznać już wstępnie, a do ignorantów się nie zaliczała nigdy i jednak próbowała chociaż zamienić zdanie, jeśli jest ku temu okazja. Tak też było teraz. — Nie jestem pewna co ostatnio zalicza się do rzeczy normalnych, a co nie. Tyle się dzieje, ale jeśli chodzi o wchodzenie ludziom w drogę to nie jest to moja specjalność, po prostu dziś mam kiepski dzień, a ty jesteś przypadkową ofiarą — przyznała chowając telefon do torebki i pozostawiając zawodowe rozmowy za sobą. Nie była pewna co kryje się za jego uśmieszkiem, więc postanowiła nie drążyć kwestii łóżka, bo właściwie to nie jej sprawa. — Bluzka? — w pierwszej chwili nie była pewna czy to do niej, ale w pobliżu nie było nikogo innego, do kogo mógł skierować te słowa, więc zwęziła lekko brwi stwierdzając, że — właściwie to sukienka, ale skoro mówisz, że bluzka to zaczynam wątpić czy długość mojego stroju jest odpowiednia — dodała żartobliwie rozglądając się w alejce z łóżkami. Może sama powinna zastanowić się nad wymianą? Nie, nie to marnotrawienie pieniędzy, szczególnie wtedy, kiedy obecne spisywało się całkiem dobrze. Tego typu remonty tylko nadszarpnęłyby jej i tak już napięty budżet.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Scott Romero




    2020-02-19, 18:06

    Szkoda, że jego życie nie jest normalne. Ze zwyczajną rodziną, nie mającą za plecami ciemnych interesów i kij wie czego jeszcze… wtedy być może inaczej by to wszystko wyglądało i byłoby prościej? A problemy dnia codziennego, nie miałyby drugiego dna. On sam nie musiałby mieć na ciele tylu tatuaży, bo wypadek z dzieciństwa wcale nie miałby miejsca. Byłby zupełnie innym człowiekiem. Chociaż i tak nie mógł sobie zarzucić tego, że całkowicie przepadł. Miał jednak sumienie. A to sprawiało, że był jeszcze ludzki i daleko mu było do zwierzęcia. Nawet jeśli zrobił w życiu nie jedną rzecz, a parę, której mógł żałować, ale niewiele mógł z tym zrobić. Próbował się uwolnić od rodziny całym sobą, ale się nie udało. Przynajmniej próbował… czasami zastanawiał się czy on ma jakieś wolne? Czuł, jakby zawsze czegoś od niego oczekiwano i chciano od niego jakby niemożliwego.
    Teraz jednak byli tutaj sami. Więc może mógł liczyć na swoją własną prywatność. A przynajmniej chciał w to wierzyć i tak właśnie myśleć, by czasem nie zwariować w mieszaninie dziwnych myśli. Był jednak zawsze ostrożny. Tak już mu na przestrzeni kilku ostatnich lat zostało, by nie lekceważyć wrogów. Czyt. rodziny, która go w to wszystko wpakowała. Niestety. Przynajmniej miał w sobie coś z troskliwego brata. Nie to, że całą rodzinę skreślił i rzucił do jednego worka. Zdecydowanie nie tak.
    Nie tylko on miał swoje własne problemy. Nawet ktoś taki jak Howell je miała. Nie byli niczym maszyny, bez uczuć. Jednak dobrze robiła, że trzymała się na dystans. Powinna. I taką radę pewnie sam by jej dał.
    Niemal się zaśmiał. Nie bawiło go to, że był przez nią trącany (chociaż może jednak bawiło), a raczej to iż mogła go wziąć za ofiarę. I chociaż nawet rekiny można złapać i zrobić z nich ofiarę, tak mało było już na tym świecie rzeczy, które spowodowałyby, że czułby się niczym przypadkowa ofiara.
    - Wyjaśnijmy sobie coś Pola. Nic się nie stało, serio, nie skrzywdziłaś mnie tym. Nie tak, że pozwoliłem Ci na to, po prostu byłaś bardzo szybka i te serca... pierwszy raz w życiu mi się coś takiego przytrafiło. Ale dobrze, że w porę się opamiętałaś, bo nawet ja mam swoje granice – zauważył z uśmiechem. I tak, bluzka. Bo to nie bluzka? Te serca były na jednej części, że wydawały się jakby oddzielnym elementem z dołem, który był już faktycznie sukienką. – Znawcą nie jestem. Te serca przysłoniły mi całkowicie oczy i głębsze obserwacje, wybacz – dodał z uśmieszkiem. Bo tak właśnie było. – w długość bym nie wątpił. Tyłka Ci nie widać, jeśli o tym myślisz – dodał wrednie. – Właśnie kupiłem to łóżko. Podoba Ci się? – zapytał nagle, bo jakoś tak mógł się pochwalić swoją zdobyczą, którą jej pokazał, przez przesunięcie się na bok. I nie tak, że nie mial gustu, bo miał. To było naprawdę niezłe łóżko, które nie jedna osoba by kupiła. Może nawet i ona? - Ty szukasz czegoś konkretnego. Mogę pomóc – zaproponował się. Miał w końcu jeszcze trochę czasu na to.




    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-02-23, 00:16

    Właściwie dwukrotnie go przetrąciła idąc przez sklep zbyt skupiona na rozmowie telefonicznej. Nie dość, że zignorowała fakt, że stoi jej na drodze to jeszcze uczyniła go ofiarą dwukrotnego przetrącenia. Czy to naprawdę było tak śmieszne? Na szczęście żadna z niej morderczyni i bez prawdziwych ofiar się obeszło. Nie zamierzała jednak wnikać skąd to delikatne rozbawienie.
    Wiem, stoisz przede mną cały i zdrowy, z resztą nie sądzę bym była jakoś wielce zdolna, by Cię skrzywdzić pośrodku sklepu meblowego, nawet jeśli od jakiegoś czasu chodzę się wyładować do salki bokserskiej — zaznaczyła, choć prawda była taka, że nawet walenie w worek nie bardzo pomagało znaleźć ujścia nerwowemu napięciu jakie potęgowało się po zmianach jakie nastąpiły w jej życiu. Nie bardzo rozumiała też dalszą część wypowiedzi i może nie powinna jej drążyć, ale mimo wszystko nie ugryzła się w język. — Co by się wydarzyło, gdybym przekroczyła te granice? — nie chciała igrać z ogniem, ani też prowokować. Ona zwyczajnie nie rozumiała co miał przez to na myśli.
    Spojrzała niepewnie na swoją sukienkę, faktycznie była cała w serca, choć wcześniej nie zwróciło to jej uwagi. — Masz jakąś awersję do serc? Czy po prostu Cię przytłoczyły? Zastanawia mnie jak przebrnąłeś przez okres walentynkowy w Los Angeles, gdzie serca wręcz kipią na każdym kroku — rzuciła lekko rozbawiona stwierdzeniem, że przysłoniły mu oczy. Biedny chyba w walentynki musiał ukrywać się za okularami, by chociaż zminimalizować rażenie.
    Czyli mam rozumieć, że już obadałeś moje tyły? Cóż, tak czy inaczej dobrze, że nie widać. Kiedyś szłam przez miasto z podwiniętą sukienką i wszyscy mogli podziwiać jaką bieliznę tamtego dnia założyłam. Nie chciałabym przerabiać powtórki z rozrywki — rzuciła dość beztrosko, bo jeśli chodzi o wpadki to miała ich dość sporo na swoim koncie.
    Spojrzała na łóżko i uśmiechnęła się nieznacznie. — Jest spoko — bo właściwie o ile nie było jakieś wymyślne to każde łóżko wydawało się spoko. — Najważniejsze jest to, by dobrze się spało, wygląd to akurat drugorzędna sprawa. W moim śpi się mi wygodnie, więc spasuje. Zdecydowanie spasuje — musiała jakoś powstrzymać odruch zakupoholiczki. — Poszukam jakiś dodatków i zwijam się do domu, ale mam nadzieję, że Twój zakup będzie Ci służył — przyznała po czym wzruszyła bezradnie ramionami.


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Scott Romero




    2020-02-25, 00:01

    Dwukrotnie jakoś to przeżył – a to już coś. Nie patrzył na nią groźnym spojrzeniem, także też nie było tak źle. Zawsze mogło być gorzej… chociaż nawet wylaną kawę na siebie mógłby jej wybaczyć. W sumie to nie mógłby wściekać się na kobietę, szczególnie taką urodziwą jak panna Howell. Chyba, że jakimś sposobem faktycznie zaszłaby mu za skórę i byłoby to trudne do wybaczenia. A rozbawiony pewnie by nie był, gdyby to nie była ona. Z tymi sercami, które tak go mogły razić, że co chwila jego wzrok niespecjalnie tam szedł, zastanawiając się, czy czasem chcą mu coś przekazać? Niby nie chce na nie patrzeć, ale spojrzenie samo na nie schodzi. Jak inaczej miałby to odbierać? Ciekawe. Z a b a w n e. I wszystko jasne. Przynajmniej dla niego. Ale dobrze, że nie pytała.
    - Masz rację, daleko Ci jeszcze do tego. Ale to dobrze. Nie chcielibyśmy byś jednak kogoś skrzywdziła, w tym głównie mnie – bo czy zamierzała kiedykolwiek skrzywdzić kogoś innego, to nie dbał o to wcale na ten moment.
    Uniósł brew do góry, kiedy była taka… zaczepna? Ciekawa? Serio chciała wiedzieć? Powinien jej powiedzieć? I czy by faktycznie tak zrobił…
    - Jest wiele opcji. Pierwszą byłoby wyniesienie Cię z tego sklepu, byś się opamiętała i nie traktowała mnie dalej jak mebla. Drugą, pewnie byłoby zabranie Ci tego telefonu i z czystej złośliwości nie oddania Ci go, aż byś ładnie przeprosiła. Mam kontynuować? – poruszał zaczepnie brwiami, mając jednak spokojny wyraz twarzy. Chciała wiedzieć, to jej przynajmniej dwie opcje przedstawił. Jak dla niej.
    Czy miał awersję? Przejechał swoją ręką po czole i omal znowu się nie zaśmiał.
    - Najlepiej jest wtedy nie wychodzić z domu – czego pewnie nie robił, ale co miał jej powiedzieć? Że ma to gdzieś, kiedy w miejscu jej piersi (bo tak wychodzi, że się tam właśnie patrzy, a nie na jej plecy, chociaż może lepiej byłoby gdyby byłaby w takiej pozycji od tyłu, to by nie mógł mu nikt zarzucić, że to nie o serca może chodzić!)co chwila powraca wzrokiem? A okulary to dobry patent za oszczędzenie wzroku w takich rażących przypadkach!
    Do tego jeszcze obadał jej tył… no ładnie Romero! Dobrze, że jeszcze nie zarzuca mu, że się na nią tak gapi, w takie miejsca. Chociaż jakoś nigdy nie odwracał też od niej wzroku. Bo niby dlaczego miałby?
    - To musiał być ciekawy widok. Jednak dobrze, że tego nie powtarzasz – zaznaczył. Bo przecież nie życzyłby jej tego, by tak znowu paradowała. Nie był takim chamem.
    - Myślałem, że zazwyczaj kobiety bardziej zwracają uwagę na prezencję, nawet łóżka. Oczywiście, że chodzi tu o wygodę. I nie mówię od razu, że sama masz kupować łóżko – uśmiechnął się i odetchnął. – Dobra, czas już zakończyć te zakupy. I tak właśnie będzie, dzięki. Leć za tymi dodatkami – zakończył, bo przecież nie będzie jej zatrzymywać, jak nie chce jego pomocy. A nie zawsze proponuje komuś pomoc. A już na pewno nie dwa razy.




    Pola Howell

    santa monica
    30 lat/a
    177 cm
    wolontariuszka w schronisku
    organizuje przyjęcia dla dzieci
    i odnawia akademicki romans



    Pola Howell
    Jesteśmy dorośli. Kiedy to się stało? Jak to zatrzymać?
    2020-02-26, 07:03

    Przy pierwszym spotkaniu chyba wyrobili normę krzywych spojrzeń i docinek, przynajmniej na najbliższy czas. Dziś nawet nie była na siłach, by do tego powracać. Zdecydowanie wolała utrzymać tą rozmowę w ramach jakiś pozytywnych, ewentualnie żartobliwych uwag niż zapędzać się w coś w co nigdy mocna nie była. Taka była prawda, nigdy nie radziła sobie z kłótniami, sprzeczkami i docinkami. Polegała zazwyczaj na starcie i żeby sprostać wyzwaniu musiała być naprawdę mocno zdenerwowana, a to nie zdarzało się zbyt często.
    Hm, to zazwyczaj nie moja działka — i nie mijała się z prawdą. Nawet muchy skrzywdzić za bardzo nie potrafiła, wytrzymując ekstremalnie długi czas jej bzykanie nad uchem. Z nim z resztą nie miałaby większych szans, chociaż... może powinna zamiast boksu udać się na jakieś sztuki walki, by zminimalizować swoją bezbronność.
    Na próżno doszukiwać się tutaj zaczepności, ale ciekawość owszem, wzięła górę. Słysząc jego odpowiedzi uśmiechnęła się niepewnie. — Miałam jakieś gorsze scenariusze, kiedy tak poważnie wspomniałeś o swoich granicach — bo wyniesienie nie byłoby niczym strasznym, a jeśli chodzi o przeproszenie to dałaby sobie rękę uciąć, że już to zrobiła. — Myślę, że tyle wystarczy — odparła, dając już spokój i zaprzestając snucia scenariuszy, które już nie znajdą odzwierciedlenia w rzeczywistości.
    Widząc jak powstrzymuje śmiech spojrzała na niego niepewnie. — Nie wiem skąd ta reakcja, ale chyba nie będę wnikała — ponownie. — Właściwie dwa, ewentualnie trzy dni przesiadywania w domu jeszcze nikogo chyba nie zabiły, więc da się jakoś przetrwać walentynki. Ty jakoś żyjesz — bo tak, wciąż uważała, że to kwestia jakiejś awersji do serc, a nie problem skupienia wynikający z tego, że ma je rozmieszczone w okolicy piersi. Gdyby tak było pewnie szybko dołączyłaby do tego fakt, że zawiesił oko również na jej pośladkach w ostateczności uznając, że pomoc w wyborze łóżka ma jakieś drugie dno.
    Zwracamy na to uwagę, lubię jak coś dobrze się prezentuje, ale teraz stara się walczyć ze swoim zakupoholizmem. Musi obejść się bez łóżka — tak sobie tłumaczyła jej argumentację i odtrącenie pomocy w poszukiwaniu czegoś innego. Wolała uporać się z tym co znajdowało się na jej liście rzeczy koniecznych do kupienia i ulotnić się stąd jak najszybciej, najlepiej już bez wpadania na kogokolwiek. — Lecę! Dzięki za ofertę pomocy — nie skorzystała, ale w sumie chęć też się liczyła. — Być może do zobaczenia, na salce bokserskiej — w której swoją drogą wyglądała komicznie, ale liczył się fakt, że mogła odrobinę nerwów z siebie spuścić. Pomachała mu jeszcze na koniec prawie wpadając na jakiś mebel, w ostatniej chwili go wymijając i skręcając w alejkę z jakimiś drobnymi dekoracjami.

      [ k o n i e c ]


    So, don’t question my state of mind.I’m doing wonderful, just fine, thank you. Everything is everything and everything is beautiful. I just want to stay high with you.

    played by ancy
    multikontadorcas / lexy / ariel



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Styl i kody bazowe wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel