angeltown

california dreamin'

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • W najnowszym ogłoszeniu znajdziecie garść informacji na temat zbliżających się walentynek oraz nowych zasad działania Mistrza Gry!
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Angeltown





      

      
    hello, los angeles!
    All the leaves are brown and the sky is grey, I'd be safe and warm if I was in L.A.

      

      

      

      

      

      

      
    2019-06-21, 11:37




    Pam Godfrey
    [Usunięty]



    2019-07-02, 14:23


    Jeszcze kilka dni temu blondynka kroczyła pięknymi uliczkami Malé ciesząc się pięknym słońcem i oddychając czystym powietrzem. Malediwy były jej ostatnim przystankiem przed długo wyczekiwanym urlopem. Nakręcili naprawdę świetny odcinek, poznali masę wspaniałych ludzi i zwiedzili najpiękniejsze miejsce na ziemi. Po mimo tego gdzie mieszkała przez ostatnie dwa tygodnie bardzo ale to bardzo chciała wrócić do domu. Tęskniła nie tylko za Los Angeles ale również i za rodziną. Wyjazd w każde nowe miejsce był dla niej ekscytujący, ale powroty były jeszcze lepsze. Po za tym wszędzie dobrze ale w domu najlepiej.
    Każdy jej wyjazd kończył się dziwną przygodą, jak nie ugryzienie jadowitego pająka i doprowadzenie się na skraj śmierci to znalezienie węża w plecaku, którego przyprowadził zapach dobrego żarcia. Tym razem Pam zgubiła walizkę na lotnisku. A raczej w całym zamieszaniu zapomniała zabrać ją ze sobą z krzesełka na którym siedziała. Jej mina była bezcenna kiedy doleciała do LA, a walizki jak nie było tak nie ma. Na szczęście zguba szybko się znalazła i doleciała dzisiaj rano innym samolotem. Bladym świtem musiała udać się na lotnisko aby odebrać walizkę, w której po za ubraniami miała masę prezentów dla rodziny.
    Tak więc wracając z lotniska wstąpiła do Mercat na jakieś dobre śniadanie czy coś innego do jedzenia. W brzuchu jej strasznie burczało, a wstyd tak jechać taksówką i miłemu panu wydawać dziwne dźwięki. Jeszcze pomyśli, że blondynka szykuje się do jakiegoś wybuchu czy coś.
    Usiadła przy wolnym stoliku gdzieś zaraz obok wejścia, wściekle żółtą walizkę postawiła gdzieś obok siebie aby nikomu nie przeszkadzała i zamówiła coś do jedzenia. W oczekiwaniu na posiłek wyciągnęła telefon i odczytała kilka mejli z pracy. - Mason? - zapytała kiedy ujrzała chłopaka, który właśnie wszedł do środka. - Mason Rosenfield? - dopytała dla upewnienia uśmiechając się delikatnie. - Nie wiem czy mnie pamiętasz, jestem Pamela. Poznaliśmy się kilka tygodni temu na torze, moja przyjaciółka prowadziła z Tobą wywiad. - przypomniała mu bo wcale, a wcale nie wierzyła, że ją pamięta. Pewnie przeprowadził tyle wywiadów, spotkał masę ludzi, a nie ma w obowiązku zapamiętywać wszystkich. - Może się dosiądziesz? - zapytała wskazując na wolne krzesło na przeciwko siebie. Jedzenie w samotności jest trochę smutne, a towarzystwo zawsze mile widziane, tym bardziej takie przystojne. heh.



    Mason Rosenfield





      

      
    Mason Rosenfield
    -

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-02, 14:43

    W życiu Masona ostatnio wszystko zaczynało się powoli komplikować. Dowiedział się, że w następnym sezonie zespół nie przedłuży z nim kontraktu chyba, że wkroczyłby do najlepszej piątki. Kompletnie zapomniał, że jego umowa była usłana wymaganiami z innej planety, ale zamienił siekierkę na kijek to teraz ma. W dodatku nie dogadywał się z Nancy, ponownie, ale to akurat nie było nic innego. Dla bardzo spostrzegawczych, nie nosił już na palcu obrączki, po prostu zostawiał ją w domu, dlaczego ma ją nosić skoro tak naprawdę to tylko udawane małżeństwo? Kompletnie wyniszczał go ten cały "układ" bo czuł się jakby nie był sobą. Znikał więc z domu kiedy tylko mógł aby niespecjalnie konfrontować się ze swoją żoną. Widocznie był już zmęczony tymi wszystkimi kłótniami, które nie kończyły się happy endem jak to miewa miejsce w wielu związkach. Tylko co on może o tym wiedzieć? Przecież w prawdziwym związku nigdy właściwie nie był. Dodatkowo w najbliższym Grand Prix nie weźmie udziału, bo zgodnie z kontraktem raz w sezonie miejsce przysługuje kierowcy testowemu, co wiązało się z frustracją, bo przecież uciekną mu punkty. Miał wrażenie, że wszystko to jest robione specjalnie aby tylko bardziej go wkurzyć.
    Wylądował daleko do domu, ale od zawsze był trybem wędrowniczka i nie zastanawiał się gdzie idzie, poza tym, starał się nie przyciągać niczyjego wzroku, bo wystarczy mu tych wszystkich wywiadów, zdjęć i głupich plotek w sieci i innych gównianych gazetach. Wchodząc więc do restauracji, ściągnął kaptur i rozejrzał się po pomieszczeniu szukając wolnego miejsca. Jego spokój nie trwał długo, bo zaraz zostało wywołane jego imię - Znowu - pomyślał, ale mimo wszystko podszedł do blondynki, którą chyba kojarzył, przymknął nieco bardziej oczy aby wytężyć swoje komórki i chyba tak, kojarzył ją - Pa...Pa...Pamela. Tak, kojarzę - uśmiechnął się i skorzystał z jej propozycji. Kompletnie jednak nie znał tego lokalu i nie chciało mu się jeść, ale nie będzie przecież patrzył się na nią jak je, to chyba było jeszcze gorsze od jedzenia w samotności - Dzięki za propozycje. Polecisz mi coś ciekawego? Szczerze powiedziawszy nie jestem stałym bywalcem i nie wiem czego się spodziewać - położył swoje ręce na stoliku, bo nie miał co z nimi zrobić.



    Cedric Harrington


    28

    pilot w liniach lotniczych

    I solemnly swear

    I am up to no good.

    KOREATOWN





      

      
    Cedric Harrington
    Roll me like a blunt, cause I wanna go home

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-21, 14:51

    Randki. Temat tak powszedni w życiu Cedrica, że niemal stawiany przez niego na równi z czynnościami tak trywialnymi jak jedzenie i picie. Dawno stracił już te motyle w brzuchu, które narastały z każdą minutą przybliżającą go do spotkania z kimś szczególnym. Prawdopodobnie wrócenie pamięcią do czasów w których tej klasy spotkania urastały do roli wielkiego wydarzenia, ciężko byłoby mu teraz wydobyć z pamięci. Z czasem w jego postępowaniu, utarły się pewne schematy, których przestrzegał. Kwiaty, kolacja i czasem coś jeszcze, w zależności od moralności panny z którą się widział. Naturalną koleją rzeczy, było więc wyparcie ekscytacji przez pustkę i obojętność, towarzyszącą kolejnym związkom. Gdy uczucia zeszły na dalszy plan, pozostało mu tylko zdobywanie i bezwzględne odhaczanie kolejnych pozycji z listy. Niemniej w tym całym amoku jaki teraz przypominało jego życie, Ced tęsknił za tak trywialnymi rzeczami jak zwykłe spotkania towarzyskie, na które teraz zupełnie nie miał czasu a co więcej głowy. O ile przez moment wydawało mu się, że odzyskał jako taki spokój to na nowo dostał obuchem przez łeb, gdy los postawił na jego drodze pewnego czworonoga, który potrzebował jego pomocy. Pomyśleć, że Harrington jeszcze jakiś czas temu narzekał na rutynę i przewidywalność swojego żywota.
    W każdym razie dzisiaj los się do niego uśmiechnął. Przecierał oczy tego ranka chyba ze trzy razy, nie dowierzając, że jego znajomi wpadli na tak absurdalny pomył jak zorganizowanie mu randki w ciemno. No, ale ostatecznie to co miał do stracenia?
    played by ewa
    multikontarhett



    Rena Broughton





      

      
    rena broughton
    I am lost but I don't care at all, lost my time, my life is going on

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-21, 19:53


    Randka w ciemno? Rena myślała, że zabije swoją przyjaciółkę, serio! Jej imię i słowo randka nie istniało w jednym zdaniu od czasów studiów. A jeszcze do tego w ciemno... Nie miała najmniejszej ochoty iść i była gotowa wykręcić się gorączką, gdyby nie kolejne zdjęcia jej byłego męża w towarzystwie atrakcyjnej brunetki na serwisie plotkarskim. On już dawno ruszył naprzód, tymczasem ona wciąż dreptała w miejscu. Pod wpływem impulsu stwierdziła, że jednak pójdzie. Ubrała się nieco lepiej (darowała sobie sukienki czy szpilki, bo w końcu to miała być tylko niezobowiązująca kawa w kawiarni), wyprostowała niesforne włosy i podmalowała, aby swojej randki nie przestraszyć. Nieregularny tryb życia poprzez liczne dyżury mocno odbijał się na jej wyglądzie, objawiając przede wszystkim pięknymi cieniami pod oczami. Chwała jednak za korektory i podkłady, bo dzięki nim naprawdę wyglądała dziś nieźle (jak na siebie, hehe). W drodze do lokalu chyba z piętnaście razy obracała się na pięcie, aby dać nogę i zamknąć się w domu. Jej jednak również świtała w głowie myśl, że właściwie nie miała nic do stracenia i z tą właśnie myślą pchnęła drzwi, które prowadziły do kawiarni. Ludzi było mało. Jakaś starsza para, dwie nastolatki i samotny mężczyzna. Rena w duchu odetchnęła, bo był przystojny. Cholernie przystojny. Spodziewała się kogoś zupełnie innego. Choć może to i gorzej? Bała się, że ją speszy! Choć sprawa nie była jeszcze jasna, bo najpierw musiała się upewnić, że brunet czeka na nią. W końcu może to zbieg okoliczności i jej randka się spóźniała, a on wpadł tu przelotem na szybką kawę? Należało się upewnić.
    - Cześć, czy to Ciebie zmuszono do randki ze mną? - cóż za piękny start! Zacisnęła usta w wąską linię i zaczerwieniła się. Żenada, Rena. Ż E N A D A! - To znaczy, może nie zmuszono? Może wmanewrowano? Może poproszono? - jeszcze gorzej. Zmarszczyła śmiesznie nos z zażenowania i gdyby mogła, wykonałaby facepalma. Odetchnęła. - To może inaczej. Czy to z Tobą mam wypić dziś kawę, o ile po tym pięknym wstępie nie masz ochoty uciec? - zapytała wreszcie spokojniej, z lekkim żartem i uśmiechnęła się niepewnie. Speszył ją no!



    Cedric Harrington


    28

    pilot w liniach lotniczych

    I solemnly swear

    I am up to no good.

    KOREATOWN





      

      
    Cedric Harrington
    Roll me like a blunt, cause I wanna go home

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-29, 21:42

    /przepraszam, że dopiero teraz :c

    W przypadku Cedrica randka w ciemno również była czymś niecodziennym, w pewien sposób nawet egzotycznym. Tego typu pomysły zawsze kwitował, krótką aczkolwiek skuteczną serią uszczypliwości. Zawsze miał je za coś w rodzaju ostatniego koła ratunkowego dla ludzi o radiowej urodzie i dowcipie jak z komedii niskich lotów. Jeśli obawiasz, że reakcji ludzi na twoje zaloty to po prostu im tego oszczędź i nie zmuszaj niewinnych znajomych by zmuszali innego nieszczęśnika do umilania Ci twojej i tak wątpliwie istotnej dla świata egzystencji. Właśnie dlatego nie miał wielkich oczekiwań co do tego popołudnia. Ot co, wypije kawę i zwinie się do domu modląc się w duchu by szalona świruska, na którą najpewniej trafi nie znalazł go potem na fejsie.
    Kolejne minuty mijały mu coraz wolniej, dlatego nieco znudzony poczuł podwójne ożywienie, gdy zlokalizował wzrokiem kobietę, która pochylała się nad jego stolikiem. Co tu dużo mówć, zdecydowanie nie wyglądała jak ktoś komu potrzebna była pomoc w zorganizowaniu spotkania z kimkolwiek. Gdzie był haczyk?
    -Witaj, i tak, na to wygląda.- roześmiał się perliście w reakcji na jej powitanie. Była zabawna i to nie jak komedia klasy b, to trzeba było jej przyznać a to już niezły początek. Musiał przyznać, że pozytywne go zaskoczyła, biorąc pod uwagę wszystkie scenariusze, które rozpatrzył przed jej przyjściem. Zwłaszcza, że znając dowcip jego znajomych, mógł spodziewać się tu nawet dziergającej sweterki siedemdziesiątki w spandexie. Gdyby wiedział, że przyjdzie mu spędzić popołudnie z kimś takim jak Rena może były mniej markotny, gdy tak usilnie namawiano go na to spotkanie. -We własnej osobie, Cedric twoja tajemnicza randka. Możesz być spokojna nawet jeśli nie wyglądam to nie jestem jednym z tych świrów żyjących comic conem i grą w lola. no chyba, że top twoje klimaty, wtedy daj mi chwilę na nowe pierwsze wrażenie.- Jego wyznanie było już nieco mniej grzecznościowe, ale za to szczere. Zupełnie obiektywnie doszedł do wniosku, że brunetka wyglądała naprawdę promiennie i cieplej zrobiło mu się na sercu, gdy przekroczyła próg kawiarni.
    played by ewa
    multikontarhett



    Rena Broughton





      

      
    rena broughton
    I am lost but I don't care at all, lost my time, my life is going on

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-30, 10:26

    Rena o prezencję swojej tajemniczej randki się nie martwiła. Przyjaciółka zapewniła ją, że to facet marzenie i choć początkowo w to nie wierzyła (bo właśnie, gdzie haczyk?) to w końcu zaufała w tej kwestii. Tak usilnie ją do tego przekonywała, aż trochę dla świętego spokoju postanowiła nie drążyć tematu. Nie zawiodła się, a nawet powiem więcej - była pod wrażeniem. Zresztą, zdradziła się tym pięknie, żenująco plącząc na samym początku, aczkolwiek Harrington nie musiał o tym wiedzieć. W końcu jej nie znał, prawda? Mogła być wstydliwa za każdym razem, gdy poznawała kogoś nowego, no nie? Wolała aby tak myślał. Przynajmniej na starcie, bo po co na starcie odkrywać wszystkie karty i zdradzać, że był mocno w jej typie! No i zaplusował podwójnie, bo nie uciekł po tym słabym wejściu brunetki. Sama również znowu się roześmiała, gdy uczynił to on i pokręciła ni to z rozbawieniem, ni to z zażenowaniem głową, siadając na krześle naprzeciwko Cedrica. Skoro już jej potwierdził, że to ON, mogła spokojnie się przysiąść.
    - Rena, miło mi. Przepraszam Cię, ale to moja pierwsza randka w ciemno w karierze, trochę nie umiem się zachować - wyznała z uśmiechem, splatając na blacie stołu swoje dłonie. Do pełnego luzu jeszcze było jej daleko, ale pierwsze emocjonujące sekundy zaczęły z niej schodzić. Szczególnie, że brunet wydał jej się mega sympatyczny i wyluzowany. Zaczęło jej się to udzielać! Znów parsknęła śmiechem, słysząc o comic conie i lolu. - Nie, zdecydowanie nie moje, także ufff! Poza tym wierzę, że przyjaciółka nie umówiłaby mnie z jakimkolwiek świrem... Chyba? - udała, że się teatralnie zastanawia, po czym spojrzała badawczo na Cedrica, jakby chciała go prześwietlić na wylot. - Chyba nie muszę obawiać się o swoje życie? - spytała, konspiracyjnie pochylając się nad stołem i uśmiechając kącikiem ust. Psiapsi poręczyła jej Cedrica, więc Rena jedynie się zgrywała, dla rozładowania atmosfery. Chociaż, nawet gdyby miał okazać się mordercą i to miałaby być jej ostatnia randka to... okej! Z takich rąk mogłaby ginąć, hehe!



    Cedric Harrington


    28

    pilot w liniach lotniczych

    I solemnly swear

    I am up to no good.

    KOREATOWN





      

      
    Cedric Harrington
    Roll me like a blunt, cause I wanna go home

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-31, 17:43

    O tak, Cedric również zdążył wysłuchać peanów pod adresem swojej potencjalnej randki.Zdaniem jego przyjaciół Pewnie podobnie jak Rena nie traktował tych wszystkich rewelacji w stu procentach serio, bo przecież jacy przyjaciele będący o zdrowych zmysłach przyznaliby się, że ustawili go na spotkanie z matką Honey Boo Boo, albo kimś pokroju damskiej wersji Freddiego Kruegera. Mimo wszystko Cedric z trudem maskował zaskoczenie a zarazem ulgę, widząc przed sobą atrakcyjną brunetkę, która nijak się miała do tych wszystkich mało optymistycznych przewidywań. -W takim razie to nasz wspólny debiut Reno.- usta drgnęły mu wyginając się w uśmiechu, a nagłe uczucie ulgi poprzedził śmiech. Ulżyło mu, że jego tajemnicza randka ma podobny stosunek do tej dosyć niecodziennej dla nich sytuacji. Może to pierwsze wrażenie, ale wydawała mu się rozbrajająco nieśmiała, ale w ten uroczy sposób, który nie przywodziła myśl zlęknionych panien, które boją się rozmowy z pracownikiem sklepu czy banku.-Czyli nie muszę obawiać się zachwytów nad Zimowym Żołnierzem? Świetnie to teraz pójdzie już z górki- z tego wszystkiego postanowił pofolgować sobie na tyle by wydusić z siebie żart, po czym ponownie się roześmiał. Co tu dużo mówić- humor mu dopisywał. Pewnie na palcach jednej ręki mógłby policzyć ile razy w tym miesiącu miał okazję spędzić miło czas. Nie musiał zgrywać zblazowanego dupka, silić się za złośliwości i marnować czasu na pijane panny napotkane w barze. Jedyne co mu pozostawało to odprężyć się i cieszyć rozmową. Brzmi zadziwiająco prosto, prawda? Kto wie, może po kilku kwadransach zapomni, że wciąż został wkręcony jak przegryw w randkę w ciemno i nawet postawi przyjaciołom drinka za zorganizowanie tego spotkania? -Chciałbym zapewnić, że daleko mi do świra, ale myślę, że to będziesz musiała ocenić sama.-dodał tajemniczo, darując sobie napad narcyzmu, podczas którego zapewniały ją tym na jak niemożliwe idealną partię trafiła. Tak, zgadza się czasem zdarzały mu się tym podobne odpały, ale ostatnimi czasy jego ego tak nie wariowało co dawało temu spotkaniu całkiem niezłe rokowania. -Myślę, że jesteś tu całkiem bezpieczna, ale na twoim miejscu miałbym mnie jeszcze na oku- pewnie puściłby jej oczko, gdyby nie uważał tego gestu za obleśny i zarezerwowany dla staruszków w sztruksach, którzy odwlekali myślami kupowanie tortu na pięćdziesiątkę. W każdym razie psiapsi miała farta, bo Harrington to wzorowy obywatel, nawet cholesterol ma w normie! Pewnie w międzyczasie przerwała im kelnerka chcąca odebrać zamówienie, a Cedric jak przystało na względnie porządnego faceta dał Renie pierwszeństwo w pojęciu decyzji. -Nie bardzo od czego zacząć, więc jeśli masz jakieś pytania to śmiało. O ile nie masz nic przeciwko terminalom i wysokości to będę neutralny jak Szwajcaria. Nic kontrowersyjnego.-nie chciał by ich rozmowa wyglądała jak przesłuchanie, więc w oczekiwaniu na kawę postanowił podejść do tego na luzie.
    played by ewa
    multikontarhett



    Laura Sheen


    30

    królowa reklamy

    nie ma na to szans, nie ma na to szans

    nie poznasz mnie ze zdjęć, milczących ust

    CHEVIOT HILLS





      

      
    Laura Sheen
    Mijam ostatni promień słońca, Wiesz, że tak bardzo lubię dzień

      

      

      

      

      

      

      
    2019-08-21, 22:07

    outfit

    Laura miała tendencje spóźniać się na wszelkie spotkania towarzyskie, co niektórzy uważali za jej urok, a inni za najgorsze przekleństwo. Inaczej sprawy miały się, gdy chodziło o biznesowe spotkania. To na nich Sheen była zawsze dziesięć minut przed czasem, a udawała się na nie z odpowiednim zapasem, żeby nic po drodze jej nie zaskoczyło. Nie inaczej było też tego przedpołudnia, kiedy udała się na lunch z nowym klientem. Po zajęciu miejsca i poproszeniu na razie jedynie o wodę, blondynka wyjęła swoje dokumenty, które zaczęła jeszcze raz przeglądać. Oczywiście co nieco wiedziała na temat tego spotkania, ale olbrzymich konkretów nie miała, bo to jednak było pierwsze zetknięcie polegające raczej na badaniu terenu i tzw. łapaniu wspólnej wizji projektu. Warto znaleźć w tej kwestii wspólny język, a jak będzie w tym przypadku pokaże najbliższe pół godziny.
    I skoro Sheen była przygotowana, to może powinna skojarzyć skąd miała wrażenie, że nazwisko Sanford z połączeniem imienia Logan wydawało się tak dziwnie znajome. Może gdyby przejrzała zdjęcia tego mężczyzny gdziekolwiek to wszystko stałoby się o wiele wcześniej jasne, niż dopiero w chwili, w której odnalazł ją po tym, jak uprzednio zadzwonił na służbowy numer. Oczywiście, że Laura nie miała zamiaru uciekać w tej chwili przed swoim "ulubionym" sąsiadem, ale... No na pewno rozegrałby to inaczej, gdyby zorientowała się wcześniej. Może przekazałaby to zlecenie komuś innemu? Co z tego, że sam szef z powodu natłoku obowiązków uznał, że to Laura będzie najlepszą kandydatką. W tych okolicznościach... No chyba nie była i blondynka zdawała sobie z tego sprawę. Zwłaszcza, że mina Logana też nie była zbyt zadowolona, gdy połączył fakty. Niemniej pozostało im tylko być profesjonalistami. Tak przynajmniej planowała Laura, kiedy powoli wstała ze swojego miejsca, żeby przywitać się z Loganem.
    -Laura Sheen, ale myślę, że to pan wie. Pracuję dla agencji Tommorow i zostałam przydzielona do opieki nad pańskimi projektami - wyciągnęła dłoń, uśmiechając się serdecznie po raz pierwszy do swojego sąsiada. Może mogła go tak powitać w sąsiedztwie, ale teraz to nie czas na takie może. Zdecydowanie nie.
    played by laurka
    multikonta-



    Logan Sanford





      

      
    Logan Sanford
    This is how it's gonna be, this is what you'll think of me

      

      

      

      

      

      

      
    2019-08-24, 19:40

    #5

    Sanford z kolei nie spóźniał się nigdy, a jeżeli już, to po prostu było to wynikiem jakiś nieplanowanych zdarzeń, na które on sam po prostu nie miał większego wpływu. Jeżeli nie brać jednak tego pod uwagę, to zawsze stawiał się na miejscu punktualnie, niezależnie od tego czy było to spotkanie prywatne czy biznesowe. Chociaż te biznesowe z pewnością były dla niego dużo istotniejsze i nauczył się już, że szanowanie czasu drugiej strony jest cholernie ważne. Poza tym sam nie lubił, gdy ktoś spóźniał się na spotkania z nim, wobec czego wystrzegał się tej jednej zasady jak ognia. Spóźnienie to po prostu brak szacunku, a to naprawdę go wkurzało. Gdy agent poinformował go, że agencja reklamowa ma dla niego już konkretne propozycje, ale musi się spotkać z pracownikiem tej agencji, który zajmie się jego interesami, to w zasadzie nawet się ucieszył. Chciał to mieć już z głowy, a przecież wiadomo nie od dziś, że reklama jest podstawową dźwignią handlu. W jego restauracji czy też salonie, miało to naprawdę ogromne znaczenie dla powodzenia sprzedaży. I miało także na celu ściągnąć przede wszystkim nowych klientów, dlatego było to dla niego tak ważne i chciał tego wszystkiego dopilnować już całkowicie osobiście. Chociaż miał dzisiaj naprawdę niewiele czasu, również z racji tego, że nowy nabytek w postaci ekskluzywnego klubu również pochłaniał obecnie mnóstwo jego czasu. Zrezygnował nawet z wyjazdu za granicę, by wszystkim zająć się tu na miejscu. Spotkanie jednak było umówione, wobec czego nie mógł i nawet nie chciał się z niego wykręcać. Mimo, że obecnie skupiał się w dużej mierze na klubie, to restauracja i salon nadal były dla niego ważne i nie mógł o nich zapominać. Po dotarciu na miejscu postarał się odnaleźć osobę, z którą miał się spotkać, a gdy wreszcie ją dostrzegł, zastygł na moment w miejscu, mocno zaskoczony. Bo to był jakiś żart? Kiedy zorientował się, że czeka na niego jego sąsiadka, naprawdę miał ochotę zawrócić, no ale podszedł do stolika, obserwując uważnie kobietę. - Myślę, że rzeczywiście już się znamy. Sądziłem, że to jakiś żart albo może jakiś mało zabawny rewanż z pani strony - uścisnął mimo wszystko jej dłoń, ale nadal był zaskoczony, więc zachowywał wskazany dystans. No nie ufał jej tak do końca, po tym wszystkim co już odstawiła. Zmrużył oczy, lustrując ją zaciekawiony spojrzeniem. - Ze wszystkich osób akurat pani ma zająć się moimi projektami? Może jednak dla dobra nas wszystkich, jest ktoś inny, kto mógłby to przejąć? - zagadnął, gdy już usiedli przy stoliku. Nie żeby on coś do niej miał, ale jednak nie był przekonany do tej współpracy. Bo jak mieli ze sobą współpracować, skoro życie po sąsiedzku kompletnie im się nie układało. Laura równie dobrze mogła coś umyślnie zawalić, a on miał podstawy, by ją o to podejrzewać, bo przecież nie znał jej od najlepszej strony.



    Laura Sheen


    30

    królowa reklamy

    nie ma na to szans, nie ma na to szans

    nie poznasz mnie ze zdjęć, milczących ust

    CHEVIOT HILLS





      

      
    Laura Sheen
    Mijam ostatni promień słońca, Wiesz, że tak bardzo lubię dzień

      

      

      

      

      

      

      
    2019-09-07, 20:56

    Ostatnim co zrobiłaby Laura to narażenie swojej kariery na rzecz jakiejkolwiek zemsty. A zapewne to stałoby się, gdyby chciała odgrywać się na swoim sąsiedzie, będąc jego agentką. Aż tak stuknięta nie była, do tego naprawdę długo i sumiennie pracowała, żeby znaleźć się w tym miejscu, w którym była dziś. Nie widziała więc sensu, żeby zachowywać się, aż tak dziecinnie, co z wiadomych względów mogło być wręcz nie do pomyślenia dla Logana. Nie dziwiła mu się w żaden sposób, ale też nieco smucił ją ten dystans, który mężczyzna zdawał się trzymać już od początku ich spotkania. Wykopie ją zanim w ogóle porozmawiają o interesach? Możliwe.
    -Rewanż? Nie... Musiałabym być jakąś naprawdę niezłą stalkerką, żeby wiedzieć o tym spotkaniu, gdybym nie była agentką... A naprawdę daleko mi do wariatki - zaśmiała się, po czym zorientowała się, że Logan może mieć inne zdanie. I choć bardzo tego nie chciała to powinna to szanować. -Ale pan może sądzić inaczej... - przyznała nieco speszona, bo rzeczywiście nie dała poznać się mężczyźnie z dobrej strony. Nie miała nic na swoje usprawiedliwienie, bo przecież co go obchodziło jej życie prywatne, jej problemy te prawdziwe i te możliwe, że urojone, które wyolbrzymiała do niebotycznych rozmiarów, jak każda kobieta? No nic. Mógł zwyczajnie mieć ją za stukniętą babę bez własnego życia. No i to na własne życzenie blondynki.
    -Wiem, że szefowi zależy na panu jako na kliencie naszej firmy. On nie ma czasu, żeby poświęcić panu odpowiednio dużo czasu. Dziwnym trafem uznał, że ja będę najlepsza zaraz po nim... Nie chcę się przechwalać, ale jestem dobra. I umiem być profesjonalna. Pytanie brzmi czy pan zaryzykuje - no, bo przecież nie było sensu zmuszać Logana do współpracy, której on wcale nie chciał. Może Laura powinna nieco bardziej go namawiać albo przekonywać czemu to jednak miałby być dobry pomysł, ale... Co ona miała tym ugrać? Facet nie miał do niej za grosz zaufania i nie dziwiła mu się. Dojrzewała nawet do tego, żeby to szanować. Los jednak postawił ich na tej wspólnej ścieżce zawodowej i może... Może wcale to nie był taki zły pomysł? Blondynka była otwarta, żeby zaangażować się w tę współpracę, ale decyzję pozostawiła w dłoniach Sanforda. W końcu to klient zawsze miał ostateczne zdanie, skoro to on płacił. Nie mogło więc być inaczej w tych okolicznościach.
    played by laurka
    multikonta-



    Elijah Herschel


    33

    w jego sercu

    tylko i wyłącznie

    Narnia

    CHEVIOT HILLS





      

      
    Elijah Herschel
    The long and winding road That leads to your door will never disappear

      

      

      

      

      

      

      
    2019-10-10, 19:36

    Kiedy gotowanie staje się nie tylko twoją pasją a i sposobem zarabiania na życie, stajesz się nieoczekiwanie testerem wszystkich okolicznych restauracji. W prawdzie Elijah uważał, że najlepiej zje naturalnie w swojej restauracji, ale biznes to biznes, czy chciał czy nie musiał od czasu do czasu testować konkurencję by tym samym trzymać rękę na pulsie. A za musaką z BÄCO MERCAT naprawdę przepadał. Miał szczególną słabość do tego specjału i uwielbiał nagradzać się nim po ciężkim dniu. A, że zasadniczo większość dni w restauracji dawała mu w kość to siła rzeczy w lokalu gościł naprawdę często. Czwartkowego popołudnia z uśmiechem wymalowanym na zmęczonej twarzy, Elijah energicznie przemierzał parking by kilka minut później przekroczyć próg lokalu. Lokalu wypełnionego po brzegi warto by dodać, ale przecież trzeba być dobrej myśli. Po chwili oczekiwania faktycznie znalazł się dla niego wolny stolik na który przez zatrważający tłok nie bardzo mógł narzekać. Trudno się mówi, prawda? W końcu była pora lunchowa i nie mógł mieć do nikogo żalu, nawet jeśli korciło go do rzucenia jednej czy dwóch wiązanka w kierunku kelnera. Z tym, że wtedy jego danie z pewnością dawałoby wiele do życzenia. W końcu nie był ostatnim naiwniakiem i z własnego doświadczenia wiedział, że osoba serwująca ci posiłek to ktoś z kim nie warto zadzierać o ile chce się wyjść z lokalu bez szwanku.

    Screw you, Your Majesty
    played by ewa
    multikonta



    Someone In The Crowd


    1

    The parking's cheap and valet

    Those blue skies day after day

    It's not so bad in LA





      

      
    someone in the crowd
    could be the one you need to know

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-05, 21:48

    valentine roulette
    Temat zarezerwowany dla rozgrywki z Walentynkowej Ruletki. Para ma czas do 12.02 do godziny 23:59 na rozpoczęcie gry. Po tym czasie lokacja się zwalnia i wraca do obiegu..



    Lucas Snyder


    30

    Szkutnik

    Nice to meet you, what's your name?

    Let me treat you to a drink

    PALOS VERDES





      

      
    Lucas Snyder
    can we please stop poking holes in my paper-thin logic?

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-14, 11:41

    Snyder nie miał w zwyczaju celebrować święta, które go nie dotyczyło. Wybranki serca nie miał, więc wykonał zaledwie krótki telefon do swojej mamy aby spytać jak mija jej dzień, a później planował już jak zakupi sobie słodycze na promocji. Nie był aż takim ciasteczkowym potworem, ale zrobienie sobie zapasów w lepszej cenie przecież nie zaszkodzi, prawda?
    Zważając na to, że jeden z jego klientów wybrał się akurat z małżonką na dzień poza miastem Snyder miał spokojny dostęp do garażu jak i znajdującego się w nim jachtu, który dopiero zaczyna być przygotowany do wpłynięcia z powrotem na ocean. Dzień mijał mu dokładnie tak jakby chciał, z komórki płynął blues, on pracował z wdzięcznym drewnem i nikt go nie ponaglał. Kiedy zakończył prace mógł nawet skorzystać z łazienki podłączanej do garażu, żeby trochę się odświeżyć, przebrać i po zamknięciu wszystkiego zebrać się do domu.
    Po drodze jednak zmieniły mu się plany kiedy stwierdził, że mógłby właściwie zjeść coś na mieście, trochę przy okazji poobserwować jak ma się życie dla innych. Przede wszystkim w pierwszej kolejności wpadł sprawdzić czy Royce siedzi jeszcze w antykwariacie i jak mu kwitnie biznes w taki dzień, a później stwierdził, że skoro i tak już jest w okolicy może wpaść do jednej z restauracji.
    Kiedy zamawiał swoje danie zdał się w głównej mierze na czarującą kelnerkę, która zapewniła go, że te danie dnia nie dostało takiej nazwy bez powodu. Na poczekaniu popijał wodę z cytryną i rozglądał się po pomieszczeniu starając się nie skupiać na nikim zbyt długo i to zamierzenie wypełniał całkiem skutecznie dopóki w kącie oka nie mignęła mu Eden. Zmarszczył brwi i obrócił się wyraźnie w krześle, żeby upewnić się, że to na pewno ona. Jeszcze nim podniósł się z miejsca rozejrzał się czy aby ktoś nie przysiada się do niej pierwszy, a co za tym idzie czy jej strój nie wskazuje przypadkiem na randkę w którą Snyder by się wprosił. W końcu chwycił swoją szklankę i podszedł do stolika kobiety. –Pani detektyw… – Uśmiechnął się kącikiem ust i zasalutował do niej luźno za nim bez pytania pozwolił sobie usiąść w krześle naprzeciwko. –Jesteśmy w pracy czy czeka pani na jakiegoś odważnego wybranka? – Zagadnął, częściowo nie wyobrażając sobie, że kobieta miała jakiekolwiek życie poza swoją pracą. Doświadczał zapewne tego co i uczniowie spotykający swojego nauczyciela na ulicy, tylko w tym wypadku Snyder zamiast omijać kontaktu wzrokowego ogłosił się wszem i wobec. Zwrotu ‘pani’ używał też celowo, żeby trochę podroczyć się z kobietą, głównie dlatego, że z jakiegoś powodu poprawiało mu to humor. Hipokryta jeden, też nie przepadał jak używano tego zwrotu grzecznościowego w stosunku do niego. –Chyba, że to tajne, wtedy zapomnijmy o pytaniu. – Dorzucił unosząc symbolicznie dłonie nieco wyżej w powietrzu nim od razu po tym sięgnął po szklankę, aby upić z niej łyk. Trzymał się tego, że mimo iż działa trochę poza prawem to wolał ze stróżami nie zadzierać, bo to mogło prowadzić do niechcianych komplikacji.
    played by zeszyt
    multikontaLorelei Savary



    Eden Marchessi


    30

    ściga narkusów, drażni partnera,

    i pomaga pisać kryminały Harlanowi

    bo ma całkiem ładne oczy

    LOS FELIZ





      

      
    Eden Marchessi
    -

      

      

      

      

      

      

      
    Dzisiaj 2:19

    9

    Była tu całkowicie służbowo, a jej plany walentynkowe nijak się miały do celebrowania różowymi płynami, czekoladkami i serduszkami na każdym kroku. Właściwie takiej atmosfery nigdy nie lubiła i nie zamierzała korzystać z komercyjnego święta nawet, gdy była w związku. Po prostu to nie był jej styl, a wyznawała zasadę, że jak kochać to cały rok i pokazywać to cały rok, a nie w jeden dzień, gdzie kwiaty są 150% droższe, a czekoladki nabierają innych kształtów, by zachęcić do kupowania tego samego produktu. I choć nie była w związku, nie zamierzała siedzieć smutno, użalać się nad sobą, bo jej ostatni związek zakończył się kilka miesięcy temu i teraz czas było na nowy. Wolała skupić się na pracy, na tym, by rozwikłać kolejne sprawy, zamknąć dilerów, rozpracowywać gangi narkotykowe i mieć świadomość, że miasto stanie się odrobinę bezpieczniejsze. Czekała w restauracji już dobrą chwilę, niecierpliwie zerkając na zegarek, ale w miarę dyskretnie, bo wystarczył jeden fałszywy ruch i każda parka w promilu posłałaby jej smutny wzrok. Nie miała tu jednak randki, miała mieć spotkanie z informatorem i jak się nie pojawił, to tylko westchnęła ciężko. Dopiła swoją wodę, rozglądnęła się za kelnerką, by poprosić o rachunek i wtedy jej oczom ukazała się znajoma twarz. Mężczyzna zbliżył się do niej i kąciki ust drgnęły jej w rozbawieniu.
    - Ach, te tytuły - wywróciła oczami i machnęła ręką - mówiłam Ci tyle razy, żebyś tak do mnie nie mówił - teraz tym bardziej mogło być to niebezpieczne, bo czekała na informatora, osobę, która nie powinna zostawać narażona na to, że gada z glinami. I jeśli ktoś podsłuchiwał właśnie rozmowy dwóch znajomych, przypadkiem spotykających się w restauracji, w miejscu, w którym powinna widzieć się z kimś innym - mógł zdobyć informacje. Niekorzystnie dla niej i śledztwa. - Można powiedzieć, że w pracy, ale ponieważ nikt się nie zjawił, to nie musisz się bać, że przeszkadzasz - wzruszyła lekko ramionami, nie komentując nic o wybranku, bo tego to nie było w żadnej sztuce. - Jeszcze raz powiesz do mnie pani, to naprawdę, Lucas - zmrużyła niebezpiecznie oczy, by sobie uważał, bo jednak to z nią nie ma żartów! Jeszcze kilka takich "pań" w formie droczenia się, a wyląduje z obolałymi częściami ciała. Żarcik. Albo i nie. - A Ty, co Cię tu przywiało? Jedzenie, randka, jakaś panna zaraz mnie będzie próbowała zabić wzrokiem, że rozmawiam z Tobą? - Poruszała w rozbawieniu brwiami, bo przecież podobnie jak Snyder w jej przypadku, nie posiadała informacji dlaczego się tu znajdował. Może obchodził Walentynki?
    played by x
    multikontacolton



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel