angeltown

california dreamin'

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • W najnowszym ogłoszeniu znajdziecie garść informacji na temat zbliżających się walentynek oraz nowych zasad działania Mistrza Gry!
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Jacqueline Melton


    27

    dostałam kawiarnię na urodziny

    i wracam do publicznego życia

    w Los Angeles

    CHEVIOT HILLS





      

      
    Jackie Melton
    Louis XIII and it's all on me, nigga you just bought a shot

      

      

      

      

      

      

      
    2020-01-26, 16:30

    Jacqueline, aż za dobrze wiedziała, jak to jest czuć się nieswojo w miejscu, gdzie spędziło się prawie całe życie. Nawet, teraz gdy wraca do rodzinnego domu, myślała tylko o tym, żeby jak najszybciej opuścić to miejsce, nic dziwnego, że tak bardzo rzadko tam bywała. Wyjazd na studia, sporo zmienił w jej życiu. Pozwolił, przynajmniej na chwilę zapomnieć o problemach, które zostawiła w Los Angeles i wymazać wspomnienia, które nawiedzały ją w nocy podczas snów. Jeszcze teraz, nieraz budziła się w nocy z krzykiem, gdy we śnie przemierzała szpitalne korytarze, a w oddali słychać było płacz. Jednak ponownie tutaj wróciła. Pomimo wielu zaprzeczeń i kategorycznych odmów, że nigdy tutaj nie wróci, że zacznie nowe życie, gdzieś daleko, że chce odciąć się od przeszłości i najchętniej wymazać ją ze swojej głowy. Wystarczył koniec studiów i powrót w rodzinne strony, następnie jedna sesja, aby Jackie, podjęła decyzję zostania tutaj na stałe. Miała to być tylko chwila, zanim nie podejmie decyzji, co zrobić dalej. Jednak nie mogła nie przyjąć prezentu w postaci kawiarni, która tym samym zatrzymała ją w tym mieście na dużo dłużej, niż na początku mogło jej się to wydawać. Na ten moment, nawet nie myślała, aby znów stąd wyjechać, wakacje, wyjazdy, jak najbardziej, ale to w Los Angeles, czuła się jak w domu, szczególnie od dnia, gdy przekroczyła próg własnego domu.
    Ta kawiarnia była dla niej wszystkim. Dlaczego, nie mogła zostać godzinę dłużej w swoim biurze, wypić jeszcze jednej kawy, przejrzeć nawet instagrama i wyjść, nie natrafiając na swoją przeszłość. Zrobić cokolwiek, aby nie wychodzić na salę. W jednym momencie skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i mimowolnie, wywróciła teatralnie oczami. Nie komentując słów mężczyzny, w końcu niejedna wzmianka w prasie była, że Melton, przejmuje kawiarnię. Może tak samo, jak i ona, unikała jakichkolwiek wzmianek o nim. W końcu to Jackie, pierwsza odcięła się nawet od ich wspólnych znajomych, urywając wszelkie kontakty.
    — Jesteś ostatnią osobą, którą spodziewałam się zobaczyć w tym miejscu. I cóż, nie wyglądasz zbyt dobrze — odezwała się bez większego skrępowania. Te kilka lat temu, wyglądał dużo lepiej i tak wolała go chyba zapamiętać, niż w obecnym stanie. Aż tak bardzo, go dorosłość dobiła? — Też raczej, nie cieszysz się z tego spotkania. Na szczęście Los Angeles, jest duże, jest małe prawdopodobieństwo, że kolejny raz na siebie wpadniemy, mam taką nadzieję — powiedziała i w tym samym czasie, odgarnęła kosmyk włosów za ucho. Eli był ostatnią osobą, którą chciała spotkać ze swojej przeszłości, ale też i jedną z tych, z którą wiązały się te najcięższe dla Jackie chwile. Chciała już zrobić krok do przodu, ominąć go, zamiast tego, stała wciąż w tym samym miejscu, uważnie przyglądając się jego twarzy, dostrzegając kilka zmian, które zaszły w tym czasie.
    played by -
    multikonta-



    Eli J. Broughton


    28

    piszę muzykę

    serce sprzedał na bazarze

    było warto

    LOS FELIZ





      

      
    eli j. broughton
    Oh don't be scared about it Don't forget it was real Do you remember the way it made you feel

      

      

      

      

      

      

      
    2020-01-30, 18:40

    To jednak osobliwe, nie czuć więzi z miejscem, które powinno nazywać się domem. Trudno to komukolwiek wytłumaczyć, Eli nigdy nie próbował, jeszcze trudniej jest zrozumieć, gdy wszelkie przykre wspomnienia zyskały status „rzeczy, o których nie wolno rozmawiać” jeszcze zanim ktokolwiek zadecydował czy są warte zapamiętania. Tym trudniej zapomnieć o czym czego nie wolno pamiętać. Kto jak kto, ale Jackie powinna coś o tym wiedzieć…
    Nie rozumiał jej reakcji, w los Angeles było setki kawiarni, większych czy mniejszych, niektóre były wielkości szafy, wciśnięte między dwa budynki, nadawały się tylko do wzięcia kawy na wynos. Nie śledził pracy odkąd sam postanowił zejść ze świecznika. A nawet jeśli jego uszy dobiegły jakieś wieści dotyczące Meltonów, wyrobił w sobie odruch, dość skuteczny, ignorowania każdej, choć najmniejszej wzmianki.
    Jakby nie patrzeć, pierwsza podjęła tę decyzję. Nie pozostało mu nic innego jak tylko ją uszanować i zrobić to samo.
    W kawiarni? — zapytał głucho, wchodząc jej w słowo, a po chwili usłyszał jakże znane mu już słowa. I cóż, nie wyglądasz zbyt dobrze. Przewrócił oczami i zaczął rozglądać się po wnętrzu kawiarni, nie zatrzymując wzroku na niczym konkretny, ot tylko po to, by nie patrzeć na blondynkę. Jej słowa równie dobrze mogły odbijać się od niego bez większego echa, ale słuchał i nie mógł powiedzieć, że podoba mu się to co słyszy. Skrzywił się prze okropnie na jej ostatnie słowa.
    Masz taką nadzieję — powtórzył cicho, bardziej do siebie niż do niej, czując, że ta maska obojętności, którą postanowił założyć na tę okazję, powoli zsuwa się z jego twarzy. Uśmiechnął się lekko, choć bez cienia wesołości, wręcz trudno nazwać to uśmiechem, bliżej mu do grymasu, bolesną próbą zachowania pozorów. — Postaram ci się to ułatwić — odparł, wbijając ręce głęboko w kieszenie płaszcza. Niezręczny nawyk. Nie to chciał powiedzieć, właściwie nie miał pojęcia co chciał powiedzieć, ale nie to. I tkwił tam, podobnie jak ona, nie ruszył się nawet o centymetr, choć każda jedna cząsteczka w ciele podpowiadała mu, że powinien wyjść. Czy ona cię właśnie stąd nie wyprosiła? Rusz się, Broughton. Zamiast tego…
    Czy możemy… tego nie robić? — To pytanie wyrwało mu się zanim zdążył chociażby zastanowić się czy te słowa mają jakikolwiek sens. Patrzył na nią przez chwilę, jakby starał się dostrzec w jej twarzy jakikolwiek ślad po Jackie, jaką pamiętał, ale w końcu odwrócił wzrok i westchnął zrezygnowany. — Zapomnij. Wezmę tylko kawę — mruknął, po czym przestąpił kilka kroków, usuwając jej się z drogi i podszedł do lady, przy której ustawiła się spora kolejka. Kwadrans i będzie miała go z głowy.
    played by j.
    multikontahaha, good one



    Jacqueline Melton


    27

    dostałam kawiarnię na urodziny

    i wracam do publicznego życia

    w Los Angeles

    CHEVIOT HILLS





      

      
    Jackie Melton
    Louis XIII and it's all on me, nigga you just bought a shot

      

      

      

      

      

      

      
    2020-01-31, 01:13

    Melton, niejednokrotnie, unikała miejsc, które kojarzyły jej się z ich wspólnie spędzonym czasem. Niejednokrotnie, nie weszła do swojej ulubionej restauracji sushi, skąd nieraz zamawiali jedzenie, aby wspomnienia nie powróciły. Przez co musiała szukać nowego miejsca. Za dużo ją to kosztowało czasu i emocji, aby móc stanąć ponownie na nogach i zachowywać się, jakby te kilka lat temu, nic się nie wydarzyło. Dlatego, tylko przytaknęła głową. Kawiarni jest setka, jak nie więcej w samym Los Angeles, ale ta była jej kawiarnią, jeszcze od czasów szkoły średniej. Musiał pamiętać, jak bardzo lubiła siadać przy stoliku, najbliżej okna i czytać książkę, albo się uczyć na kolejny dzień szkoły. Chociaż, równie dobrze, mógł wymazać ich wspólne wspomnienia, jak starała się robić to blondynka, za każdym jednym razem. Było to możliwe, dopóki Eli nie stanął na jej drodze. A ona, zamiast się ruszyć, stała, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa.
    Na te, niespodziewane spotkanie, przybrała tą zapewne, nieznaną, mu jeszcze stronę, tą, której zawsze unikała, aby nie stać się taka jak jej ojciec. O ile, szczerość, była u niej czymś normalny. Nieraz przecież, słyszała, że ma niewyparzony język i powinna powstrzymać się przed powiedzeniem o kilku słów za dużo. Potrafiła to kontrolować, ale nie dzisiejszego dnia. Stwierdzenie o jego wyglądzie wyszło z jej ust samoistnie. Tak, jednak obojętność wobec drugiej osoby, zawsze przychodziła jej z wielkim trudem, tak teraz, nie dawała po sobie nic poznać.
    — Słucham? — zaczęła, choć było to bardziej pytanie retoryczne. Nie oczekiwała od niego żadnej odpowiedzi. — Czego chcesz nie robić? Mamy przestać udawać, że się nie znamy? Chyba już na to za późno, nie uważasz? Jakieś osiem lat za późno — powiedziała i pokręciła z niedowierzaniem głową. Nagle, mieli udawać dobrych znajomych, zapominając o tym, przez co przeszli? To Jackie pękało serce na milion kawałków, gdy samotnie opuszczała szpital. Ostatni raz spojrzała na Eli'a. — Masz rację, lepiej zapomnieć, to przecież wychodziło Ci najlepiej, przez tyle lat — odezwała się, a w jej głosie pierwszy raz, słychać było żal, jej wyraz twarzy, jakby trochę złagodniał, a cała maska zniknęła. Nie było to jednak, dobre miejsce, na tego typu rozmowy, nie w pracy, przy tylu osobach, które z ciekawością słuchałyby dalej. Dlatego, gdy ustał w kolejce, wyszła z kawiarni i stojąc jeszcze przy wejściu, na moment zamknęła oczy. Nie sądziła, że te spotkanie, może tak na nią wpłynąć, nawet jeśli tego po sobie nie pokazywała. Na moment, usiadła przy stoliku na zewnątrz, które były jeszcze wolne i schowała twarz w dłoniach, chcąc przez chwilę chociaż uspokoić swoje emocje. Zapomniał, nie było go przy niej w szpitalu, kiedy mieli ostatnią okazję, by uciec. Została wtedy z tym sama, bez Eli'a, bo na ojca, nigdy nie mogła liczyć. Ale on, powinien być przy niej, a może przy nich.
    played by -
    multikonta-



    Eli J. Broughton


    28

    piszę muzykę

    serce sprzedał na bazarze

    było warto

    LOS FELIZ





      

      
    eli j. broughton
    Oh don't be scared about it Don't forget it was real Do you remember the way it made you feel

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-06, 12:16

    Musiało minąć sporo czasu, by doszedł do tego wniosku, ale ostatecznie uważał, że dobrze zrobiła, wyjeżdżając. Naprawdę sporo czasu, aż nauczył się nazywać to wszystko, co miał w głowie, ilekroć o niej myślał — potworny bałagan. Wystarczyło jednak poświęcić temu chwilę, by dostrzegł w nim złość, odrobinę żalu, a nawet zazdrości. W końcu, wyjechała, zrobiła coś czego on nie potrafił, zwłaszcza po tym, co się wydarzyło… I nie miał prawa jej za to obwiniać, wiedział, stąd złość, wymierzona głównie w niego samego. Można by pomyśleć, że po tylu latach powinna zelżeć, ale nie, wystarczyło, by ją zobaczył, w kawiarni, która teraz była tylko jej, w jej świecie, z sukcesem pod pachą, i poczuł, jak wspomniana złość wypala mu dziurę w głowie.
    Naprawdę miał nadzieję dostrzec jakiś szczegół, choćby najmniejszy gest, którego nawet nie jest świadoma, by przekonać samego siebie, że stojąca przed nim dziewczyna jest tą samą, którą pamiętał, jego Jackie, jak samolubnie nazywał ją w swojej głowie, nie Jacqueline Melton, wymienianej pod zdjęciem w otoczeniu ważnych ludzi, w ważny miejscu, w ważnym dniu. Gdy tylko jednak usłyszał jej kolejne słowa, dotarło do niego, że wszelkie ślady po niej zniknęły, a nawet jeśli nie, ukryła je na bardzo głęboko.
    Nie ja podjąłem tę decyzję — odparł chłodno, czując, że powinien jej o tym przypomnieć. Coś w nim… przeskoczyło, zacisnął mocniej zęby, jakby obawiał się, że powie coś jeszcze, coś czego będzie żałował o wiele bardziej. Nie miał najmniejszej ochoty być częścią tej sceny… Moment, gdy przypomniał sobie, że nie są tutaj sami, objawił się nieprzyjemnym uczuciem w żołądku, gdy zauważył, że kilka spojrzeń zwróciło się ich stronę. To przecież wychodziło Ci najlepiej. Przez tyle lat. Nie odpowiedział nic na te słowa, jedynie pokręcił głową.
    Stał w kolejce dosłownie chwilę, gdy kątem oka zauważył, że wychodzi. Już dawno przeszła mu ochota na tę pieprzoną kawę. W głowie huczało mu od myśli, których nie umiał zebrać w żadne sensowne zdanie, po prostu… Nie wiele myśląc, wystąpił z kolejki i wyszedł za nią w pośpiechu, licząc, że ją dogoni, ale gdy przestąpił próg i zobaczył ją na zewnątrz, przy stoliku, z twarzą ukrytą w dłoniach, momentalnie się zatrzymał.
    Nie masz prawa mnie za to obwiniać — odezwał się, tym razem bez wahania w głosie, choć mówił do jej pleców… Tyle razy przerabiał w głowie setki scenariuszy, a wszystkie były takie same i kończyły się na tych słowach. — Nie masz prawa. Podjęłaś tę decyzję sama, więc najwyraźniej w ogóle nie brałaś pod uwagę mojego zdania! Czego innego się spodziewałaś?
    played by j.
    multikontahaha, good one



    Jacqueline Melton


    27

    dostałam kawiarnię na urodziny

    i wracam do publicznego życia

    w Los Angeles

    CHEVIOT HILLS





      

      
    Jackie Melton
    Louis XIII and it's all on me, nigga you just bought a shot

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-13, 23:09

    Zmienili się, oboje się diametralnie zmienili. Nie byli już zakochanymi w sobie nastolatkami, dla których świat poza nimi samymi nie istniał. Teraz, po tylu latach, nawet nie potrafili ze sobą rozmawiać, a żal do drugiej osoby, był większy, niż którekolwiek z nich mogło się tego spodziewać. Uważała, że nie ma w nim już tego samego chłopaka, którego tak kochała, teraz był dla niej niczym obca osoba. A może, to były tylko pozory i oboje udawali, przed sobą?
    Wiedziała, że musi wyjść z kawiarni. Nie wypadało, aby prowadziła taką rozmowę na środku sali, przy pracownikach, gościach, nie, to nie pasowało dla niej. Ta kawiarnia była jej bezpiecznym miejscem, gdzie mogła schować się przed wszystkimi problemami świata i która zatrzymała ją w Los Angeles. Nie sądziła jednak, że ta rozmowa i krótkie spotkanie, tak nią wstrząśnie. Próbowała się uspokoić, opanować chwilowe drżenie rąk, którymi już teraz zasłaniała twarz. Nie może, tak roztrzęsiona wsiąść do samochodu i prowadzić. Kilka minut i powinna dojść do siebie. Starała się spokojnie oddychać, nie pozwalając swoim myślom, aby powróciły wspomnienia, które tak głęboko w sobie skryła. Miała ułożone życie, idealną pracę, wszystko, o czym marzyła, będąc jeszcze dzieckiem.
    Słysząc za sobą głos Eli'a, odsłoniła twarz, a dłonie położyła na swoich kolanach. Może i jeszcze przez moment wyglądała na roztrzęsioną, tak z jej oczu, nie popłynęła, ani jedna, pojedyncza łza. Powinna chyba, podziękować za to, swojemu ojcu, który zawsze twierdził, że nie powinna okazywać słabości, a już na pewno, nie przy innych. Mimowolnie, wywróciła teatralnie oczami, aby po chwili, odwrócić się w jego stronę z obojętnym, tak dobrze wyuczonym wyrazem twarzy.
    — Sama podjęłam decyzję? Czekałam na Ciebie, z nadzieją, że się pojawisz, że przynajmniej odpowiesz, na jakąkolwiek moją wiadomość — zaczęła mówić i pokręciła przecząco głową. — Byłam naiwna, wierząc, że skoro się nie odzywasz, nagle pojawisz się w szpitalu. Pozbyłeś się największego problemu i mogłeś dalej żyć, jakby nic się nie wydarzyło. Nie interesowała Cię własna córka — zacisnęła usta w wąską linię, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. — Jak mogłeś, przekazać tylko mojemu ojcu, że nic dla Ciebie nie znaczymy i nie chcesz nawet jej widzieć — przynajmniej, taką wersję wydarzeń, słyszała Jackie od Meltona. Nie pamiętała, nawet kiedy ostatni raz, rozmawiała o wydarzeniach sprzed ośmiu lat. Odcięła przeszłość grubą kreską, postawiła wysoki mur, którego nigdy miała ponownie nie przekraczać, aż do dzisiejszego dnia. Nie mogłaby, o tym myśleć więcej, inaczej by zwariowała, zastanawiając się, co teraz dzieje się z ich córeczką, czy trafiła do dobrego domu, jak teraz wygląda, czy mieszka w Los Angeles. Było za dużo pytań, na które nie znała i pewnie już nigdy, nie pozna odpowiedzi.
    played by -
    multikonta-



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel