angeltown

california dreamin'

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • W najnowszym ogłoszeniu znajdziecie garść informacji na temat zbliżających się walentynek oraz nowych zasad działania Mistrza Gry!
  • up
    down



    Poprzedni temat «» Następny temat
    Autor Wiadomość
    Kevin Morningstar


    29

    Muzyk

    My lips, your poison

    They bring you down to your knees...

    WEST HOLLYWOOD





      

      
    Kevin Morningstar
    You're fucking crazy if you think that I'll ever change, I am I, I am me, I'll never change my ways.

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-01, 23:05


    Kevin Morningstar

    Oh! I'm fashionably late,
    I'm the one you love to hate,
    'Cause I can't stand myself...
    I'm an asshole baby!
    <link href='http://fonts.googleapis.com/css?family=Give+You+Glory' rel='stylesheet' type='text/css'><link href='http://fonts.googleapis.com/css?family=Trochut' rel='stylesheet' type='text/css'>
    played by Nikt ważny
    multikonta-



    Joan McKing





      

      
    Joan McKing
    To stay alive don't stray your light

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-11, 09:57

    #3

    Mamusia zapewne by wspomniała, że nie wolno chodzić do mieszkań obcych facetów na pierwszej randce, a już tym bardziej po zaledwie kilku wiadomościach na Tinderze. A jeśli ta osoba podaje się za młodego, całkiem przystojnego zresztą, właściciela dobrze prosperującego klubu, to powinna od razu zakończyć znajomość, a nie jeszcze iść na partyjkę rozbieranego pokera.
    Ale Joan nie ma matki, to po pierwsze.
    Po drugie, nawet jeśli by miała, to pieprzyć ją, bo Joan jest już dorosła.
    Zresztą, to nie wszystko - zważywszy na to, że stoi z technologią na bakier, pozwoliła sobie przed wyjściem na mały research z jego nazwiskiem w wyszukiwarce. Po tym, jak wyskoczył jej Tom Ellis, dodała jeszcze imię Morningstara i to był strzał w dziesiątkę. Kevin jest nie tylko właścicielem klubu nocnego, ale też muzykiem, udziela się charytatywnie, ale lubią go też skandale. Czy to nie był dobry materiał na grę? Joan niemal się podekscytowała, ale niedawno popełniła ten sam błąd, dlatego wzdycha i uspokaja oddech, stara się nie oczekiwać za wiele, nie oczekuje też Kevina samego w sobie, a jakiegoś spasionego zboczeńca, który uwielbiał wytatuowane laski - albo laski same w sobie.
    Ubiera swoją ulubioną czerwoną sukienkę, do tego buty na wysokim obcasie, bo w takich porusza się najlepiej, następne dwa psiki Poisona, jeden na szyję, drugi na dekolt i Chryste, Thomas nie byłby zadowolony, gdyby dowiedział się, że Joan znowu idzie grać, ale jego też pieprzyć, serio.
    Przed wyjściem, zarzuca marynarkę i wsiada do taxi, bo jeśli ma grać to z klasą, a nie z ubrudzonymi czubkami butów.
    Powietrze w Hollywood jest inne - cuchnie tu rozpustą, zbotoksowanymi laskami i spiłowanymi paznokciami po męskim manicure. Śmierdzi tu też zabawą i wysokimi stawkami, bo każdy miał tutaj dużo szmalu i Joan też miewała dużo szmalu, żeby w następnym tygodniu spać z tyłu cudzego auta, bo na tym polegał właśnie hazard.
    Teraz ma tysiąc dolarów w portfelu - ostatnia wygrana w hazardzie + tygodniówka. W razie czego.
    Kierowca podjeżdża, ona daje mu piętnaście dolców napiwku i wysiada. Patrzy na jego dom, posiadłość, licho wie i kręci głową rozbawiona, każdy dom tutaj tak wyglądał, mały raj, gdy zaledwie kilkanaście kilometrów stąd matka nie ma co włożyć dziecku do ust.
    Dzwoni do jego bramy i szybko zlokalizowała kamerę, uśmiecha się i macha, z tymi bordowymi ustami wygląda jak wampirzyca. Wchodzi na jego teren, bez śladu niepewności, ciekawa, czy jeśli rozwaliłaby jego drogie wino, Kevin popłakałby się? Wściekł? Ma ochotę to zrobić, jest strasznie złośliwa, zrobiłaby nie z zazdrości, a ku swojej uciesze. Joan spaliła raz pięć tysięcy dolarów tylko dlatego, bo mogła to zrobić i tylko tyle.
    - Kevin! - krzyczy, pośpieszając go. - W Simsach nie wybudowałabym lepszej chaty - uzupełnia i śmieje się, ale dla niej, Kevin mógłby mieszkać w jakimś bunkrze, pod warunkiem, że miał ochotę grać, bo tylko o to w tym wszystkim chodziło - o grę, zawsze i na zawsze.



    Kevin Morningstar


    29

    Muzyk

    My lips, your poison

    They bring you down to your knees...

    WEST HOLLYWOOD





      

      
    Kevin Morningstar
    You're fucking crazy if you think that I'll ever change, I am I, I am me, I'll never change my ways.

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-18, 01:53

    #6
    Tak się odstawił. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    Łowów Tinderowych Kevina ciąg dalszy. Zaczynało to już zakrawać niemalże o nałóg, co trzeba mu wybaczyć... musiał czymś zająć myśli, nie? Po tej cholernej porażce zwłaszcza. A skoro umawianie się z rozmaitymi laskami mu pomagało, czemu miałby nie skorzystać, tym bardziej że okazje co rusz się samoistnie nasuwały pod nos? Seksu nigdy by sobie nie odmówił; z uzależnieniem na tak wysokim poziomie? Zapomnijcie! Nie mógł być pewien, czy każda poznana przez ten portal dziewczyna da mu się oczarować na tyle, by ta spędziła z nim upojne chwile, jednak zawsze warto zaryzykować, czyż nie? Nie należał do facetów, którzy łatwo dają za wygraną! Tym razem padło na Joan, która z kolei zainteresowała go nie tylko zacnie ozdobionym ciałem mnóstwem wszelakich wzorów i oczywiście urodą, a także hazardem. Postanowił skusić się na pokera, do tego rozbieranego, a co się będzie patyczkował!
    Och, u niego zaciąganie kogoś do swojej luksusowej posiadłości na niezobowiązującą noc było czymś na porządku dziennym, więc już od dawna nie odczuwał jakichś bezsensownych obaw. Niby powinien, ale jakoś... przyzwyczaił się do takiego stanu rzeczy, bo przecież robi to od zarania dziejów, w związku z czym dla niego nie było w tym ani niczego złego, ani dziwnego. Żeby nie było, za każdym razem uważnie obserwował czy dany delikwent, którego poderwał nie knuje czegoś i nie chce go okraść, lecz na całe szczęście nic takiego mu się jak dotąd nie zdarzyło. Nikt się na to zresztą nie odważył i bardzo dobrze. W innym wypadku miałby u niego przesrane, nie odpuściłby za żadne skarby i w jakiś sposób boleśnie ukarał, dlatego lepiej dla własnego dobra nijak nie próbować. Kevin nie tolerował kłamstwa – stąd podawał prawdziwe informacje o sobie; nie lubił taić czegokolwiek istotnego. Co zaraz nie oznacza, że dosłownie wszystko można o nim wyczytać – to tak nie działa. Tak jak każdy i on posiada swoje słodkie tajemnice, o których nikt wiedzieć wcale nie musi. W każdym razie panna McKing nie musi się martwić, że zobaczy spasionego paszteta, który jest tak paskudny, że nic a spierdalać gdzie pieprz rośnie jak najdalej stąd. O nie, nie. Morningstar był zdecydowanym przeciwieństwem kogoś tak odrzucającego i istotnie wyglądał identycznie jak na zdjęciach. Ba, niektórzy wręcz byli zdania, że prezentuje się o wiele lepiej na żywo, niż na wszelkich fotografiach! Nie powinna w takim wypadku się absolutnie zawieść. Bynajmniej ciemnowłosy jej nie rozczaruje!
    Żeby nie sprawiać wrażenia, jakby dopiero wstał z łóżka, poszedł do łazienki, a tam doprowadził się do należytego porządku. Wybór padł na dość eleganckie, czarne spodnie, a na swój lekko wyrzeźbiony i zacnie wytatuowany tors nałożył zapinaną na guziki kamizelkę tego samego koloru, którą specjalnie pozostawił rozpiętą. Standardowo zawiesił na szyi jakieś wisiorki z zawieszkami i wypsikał się ładnie pachnącymi perfumami, dla osiągnięcia znacznie lepszego efektu końcowego. Następnie skierował swe kroki do salonu i rozsiadł się wygodnie na miękkiej kanapie. Nie trwało to godzinami, aczkolwiek zaczynał odczuwać lekkie zniecierpliwienie. Tak się napalił, że aż go roznosiło od środka! Wtem usłyszał upragniony dzwonek do bramy – nie miał żadnych wątpliwości co do osoby, która się tam pojawiła, w końcu któż inny mógł to być? Natychmiast podniósł się z mebla jak poparzony i zerknął odruchowo na ekran monitorujący podwórko. Zobaczywszy, iż wszystko się zgadza jak z jej profilem z Tindera, wygiął z satysfakcją usta w zadowolonym uśmiechu i bez zastanowienia wpuścił ją na teren posesji. Usłyszawszy jak wykrzykuje jego imię, wygramolił się do niej na zewnątrz. Cóż, jeśli rozwaliłaby jakąś butelkę z alkoholem... nie zrobiłby sobie z tego nic, może nawet by się do niej przyłączył! Zdarzało mu się rozpieprzać przedmioty, kiedy dopadała go furia. Nie przepadał za niszczeniem swoich własności, niemniej ma tyle szmalu, że może sobie równie dobrze kupić straconą rzecz na nowo – różnicy mu to nie zrobi! Czasem odrobina szaleństwa nikomu nie zaszkodzi. Pomimo ciężkiego charakterku, Kevin nie jest sztywniakiem, który nie potrafi się bawić!
    Zwykle nie lubię długo czekać, ale na takie ciało... warto było uzbroić się w cierpliwość. – palnął prosto z mostu na wstępie, z głośnym i pełnym namiętności westchnięciem, choć ta się w ogóle nie spóźniła jak zasugerował w swej wypowiedzi. Powiedział tak specjalnie, aby dodać temu wszystkiemu jakiejś pikanterii! Uwielbiał się droczyć, szczególnie z ładnymi kobietami. – Moim skromnym zdaniem w Simsach jest zbyt dużo ograniczeń... na dłuższą metę staje się to nudne i monotonne. Wolę realne życie. – sam się zaśmiał wraz z nią, marszcząc tak zabawnie brwi. Po tych słowach po prostu do niej podszedł, bez ceregieli łapiąc ją bezpośrednio za biodra. Przyciągnął ją nieco do siebie. – To co skarbie, chcesz się przekonać, czy twardy ze mnie zawodnik, hm? – wymruczał prosto do jej ucha, którego płatek lekko przygryzł. Nachylił jednocześnie głowę tak, by móc spojrzeć jej prosto w oczy. W międzyczasie przeniósł jedną dłoń na jej policzek i wierzchnią częścią przejechał po jej delikatnej skórze. Musiał wybadać jej upodobania, żeby móc się nią konkretniej zająć! Nikt nie powiedział, że zanim rozłożą karty, nie mogą sobie pozwolić na trochę innych przyjemności. A przynajmniej... na to skrycie liczył!

    Kevin Morningstar

    Oh! I'm fashionably late,
    I'm the one you love to hate,
    'Cause I can't stand myself...
    I'm an asshole baby!
    <link href='http://fonts.googleapis.com/css?family=Give+You+Glory' rel='stylesheet' type='text/css'><link href='http://fonts.googleapis.com/css?family=Trochut' rel='stylesheet' type='text/css'>
    played by Nikt ważny
    multikonta-



    Amanda Oakley


    23

    Celebrytka

    Hajs

    Totalnie

    MALIBU





      

      
    Amanda Oakley
    HE FU*KED ME WITH A TOOTHBRUSH!

      

      

      

      

      

      

      
    2019-07-29, 19:57

    Światem rządzi kilka żelaznych zasad – jedną z nich było to, że plastiki długo nie pozostają same. Chociaż jeszcze jakiś tydzień temu Amanda Oakley wypłakiwala swoje oczy tęskniąc za Chesterem i Nancy, to dosyć szybko zaczęła poznawać nowe osoby. A wraz z nowymi osobami przyszła okazja na nowe romansiki, gry w butelkę i inne totalnie krejzolskie rzeczy. Takie jak jazda po Hollywood z nowymi suczami. Totalnie słodko, totalnie jadąc podrywać gostków i w trakcie trzaskając relacje i selfiaki. Dziewczyny akurat przejeżdżały przez Queens Way, kiedy ich samochód nagle zaczął zwalniać. Problem polegał na tym, że żadnej nie było na rękęto by samochód się zatrzymał.
    Swoją drogą, samochodem kierowała Taylor, a obok siedziała Amanda. Natomiast na tylnim siedzeniu relację na Insta strzelała Iris.
    -Taylor, nie bądź sucza, ej, jedziemy – oświadczyła jękliwym głosem Amanda. Blondynka totalnie nie potrafiła zrozumieć dlaczego jej kumpela zdecydowała się zrobić im na złość. Dlaczego zatrzymała samochód?-Przecież nas oczekują chłopcy
    -Ej totalnie stoimy – oświadczyła Iris, jak prawdziwa reporterka wszystko opowiadając widzom, których było aż dziesieciu. Swoją drogą aż siedmiu z nich komentowało jedynie jak ładne są wszystkie trzy panny, a kompletnie byli nieprzejęci ich perypetiami-Tak jakby nie wiemy gdzie jesteśmy i co zrobić by ruszyć
    -OMG, Mandy, dlaczego Ty mnie tak nienawidzisz? – spytała Taylor -Przeginasz myśląc, że specjalnie zatrzymałam samochód by więcej czasu spędzic z wami tępe sucze niż z chłopcami
    -Dosłownie stoimy nie wiadomo gdzie, jak w tym...totalnie jak w tym dokumencie o tych brzydkich ludziach co poumierali w lesie oświadczyła przejęta Mandy, a następnie wyciągnęła telefon z kieszeni-Tak jakby zawsze muszę liczyć na siebie – przyznała dramatycznym głosem.
    -Brzydcy ludzie, którzy poumierali w lesie? – spytała zdziwiona Iris-Że niby...
    -Jezu, Iris, nie męcz pieroga – mruknęła Amanda-Joey zawsze mi pokazuje te wszystkie filmy, a ja patrzę i nie rozróżniam, a on potem się focha jak jakaś panna. Nie chce mi się o tym gadać – Oakley wypadła z samochodu, a następnie trzasnęła drzwiami- Idę po pomoc. Zanim pomoc drogowa tu dojedzie to...
    -Totalnie musimy iść po pomoc – oświadczyła Taylor-Bo nie mam wykupionej pomocy drogowej
    -Dosłownie, jesteś tak jakby totalnym zaprzeczeniem LA – oświadczyła zirytowana Amanda-Jesteś tak jakby kompletnie nie kokodżambo, jak jakaś dziunia bez Insta. Niby dziunia, a bez Insta. Fejk – w tej samej chwili Oakley spojrzała na najbliższą tabliczkę z adresem. Dom numer 10. -Dość duży, może mieszka tam książe. – oceniła i następnie nacisnęła na guzik znajdujący przy bramie.
    played by Patuś the greatest yotuber of them all
    multikontaJoey Harrison



    Kevin Morningstar


    29

    Muzyk

    My lips, your poison

    They bring you down to your knees...

    WEST HOLLYWOOD





      

      
    Kevin Morningstar
    You're fucking crazy if you think that I'll ever change, I am I, I am me, I'll never change my ways.

      

      

      

      

      

      

      
    2019-08-12, 22:44

    Kevin kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak szalenie potoczy się reszta dnia. Wszystko rozpoczęło się niby niewinnie, gdyż czekając na swoją tak zwaną randkę z Tindera, za nic nie wpadłby na to, że w późniejszym czasie pod jego chałupą pojawi się grupka w zasadzie... cycastych lasek, którym popsuł się samochód. Cóż, to zawsze jakieś fajne urozmaicenie, prawda? Zwłaszcza że ostatnio praktycznie nic mu nie wychodziło i chodził taki wkurwiony na cały świat. Sam nie rozumiał, co się tak właściwie odwalało... rzadko kiedy podrywy mu nie wychodziły, a tutaj co rusz jakieś rozczarowania, które go najmocniej rozjuszały. Czyżby przestawał być tak zajebisty, zaś jego urok osobisty zaczął stopniowo opadać...? Miał szczerą nadzieję, że to nie tak i to jakiś wyjątkowy pech, jakby zawisło nad nim okropne fatum, ewentualnie coś się na nim mściło za to, jak zazwyczaj traktował kobiety. Póki co nie zamierzał się nad tym zastanawiać, bo i po co? Fartownie miał pod dachem seksowną dupencję, do tego wytatuowaną od stóp do głów, z którą zaraz będzie grał w rozbieranego pokera, a może nawet... dojdzie do czegoś więcej? Na to wręcz liczył! Był tak zaoferowany jej urodą, że do jego uszu zupełnie nie dobiegały żadne dźwięki z zewnątrz, ani tym bardziej ta wymiana zdań między zrozpaczonymi dziewczynami, próbującymi dociec co się konkretnie spierdoliło z ich bryką, która odmówiła posłuszeństwa. Były dość blisko, choć w dalszym ciągu oddalone o kilka ładnych metrów od wejścia do jego wielkiej posiadłości; tak się składa, że stał z nową znajomą nieopodal drzwi wejściowych prowadzących do środka Morningstarowego królestwa i dopiero ten głośny trzask sprawił, że lekko odwrócił głowę w tamtym kierunku, aczkolwiek tylko na krótką chwilę – szybko wrócił spojrzeniem do Joan, totalnie machając na to ręką, dochodząc do wniosku, że to raczej nic takiego i nie powinien się tym nijak przejąć, ani zainteresować. Dlatego też nie zareagował w żaden sposób.
    Czekał właśnie na jej reakcję i odpowiedzi na zadane do niej niezwykle ważne pytania, gdy ku jego zdziwieniu rozległ się dzwonek do drzwi, co go nieźle wybiło z pantałyku.
    Wybacz mi na moment, sprawdzę kogo tam niesie. Najwyżej przegonię, dając jasno do zrozumienia, jaki jestem zajęty! – odparł bojowo, dumnie wypinając pierś do przodu. Był przygotowany na każdy możliwy scenariusz – przecież nikogo więcej się dziś nie spodziewał, łącznie z listonoszem, więc... było to cholernie podejrzane. Nastawił się z góry na zdzielenie tego śmiałka tak zwanym błotem. Przemknął szybko do jednej z kamer, aby po pierwsze sprawdzić facjatę, by móc jakoś odpowiednio zadziałać. Ujrzawszy całkiem ładną buźkę stwierdził, że sam dojdzie do swych dużych wrót i pogada w cztery oczy z ów panną, chcąc dowiedzieć się w jakiej sprawie do niego przybyła. Wizja zrobienia imprezy w większym gronie napawała go sporym entuzjazmem – dostrzegł w tym zajebistą okazję, no co! Dobiegł wreszcie do bramy i ją otworzył na oścież, opierając się nonszalancko bokiem o ich kant, a jednocześnie obdarzając blondynkę jednym z tych swoich olśniewających uśmiechów. – Proszę, proszę, kogo my tu mamy? Co sprowadza do mnie taką piękność, hmm? Widzę, że nie jesteś sama... czyżby szykowała się jakaś balanga, o której nie wiem? – palnął mrukliwie już na wstępie z tą swoją charakterystyczną, seksowną chrypą, unosząc tak zabawnie obie brwi w górę. Nie próżnował, jak zwykle będąc przy tym co wypowiadał niezwykle szczerym do bólu. Mówiąc słowa dotyczące tego zgromadzenia za plecami Amandy, wskazał prosto na stojące tam auto i jego towarzyszki głową, po czym przeniósł z powrotem te swoje niebieskie tęczówki z powrotem na nią, świecąc przed nią wytatuowaną, nagą klatą. Naprawdę intrygowało go to zamieszanie i ciekaw był dalszego rozwoju wydarzeń, oczekując jakichś sensownych wyjaśnień!

    Kevin Morningstar

    Oh! I'm fashionably late,
    I'm the one you love to hate,
    'Cause I can't stand myself...
    I'm an asshole baby!
    <link href='http://fonts.googleapis.com/css?family=Give+You+Glory' rel='stylesheet' type='text/css'><link href='http://fonts.googleapis.com/css?family=Trochut' rel='stylesheet' type='text/css'>
    played by Nikt ważny
    multikonta-



    Wendy Godfrey


    21

    skaczę z aparatem gdzie się da

    najlepiej za zwierzakami

    bo chciałabym robić foty pingwinom

    ECHO PARK





      

      
    Wendy Godfrey
    I've never met an animal I didn't like, and I can't say the same thing about people.

      

      

      

      

      

      

      
    2020-02-08, 18:15

    #potem ogarnę, ale to jakaś starsza gra może?

    Cycate laski, rozbierany poker... Wendy, która właśnie przejeżdżała sobie autem pożyczonym od kumpla przez jakieś bogate osiedle w Hollywood, w życiu by nie przypuszczała że się napatoczy na taką akcję! A chciała tylko odświeżyć swój skill prawa jazdy, bo może w końcu kupi sobie jakąś małą, poręczną bryczkę by nie wrzucać starszych sióstr prosto w środek korków. Trudno - żeby jechać na wymarzoną podróż, musiała mieć czym tam dojechać. Niestety miotły nie wchodziły w rachubę, bo każda testowana przez nią w dzieciństwie nie chciała jej unosić w powietrzu. Ba, jedna nawet przywaliła jej w nochal, gdy ta na nią nastąpiła! Wredna łajza. Ale dobra dobra, bo tu nie o tym mowa - temat dotyczył zaistniałej sytuacji, a nie praw jazdy, aut czy wymarzonych wycieczek, a tym bardziej już nie mioteł. Ale to Wendy - ona z każdego tematu mogła wyciągnąć wręcz niemożliwą do powiązania rzecz i tym samym wciągnąć ją jakimś sposobem w dany temat. Ma się ten talent, no nie?
    Jechała sobie spokojnie, słuchając jakieś rockowej nutki do której śpiewała zapewne wymyślone słowa, bo słyszała ją może ze trzeci raz. Dobrze, że to jeszcze nie był wieczór bo pewnie pół dzielnicy by obudziła! Jak nie teraz, to w późniejszym momencie... W którym napotkała przeszkodę w postaci auta. Stało sobie na środku drogi, tarasując przejazd na całej linii. Początkowo jedynie wzniosła oczy do nieba, po czym zatrąbiła. Dwa razy. Nic nie pomagało - wcisnęła więc klakson jeszcze z dwa razy tyle. Jej cierpliwość malała z sekundy na sekundę. W końcu pękła. - Ja chrzanię. - podjęła się próby niezdarnego wygramolenia z auta, która dość szybko się powiodła. Oczywiście najpierw zaparkowała na odpowiednim miejscu, żeby dać piękny przykład. Nie wyłączając radia poszła w stronę paniuś, które zawzięcie opychały pierdoły w swoim wózku zamiast łaskawie ruszyć się z miejsca. Już miała ze złością walić w szybę, gdy dostrzegła podobnie wypindrzoną lasencję stojącą przy pobliskiej bramie. Za nią stał ciemnowłosy koleś, którego nie kojarzyła. Sorry, to że bywała w klubach nie znaczy, że znała wszystkich ich właścicieli. Jeszcze tak naprawdę nie wiedziała, że ma do czynienia z Kevinem Morningstarem - wielbicielem życia w stylu you only live once, a także pięknych czy też lafiryndo-wyglądających kobiet. No i rozbieranego pokera! Może i blondynka pasowała tam jak kura do stada wilków, lecz wzrok miała nie dość że dobry, ale i bystry. Na wymioty zbierało jej się już z daleka, widząc flirtującą parę. Aż przysłoniła sobie usta ręką, gdy udała się w ich kierunku. Dopiero gdy stanęła obok paniusi, założyła ręce na piersi i z super poważną miną otworzyła usta, by się odezwać. — Przepraszam, panienko, ale gdy tak rozmawiasz sobie z twoim księciem całkowicie blokujesz drogę. Rusz łaskawie swoje drogie dupsko, by chociaż zaparkować je na poboczu. Wszyscy będą ci wdzięczni, gwarantuję. — jej ton głosu był chłodny, ale również i drwiący. Nie siliła się na grzeczności w wypadku, gdy to ona była poszkodowana. Sama najpierw chciała załatwić swoją sprawę, a dopiero potem mogła pomagać komuś w pomocy z autkiem. Zaraz jednak zapanowało zamieszanie. Rozległ się nieprzewidziany dźwięk klaksonu. Godfrey podskoczyła, natychmiast marszcząc brwi. Obróciła się i dostrzegła, że pozostałe upiększone panienki wystawiają swoje wielce zadowolone ryjce z auta i drą się, że auto magicznie zaczęło działać. Było to tak irytujące, że nie mogła powstrzymać teatralnego wywrotu oczami. Był jednak jeden plus - ten babsztyl spod bramy pożegnał się szybko i pofrunął do autka, by wreszcie odjechać. Aż westchnęła z ulgą.
    Koleś, bez obrazy, ale powinieneś dobierać jakieś mądrzejsze panny do swojego towarzystwa... I ładniejsze, tak. — słowa skierowała do stojącego tam w dalszym ciągu ciemnowłosego przystojniaka i pokiwała głową, by tylko dodać tym słowom powagi. I choć koleś był fajny, owszem, nie była to gadka na podryw. Przynajmniej według niej. Po prostu udzielała dobrej rady, bo gościu wydawał się być mimo wszystko sympatyczny - a tacy nie zasługiwali na nadmuchane niczym balony lasencje. Tylko ta forsa, której dowodem była jego wielka i pełna przepychu chatencja, by się zmarnowała... Najpewniej na kolejne operacje cycków czy wstrzykiwanie sobie cudów w usta i policzki!
    played by Lin
    multikontaTabitha, Tristan



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel