angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Zapraszamy do zapoznania się z najnowszym ogłoszeniem, w którym znajdziecie informacje o wynikach plebiscytu oraz drobnych zmianach w administracji.
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-02-12, 14:32

    przybywamy stąd

    Billie, gdyby tylko od samego początku wiedziała, dokąd się wybierają, ma pewno nie pomyślałaby, że podróż do dziadków Rufusa może obfitować w takie przygody, jak ta na myjni czy późniejsza akcja z policją, która wydawała jej się szczególnie surrealistyczna. Jasne, że było jej nieswojo na samo wspomnienie tego, że musiała świecić golizną bez żadnego powodu przed zupełnie obcymi ludźmi, nawet jeśli to były tylko sekundy. Starała się jednak nie poświęcać tym myślom zbyt wiele czasu, zajęta rozmową z Rufusem, podczas gdy pokonywali ostatnie kilometry do jego rodzinnego domu. Całe szczęście, że obyło się już bez jakichkolwiek kontroli i zatrzymywania.
    No i były jakieś plusy całej tej sytuacji.
    Billie zdecydowanie mniej stresowała się teraz spotkaniem z dziadkami Pattona. Doszła do wniosku, że i tak chyba nic dziwniejszego i gorszego już tego dnia raczej jej się nie przytrafi (oby tylko nie wykrakała, bo takie chwalenie dnia przed zachodem słonca mogło być zgubne!), więc może przynajmniej ta wizyta odczaruje średnio udaną podróż - choć były też całkiem miłe momenty, które zapiszą się w pamięci Billie. Poza tym obudziła się w niej ciekawość, dotycząca Rufusa i jego rodziny, a to było znacznie ważniejsze od jakiegoś tam stresu.
    Zanim się obejrzała, podjeżdżali już pod dom, a Billie zerknęła w stronę wejścia z niepokojem, mając nadzieję, że dziadkowie Rufusa nie postanowią wyjść im naprzeciw. Wolałaby mimo wszystko przywitać się z nimi ubrana w coś innego niż koc. Niestety ledwie tylko Patton zgasił samochód, w drzwiach stanęła starsza pani. Tuż nad jej ramieniem wychylała się głowa mężczyzny. Mimo wszystko uśmiechnęła się delikatnie na tę scenę. Popatrzyła na towarzysza.
    - To może ty idź i chwilę ich zagadaj w środku, a ja się ubiorę i zaraz do was dołączę, co? - zaproponowała, bo to było jedyne rozwiązanie, jakie przyszło jej do głowy, skoro opcja, że Rufus jakoś przemyci ją do swojego pokoju zdecydowanie odpadała.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-02-14, 01:35

    Mieli szczęście, że babcia nie wyszła na ulicę, by już tam wsadzić głowę do samochodu i wycałować Billie na powitanie. Powinni podziękować ziemniakom, które koniecznie trzeba było ubić na puree zawsze dokładnie tyle samo minut po ugotowaniu. To trochę przytrzymało gospodynię w kuchni, przez to Rufusowi udało się podjechać pod dom, zanim babcia dotarła pod drzwi. Znając dziadka to pewnie robił za głos rozsądku i hamował żonę, by pozwoliła młodym chociaż wysiąść z samochodu, zanim zacznie ich karmić i doglądać.
    - Dobra, przetrę szlaki. Rzeczy wezmę później, jak przestawię samochód, także przypadkiem nie dźwigaj sama - powiedział palcem grożąc Godfrey, gdyby jednak porwała się do noszenia bagaży.
    Kiedy wysiadł i podszedł do babci, to tak go wyściskała, że ledwo mógł oddychać. Żywo gestykulował, tłumacząc coś pani starszej, wskazując przy tym na samochód, że zeszło dobre kilka minut, nim Billie mogła spokojnie się przebrać. Pattona po tym, jak umył ręce zagoniono do rozkładania sztućców, bo za bardzo panoszył się po kuchni, chcąc skosztować babcinych specjałów, którymi pachniał cały dom. Zerkał też kontrolnie w okno, czy nie widać towarzyszki wynurzającej się z samochodu. A gdy tylko dostrzegł dziewczynę, od razu podbiegł do drzwi, by od progu jej towarzyszyć. Nie był świadomy, że babcia czaiła się za jego plecami.
    - Nareszcie. Rufus mówił, że się wstydzisz. Nie ma czego, kochanieńka. Chodź, wejdź. Zapraszamy - powiedziała babcia Pattona. - Wy to chyba nic w tym Los Angeles nie jecie i żyjecie tylko miłością. Rufusowi spodnie lecą, a dopiero co mu zwężałam. Ty też taka chudzinka. Rozgość się, już podaję jedzenie! - Wskazała ręką na ustawione wokół stołu krzesła. Na każdym z nich leżała puchata poduszka (każda w inne wzorki), żeby wygodniej się siedziało.
    Patton czuł się trochę skrępowany, mimo to próbował uśmiechać się cały czas.
    - Jesteś pierwszą dziewczyną, którą przyprowadził do domu. Nawet żony tu nie przywiózł - oznajmiła babcia, stawiając wazę z parującą zupą.
    - Przesadzasz babciu. Przecież przychodziły tu koleżanki ze szkoły… - bąknął Rufus, nie chcąc, by Billie poczuła się jakoś niekomfortowo.
    - A kogo masz na myśli? Camillę? No tak, przyprowadziłeś ją, żebym zacerowała jej rajstopy, bo jak przełaziliście przez płot, to rozpruła całą nogawkę. Ty też byłaś takim łobuziakiem, Billie? - zapytała, zwracając się do gościa.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-02-15, 21:34

    Upewniła się, że Rufus razem ze swoimi dziadkami zniknął w domu, dopiero wówczas przystępując do ubierania się. Na początku sprawdziła, czy z zapięciem jej stanika wszystko w porządku. Na szczęście, mimo tamtej szarpaniny, nie było popsute, dlatego zaraz go na siebie założyła, na to narzucając czarną koszulkę. Nie chciała, by musieli na nią zbyt długo czekać, dlatego gdy tylko była już kompletnie ubrana, wysiadła z samochodu, ruszając w stronę wejścia, gdzie już czekał na nią Rufus. I – jak się zaraz okazało – również jego babcia.
    - Tak mówił? Przesadzał – udało jej się rzucić gdzieś jednym a drugim zdaniem kobiety, zerkając na Pattona z przyganą. Zaraz jednak z powrotem skupiła wzrok na starszej pani, a także jej mężu, który wyłonił się zza jej pleców. Uśmiechnęła się. - Bardzo się cieszę, że mogę w końcu państwa poznać.
    Dom, a przynajmniej ta część, którą Billie miała okazję zobaczyć w drodze do stołu, wydawał się przytulny, urządzony w zupełnie innym stylu niż raczej surowe wnętrza, w których ona się wychowała.
    Słysząc o tym, że Rufus nie przyprowadzał tu innych dziewczyn, spojrzała z zaskoczeniem na jego babcię, a potem na niego samego. Sama nie wiedziała czemu, ale myślała raczej, że był typem chłopaka, kiedyś nastolatka, który co rusz przyprowadzał do domu mniej lub bardziej bliskie koleżanki. Najwyraźniej średnio było u niej z kobiecą intuicją.
    Dopiero po chwili zorientowała się, że to pytanie było skierowane do niej.
    - Właściwie... niespecjalnie. Byłam raczej spokojnym dzieckiem, choć chyba jak każde sprawiałam czasem trochę kłopotów – przyznała trochę nieśmiało, podczas gdy kobieta nalewała im zupy, chyba na poważnie biorąc sobie za cel dokarmienie ich. - Ale na pewno daleko mi było do Rufusa – dodała, sięgając po łyżkę. Babcia Rufusa popatrzyła na wnuka i pokręciła głową ze zrezygnowaniem, choć widać było w jej oczach radość i miłość.
    - Oj tak, to był żywioł, nie dziecko. Wszędzie go było pełno i coraz to sobie nabijał nowego guza. W albumie chyba nie ma zdjęcia, na którym nie miałby jakiegoś plastra czy chociaż siniaka, zresztą sama zobaczysz po obiedzie – zapewniła, a Billie pokiwała głową z entuzjazmem, gdy przełknęła już pierwszą łyżkę zupy, bardzo smacznej zresztą, o czym nie omieszkała poinformować gospodynię. Zaraz też dorzuciła:
    - Bardzo chętnie. - W końcu oglądanie zdjęć z dzieciństwa to była przednia zabawa, zwłaszcza dla tego, kto nie był bohaterem fotografii.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-02-17, 13:52

    Uśmiechnął się niewinnie, pewnie jeszcze później, gdy już Billie bardziej oswoiła się z otoczeniem i jego rodzinką, parę rzeczy podkoloryzował, żeby musiała zaprzeczyć. Zdawał sobie sprawę, że to jedne z niewielu dokuczań, które były dozwolone przy dziadkach, bo przynajmniej nie wprawiały w konsternację i nie psuły atmosfery, a raczej były okazją, by zacząć jakimś temat z nim w roli głównej. Zawsze go dziwiło, skąd babcia bierze te kompromitujące historie i jakby tego było sporo z nich ma udokumentowanych…
    Popatrzył z przyganą na babcię, po tym jak Billie skomentowała, że była mniej kłopotliwym dzieckiem.
    - Mam u niej zaplusować, rób mi dobrą reklamę, co? - powiedział konspiracyjnym szeptem tak cichym, że nawet dziadek, siedzący kilka krzeseł dalej zaśmiał się pod wąsem. Nie umknęło to uwadze Pattona. - Gdzie męska solidarność? Mógłbyś stanąć w mojej obronie - burknął Rufus, czując się jak Cezar zdradzony przez Brutusa.
    Skrzywił się, gdy padła propozycja oglądania zdjęć.
    - To ja ci, dziadek pomogę rąbać drewno. Nie chcę wiedzieć, co tam babcia o mnie nagada - stwierdził, przewracając oczami.
    Po tym jak zjedli, Patton zapytał Billie, czy może ją na chwilę zostawić z babcią, czy jednak lepiej by się czuła, gdyby został z nią. Faktycznie czekała robota, przy której chciał pomóc dziadkowi, skoro już się pojawił. Obiecał, że wróci szybko i jakby co pokazał drogę ucieczki, za co od babci oberwał ścierką.
    - Czasem jest niemożliwy - skomentowała babcia, przynosząc stertę albumów, nie tylko gdzie był Rufus, ale też ze swojej młodości. Zaprosiła dziewczynę na sofę i ustawiła przed nią furę ciastek, a także kubek z gorącą czekoladą, w której zatopione były małe, słodkie pianki. - Nie było mu łatwo. Bez rodziców. Od małego miał tylko nas, a wiesz jak to jest… inne pokolenie. Pewnie przez to, że tak ciągle był wśród starych, to lepiej się dogadywał ze starszymi. Dobrze, że poznał wreszcie kogoś w swoim wieku - powiedziała, lekko klepiąc Godfrey po dłoni. A później przeszła do opowieści, które były uwiecznione na zdjęciach.
    Gdy po jakimś czasie wrócił Rufus, niemal w ogóle panie go nie dostrzegły, więc przemknął szybko, żeby się odświeżyć po pracy i dopiero po tym, jak wziął prysznic przysiadł koło babci i Billie, na tej drugiej dłużej zawieszając spojrzenie.
    - Pewnie ci już uszy spuchły od tych historii - skwitował, powstrzymując staruszkę przed otwarciem kolejnego albumu, dając tym samym towarzyszce trochę luzu i możliwość chociażby skorzystania z toalety!
    Choć od obiadu nie minęło dużo, babcia zagoniła Rufusa do kuchni, by pomógł jej przy kolacji. Przy okazji wsunęła mu coś do kieszeni, dając znak oczami, by póki co tego nie oglądał. Nie miał wyjścia, jak tylko przytaknąć, że postara się ujarzmić ciekawość. Widząc, co czekało na nich w lodówce, wycofał się do salonu.
    - Billie… oni chcą, żebyśmy pękli. Chodź przejdziemy się kawałek, bo może dzięki temu zyskamy trochę miejsca w żołądkach - stwierdził, uśmiechając się nerwowo.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-02-17, 23:54

    Billie nie miała nic przeciwko temu, by Rufus zajął się czymś ze swoim dziadkiem, je zostawiając same. Właściwie od samego początku czuła się dobrze w tym miejscu, w którym ją tak miło przyjęto i cały ten stres, który gdzieś tam jeszcze w niej tkwił, gdy wchodziła do środka, zniknął w okamgnieniu.
    Przeglądały kolejne albumy i rozmawiały o wszystkim i niczym, tak że Billie nawet nie była świadoma upływającego czasu, prowadzona przez kolejne etapy życia Rufusa, ubarwiane fantastycznymi opowieściami jego babci. Co zabawne, nie pamiętała, by spędzała kiedykolwiek w taki sposób czas ze swoimi dziadkami. Nie chodziło o to, że ich relacje nie były prawidłowe, tylko właściwie przez całe swoje życie babcia z dziadkiem gdzieś się udzielali, zajmowali działalnością charytatywną, chodzili na bankiety albo organizowali rodzinne obiady, podczas których trudno było znaleźć chwilę czasu na pobycie w mniejszym gronie. Dostawała od nich prezenty na urodziny, wiedziała, że mogłaby się zwrócić, gdyby tylko czegoś potrzebowała, ale na pewno nie byliby pierwszym wyborem, jeśli chodzi o osoby, do których poszłaby z jakimś problemem.
    Odwróciła głowę w stronę Rufusa, gdy usiadł obok nich i uśmiechnęła się.
    - No co ty, twoja babcia ma dar opowiadania, zwłaszcza gdy opisuje wszystkie twoje wypadki. Zastanawiam się, jakim cudem w ogóle dożyłeś takiego wieku – mówiąc to szturchnęła go lekko, oczywiście robiąc sobie żarty. Gdy Rufus z babcią zniknęli w kuchni, Billie faktycznie postanowiła skorzystać z toalety, przy okazji dopiero teraz uświadamiając sobie, że zasiedziały się trochę nad tymi albumami.
    Kiedy wróciła do salonu, Rufus także się w nim pojawił.
    - Kurde, jakby co to nie wzięłam ciuchów w większym rozmiarze. Jak się roztyję podczas tej wizyty to będziesz mi musiał pożyczać koszulki – zaśmiała się, ale zaraz pokiwała głową. - Jasne, chodźmy.
    Poczekała, by Patton poinformował babcie o ich chwilowej absencji, a potem razem wyszli z domu. Na szczęście temperatura trochę już spadła, więc było znacznie przyjemniej niż w ciągu dnia. Odeszli kawałek i dopiero wtedy Billie zdecydowała się odezwać.
    - Masz naprawdę fantastyczną rodzinę. Są kochani – powiedziała, kiwając głową w stronę okna, w którym poruszyła się firanka, więc pewnie babcia cały czas czuwała. - Ale... co właściwie stało się z twoimi rodzicami, Rufus? - spytała delikatnie, bo ta kwestia mimo wszystko odrobinę ją nurtowała. Jednak nie na tyle, by nie dodać po krótkiej chwili: - Jeśli nie chcesz o tym mówić to nie było pytania. - Uśmiechnęła się lekko. Chciała, by wiedział, że ma wybór, który ona uszanuje.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-02-19, 16:43

    Może na co dzień nie było widać tej czułości, która pojawiała się, kiedy Patton przebywał ze swoimi opiekunami. Nie stawał się przylepą, ale to, jak patrzył z miłością na babcię, jak dobrze dogadywał się z dziadkiem pokazywało taki prawdziwy obraz szczęśliwej rodziny, którego nie dało się zmajstrować tylko na pokaz, by dobrze wypaść w oczach tych, którzy akurat wpadli w gości i mieli wydać ocenę na podstawie tego, co zobaczą. Ta rodzinność, którą nasiąknięte były ściany tego niewielkiego, dość zagraconego domu, była zaraźliwa. Chciało się tu być, wracać.
    - Chyba nie tak łatwo się mnie pozbyć - stwierdził Rufus, rozcierając miejsce szturchnięcia. Uśmiechnął się przy tym triumfalnie. Wiedział, że ma szczęście i wiele razy w porę go znajdowano i udzielano pomocy albo na jego drodze wyrastał krzak, który zamortyzował upadek, przez co jedynie się podrapał, a nie skręcił sobie kark.
    Poklepał Billie po ramieniu, by ją pocieszyć w kwestii tych ciuchów.
    - Jakby co babcia coś ci pożyczy - powiedziała rozbawiony, znajdując jeszcze jedną zaletę takiego pomysłu. Musiał jednak nachylić się nad uchem Godfrey, by się tym z nią podzielić. - To będzie działać lepiej niż pas cnoty! - dodał, chichrając pod nosem. Wykorzystał też okazję, że był tak blisko dziewczyny i zaciągnął się jej zapachem, niezbyt szybko powracając do utrzymywania poprzedniego dystansu.
    Gdy już wyszli przed dom, przeciągnął się. W West Covinie czuł się o wiele swobodniej niż w Mieście Aniołów. Raczej nie czyhali tu na nich fotoreporterzy, a prędzej plotkarskie sąsiadki, które niewiele się różniły od tych w San Pedro. To był pewnie dodatkowy czynnik, czemu Patton mieszkał w tamtej części miasta, a nie pchał się w blichtr Beverly Hills czy innych równie napompowanych bogactwem rejonów LA. Było mu niezwykle miło, słysząc ten komentarz o rodzinie i już miał przytaknąć i dodać coś od siebie, gdyby nie temat rodziców, który pewnie prędzej, czy później i tak by wypłynął…
    Rufus wcisnął ręce do kieszeni spodni i wzruszył ramionami. Utkwił przy tym wzrok w chodniku, właściwie nie wiedząc co powiedzieć.
    - To są moi rodzice - wskazał brodą na dom, po czym kontynuował - biologicznych nigdy nie poznałem. Wiem, że moja matka była córką babci… i tyle. Co się z nią działo, czemu jej nie ma, dlaczego jestem tu, a nie gdzieś z nią… - zrobił pauzę, która się chwilę przedłużyła. - Nie wiem, Billie. Babcia nigdy nie chciała o tym rozmawiać. To dla niej bolesne, więc nie pytałem. Nie potrzebuję tego wiedzieć. Już nie - dodał, zwłaszcza ostatnie słowa dość chłodno i twardo.
    Przystanął kilka kroków później i zatrzymał też towarzyszkę.
    - To coś zmienia między nami? Nie chcesz mnie, bo nie wiesz kim jestem? Od kogo pochodzę? - zapytał, zawieszając spojrzenie na wysokości oczu blondynki. Gdzieś wyparowała niedawna wesołość. Patton rzadko kiedy był tak poważny, jak w tej chwili.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-02-20, 14:25

    Zagryzła wargi, kiedy Rufus podzielił się z nią tą jakże cenną uwagą na temat zalet babcinych ubrań, by nie parsknąć głośno śmiechem.
    - I na pewno będzie skuteczniejsze niż jakakolwiek antykoncepcja – skwitowała z rozbawieniem, choć – tak prawdę mówiąc – chyba wolałaby tego nie sprawdzać na sobie.
    Billie lubiła Los Angeles, w końcu spędziła tam właściwie całe swoje życie, ale czasem miło było oderwać się od tego wielkomiejskiego szumu.
    Patrząc na Rufusa, pomyślała, że niepotrzebnie zaczęła ten temat, psując miłą atmosferę. Nie chciała przywoływać nieprzyjemnych wspomnień, a reakcja chłopaka wskazywała, że to nie miał być szczególnie lekki temat. Słuchając tego, co mówił, zastanawiała się, czy powinna chwycić go za dłoń czy w jakikolwiek inny sposób dać mu znak, że jest obok. Nie była tylko pewna, czy tego właśnie potrzebuje, więc ostatecznie nie wykonała żadnego takiego ruchu.
    Zatrzymała się zaraz po nim. Być może spodziewała się wszystkiego – zmiany tematu, poproszenia, by więcej do tego nie wracali, ale... nie tego.
    - Słucham? - spytała z niedowierzaniem, marszcząc czoło. Przez chwilę myślała, że jego słowa są jedynie żartem, ironicznym pytaniem, niemającym nic wspólnego z rzeczywistością. Wyglądało jednak na to, że wcale nie żartował, tylko Billie nie rozumiała, skąd coś takiego w ogóle przyszło mu do głowy.
    - Rufus... jasne, że to ważne dla mnie, kim jesteś, ale wcale nie w związku z tym, kim są twoi rodzice. Gdyby obchodziły mnie takie rzeczy to prawdopodobnie nie byłoby mnie tutaj, tylko uganiałabym się za jakimś złotym chłopcem z Beverly Hills, a tak nie jest. Nie chcę nikogo takiego, tylko ciebie, bez względu na to, kto cię wychowywał – powiedziała może odrobinę zbyt ostro, ale chciała, by zrozumiał to raz a porządnie. Teraz już wiedziała, że miał cudowną rodzinę, która go kochała i to było najważniejsze. A to, że wychowali go dziadkowie? Mogła ich jedynie podziwiać.
    - Myślałam, że to oczywiste – dodała z nutą rozgoryczenia, bo czy naprawdę sądził, że mogłaby nie chcieć się z nim zadawać tylko dlatego, że nie znał swoich rodziców? Jeszcze dziwniejsze było dla niej to, że być może istnieli ludzie, dla których to faktycznie miałoby jakiekolwiek znaczenie.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-02-22, 02:51

    Rufus nie przywykł do tego, że miał kogoś, kto byłby jego wsparciem. Owszem dziadkowie spełniali się w tej roli najlepiej, ale jeśli chodzi o rówieśników, czy inne osoby, które przewinęły się przez jego życie… ciężko byłoby mu znaleźć takiego człowieka. Jego znajomości było powierzchowne, bez długiego terminu przydatności, bo zmieniały się miejsca zamieszkania, priorytety i w większość drogi rozchodziły się samoistnie. Nigdy też nie czuł się rozumiany, ale właściwie nie podjął żadnego wysiłku, by ktoś na dłuższą metę miał okazję choćby spróbować go poznać. Nie przeszkadzało mu to, że nie ma przyjaciół. Możliwe, że wygodniej mu było ich nie mieć, bo w końcu to był jakiś obowiązek, który jednak niósł ze sobą konsekwencje i uczucia, a w tych ostatnich Rufus nie był specjalistą. Trochę w patrzeniu na świat zamieszały mu Luna i Billie, a ta druga szczególnie. I łapał się na tym, że bywały momenty, gdzie nie wie jak sobie poradzić z tym, że podszedł do niej tak blisko, nawiązując dotychczas nieznaną sobie więź.
    Zdziwienie Godfrey wyglądało na autentyczne, lecz mimo to mężczyzna nie spuszczał wzroku z twarzy Billie, czekając na słowa, które chwilę później padły. Wędrował spojrzeniem od oczu dziewczyny, po jej usta, jakby chcąc ją przyłapać na jakimś mimicznym potknięciu w tym, co właśnie próbowała mu przekazać.
    - To chyba nie jest łatwe… tak wiele rzeczy zaakceptować - powiedział ostrożnie dobierając słowa. Nie chciał urazić towarzyszki, więc nie wyskoczył z porównywaniem ich rodzin, sposobów wychowywania, czy ogólnie sytuacji, w której się znajdowali. Wiedział, że Godfreyom nigdy w życiu niczego nie brakowało, w przeciwieństwie do niego - zarówno w kwestii materialnej jak i składu rodzinnego. - Dlatego myślałem, że to może być problem i coś, czego nie da się przeskoczyć. Billie, tyle rzeczy nas różni. Zdajesz sobie z tego sprawę? - zapytał, opierając spojrzenie na tęczówkach dziewczyny. Sięgnął ręką do jej policzka, żeby nieco ją ugłaskać, bo miał wrażenie, że się zdenerwowała. - Nigdy mi nie zależało na tym, co ktoś o mnie pomyśli. Naprawdę - dodał jeszcze, opuszczając rękę. - Ale teraz jest inaczej. Przy tobie nie chcę źle wypadać… - powiedział wyraźnie zakłopotany.
    Zamilkł na chwilę zastanawiając się nad czymś intensywnie. Przygryzł dolną wargę, rozważając czy zapytać Billie o to, co chodziło mu po głowie.
    - Co jeszcze jest dla ciebie oczywiste…? - Brzmiał bardzo niepewnie, nie wiedząc co udało się jasnowłosej odczytać zarówno z jego słów, jak i zachowań, które ostatnio mocno odbiegały od normy, zwłaszcza jeśli chodziło o jego dotychczasowe relacje z kobietami.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-02-22, 22:36

    Do tej pory właściwie nie myślała o tym wszystkim, co mogło ich różnić. Jeśli już, to głównie w kontekście odmiennych charakterów, miała jednak dziwne wrażenie, że niekoniecznie o to chodzi Rufusowi. Powstrzymała się, by nie odtrącić jego ręki, demonstrując w ten sposób budzący się w niej wewnętrzny sprzeciw na to, co mówił.
    Billie naturalnie zdawała sobie sprawę z tego, ile miała szczęścia, jeśli chodziło o rodzinę, bo właściwie na każdym etapie jej życia znalazł się ktoś, kto jej o tym przypominał. Być może już na starcie miała po prostu łatwiej, wcale tego nie kwestionowała, ale bywały i takie momenty, że wolałaby nie mieć nic wspólnego z tym nazwiskiem.
    Ale nie mogła – nie chciała – przepraszać za to, że było inaczej.
    - Wydawało mi się, że raczej ważniejsze jest to, co ludzi łączy, a nie dzieli – powiedziała głucho, wbijając wzrok w bliżej nieokreślony punkt ponad jego ramieniem.
    Może to w niej tkwił problem. Może mimo dystansu, z jakim starała się podchodzić do wszelkich znajomości w obawie przed zranieniem, ciągle tkwiła w niej ta dziecięca, naiwna wiara w to, że jeszcze przytrafi jej się coś ważnego. I gdy pojawił się ktoś, przy kim nie musiała udawać, że jest fajnie, jeśli nie było, kto słuchał i po prostu był... odsłaniała się kawałek po kawałku, rozbierała powoli, ale konsekwentnie z milczenia i kolejnych warstw wątpliwości i strachu. Wszystko po to, by teraz – stojąc naprzeciw niego – nie wiedzieć, co ma mu powiedzieć. Nie umiała jeszcze nazwać tych uczuć, które ciągle w niej tkwiły, mimo początkowych prób uciszenia. Z jednej strony naprawdę nie chciała tracić tej znajomości, a z drugiej...
    - Co jest dla mnie oczywiste? - powtórzyła powoli, głównie po to, by dać sobie jeszcze trochę czasu na ułożenie w myślach tego, co chciałaby mu powiedzieć. Odszukała wzrokiem jego twarz. - Że zależy mi na tobie, Rufus, bardziej niż na większości ludzi, których kiedykolwiek spotkałam. Nie wiem, co jeszcze, bo nie potrafię tego wszystkiego nazwać, nigdy nie chciałam się przywiązywać, choć chyba średnio mi to wyszło. – Uśmiechnęła się blado. - Ale nie sądzę, żebym mogła być jedynie twoją koleżanką, już nie. Więc – wzięła głęboki oddech – jeśli ty nie... i jeśli uważasz, że zbyt wiele nas dzieli, po prostu powiedz mi to teraz – poprosiła, wzruszając ramionami. To wcale nie było dla niej łatwe, może jeszcze dałoby się wrócić na właściwe tory, po prostu kumplować, bez komplikowania tego wszystkiego, ale w tej chwili wydawało jej się to zwykłym masochizmem.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-02-24, 04:49

    Nie przywykł do prowadzenia tak trudnych rozmów, gdzie poruszane tematy wydawały się tańczyć na ostrzu noża i jeden niewłaściwy ruch, mógłby nie tylko je strącić, ale też jakoś urazić rozmówcę, czego Rufus nie chciał, zwłaszcza biorąc pod uwagę Billie, która nie była mu obojętna. Starał się więcej słuchać, niż mówić, co już samo w sobie stanowiło problem, zwłaszcza w sytuacji, kiedy się stresował. Wtedy nadmiar słów sam się z niego wylewał, by swoją masą przykryć często ważne kwestie.
    - Powiedziałem coś nie tak? - zapytał, widząc wciąż nieuśmiechnięte oblicze Godfrey. Nie mógł jednak określić, która kwestia mogła tak mocno wpłynąć na jej mimikę. Wydawała się zezłoszczona, ale w dotychczas nieznany mu sposób. W ogóle Rufus miał wrażenie, że wszystko, co się dzieje jest dziwnie nowe. Próbował rozeznać, gdzie jest początek, a gdzie koniec jego uczuć i myśli, by jakoś zebrać je do kupy, a nie tkwić w takim chaosie.
    Otworzył szerzej oczy, po tym co powiedziała Billie.
    - C-co? - Miał wrażenie, że zakrztusił się na tym słowie. Patrzył totalnie zaskoczony na dziewczynę, bo o ile pierwsza część wypowiedzi o tym, że koleżanka to za mało było mu bardzo po myśli i wywołało przyjemnie rozchodzące się gdzieś w głębi brzucha ciepło, o tyle słowa, które padły tuż po tym, całkowicie go zamurowały.
    - Nic ci nie powiem - stwierdził Patton, niezbyt mądrze ubierając w słowa to, o co mu chodziło. - Dlaczego miałbym, skoro nie chcę też tego usłyszeć od ciebie? - Znów nie wyrażał się jasno. Po chwili chyba to do niego dotarło, dlatego potrząsnął głową i zrobił krok w stronę towarzyszki wyciągając dłonie w jej kierunku. Czekał, żeby położyła swoje ręce na jego, by móc je ścisnąć. Przez moment wpatrywał się w ten obrazek, aż w końcu zaczął rozglądać się po okolicy. Wydawało się, że coś wypatrzył, więc puścił dłonie Billie i przez chwilę kazał jej tu zaczekać, samemu puszczając się pędem przed siebie. Widać był, że przeskoczył ogrodzenie czyjejś posesji, znikając na chwilę z pola widzenia. Po kilku minutach wrócił, żeby było zabawniej... z całkiem innej strony. Chował coś za plecami.
    - A żoną? Chciałabyś zostać moją żoną? - zapytał, wyciągając przed siebie kwiatki. Niektóre miały korzenie jeszcze nieobsypane z ziemi. Widać było, że Rufus się nie patyczkował, kiedy wydzierał je komuś z grządki.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-03-03, 21:36

    Natychmiast potrząsnęła głową, bo uświadomiła sobie, że chyba nie tyle jego słowa wyprowadziły ją z równowagi, co jej własna ich interpretacja. Billie najzwyczajniej w świecie się bała, że Rufus może zniknąć z jej życia, tak jak zrobili to wcześniej inni.
    Różnica polegała na tym, że w przypadku chociażby Jacka czy Allison (nie liczyła dalszych znajomych, którzy się przewinęli, pojawili na chwilę czy dwie, by prędzej czy później przestać się odzywać) to nastąpiło niespodziewanie, a ból zdominował wszystkie inne uczucia. Ale teraz – wiedząc już dobrze, z czym to się wiąże – po prostu tym bardziej obawiała się straty. Wokół niej było stosunkowo niewiele osób, które były jej naprawdę bliskie – jej rodzina, Hya, teraz Rufus; oni wszyscy wzbudzali w niej uczucia, które momentami były niewygodne i uwierały, bo poruszały czułe struny, nieraz sprawiali, że martwiła się o nich bardziej niż o siebie, ale najważniejsze, że byli.
    Rozchyliła odrobinę usta, choć prawdę mówiąc miała kompletną pustkę w głowie, bo co jeszcze mogłaby mu powiedzieć? I tak miała wrażenie, jakby mógł przejrzeć ją na wylot. Dlatego zamiast tego, chwyciła go za dłonie, uznając, że to będzie wystarczająco wymowne.
    Zanim jednak się obejrzała, mogła jedynie wpatrywać w plecy Rufusa, który prędko zniknął z pola jej widzenia. Nie miała pojęcia, co też urodziło się w jego głowie i liczyła na to, że nie postanowił nagle zwinąć się z tych odwiedzin u jego dziadków. Nim zdążyła wymyślić jeszcze kilka innych scenariuszy, Patton wrócił, zadając pytanie, które sprawiło, że zaniemówiła (chyba miał jakiś talent do tego, by sprawiać, że brakuje jej słów). Całkiem odruchowo wyciągnęła dłoń po kwiatki, podsuwając sobie pod nos, by móc je powąchać.
    Chwilę potem parsknęła śmiechem.
    - Wariat z ciebie – skwitowała, rozciągając usta w uśmiechu. Nawet nie myślała o tym, że jakaś kobieta może niedługo rozpaczać z powodu popsutej rabatki i braku kilka kwiatków. Zaraz jednak w jej głowie zaświtała pewna myśl i Billie natychmiast spoważniała.
    - Muszę ci coś powiedzieć i nie jestem pewna, czy potem będziesz podtrzymywał tę swoją propozycję – powiedziała, unosząc na niego wzrok z poważną miną. Widać było, że naprawdę przejmuje się tym, co ma mu do przekazania. Dotychczas nie pojmowała tego jak coś, czego by się bardzo wstydziła, po prostu tak było odkąd pamiętała i już. A przecież babcia zawsze powtarzała, że facet ma swoje potrzeby...
    - Zupełnie nie umiem piec – wypaliła ze zbolałą miną, by mieć to za sobą. - Z gotowaniem nie idzie mi najgorzej, podobno moje dania bywają smaczne, ale pieczenie... to katastrofa. Poważnie, ilekroć próbowałam zrobić jakieś ciasto, zawsze wychodził zakalec, chociaż bardzo się starałam i robiłam wszystko według przepisu. - Rozłożyła bezradnie ręce. Może jednak wolał za żonę kogoś, kto potrafił coś więcej niż zakalec?
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-03-04, 00:10

    W momencie, kiedy wręczył jej bukiet i z napięciem wyczekiwał słów, reakcji, czy czegokolwiek, co można by zaliczyć do odpowiedzi na jego pytanie, zauważył, że po jednym, intensywnie czerwonym płatku pełza tłuściutka, kudłata, zielona gąsienica. Miał już już zareagować, ale wtedy Billie przyciągnęła bukiet, by go powąchać… Przełknął ślinę, co idealnie zbiegło się w czasie z wstępem do wyliczeń nieumiejętności Godfrey, które im więcej się ich pojawiało, tym bardziej wpływały na nietęgą minę Rufusa. Musiał w pewnym momencie opuścić głowę, po pierwsze by nie rozpraszać się tym bukietem, a po drugie - by nie parsknąć śmiechem, gdy dotarło do niego, czym przejmuje się Billie. Może i babcia była kobietą, którą często spotykał w kuchni, ale nie utrwaliło mu to w głowie obrazu, który chciałby koniecznie powtórzyć w swoim domu.
    - Fatalnie, Billie. Fatalnie - stwierdził, uparcie wpatrując się w czubki swoich butów. Walczył przy tym zacięcie, by wędrujące ku górze kąciki ust nie zdradziły jego wesołości. - Teraz rozumiem, czemu nie byłaś pewna… - Cmoknął z udawanym niezadowoleniem.
    Zdecydował w końcu, że się odwróci plecami od towarzyszki i nawet wykona krok do przodu, by pomyślała, jak jest tak rozczarowany jej ofertą, że postanawia ją tu porzucić na środku ulicy, przy okazji żałując tego wcześniejszego wyskoku z tak poważnym pytaniem… na które w sumie nie uzyskał odpowiedzi.
    Policzył do pięciu i odwrócił się, by tym razem spojrzeć na dziewczynę, wciąż próbując okiełznać rozbawienie.
    - Wariatka z ciebie - skomentował, odwdzięczając się jej tym samym komplementem. - Za dużo się nawąchałaś robaków - dodał, sięgając dłonią po kwiatek, na którym wciąż siedziała gąsienica. Oderwał go szybkim ruchem i rzucił w kierunku trawnika. Przy okazji wyłapał ruch firanki w domu z dość nisko osadzonymi oknami. - Zero prywatności, chodź, uciekamy stąd - oznajmił, właściwie nie dając towarzyszce wyboru. Nim się oglądnęła już ciągnął jej rękę, by zniknąć z pola widzenia ciekawskich sąsiadów. Daleko nie pobiegli, bo tuż za zakrętem, gdzie Rufus jeszcze niedawno bawił się na zarośniętej działce, która przez lata stała nieużywana, ktoś rozpoczął budowę, wycinając przy tym stary, piękny sad. Patton próbował zajrzeć przez wysokie blaszane ogrodzenie, czy cokolwiek pozostało z jego dziecięcych wspomnień…
    - A chciałem ci coś pokazać… - stwierdził rozczarowany. - Jak byłem tu ostatnio, to nawet nie zapowiadało się, że ktokolwiek kupi ten plac - dodał, wzdychając ciężko.
    W końcu jednak skupił całą uwagę na Billie. Uniósł palec, by poczekała, zanim cokolwiek powie…
    - Nie wiem, jak to się powinno robić, ale chciałbym, żebyś była moją żoną… - zrobił pauzę, by sięgnąć do kieszeni po malutkie materiałowe zawiniątko, które po rozwinięciu okazało się skrytką dla pierścionka. Rufus uśmiechnął się pod nosem i spojrzał gdzieś ponad głową Billie w kierunku swojego domu. Następnie powrócił spojrzeniem do dziewczyny. - Babcia mi go dała. Pewnie ma jakąś historię albo ona mu ją dorobi, bo wie, że ja nie umiem kłamać… - dodał, trochę skrępowany. - No to jak będzie? Utrzemy nosa żółwiom babci Godfrey? - zapytał, uśmiechając się szeroko.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-03-05, 22:50

    Na jej twarzy odmalowało się szczere zdziwienie, gdy Rufus wykonał ruch, jakby zamierzał sobie pójść, mimo wszystko chyba jednak spodziewając się po nim większego zrozumienia. Pewnie w zupełnie innych okolicznościach od razu posądziłaby go o wygłupianie się, ale ten dzień i tak był szalony i wydawało jej się, że wszystko jest możliwe. Z mężczyznami bywało przecież różnie – niektórzy chcieli, by ich partnerki brylowały w kuchni, innym pewnie było to obojętne. Billie do tej pory niespecjalnie przejmowała się cudzą opinią na temat jej umiejętności cukierniczych, ale... przed Rufusem jakoś trudniej było się przyznać do braku takiego talentu.
    Zrozumiała, że to wszystko żart, kiedy odwrócił się do niej z powrotem, z ulgą wypuszczając powietrze z płuc. Nieco skonsternowana podążyła wzrokiem za jego dłonią, dostrzegając gąsienicę tuż przed tym, jak wraz z kwiatkiem, na którym się umościła, wylądowała w trawie.
    - No co? Dla niektórych to jest ważne, czy ktoś umie piec, gotować i inne takie rzeczy – mruknęła na swoją obronę, choć teraz to nawet dla niej brzmiało to głupio. Chociaż wychowywała się w tradycyjnym domu, nawet tam już nikt nie brał na poważnie tych wszystkich przestarzałości, według których miejsce kobiety było w kuchni.
    Nie oponowała, kiedy Rufus pociągnął ją za sobą (zresztą nie bardzo miała jak), to było miłe uczucie, móc uczestniczyć w czymś, co było dla niego ważne. Przyglądała mu się, gdy próbował zajrzeć przez ogrodzenie, przez moment zastanawiając się nad fenomenem i przewrotnością losu – gdy siedziała w jego samochodzie, a potem na pace czyjegoś auta, nawet nie podejrzewała, że to wszystko tak się potoczy.
    A to nie był koniec niespodzianek.
    Obserwowała jego ruchy, jednocześnie próbując wysondować, czy to nie jest jakaś gra, której zasad nie zdążyła poznać. Ale jego słowa i pierścionek, który dała mu babcia nie pasowały jej do żadnej zabawy. Uniosła spojrzenie, zawieszając je na oczach Rufusa.
    - Myślałam, że tylko tak żartujesz – przyznała szczerze, bo przecież na początku nie brała tej propozycji na poważnie. Ale dlaczego robiła to teraz, skoro zawsze wydawało jej się, że to nie jest jej w stylu? Że zabawa w dom będzie jej dotyczyła, ale kiedyś, za kilka lat... - Prawdę mówiąc nigdy nie przyjmowałam od nikogo oświadczyn, jakoś nikt nie kwapił się do ślubu ze mną, więc też nie wiem, jak to się robi, nie musisz się przejmować. Nawet jeśli zrobisz coś nie tak, to ja najpewniej i tak tego nie zauważę – próbowała go pocieszyć, a może dać sobie czas. Właściwie nie wiedziała, co powinna w tej sytuacji zrobić. Rozum podpowiadał, by obróciła to wszystko w żart, tak było bezpieczniej i pewna część Billie była gotowa to zrobić. Ale inna miała ochotę na coś zupełnie przeciwnego. Chyba nigdy nie było tak rozdarta, pomiędzy tym, co powinna, a co chyba chciała zrobić. - Ja... - zaczęła, a potem nagle uśmiechnęła się figlarnie. - No dobra, zróbmy to – powiedziała, wzruszając ramionami, jakby to była decyzja dotycząca wyboru koszulki, a nie czegoś tak poważnego.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-03-08, 21:16

    - Uff, dobrze że nie jestem niektóry - powiedział, teatralnie ocierając pot z czoła, by zademonstrować jak wielka to ulga, że nie można go wrzucić do worka z facetami, którzy mierzą kobiety szybkością i ilością upranych przez nie ich gaci. - W sumie nie miałem okazji w LA czegoś upiec, więc jak wrócimy, to sprawdzimy czy w tej kwestii będziemy jednak musieli liczyć na łaskawość cukierni. Szkoda, że mam znajomości tylko w kwiaciarni... Nie załatwię nam zniżek, jakby co... - powiedział skruszony, wzdychając przy tym ciężko kilka razy.
    To było strasznie miłe i dotychczas nieodkryte uczucie, kiedy mógł tak współdzielić radość z kimś jeszcze; biec w mniej lub bardziej znane i tracić dech - niesamemu, przy tym nie zmuszając się do udawania kogoś, kim się nie jest. Powracając do rodzinnego miasta czuł swobodę, a Billie wcale mu jej nie odbierała, ba! wręcz uwydatniała barwy tej normalności i takiego spokoju ducha. To było niesamowite!
    Już nawet nie próbował zapanować nad uśmiechem, który rozjaśnił mu twarz. Nie chciał się zastanawiać czemu tak się cieszy, czy to jakiś pojawiający się dopiero po czasie skutek upadku z dachu, czy może babcia dosypała jakiegoś lubczyka czy innego afrodyzjaka i teraz Patton jedzie na tych oparach, nie do końca świadomy swoich słów i czynów.
    - Chyba powinienem klęknąć? - zapytał, bo w sumie biorąc pod uwagę tradycje Godfreyów, to może choć taki gest byłby pożądany. Więc Rufus padł na jedno kolano przed dziewczyną, słysząc przy tym plask i orientując się po chwili, że prawdopodobnie w coś wdepnął. - Ups! - skomentował spoglądając na przybrudzoną nogawkę spodni. Trochę go to wybiło z rytmu oświadczyn, więc musiał odchrząknąć i na powrót przybrać poważny ton.
    - Gówniany ze mnie partner, ale zostań moją żoną - powiedział, próbując zachować powagę. Wsunął na palec Billie pierścionek. - Tak jak myślałem - za duży. Nie wiem jak oni to robią w filmach, że te wszystkie rzeczy zawsze pasują - skomentował, dalej na klęczkach. Najwyraźniej nie miał zamiaru się z nich podnosić aż do zmroku.
    Gdyby nie pies sąsiada, który zaczął ujadać, przez co hałas był nie do wytrzymania, Patton dalej by tam tkwił. Zwlekł się i z ulgą ocenił, że wdepnął w kretowisko, a nie w inną niespodziankę. Spodnie i tak nadawały się do prania (babcia się ucieszy!). Za to Godfrey wyglądała zbyt czysto, dlatego Rufus przyciągnął ją do siebie, nie tylko po to by postawić kropkę nad i w kwestii ich narzeczeńskiej umowy, ale też po to, by trochę ją pobrudzić. Chwytając dziewczynę za podbródek zostawił na jej policzku ślad po ziemi.
    - To jest ta scena, gdzie pozwalają pocałować wybrankę, co nie? - zapytał, ale wcale nie czekał na odpowiedź. Miękko złączył ich wargi, by po chwili pozwolić sobie na bardziej wytęskniony i spragniony pocałunek. - Przemkniemy się przez garaż do mojego pokoju - wymruczał, gdzieś na chwilę odrywając się od ust towarzyszki. Była duża szansa, że przemknął niezauważeni, zwłaszcza, że zbliżała się pora ulubionego serialu babci.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-03-10, 22:18

    Nie wzięła tego pod uwagę!
    - O kurcze, w ogóle o tym nie pomyślałam. - Uderzyła się otwartą dłonią w czoło, na znak własnego nieogarnięcia. Że też nie przyszło jej to do głowy wcześniej, chociaż było tak oczywiste. - Tak się składa, że ja mam wtyki w jednej cukierni, więc może jednak jakoś damy radę – stwierdziła z wyraźnie lepszym humorem, bo rzeczywiście – posiadanie przyjaciółki, która zajmuje się takimi rzeczami i ogólnie jest znacznie lepsza w cukiernictwie to była duża zaleta. Wprawdzie nie była pewna, czy Hya będzie taka chętna do załatwiania zniżek również dla towarzysza Billie, ale tą kwestią postanowiła zająć się w późniejszym czasie. Teraz miała inne rzeczy na głowie.
    Z niedowierzaniem śledziła ruchy Rufusa, przez moment nawet poważnie rozważając, żeby go powstrzymać z tym klękaniem i powiedzieć, żeby się aż tak nie wygłupiał, ale wszystko działo się tak szybko, że Billie nie miała zbyt czasu na reakcję. Jakąkolwiek. Zanim się obejrzała, Rufus już wsuwał jej pierścionek na palec.
    Poruszyła dłonią. Pierścionek rzeczywiście się odrobinę zsuwał, ale kiedy opuściła rękę, nie spadł.
    - Nie jest tak źle. Jeszcze ze dwa posiłki u twojej babci jak ten obiad i będzie pasował idealnie. Oby tylko nie zrobił się zbyt mały - powiedziała pół żartem, pół serio, bo chociaż babcia Rufusa dobrze gotowała to Billie była przekonana, że na takiej diecie dość szybko musiałaby kupować ubrania w nieco większych rozmiarach.
    Jeśli jedną z zalet narzeczeństwa miały być takie spontaniczne pocałunki to właściwie Billie nie miała nic przeciwko temu – nawet do tego pierścionka na palcu się przyzwyczai.
    - Mhhm – mruknęła, bo prawdę mówiąc było jej trochę przykro, że musieli przerwać, więc wspięła się na palce, by jeszcze raz go pocałować. - Okej, no to chodźmy.
    Kiedy dostali się do garażu, trzymała się tuż za Rufusem, bo to on znał rozkład pomieszczenia, a nie mogli zapalić światła, by nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi. Billie zatem bardzo starała się uważać i wytężała wzrok, zerkając pod nogi, nie chciała w końcu narobić rabanu. Niestety już na ostatniej prostej, niedaleko drzwi, potknęła się nagle o łopatę. Odwróciła się natychmiast i pochyliła, łapiąc ją tuż przed tym, jak upadłaby z brzękiem na ziemię. Spojrzała na Rufusa, odstawiając ją na miejsce.
    - Uff, mało brakowało, co? - Uśmiechnęła się, zupełnie nieświadoma tego, że na półce tuż za jej głową stała mała torba z kilkoma kluczami nasadowymi, która właśnie niebezpiecznie się przechylała...
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-03-14, 02:02

    No i jak miał się nie uśmiechać, kiedy nawet tak prozaiczna sprawa, jak dostarczanie ciastek do kawy, wydawało się być niemal od ręki załatwione! Gdyby wiedział, że zdecydowanie się na ten poważny krok będzie takie fajne, to oświadczyłby się jej już w tym barze, gdzie pierwszy raz się spotkali. Wtedy co prawda nawet przez myśl mu nie przeszło, by wiązać się z kimkolwiek, a już szczególnie za taką siksą, ale jak widać dorósł do tej decyzji (mhm, zapewne) i teraz wszystko było inaczej.
    Przyglądał się dłoni Godfrey, a zwłaszcza próbie, którą podjęła by przetestować przyczepność biżuterii. Drapnął się w głowę, przy okazji przekręcając łepetynę w prawo.
    - Nie musisz go nosić, póki go nie zwęzimy. Skombinuję jakiś łańcuszek, to zrobimy ci z niego wisiorek, żeby się nie zgubił - powiedział, dzieląc się pomysłem, który mógłby zapobiec ewentualnemu zapodzianiu się pierścionka. - Chociaż… kochanego ciała nigdy za dużo - uznał po chwili, przesuwając z ociąganiem wzrokiem wzdłuż ciała Billie. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby przytyła, jeśli to by jej nie przeszkadzało i nie zagrażało jej zdrowiu. Był niemal pewny, że i tak by mu się podobała.
    O ile Rufus znał rozkład pomieszczenia, kiedy jeszcze mieszkał z dziadkami, o tyle pod jego nieobecność nastąpiło małe przemeblowanie. Dużo gratów przestawiono, części się pozbyto, by na ich miejsce przywlec coś nowego - przeważnie była to sprawka dziadka, który lubił majsterkowanie. Mimo to, Patton starał się iść utartą ścieżką, zwłaszcza nie chcąc uszkodzić dziewczyny.
    - Uwa… - nie zdążył powiedzieć, widząc jak Billie pcha się prosto na łopatę. Musiał zrobić susa, by do niej doskoczyć, w ostatnim momencie dostrzegając też skrzynkę, którą złapał niemalże w locie. Narzędzia brzdęknęły, więc Rufus wstrzymał oddech, w głowie układając sobie wytłumaczenie, czemu to skradają się po ciemku przez garaż jak złodzieje, a nie wchodzą do domu drzwiami. Na szczęście jednak nikt nie nadszedł, więc mogli odetchnąć z ulgą. Jednak nie na długo.
    Tuż za nimi coś przemknęło, przy okazji potrącając wiaderko z narzędziami ogrodniczymi. Było ewidentnie za duże na szczura i jeśli Patton dobrze widział nie miało jednolitego futra… Obstawiał, że to jakiś szop, czy inne kunopodobne stworzenie, które od czasu do czasu odwiedzało pobliskie śmietniki, ale wolał sprawdzić, zanim ruszy z jakąś miotłą by wygonić nieproszonego gościa. Wyjął z kieszeni komórkę i poświecił w kąt, gdzie zniknął kudłaty łobuziak.
    - Jakie zwierze ma taki biały pasek wzdłuż grzbietu? - zwrócił się do towarzyszki, a tuż po tym zwierz spojrzał mu w oczy, unosząc przy tym ogon… - Kurwa!!! - pisnął Rufus, porzucając trzymaną w rękach skrzynkę z narzędziami. Najwidoczniej już sobie uświadomił, z czym ma do czynienia... Złapał Billie i wepchnął do domu niemalże razem z drzwiami. Oczywiście nadziali się na dziadków, którzy zaalarmowani hałasem, zmierzali do garażu.
    - Nie idźcie tam. Macie skunksa! - przestrzegł Rufus, machając rękami, by jakoś powstrzymać swoich opiekunów, którzy jakoś tak wymownie na siebie popatrzyli, po czym dziadek spokojnym krokiem wszedł do garażu. Patton popatrzył pierw na Billie, później na babcię, kompletnie zdezorientowany. Nie wiedział, czy iść ratować dziadka, czy może lepiej zatrzasnąć drzwi nim dopadnie ich ciężki do zmycia odór.
    - Babciu...? - zapytał niepewnie, ale nim staruszka cokolwiek odpowiedziała, w drzwiach stanął dziadek, głaskając biało-czarne puszyste stworzenie, które spokojnie leżało w jego ramionach. Rufus odruchowo zrobił krok do tyłu, tym samym chcąc przy okazji trochę osłonić Godfrey.
    - Co to jest? - zapytał, przyglądając się temu dość nietypowo ubarwionemu...kotu?
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-03-15, 21:39

    Zerknęła na pierścionek. Niby pierwszy test wyszedł pomyślnie i nie powinien spadać, ale z drugiej strony obawiała się, że w trakcie wykonywania codziennych czynności jednak mógłby się zsunąć. Nie chciała go zgubić, nie tylko dlatego, że był chyba ważną pamiątką rodzinną.
    Na co dzień nie nosiła zbyt wiele biżuterii. Jeśli już to w formie kolczyków lub wisiorka z zawieszką, który na ten moment spoczywał w szkatułce w jej mieszkaniu.
    - To faktycznie dobry pomysł. Tym bardziej, że mam wisiorek w domu, tylko nie noszę go zbyt często, więc jak wrócimy to zawieszę go na nim i na razie będzie okej – zgodziła się z nim, na kolejne słowa reagując lekkim śmiechem. Osobiście wolałaby nie przytyć za bardzo, choć z nieco innego powodu niż kwestie estetyczne – nie była wielką fanką zakupów, szwendanie się po galeriach uskuteczniała w ostateczności, a większy rozmiar oznaczałby konieczność wymiany garderoby.
    Zagryzła wargi, kiedy w garażu rozległ się brzdęk, pewna, że za moment do pomieszczenia wkroczą dziadkowie Rufusa, a oni będą się musieli tłumaczyć. Zamiast tego okazało się, że oprócz nich, w garażu był jeszcze jeden gość. Billie się odwróciła, podążając wzrokiem za światłem z latarki, by móc lepiej przyjrzeć się zwierzakowi. Zanim jednak do tego doszło i nim w ogóle miała szansę odpowiedzieć na pytanie Pattona, ten już wpychał ją do domu, gdzie czekali na nich dziadkowie.
    Obserwowała wszystko z boku, czując, że coś się święci, skoro ani babcia, ani dziadek Rufusa nie wydawali się nawet odrobinę zaniepokojeni faktem, że w ich garażu mógłby zamieszkać skunks. Skrzyżowała spojrzenie z Rufusem, kiedy jego dziadek wszedł do garażu i nawet nie była szczególnie zaskoczona, kiedy okazało się, że to wcale nie było to, o czym myśleli.
    - No jak to co? To tylko kot, Rufus – powiedziała rozbawiona, mijając go, by nieco lepiej przyjrzeć się zwierzęciu. W tym czasie dziadek chłopaka opuścił go na podłogę, więc Billie przykucnęła, wyciągając do niego rękę. Zwierzak najpierw podejrzliwie ją obwąchał, by po chwili, z coraz mniejszą rezerwą zacząć łasić się do jej nóg. Billie bezwiednie przesuwała dłonią po jego miękkiej sierści. - Jest piękny. Jak się wabi?
    Seniorzy zerknęli na siebie, a potem na swojego wnuka.
    - Właściwie wołamy na niego Skunks, bo przez czarno-białe umaszczenie jest do niego podobny – odpowiedział dziadek Rufusa, a potem spoważniał. - Przypałętał się ze dwa tygodnie temu, bunkrując w naszym garażu, był pogryziony przez jakieś inne zwierzęta. Pytaliśmy sąsiadów, czy komuś z nich nie uciekł, ale okazało się, że nie, więc został u nas – dodał, a Billie z większą czułością zanurzyła dłoń w sierści kota. Już od jakiegoś czasu chodziła jej po głowie myśl, by zaopiekować się takim zwierzęciem, zwłaszcza, że na razie dała sobie spokój z szukaniem współlokatorów, ale nie była pewna, czy będzie miała dla niego wystarczająco dużo czasu.
    - A wy dwoje dlaczego skradaliście się przez garaż? - wybrzmiało pytanie babci Rufusa, która wędrowała wzrokiem od wnuka do Billie.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-03-17, 18:43

    - O to dobrze się składa! - Rufus niemal zaklaskał z radości, ale tuż za moment jego entuzjazm nieco ostygł. Może nie był jakimś mistrzem spostrzegawczości, ale wydawało mu się, że ilekroć patrzył w dekolt Billie, to jednak nie widział na nim żadnej ozdoby. - Ty w ogóle takie coś nosisz? - dopytał, by się upewnić, czy jednak nie uszczęśliwia ją na siłę tym swoim pomysłem. - Nie widziałem. To w sumie smutne, bo jakbyś miała i zgubiła, to zawsze pretekst do kolejnego spotkania, a tak to trzeba będzie wymyślać coś bardziej kreatywnego - stwierdził po namyśle, poważnie nad tym główkując. Co prawda miał nadzieję, że są już na takim etapie znajomości, że wystarczy ochota do wspólnego spędzania czasu wydaje się wystarczającym powodem do kontaktu, ale to by było zawsze jakieś urozmaicenie!
    Ten spokój dziadków był mocno zastanawiający. Jakby zarówno ich się spodziewali, jak i futrzaka, który napędził im stracha. Pewnie już niejednego sąsiada musieli uspokajać, że to tylko kot, a nie bardziej śmierdząca czteronożna sprawa…
    - To… coś... nie wygląda jak kot - oznajmił wycelowując palcem w łaszące się do Godfrey stworzenie. Miał już dziewczynę odsunąć od tego kudłatego dziwaka, ale wtedy dziadek powiedział tę chwytającą za serce historię, więc gdy Patton zerknął na towarzyszkę, już wiedział, że Billie jest kupiona i zmiękczona tym szczególnym kocim przypadkiem. Westchnął ciężko. - Już chyba wolałbym psa - oświadczył, ponownie wzdychając jakby dźwigał na barkach jakiś olbrzymi ciężar.
    Po pytaniu babciu trochę się zmieszał. Miał wcześniej przygotowaną jakąś bajeczkę na wypadek, gdyby zostali nakryci, ale teraz zupełnie pogubił wątki, bo jednak doznał skunksiego szoku, a po nim nie łatwo dojść do siebie w tak krótkim czasie.
    - Nie skradaliśmy się. Chciałem pokazać Billie, te no… yyy… śrubki - wybąkał Rufus, pocierając kark dłonią. - Trochę tam w garażu poprzestawialiście, więc… no nie wyszło nam. W sensie z tymi śrubkami i chyba już teraz nie wypada się nimi zajmować… - dorzucił jeszcze dukając potwornie, raz po raz spoglądając przy tym na jasnowłosą, by jakoś podtrzymała jego wersję albo wymyśliła coś lepszego, bo jak widać to jego tłumaczenie było bardzo… interesujące.
    Babcia z dziadkiem spojrzeli na siebie i obydwoje, jak na komendę wybuchnęli śmiechem. Dziadek podszedł bliżej Rufusa i poklepał go po ramieniu.
    - Nie martw się, nie będziemy wam przeszkadzać, jak będziecie oglądać śrubki w twoim pokoju - powiedział konspiracyjnym szeptem.
    Patton momentalnie oblał się rumieńcem. Rzadko kiedykolwiek komuś udawało się go speszyć, a już szczególnie w takim stopniu.
    - A ja zmieniłam pościel, żebyście ich nie pogubili w jakichś rufusowych samochodzikach - dodała babcia, na co Rufus już chciał zapaść się pod ziemię.
    - Dz-dzięki - mruknął, unikając przy tym patrzenia na kogokolwiek. Wcale nie pomagało to, że dziadkowie dalej byli rozbawieni.
    - Zostawiłam wam w salonie ciasteczka, jakbyście zgłodnieli. A teraz przepraszam na chwilę, ale muszę oglądnąć ten odcinek - poinformowała staruszka wskazując głową na włączony w sypialni dziadków telewizor. Dziadek też się ulotnił, znikając w garażu, a tuż za nim pobiegł kot.
    Rufus przetarł twarz dłonią, by trochę zakryć wciąż gorące od rumieńca policzki.
    - Chyba póki co nie jestem głodny… Ani ciastek, ani wrażeń - skomentował, kręcąc głową. Dopiero teraz zerknął na Billie. - Przepraszam za nich… - dodał, ponownie wbijając wzrok w podłogę. - Masz na coś ochotę?
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Billie Godfrey

    arts-fashion
    22 lat/a
    173 cm
    czasem coś zmaluję
    robisz mi nieporządek
    w chaosie



    Billie Godfrey
    Mnie świat w ogóle nie interesuje. Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia.
    2020-03-18, 16:16

    Wzruszyła lekko ramionami.
    - Do tej pory raczej zakładałam go na jakieś okazje. To prezent i nie chciałam po prostu, żeby mi się zerwał podczas pracy czy jakichś codziennych czynności – wyjaśniła. Łańcuszek miał już swoje lata i był prezentem urodzinowym od Allison, dlatego był dla niej ważny. Zaraz jednak dodała: - Ale to nie problem, żebym zaczęła go nosić częściej, zwłaszcza z tym pierścionkiem. - Uśmiechnęła się, bo naprawdę nie chciała, by to zabrzmiało tak, jakby jakiś wisiorek miał być zbyt cenny, żeby zawiesić na nim pierścionek od niego.
    Zastanowiła się nad jego słowami.
    - Wiesz, że nie musisz szukać pretekstu do spotkania ze mną, prawda? - spytała w końcu, zatrzymując spojrzenie na jego oczach. - Wydaje mi się, że zwykła chęć spędzenia czasu wspólnie jest już całkiem niezłym powodem do tego. - Na początku każdej znajomości to nie było takie oczywiste i proste, więc naturalnym wydawało się szukanie jakiegoś powodu, by móc się zobaczyć. Znali się jednak nie od wczoraj i miała nadzieję, że Rufus jest tego świadom – nie miała nic przeciwko temu, by ją odwiedzał, pisał, dzwonił, jeśli tylko przyszła mu na to ochota.
    Zerknęła na niego, wciąż głaszcząc kota, kiedy stwierdził, że wolałby psa i nawet się troszkę zmartwiła, bo ona chyba jednak była w przeciwnym obozie. A co jeśli to się okaże trochę problematyczne w przyszłości i stanie powodem do nieporozumień? No cóż... teraz i tak niewiele mogła z tym począć, szybko też doszła do wniosku, że oprócz psów i kotów są jeszcze inne zwierzęta. Wyprostowała się, kiedy Rufus zaczął ich tłumaczyć i stanęła obok niego.
    - No... tak. Bo dom już widziałam, a garażu nie. A... garaże też są fajne – dorzuciła bezmyślnie, ale chyba trochę za późno, bo wersja ze śrubkami zdobyła serca dziadków Rufusa, o czym świadczyły ich dalsze komentarze. Po tych zresztą Billie również się zaczerwieniła i wbiła spojrzenie w podłogę, podnosząc je dopiero, gdy Patton się odezwał. Chyba pierwszy raz widziała, żeby był równie zawstydzony.
    - Nie przepraszaj, wiem jak to jest. Zanim przyprowadziłam Jacka do domu, gdzie poznaliby go moi rodzice, zaprosiłam tam kolegę z klasy, z którym przygotowywałam wspólny projekt i moja mama myślała, że to mój chłopak, więc wzięła go na rozmowę, która oczywiście sprowadzała się do tego, że jestem porządną dziewczyną i on ma o tym pamiętać – przyznała z zawstydzeniem, uśmiechając się nerwowo. - Chyba nie muszę mówić, że cała klasa miała ze mnie niezły ubaw – dodała. Nawet jej mamie było trochę głupio po tamtej akcji, więc szczęście w nieszczęściu, że już później nie przemaglowała tak żadnego z jej chłopaków. Zresztą Billie raczej stroniła od zapraszania ich do siebie.
    - No to może pokażesz mi ten swój pokój? - zaproponowała, skoro jego dziadkowie i tak zostawili ich samych sobie, a Billie nie widziała jeszcze tylko tej części domu.
    played by -
    multikontaluna



    Rufus Patton

    san pedro
    23 lat/a
    184 cm
    Z klasą szastam kasą!
    Zakochany (czarny) wdowiec
    Chodzę własnymi dachami!



    Rufus Patton
    Karma to sprawiedliwość bez satysfakcji
    2020-03-22, 23:50

    Przyjął to wyjaśnienie z uśmiechem. Było sensowne, więc nie miał potrzeby drążyć. Patton chyba ogólnie nie był jakimś szczególnym fanem wszelakich symboli. Z tego co pamiętał, to Helen nie nosiła obrączki po ich ślubie i szczególnie nie martwił go ten fakt. I tak wszyscy wiedzieli, że jest jego żoną. Nie mógł sobie przypomnieć, czy pochowano ją z biżuterią…
    - Ogólnie to pierścionki i obrączki nie mają dla mnie znaczenia. Rozumiesz, o co mi chodzi? To nie jest dla mnie wyznacznik bycia razem. Właściwie nie wiem, co nim jest. Jakoś… to się wie? - Rufus uznał, że podzieli się tym z Billie, żeby nie czuła presji, przymuszenia, czy innych uciążliwości związanych z tą decyzją. Nie zamierzał dziewczyny zamykać w klatce i zabronić kontaktów z innymi, wskazując jedyny słuszny kierunek patrzenia - na niego, jakby od teraz stał się pępkiem jej świata, tym samym zakładając jej klapki na oczy, by nie widziała nic poza Pattonem. Może i spadł z dachu kilka razy, ale aż tak mocno w główkę się nie uderzył.
    Szczerze ucieszyły go słowa Godfrey.
    - To działa w dwie strony - dodał od siebie, gdyby ona miała w tej kwestii wątpliwości. - W dzień co prawda mogę spać, ale nie mam nic przeciwko temu, żebyś mnie obudziła - oznajmił z przekonaniem. I chyba teraz dotarło do niego, że może jednak powinien trochę zmienić styl życia, skoro zdecydował się na tak poważny krok. Ale… pomyśli o tym jutro!
    Mimo zażenowania, kiedy Billie podzieliła się historią z młodszych lat, Rufus parsknął śmiechem.
    - Myślisz, że mnie też czeka taka przeprawa? Czy może już nie jesteś porządną dziewczyną? - zapytał, ściszając głos. Uśmiechnął się łobuzersko, przy okazji wskazując Godfrey drogę do swojego pokoju. Drzwi były zamknięte, więc nie od razu zobaczyła jego wnętrze. Pierw Rufus wsunął głowę, by ocenić, czy może wpuścić towarzyszkę. Pokój był wysprzątany, wywietrzony i wyglądał schludnie, więc otworzył szerzej drzwi i zaprosił do niego Billie.
    - Przymknij oko na tę graciarnię na szafce. To wcale nie moje rzeczy - powiedział, krzyżując palce, bo kłamał. Na półce stała cała kolekcja kamyków, guzików i innych rupieci, które nie miały żadnej wartości, choć w dzieciństwie wydawały się być największym skarbem.
    - Skoczę się przebrać. A gdybyś chciała jakąś moją koszulkę, to wygrzeb sobie coś z szafy - poinstruował jasnowłosą i wyszedł. Pod prysznicem przypomniał sobie, że nie wyjął z samochodu rzeczy Billie, więc gdy tylko wskoczył w koszulkę i bokserki, pobiegł przynieść jej bagaż. Okazało się jednak, że nie ma go w aucie…
    - Billie, czy wzięłaś swoje rzeczy? - wszedł do pokoju bez pukania, trochę zaniepokojony.
    played by Okamgnienie
    multikontaHyacinth



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Styl i kody bazowe wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel