angeltown

california dreamin'

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • W najnowszym ogłoszeniu znajdziecie garść informacji na temat zbliżających się walentynek oraz nowych zasad działania Mistrza Gry!
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    celeste marlowe


    26

    ulubiona pielęgniarka z LA Community Hospital

    komplikująca stale swój związek

    bo wymarzyła sobie pierścionek od cadena

    LOS FELIZ





      

      
    celeste marlowe
    and there's no one to blame but the drink and my wandering hands

      

      

      

      

      

      

      
    2020-01-27, 19:20  

    3.




    Celeste spała do późna nie tylko dlatego, że tego dnia miała pierwszy wolny dzień od dawna. Upiła się poprzedniego dnia do tego stopnia, że wspomnienia ubiegłej nocy kończyły jej się na chwilę przed przyjazdem Cadena. Szczęśliwie dla niej nie pamiętała scen, które rozegrały się w jego samochodzie, osmarkanej koszulki i swojego, piekielnie żałosnego widoku. Myśl o tym, że mogło być naprawdę kiepsko uderzyła w nią dopiero, gdy w natrafiła na swoje odbicie lustrzane. Nie pamiętała kiedy ostatnio doprowadziła się do takiego stanu, że jej wspomnienia wyparowały z pamięci. W ogólnym rozrachunku udało jej się to może z raz, czy dwa w życiu.
    Rzadko kiedy upijała się na tyle, więc automatycznie wyrzuty sumienia dopadły ją z powodu tego, co nawywijała. Nie chciała nawet próbować przypomnieć sobie te żałosne sceny, kiedy przypominać musiała bardziej kupkę nieszczęścia, niż jakąkolwiek damę. Caden był w pracy, więc mogła na spokojnie doprowadzić się do względnego stanu, nim w ogóle się w domu pojawi. Odżyła nawet gdzieś po południu, po wciśnięciu w siebie na siłę kawałka pizzy (gotowanie z tak bolącą głową wydawało się absurdalnie bolesną karą mimo wszystko), ale nie na tyle, by ruszyć się gdziekolwiek, czy zagospodarować wolny dzień na coś bardziej pożytecznego niż netflix.
    Wysłała mu smsa z pytaniem o godzinę powrotu, gdy zaczął się spóźniać. Nie była typem kontrolującej wszystko osoby, ale zwyczajnie martwiła się za każdym razem, gdy Caden niespodziewanie milkł na cały dzień i nie pojawiał się w domu o tej godzinie, o której zwykł to robić. Uspokajający sms sprawił, że udało jej się skupić swoją uwagę na powrót na oglądanym serialu. Była odrobinę zmęczona, ale nie zamierzała zasypiać, nawet na krótką drzemkę. Potrzebowała z nim porozmawiać i przeprosić za wszystko co nawywijała — bo pewna była, że dała niezły popis. Znała siebie wystarczająco by wiedzieć jak bardzo potrafi być irytująca, gdy się upije. Był to jeden z powodów dla którego nie robiła tego zbyt często właśnie.
    Trzaśnięcie drzwi sprawiło, że uniosła głowę i spojrzała w tamtą stronę. — No wreszcie. Podgrzać ci pizzę? — zawołała w przestrzeń nawet nie odrywając wzroku od telewizji, bo jeszcze nie pojawił się w polu jej widzenia. Wychyliła się w końcu nieznacznie, gdy przez kilka długich minut nie pojawiał się w salonie. — Caden? — ściągnęła brwi i wstała, żeby wyjść mu naprzeciw.

    played by celka
    multikonta-



    Caden Godfrey


    30

    uganiam się za kartelami

    i próbuję naprawić związek z Celeste

    ale coraz gorzej mi to wychodzi

    LOS FELIZ





      

      
    caden a. godfrey
    We were sipping whiskey neat

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-10, 13:57  

    Martwił się. Naprawdę cholernie się martwił o swojego małego skrzata, kiedy widział ją wczorajszego wieczoru w tak opłakanym stanie. W pierwszej chwili przestraszył się, że może była świadkiem czegoś okropnego, być może było to po prostu zboczenie zawodowe, rozkazujące mu widzieć czarne scenariusze na lewo i prawo. Ciężko było mu wydobyć z zapłakanej dziewczyny informację na temat tego co tak naprawdę się stało, dlaczego jest cała umazana w błocie oraz krwi i przede wszystkim czemu ma w sobie taką ilość alkoholu, którą mogłaby upić i jego i siebie. Kiedy finalnie, z niemałym trudem, mu się to udało, poczuł w sobie determinację do tego, aby możliwie najlepiej poprawić humor Celeste.
    Z tego powodu, kiedy wymknął się dzisiaj cichaczem do pracy, miał już w głowie pełny plan działania. Poruszył wszystkie sznurki, jakie tylko mógł aby dopiąć swoją akcję do końca, ale udało się. W końcu był zaradnym facetem i potrafił załatwić wszystko, czego aktualnie potrzebował. W przeciwnym razie pewnie nie sprawdzałby się tak dobrze w roli detektywa.
    Tak też, po odprowadzeniu przez zaszokowane spojrzenia Eden oraz współpracowników, kiedy wychodził punktualnie z biura, skierował swoje kroki do sklepu zoologicznego, z którego odebrał zamówione online akcesoria dla małego, czworonożnego przyjaciela, a następnie pod adres, jaki wskazała mu właścicielka hodowli Huskych, z którą był na słuchawce od samego rana. Traf chciał, że miała ostatnie maleństwo z miotu, które ktoś zarezerwował, ale ów rezerwacji nie odebrał. Szczęście było po stronie Godfreya. W miarę bez większych problemów, z jednym przystankiem po drodze na (jak się potem okazało) fałszywy alarm, Caden dotarł w końcu z nowym, kudłatym przyjacielem pod blok, w którym mieszkali z Marlowe. Spojrzał na niego z uniesioną brwią.
    Podekscytowany przed poznaniem swojej nowej pani? – zagadnął kosmatą kulkę, po czym wyskoczył z samochodu i przeszedł na miejsce pasażera, wydobywając pieska. Zawahał się, ale finalnie zostawił go na rękach. Psie akcesoria zostawił póki co w bagażniku. Zejdzie po nie później. Teraz liczyło się pełne zapoznanie wszystkich zainteresowanych jednostek.
    Uśmiechnął się pod nosem, słysząc głos Celeste. Zapalił światło w przedpokoju i stał w nim jak kretyn, licząc na to, że jeśli wystarczająco długo nie będzie się odzywał, to do niego podejdzie. To był jedyny element, którego nie zaplanował, za co teraz pluł sobie w brodę. Nie było już jednak szansy na odwrót, toteż czekał cierpliwie, a kiedy zza rogu wychynęła czupryna Celeste, uśmiechnął się do niej od ucha do ucha, po czym wyjął zza kurtki małą, szaro-białą kulkę czystego szczęścia.
    Wracałem z pracy i ten mały gagatek powiedział mi, że słyszał co się stało i chciałby cię pocieszyć – puścił jej oczko i postawił pieska na podłodze. Ten zachwiał się na boki i ruszył prosto przed siebie, zderzając się z nogą swojej nowej właścicielki – Pizzę chyba odgrzeję sobie sam, bo coś czuję, że jesteś zajęta – zaśmiał się, podchodząc do kobiety i całując ją w czubek głowy – Podoba ci się? – zapytał jeszcze, otaczając ją ramieniem.

    played by tiiu
    multikontaellerie



    celeste marlowe


    26

    ulubiona pielęgniarka z LA Community Hospital

    komplikująca stale swój związek

    bo wymarzyła sobie pierścionek od cadena

    LOS FELIZ





      

      
    celeste marlowe
    and there's no one to blame but the drink and my wandering hands

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-10, 14:47  

    Zdecydowanie nie chciała go niepotrzebnie straszyć. Wyrzuty sumienia z powodu rozegranej, jak zakładała, scenki gryzły ją już teraz, bez dokładnego obrazu w swojej głowie. Gdyby przedstawił jej to w ten sposób, zaznaczając, że wyglądała jak główna bohaterka horroru, która jako jedyna przeżywa na koniec filmu, pewnie poczułaby się jeszcze potworniej. Szczęśliwie dla niej pamiętała niewiele. Nie wiedziała nawet, że wspominała o tamtym psie, bo prędzej zakładałaby, że przez wlany w siebie alkohol przejawiała poważne trudności w mówieniu.
    Nigdy nie rozmawiali o tym, żeby sprawić sobie pupila, bo oboje chyba pozostawali zbyt zapracowani na to. Ponadto ostatnimi czasy w ich związku układało się różnie, więc dokładnie kolejnego zobowiązania mogło być ryzykownym posunięciem. Nie znaczyło to, że Celeste nie chciałaby czworonoga. Nie umiałaby jednak stwierdzić jakie nastawienie miał do tego Caden, którego może i nie podejrzewała o niechęć do zwierzaków (no bo jego?), ale wiedziała, że z ich dwójki był bardziej logicznym człowiekiem.
    Ruszyła w stronę wejścia lekko zaniepokojona. Nie wiedziała o co chodziło, a (jak na prawdziwą dziewczynę swojego faceta przystało) prędzej przyszło jej założyć, że coś się stało może i boi się pokazać jej teraz, niż że ma dla niej niespodziankę. Nawet jeśli miała lada dzień mieć urodziny i byłoby to na swój sposób logiczne. Wyszła im więc naprzeciw i automatycznie stanęła, niczym wryta, gdy dostrzegła nie tylko jego uśmiech, ale także małą kulkę, którą trzymał w swoich wielkich dłoniach.
    — Caden! — pisnęła zdziwiona, gdy do jej mózgu dotarło co się takiego właśnie dzieje. Otworzyła szeroko oczy zaskoczona, ale automatycznie zaczęła uśmiechać się szeroko nie tylko do niego, ale także w stronę małej kulki, która znalazła się tuż przy jej nodze. Zerknęła na niego, gdy stanął obok i trochę nie zrozumiała w pierwszej chwili o jakiej pizzy mówił w ogóle, bo było to dla niej zupełnie w tej chwili nieistotne i niesamowicie odległe. — Oczywiście, że mi się podoba. Dziękuję — rzuciła i szybko go jeszcze pocałowała, a później wysunęła się z jego objęć, żeby móc siąść w tym korytarzu na podłodze zaraz obok pieska i pogłaskać go po raz pierwszy. Chwilowo nie miał co liczyć na to, że jego dziewczyna będzie jakkolwiek przydatna. Za bardzo pochłonięta była tym, żeby się przywitać odpowiednio z tą małą kulką.
    — Musimy wybrać mu imię i kupić mnóstwo rzeczy. Pójść do weterynarza i jak ja mam niby iść jutro do pracy i go tu zostać samego? Caden, musisz wziąć wolne — dorzuciła poważnym tonem, gdy zaczęła już od tego wszystkiego świrować, ale wzięła tego małego, kudłatego bąbla na ręce i ruszyła w stronę kuchni, żeby nie krzyczeć do niego przez ściany. Spojrzała zaraz potem znowu na Godfreya i uśmiechnęła się szeroko, bo naprawdę rozegrał to perfekcyjnie, skoro szukał sposobu na poprawienie jej nastroju po ostatnim, paskudnym dniu.

    played by celka
    multikonta-



    Caden Godfrey


    30

    uganiam się za kartelami

    i próbuję naprawić związek z Celeste

    ale coraz gorzej mi to wychodzi

    LOS FELIZ





      

      
    caden a. godfrey
    We were sipping whiskey neat

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-13, 17:45  

    Sprawa miała się tak, że niezależnie od tego, czy zrobiłaby to celowo, czy też nie Godfrey martwiłby się tak samo. Była to dla niego nowość, momentami niekoniecznie łatwa i przyjemna. Do tej pory martwi się tylko i wyłącznie o siebie, a troska o drugą osobę potrafiła spędzić sen z powiek. Z tego też powodu zawsze starał się odwdzięczyć Celeste poprzez choćby wysłanie skromnego smsa w przypadku, w którym miał wrócić do domu później niż zazwyczaj lub niż to wcześniej zaplanował. Troska o drugą osobę miała jednak swoje ogromne pozytywne aspekty, jak choćby ten, który mógł obserwować w chwili obecnej. Wyraz twarzy Marlowe był bezcenny i Caden był z siebie cholernie dumny, że pomyślał o takiej głupocie jak uruchomienie nagrywania w swoim telefonie komórkowym. Tym sposobem zachował obraz jej szoku i zadowolenia na później.
    Roześmiał się pod nosem, słysząc całą tę litanię zadań do zrobienia oraz próśb. Chciał odłożyć na później przygotowania pizzy, choć dość mocno burczało mu w brzuchu, ale w tym samym momencie brunetka pojawiła się w kuchni ze szczeniakiem pod pachą. Posłał jej zawadiacki uśmiech.
    Już o tym pomyślałem i wziąłem wolne. Kojec, jedzenie i kilka zabawek mam w bagażniku, zaraz po nie skoczę – wskazał gestem w stronę, w której mniej więcej zaparkował samochód – A co do imienia… – zawahał się, zawieszając spojrzenie na kobiecie. Przypuszczał, że imię przyjdzie do nich samo. Tym szybciej, im mniej będą skupiać się na jego wymyśleniu – coś wymyślimy – Wyciągnął pizzę z mikrofali i zapakował ją sobie do ust. Był pod tym względem niereformowalny i kawałek pizzy pochłaniał w dwóch kęsach. Dzięki temu jednak dość szybko mógł ponownie skupić całą swoją uwagę na nowej rodzince. Podszedł do Celeste i poczochrał psiaka po łebku.
    Zaraz wrócę – mruknął i wycofał się z kuchni. Ponownie założył buty i na chwilę zszedł na dół do samochodu, z którego wrócił z ogromną torbą z jedzeniem dla psa, przysmakami oraz zabawkami, w drugiej ręce natomiast trzymał dość sporych rozmiarów kojec. Ledwo było go zza tego wszystkiego widać – Nie wiedziałem jakie jedzenie będzie mu najbardziej smakowało, więc… wziąłem wszystkie – wyszczerzył się, odstawiając kojec na ziemię. Torbę postawił na blacie w kuchni i zaczął z niej wyciągać paczki z różnego rodzaju jedzeniem oraz kilka materiałowych i gumowych zabawek. Typowy Caden, zawsze chciał jak najlepiej.

    played by tiiu
    multikontaellerie



    celeste marlowe


    26

    ulubiona pielęgniarka z LA Community Hospital

    komplikująca stale swój związek

    bo wymarzyła sobie pierścionek od cadena

    LOS FELIZ





      

      
    celeste marlowe
    and there's no one to blame but the drink and my wandering hands

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-13, 18:31  

    Akurat Celeste rozumiała to doskonale. Sama posiadała całkiem znaczące powody przemawiające za tym, by mogła uzasadnienie panikować za każdym razem, gdy przez dłuższy czas nie odbierał od niej telefonu. Szczególnie teraz, gdy wracał do czynnej pracy, która narażała go na większe niebezpieczeństwo. Powinien więc doskonale rozumieć co takiego gryzło ją podczas ostatniej z rozmów, którą przeprowadzili. Tym bardziej, że takiej Celeste — jak widać — zagrażała jedynie ona sama i jej wrodzone rozkojarzenie.
    Uśmiechnęła się szeroko słysząc, że faktycznie myśleli w podobnych kategoriach i Caden zdążył zadbać o wszystkie rzeczy, którymi teraz zaczęła przejmować się Marlowe. Przemyślał więc sprawę z psem lepiej, niż mogłaby przypuszczać — i to nie tyle za sprawą wątpliwości w jego siły, co zwykłe czasowe ograniczenie, bo przecież łzy na temat tamtego psiaka wylewała ledwo dzień wcześniej. Odprowadziła go więc wzrokiem bez słowa, za bardzo zajęta kulką, która wspinała się po jej koszulce uparcie. Wyglądała absurdalnie uroczo i Celeste miała problem z tym, by przestać uśmiechać się niczym dzieciak. Wiedziała, że nie może nosić go na rękach, że powinien poznawać zakamarki ich mieszkania, ale nie chciała go jeszcze wypuszczać. A co jakby Caden czystym przypadkiem trzasnął go drzwiami?
    Uśmiechnęła się lekko słysząc jego słowa i postawiła małą, bezimienną jeszcze, kulkę na podłodze. — Jesteś najlepszy — przyznała widząc wszystkie te rzeczy, o które zadbał. Gdy malec zaczął nieporadnie kręcić się po ich kuchni Celeste podeszła bliżej swojego faceta. Cały czas przyglądała się tej kulce poszukując w głowie odpowiedniego imienia. Nie przeszkodziło jej to jednak w tym, by wyciągnąć rękę i objąć go luźno w pasie. — Jestem w nim tak zakochana, że nawet wybaczę ci to nagrywanie mnie — powiedziała zadzierając na chwilę głowę do góry, żeby mogła skrzyżować z nim spojrzenie na kilka chwil. Było to naprawdę miłe posunięcie z jego strony i zupełnie za złe nie zamierzała mieć Cadenowi tego, że nie zapytał jej uprzednio o zdanie. Łatwo wywnioskować, że Celeste straciła już chwilę temu głowę dla niego.
    — I tak chciałam dodać, że trochę głupio mi z powodu tego, w jakim stanie mnie wczoraj odbierałeś od Clem. Nie pamiętam nic, więc mam nadzieję, że nie zagwarantowałam ci sprzątania samochodu ani też nie mówiłam niczego głupiego — dodała marszcząc lekko nos, bo umarłaby e wstydu, gdyby okazało się, że pijana Marlowe postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i jasno, a zarazem dość bełkotliwie, wytłumaczyć mu, że powinni wreszcie zostać prawdziwą rodziną. Na szczęście nie wydawał się szczególnie urażony, ale póki jeszcze nie zapewnił ją, że nie było źle miała lekki problem z utrzymywaniem kontaktu wzrokowego, więc zerknęła na psiaka, który właśnie zapoznawał się z kojcem.

    played by celka
    multikonta-



    Caden Godfrey


    30

    uganiam się za kartelami

    i próbuję naprawić związek z Celeste

    ale coraz gorzej mi to wychodzi

    LOS FELIZ





      

      
    caden a. godfrey
    We were sipping whiskey neat

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-13, 21:19  

    Prawdopodobnie Caden był przypadkiem jednym na milion, który aż tak odpowiedzialnie podchodził do własnego związku. Jasne, zdarzały mu się większe lub mniejsze potknięcia, ale jako partner życiowy zasługiwał na naklejkę z odznaczeniem lub nawet drobne trofeum. Szczególnie, że było to jego pierwsze podejście do tak zwanego partnerstwa, a jak dobrze mu od razu szło. Inna sprawa, że ciężko było nie być swoją najlepszą możliwą wersją przy takiej kobiecie jak Celeste. Przynajmniej zdaniem Godfreya, a tylko ono się w tym przypadku liczyło, prawda? To i mały, szary szczeniaczek szarżujący po mieszkaniu na pulchnych łapkach. Caden uśmiechnął się do Celeste i do psa, po czym uderzył się otwartą dłonią w środek czoła w geście kompletnego bycia lamą. Owszem, Godfrey był zorganizowanym facetem i wszystko uprzednio przemyślał i przewidział, jednak właśnie w tej chwili dotarło do niego, że schodząc na dół do samochodu i wypakowując bagażnik, zapomniał zajrzeć na tylne siedzenia, gdzie zostawił jeszcze bramkę, uniemożliwiającą przemieszczani się szczeniaka po całym domu. W końcu lubił swoje buty, nie planował znaleźć ich rano w kilku skrajnych kątach mieszkania.
    Cholera, nie wziąłem bramki. Będę musiał schodzić jeszcze raz – rzucił lekko poirytowany swoim dzisiejszym roztargnieniem. Nigdy mu się to nie zdarzało, najwidoczniej i na niego piesek miał na tyle ogromny wpływ, że osłabił zdolności logicznego myślenia. Rozpromienił się jednak momentalnie, kiedy Celeste znalazła się na tyle blisko, że czuł przyjemny zapach jej perfum – Zobaczysz, kiedyś podziękujesz mi za to nagranie – odpowiedział bardzo poważnym tonem, co dość mocno gryzło się z rozbawieniem wymalowanym na twarzy.
    Absolutnie, nie mówiłaś niczego głupiego. Cały czas powtarzałaś tylko, że jestem najlepszym facetem pod słońcem. I najprzystojniejszym – oczywiście tak nie było, a przynajmniej nie przez większość czasu, ale pozwolił sobie na ten drobny żart, żeby tym samym pokazać jej, że to co wydarzyło się wczoraj nie było szczególnie istotne i nie powinna zawracać sobie tym głowy, w którą na dodatek ją teraz uroczo pocałował. Nic tylko zamknąć takiego w gablotce i pokazywać przyszłym pokoleniom. Jego wzrok również powędrował za spojrzeniem Celeste, spoczywając na Huskym. Chwilę stali tak w kompletnym milczeniu, zanim ponownie się odezwał – No dobra, przydałoby mu się imię… – zmarszczył brwi i przysunął dłoń do brody, zastanawiając się nad tym fantem.

    played by tiiu
    multikontaellerie



    celeste marlowe


    26

    ulubiona pielęgniarka z LA Community Hospital

    komplikująca stale swój związek

    bo wymarzyła sobie pierścionek od cadena

    LOS FELIZ





      

      
    celeste marlowe
    and there's no one to blame but the drink and my wandering hands

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-14, 12:20  

    Zorganizował to wszystko na najwyższym poziomie i chyba tylko dzięki temu Celeste nie nawiedziły jeszcze wątpliwości. Ale pewnie to zrobią później, gdy opadną emocje i dotrze do niej, że zdecydował się na naprawdę sporego psa, potrzebującego także dużo uwagi. Szczęśliwie jednak Caden lubił ten cały sport, wysiłek i inne bieganie, więc na niego spadnie dopilnowanie by ta ich kulka, gdy już podrośnie szczególnie, miała odpowiednio dużo ruchu.
    Zerknęła na niego bez przekonania, może nawet nieco podejrzliwie. Mógł ostrzec ją odpowiednio wcześniej, że zdecyduje się na nagrywanie pamiątkowego dla potomnych, może wówczas postarałaby się nieco bardziej, by nie wyglądać jak człowiek, który doskonale poznał czym jest posiadanie paskudnego kaca. Dlatego uniosła lekko brwi i pokręciła głową. — Na pewno — mruknęła więc jeszcze, ale uśmiechnęła się lekko na znak, że w gruncie rzeczy nie miała nic przeciwko temu. Pewnie jego telefon skrywał jeszcze więcej tego typu pamiątek.
    Szturchnęła go lekko słysząc jak perfidnie się z niej nabija. Znaczyło to jednak tyle, że faktycznie nie nawygadywała niepotrzebnych głupot mu poprzedniego wieczora. A przynajmniej nie takich, które zrobiłyby na nim jakieś większe wrażenie. — Nie kłamałabym tak — dorzuciła złośliwie. Zaraz jednak trochę zmiękła, gdy pocałował ją w czoło. Musiała jednak skupić swoją uwagę powtórnie na psiaku, bo nie bardzo mu ufała jeszcze, rzecz jasna. Wolała więc aby nie nasikał im na środku salonu, gdy ta zajęta będzie swoim facetem na przykład. Chociaż i tak się jeszcze nie odsunęła, tylko stała oparta lekko o jego tors we wzrokiem wlepionym w psiaka. Wyglądali bardziej jak dwójka rodziców w tej chwili, którzy pilnują swoją pociechę. I nawet nie bardzo by się to z prawdą mijało, bo akurat Celeste traktowała zwierzątka na równi z ludźmi. Nic więc dziwnego, że wczoraj najprawdziwszych spazmów dostała, gdy była świadkiem całej tamtej sytuacji.
    — Żadnych książkowych, filmowych i oklepanych. Nie nazwałabym dziecka Hermiona, więc pies nie będzie też żadnym Thorem. Musi mieć sens, ale dla nas, niekoniecznie dla innych. I możemy potem zrobić burzę mózgów, ale to ja mam decydujący głos, skoro to mnie miał pocieszać — dodała z uśmiechem lekkim, jakby faktycznie uważała, że ma prawo się rządzić. Zaraz potem spojrzała na Cadena bardzo poważnie, marszcząc nawet nieznacznie brwi, żeby nie przyszło mu przypadkiem do głowy założyć, że nie mówiła serio. Bo mówiła bardzo poważnie — wybór imienia nie był jakąś nieznaczącą decyzją. — Chyba, że zaczerpniemy z telenoweli to wtedy faktycznie może być inspirowane — dorzuciła. Nie mówiła poważnie, ale starała się zabrzmieć bardzo przekonująco. Nawet spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.

    played by celka
    multikonta-



    Caden Godfrey


    30

    uganiam się za kartelami

    i próbuję naprawić związek z Celeste

    ale coraz gorzej mi to wychodzi

    LOS FELIZ





      

      
    caden a. godfrey
    We were sipping whiskey neat

      

      

      

      

      

      

      
    Wczoraj 19:06  

    Tak naprawdę o ile sam pomysł zakupu psa akurat dzisiejszego dnia był dość impulsywny i opierał się na tym, że Caden naprawdę nienawidził oglądać smutnej Celeste, to nad samym konceptem powiększenia ich drobnej rodzinki o kudłatego członka zastanawiał się już wcześniej. Prawdopodobnie dlatego, i tylko dlatego, poszło mu to tak sprawnie i obyło się bez kryzysowych sytuacji jak na przykład ta, w której zaprosiliby czworonoga w swoje skromne progi, nie kupując uprzednio mat do sikania. Byli jednak uzbrojeni po zęby i gotowi na przeprawę z pieskiem. A przynajmniej Godfrey był. Ale z tego co widział do tej pory, Marlowe szybko odnalazła się w nowej roli, co tylko dodatkowo go cieszyło. Mogło się w końcu przecież okazać, że wcale tego nie chciała.
    Na pewno – powtórzył za nią jak cień, wciąż nie zmywając z twarzy rozbawionego wyrazu. Faktem było, że nie prezentowała się jak osoba szczególnie wypoczęta, mówiąc bardzo łagodnie, ale dla Cadena w dalszym ciągu była najpiękniejszą kobietą i najchętniej postawiłby ją na piedestale i obserwował. Dodatkowo pogratulował samemu sobie, że nie widziała jeszcze filmiku, który nagrał ukradkiem podczas jej ostatnich urodzin, kiedy cieszyła się z prezentu, niczym pięciolatka. Ale co mógł na to poradzić. Posiadanie mnóstwa rodzeństwa zaszczepiło w nim potrzebę dokumentacji pewnych wydarzeń. Kiedy szturchnęła go w ramię, złapał się za to miejsce w dramatycznym i teatralnym jednocześnie geście, udając, że zrobiła mu tym ogromną krzywdę.
    Au, nie bij mnie za mówienie prawdy – zarechotał w odpowiedzi, po czym przesunął otwartą dłoń z ramienia na serce – Ranisz moje uczucia, zła kobieto – dodał, łypiąc na nią spode łba – Zapamiętam to sobie – udał, że jej grozi, choć nie byłby w stanie tego zrobić nie na żarty. To tak jak grozić Bambiemu, było to wbrew ludzkiej naturze.
    Nie śmiałbym twierdzić inaczej. Twój głos będzie decydujący – skinął głową, uśmiechając się wesoło, kiedy tak Celeste przejęła pałeczkę. Podobało mu się to – Ale zanim zaczniemy burzę mózgów muszę jeszcze coś przekąsić. Ta pizza to było za mało. Mamy jeszcze muffiny z wczoraj? – Zmarszczył brwi i ruszył w kierunku szafki, w której mogły się znajdować. Z zadowoleniem wyciągnął ostatniego, czekoladowego muffina, odwracając się przez ramię w stronę brunetki – Chcesz? – skrycie liczył na to, że nie, ale był gotów się podzielić – I nie, nie nazwiemy psa Julio. To jest moja granica – zaśmiał się, aczkolwiek w myślach błagał o to, aby jednak wpadli na alternatywne imię do Antonio, czy Pedro.

      
    played by tiiu
    multikontaellerie



    celeste marlowe


    26

    ulubiona pielęgniarka z LA Community Hospital

    komplikująca stale swój związek

    bo wymarzyła sobie pierścionek od cadena

    LOS FELIZ





      

      
    celeste marlowe
    and there's no one to blame but the drink and my wandering hands

      

      

      

      

      

      

      
    Wczoraj 23:31  

    Dlatego właśnie Caden był tym, który w ich związku zajmował się planowaniem i dopinaniem wszystkiego na ostatni guzik. Celeste nie była nigdy aż tak zorganizowana, więc nie tylko nie pamiętałaby o takich szczegółach, ale też nie przyszłoby jej do głowy, by faktycznie upamiętnić taką chwilę. Jej podziw dla niego zostanie jednak szybko zastąpiony damskim foszkiem, gdy wyda się, że uchwycił nieco więcej takich momentów, a ona nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Uniosła zaraz potem jedną brew nieznacznie do góry, gdy jęknął tak, jakby mu pięścią teraz przywaliła z najprawdziwszym rozmachem — chociaż i to nie powinno pewnie na nim robić wrażenia, patrząc na to jak drobna przy nim była.
    — Nie udawaj, że będziesz pamiętliwy, szybko mi wybaczysz — dodała z lekkim uśmiechem. Wyglądała na bardzo pewną swego, szczególnie, że zaraz potem sięgnęła do szyi mężczyzny, by objąć go i nieznacznie w dół go za szyję pociągnąć. Stanęła także na palcach, żeby móc go pocałować sygnalizując tym samym — że znała całkiem dobre powody na to, by Caden jednak wyrzucił z pamięci to, że pięć sekund wcześniej uważał ją za łzą kobietę. Może byłoby to bardziej spektakularne i wygodne, gdyby nie dzieląca ich różnica wzrostu, ale i tak swego dopięła.
    — Pewnie. Jest w lodówce — mruknęła przyglądając się szczeniakowi. Wiedziała, że nie wymyśli niczego na siłę, bo nawet jeli kilkakrotnie w życiu zakładała sobie, że gdy tylko będzie miała psa to nazwie go Y, czy też Y to nagle okazało się, że żadne z tych imion do niego nie pasuje. I żadne Celeste jakoś nie przekonywało. Mruknęła coś niezrozumiale na jego słowa i zerknęła, gdy zaproponował jej muffina. W pierwszej chwili nie zrozumiała pytania, dopóki jej wzrok nie trafił na babeczkę. Wtedy też coś w jej głowie kliknęło i otworzyła szeroko oczy. — Caden, jesteś genialny — poinformowała go uśmiechając się z zadowoleniem. Zaraz potem zerknęła na małą kulkę, która znów zawędrowała w okolice jej stóp, więc podniosła go do góry. Podeszła z nim do mężczyzny i uśmiechnęła się szeroko. — Muffin. Możemy nazwać go Muffin? — zapytała zerkając na niego. Zdaniem Celeste imię nie tylko pasowało genialnie, ale było też nawiązaniem do ich relacji. Mniej więcej o czymś takim mówiła, więc miała szczerą nadzieję, że Caden podchwyci ten pomysł i przystanie na propozycję. W przeciwnym razie serce jej nieco pęknie, bo naprawdę była w tej chwili święcie przekonana, że żadne inne imię nie pasowałoby do niego aż tak.

    played by celka
    multikonta-



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  
    Szybka odpowiedź
    Użytkownik: 


    Wygaśnie za Dni
     
     
     
     
     
     
     


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel