• Cześć! Jesteś u nas po raz pierwszy? Zerknij do przewodnika.
  • Świętujemy pierwsze urodziny Angeltown! O urodzinowych zmianach i niespodziankach przeczytasz w najnowszym ogłoszeniu.
  • O urodzinowych zabawach i zmianach w administracji przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • Przypominamy, że w tym temacie macie szansę odebrać urodzinowy prezent, który dla Was przygotowałyśmy!
  • Coś nie działa? Wykonaj twardy reset! Wciąż nie działa? Daj nam znać!
  • up
    down



    Autor Wiadomość
    Lydia Hallward

    it's a mistake and my heart's gonna break
    it'll probably take me years to get over
    even the hurt i know that it's worth





    2020-04-14, 17:47

    Zareagowała śmiechem na nawiązanie do seksu i uznała, że w tym momencie należało uciąć temat; Lidka była szalenie otwartym umysłem i odnajdywała się w rozmowie z każdym człowiekiem bez względu na to czy miał lat piętnaście czy czterdzieści pięć, niemniej zagłębianie się w życie seksualne (albo jego brak) z mamą swojego chłopaka było tematem, którego poruszać nie należało nigdy. - Kawa. Czarna i dużo cukru - odpowiedziała, odprowadzając Camerona wzrokiem aż za drzwi. Westchnęła kiedy drzwi się zamknęły i opierając brodę na dłoni, którą przed momentem jeszcze trzymał wpatrywała się w jego bezimienną mamę. - Jest zamknięty w sobie, nie przywykłam do tego, bo ja jestem kompletnie inna. Mówię otwarcie o uczuciach i niczego nie ukrywam, a Cameron dusi wszystko w sobie. Niewiele mi mówi, a jeśli o coś zapytam, to zazwyczaj zbywa mnie krótkim wyjaśnieniem i wyraźnie daje znać, że nie chce ciągnąc tematu - odpowiedziała chociaż chyba nie to chciała usłyszeć kobiecina leżąca w łóżku. - Ale jest szczęśliwy, naprawdę. Codziennie widzę jego uśmiech, codziennie żartuje, bawi mnie jak nikt inny w życiu, a kiedy o pani mówi, to uczucia wylewają się z niego w ogromnych ilościach - zupełnie bezwiednie masowała nadgarstek kobiety uśmiechając się mimowolnie, gdy opowiadała jej o synu. - Mamy za sobą długą drogę i było na niej mnóstwo wybojów. Na początku nie wierzyłam w ani jedno jego słowo, ale widząc to wszystko - wskazała na szpitalną salę, na mamę, na siebie - Po prostu mu ufam. Pani też powinna. Ma szalone i dobre serce. Teraz jest ten moment w życiu, kiedy on powinien martwić się o mamę, a nie mama o niego, niech mu Pani na to pozwoli - nie mam zielonego pojęcia co Lydia mogła usłyszeć w odpowiedzi, ale na pewno był to uśmiech, być może lekkie wzruszenie, a może twierdzące przytaknięcie głową. Brunetka zdawała sobie sprawę, że ostatnim zmartwieniem kobiety powinni być jej synowie i nawet jeśli Cameron miałby za uszami sporo grzechów i bagaż kłopotów ciągnąłby się za nim w nieskończoność, to prawdopodobnie skłamałaby jej prosto w oczy, aby nie burzyć obrazu idealnego syna. Zasługiwała na spokój i na szczęście Hallward wypowiadała dzisiaj słowa z niezachwianą szczerością. - Pewnie stoi pod drzwiami i podsłuchuje, żeby połechtać własne ego. Jest równie wielkie jak jego głowa - szepnęła konspiracyjnie podnosząc się z krzesła, aby poprawić poduszkę pod głową kobiety. Podchodząc chwilę później do okna uchyliła je i widząc za oknem piękne słońce zapytała: - Może chce Pani wyjść na zewnątrz? Jeśli zajdzie potrzeba, to wyprowadzę nas stąd niezauważone - zaproponowała półżartem półserio. Nie wiedziała na ile bardzo przykuta jest do łóżka i czy w ogóle istnieje możliwość posadzenia jej na wózku, nie podjęłaby tej decyzji samodzielnie, musiała mieć pewność, aby nie zaszkodzić, bo Cameron nigdy by jej nie wybaczył, gdyby naraziła na cokolwiek jego mamę. Ona sama też prawdopodobnie miałaby niewyobrażalnie duże wyrzuty sumienia. - Podsłuchiwałeś? - zapytała, gdy drzwi się otworzyły, a chłopak wrócił.



    Cameron Doherty
    Xx
    Xx
    Xxx





    2020-04-14, 20:29

    Nie przemyślał do końca niesienia trzech kubków z gorącymi napojami, ale lata praktyki w kelnerowaniu i barmanowaniu ułatwiły mu to zadanie. Toteż pokonując trasę od maszyny do sali na całe szczęście udało mu się nic nie rozlać. Koncentrując się jedynie na nie upuszczeniu jednego z kubków nie był w stanie równocześnie przysłuchiwać się rozmowie kobiet, więc niestety, ale nie usłyszał ani jednego z pozytywnych słów brunetki na swój temat. – Wolałbym nie słyszeć jak jedna z was mówi o mnie kompromitujące rzeczy, a zaraz druga odpowiada tym samym – odpowiedział udając obrażonego i postawił napoje na stolik przy łóżku mamy, kawę podając Lydii. - To co tam mamo u ciebie, wiadomo coś nowego? – zapytał, siadając na wcześniejsze miejsce, pozwalając sobie położyć rękę na udzie Lydii. Nie w tym seksualnym kontekście, ale jako gest czułości, do których z reguły nie był zbyt chętny. Przez dłuższą chwilę słuchali jak mama mówi o wkurzających pielęgniarkach, które nie umieją nawet dobrze wbić igły w żyłę, o całkiem dobrym szpitalnym jedzeniu, ale jak to marzy jej się pizza z dużą ilością sera, o tym że wciąż niewiele wiadomo na temat tego co jej właściwie dolega i że ostatnio męczy ją ogromny ból głowy. Oczywiście dużo mówiła też o powrocie do domu i że tylko o tym marzy z każdym kolejnym obchodem lekarskim. Porównała to do dożywocia w więzieniu tylko, że na całe szczęście łóżko ma wygodniejsze. Rodzicielka chłopaków była pozytywną i ciepłą osobą, więc przez cały jej wywód Lydia i Cameron uśmiechali się szczerze, a kilka razy wybuchli nawet śmiechem. „Nie ma co to siedzieć, chodźmy się przejść” zaproponowała mama ochoczo, jak na swój stan zdrowia, i zaczęła się lekko podnosić. Była podczepiona pod kroplówkę, więc musieli jej pomóc tak ją ułożyć żeby mogła z nią chodzić. Musieli jej pomóc też w reszcie czynności jak założenie kapci czy zarzucenie na piżamę coś cieplejszego. Rodzicielka nie była tym zachwycona, więc co chwilę powtarzała, że da radę, chociaż sama doskonale wiedziała, że tylko dzięki ich pomocy mogła w miarę szybko się z tym wszystkim uwinąć.
    Wyszli na zewnątrz gdzie mama po kolei obgadywała im pacjentów pokazując na nich dyskretnie, a oni słuchali szpitalnych opowieści dopytując co jakiś czas o szczegóły. „Nie zapytałam, Lydio, co u ciebie właściwie słychać? Jak życie - studiujesz, pracujesz?” zapytała kobieta, kiedy przysiedli na jednej z ławek.



    Lydia Hallward

    it's a mistake and my heart's gonna break
    it'll probably take me years to get over
    even the hurt i know that it's worth





    2020-04-14, 21:28

    - Jaki on przewrażliwiony - wywróciła oczami, odbierając od chłopaka kubek z parującą kawą. Wzrokiem przeskakiwała między Doherty'm a jego mamą, gdy ta opowiadała o szpitalnych perypetiach, a on się przy tym szczerze śmiał. Naturalna krzywizna nie znikała też z ust Lidzi, której w jednym momencie zabrakło bliskości swojej mamy. Nie żeby na co dzień jakoś przesadnie za nią tęskniła, to nie tak, ale połączenie jakie mieli ci dwoje, to coś na wagę złota i cieszyła się szczerze tym, że mieli siebie nawzajem. Bez względu na to w jaki sposób brunet zdobywał pieniądze na długi proces leczenia. Finalnie pomagając kobiecie w lekkim ogarnięciu się wyszli na zewnątrz, gdzie temperatura była już bardziej letnia niż wiosenna. Hallward miała nawet zapytać o coś zupełnie niezwiązanego ze szpitalem i pobytem tutaj, ale skutecznie ją uprzedzono. Milczała przez chwilę zastanawiając się nad odpowiedzią. Czy ona właściwie kiedykolwiek poruszała ten temat z Cameronem? Chyba nie, nie przypominała sobie. On nie pytał, ona nie była skora do zwierzeń w kwestii wielkiego niezdecydowania z jakim patrzyła w przyszłość. - Taaaak - przeciągnęła pragnąc tym samym uciąć temat. Widząc jednak spojrzenie dwóch par oczu zaciekawionych odpowiedzą, poddała się. - Po rozwodzie rodziców zdecydowałam się przeprowadzić do taty, bo moja mama jest bardzo, baaardzo wolną duszą - uśmiechnęła się na samo wspomnienie kobiety w kryzysie wieku średniego, która umawiała się z instruktorem jogi potrafiącym wyginać ciało w sposób jakiego Lidzia nie była nawet w stanie ogarnąć umysłem. Ojciec był niewiele lepszy. Miał blisko siedemdziesiąt lat i zostawił Lydię w apartamencie samą, aby... mieć spokój - tak to chyba ujął. - Jednak mimo sprzeczności charakterów oboje bardzo chcą żebym poszła ich śladami. Mama pracuje w kancelarii, tata jest prawnikiem zajmującym się sprawami rodzinnymi, ale to chyba nie moja bajka - po co ona to wszystko mówiła? Nie mogła po prostu ugryźć się w język, odpowiedzieć krótko i zwięźle tak, studiuje i kocham to bardzo mocno? - Dlatego ostatnio moje studiowanie opiera się bardziej na taktycznym unikaniu zajęć. Prawdopodobnie tata mnie zamorduje kiedy to odkryje, ale póki co cieszę się świętym spokojem - uśmiechnęła się do Camerona i do jego mamy, poprawiając zsuwający się z ramienia kobiety szlafrok. - Jestem trochę rozpuszczona i wcale tego nie ukrywam - zażartowała wreszcie, bo dość tych opowieści o niej i życiu którym poniekąd próbowali sterować rodzice. Nieudolnie, bo nieudolnie, ale jednak. Mrużąc oczy przed popołudniowym, ciepłym słońcem ułożyła głowę na barku Camerona trwając tak w bezruchu. - Następnym razem wpadnę tutaj sama. Przyniosę trochę babskich rzeczy i sprawimy, że poczuje się Pani jak w domu, obiecuję - nie zmieniając pozycji, nie otwierając oczu, zupełnie na oślep odszukała dłoń pani mamy i z dużą dozą naturalności ścisnęła ją, jakby robiła to już milion razy i był to gest totalnie swobodny.



    Cameron Doherty
    Xx
    Xx
    Xxx





    2020-04-14, 22:44

    Rolą matki przez całe życie bywa czasem naprawianie błędów swoich dzieci. I chociaż Cameron zdecydowanie był tym mniej problemowym synem, dopiero po pytaniu padającym z ust mamy zdał sobie sprawę, że nigdy o to nie zapytał. Nie to żeby go to nie ciekawiło. Byli jednak tak zajęci sobą, graniem w gierkę kto pierwszy się podda i tak dalej, że gdzieś tam umknęła im rozmowa na całkowicie przyziemne tematy. W końcu Cameron tak naprawdę nie miał pojęcia co robi Hallwardowa kiedy nie spędza z nim czasu, zakładał tylko, że go nie zdradza. Znaczy miał na to nadzieję. Z tego też powodu, zarówno matka jak i brunet wpatrywali się w Lydię opowiadającą skróconą historię swojego życia. Nie spodziewał się, że aż tak się Lidce w życiu namieszało w ostatnim czasie i poczuł się głupio, że nigdy o to nie zapytał. Typowy Doherty. – O nie, nie, nie będziecie mi tutaj konspiracji za moimi plecami odstawiać. – Po raz kolejny dziś nie dowierzał jak szybko dwie najważniejsze kobiety w jego życiu się dogadały. Dobrze to wróżyło na przyszłość, o ile jakaś w ogóle przed nimi była. Było przyjemnie ciepło, słońce grzało ich twarze i przez moment wyglądali jak szczęśliwa rodzinka, którą naprawdę w tej chwili byli. „Powinniśmy wracać” oznajmiła nagle rodzicielka, a Cameron wyczuł w jej głosie nutkę niepokoju. Bez słowa sprzeciwu wrócili do „tymczasowego domu” pani mamy, jednak już w windzie jej twarz mocno zbladła (zdecydowanie bardziej niż wcześniej), a przy samych drzwiach od sali zdążyła jedynie mocniej zacisnąć dłoń na przedramieniu Camerona zanim straciła przytomność. – Idź po lekarza – poinstruował spokojnie Lydie, bo nie był to pierwszy ani nawet dziesiąty przypadek takiej sytuacji. Podniósł bezwiedne ciało rodzicieli i położył na łóżko, próbując równocześnie przesunąć stojak na którym trzymała kroplówkę. Wiedział, że gdy przybędzie lekarz karze im opuścić pomieszczenie mówiąc przy tym klasyczną formułkę o bezpieczeństwie, ale nie zdążył jej nawet skończyć, a Cameron już opuścił salę. – Nie martw się, po prostu się przemęczyła, to jej się zdarza – powiedział spokojnie, przytulając się do Lydii. Oczywiście w środku serce tłukło mu jak szalone i był przerażony, bo nigdy nie wiedział czy usłyszy od lekarzy „już dobrze” czy że to było jego ostatnie spotkanie z mamą. – Jeśli chcesz możesz iść poczekać w samochodzie, ja się tylko upewnię, że z nią wszystko dobrze i dołączę do ciebie. I tak pewnie zaśnie także koniec naszych odwiedzin. – Zrobił krok w tył i wyciągnął kluczyki z kieszeni. Jak zwykle próbował grać silniejszego niż był. A po za tym czuł jak zaczynają mu się trząść dłonie, a ostatnie czego chciał to żeby Lydia zobaczyła go przerażonego i bezradnego.



    Lydia Hallward

    it's a mistake and my heart's gonna break
    it'll probably take me years to get over
    even the hurt i know that it's worth





    2020-04-14, 23:21

    Jej opowieść nie miała na celu wywołania czyichkolwiek wyrzutów sumienia, bo gdyby chciała zdradzić Cameronowi co działo się w jej życiu w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy, to z pewnością zrobiłaby to sama. Nie pytał, co właściwie było na rękę. Jej dnie wypełniały spotkania z nim, przyjaciółmi, czasami naprawdę pojawiała się na uczelni i dziękowała Bogu, że nie musiała pracować, bo łączenie studiów, które były naprawdę wymagające z harowaniem w jakimkolwiek miejscu za kilka dolarów musiało być wyczerpujące. Albo była leniwą bułą, to też nie było tak bardzo niemożliwe. W każdym razie, gdy usłyszała, że powinni się zbierać w ogóle nie oponowała, wstała z ławki, zgarnęła puste kubki i wyrzuciła je do śmieci, pozwalając Cameronowi iść z mamą przodem. Nie znała kobiety, nie wiedziała na co choruje, ani nawet jakie symptomy daje paskudztwo z którym na co dzień się mierzyła, toteż nie zauważyła większych zmian. Była pewna, że to zmęczenie, chęć odpoczęcia albo po prostu pragnienie drzemki, bo przy długim leżeniu w łóżku przejście kilku kroków jest dla człowieka niebagatelnym wysiłkiem. Nie można się dziwić zatem, że na twarzy Hallward odmalowała się panika, gdy ciało kobiety osunęło się bezwładnie, a ona została wysłana po lekarza. Minęły cztery albo pięć sekund, aż dotarły do niej słowa Camerona i wróciła tutaj nie dalej jak kilka chwil później w asyście mężczyzny odzianego w biały kitel. Lydia odsunęła się na bok, nie chciała być w centrum, postanowiła poczekać tam gdzie jej miejsce i pozwolić innym robić to na czym się znali. Prawdopodobnie panika była najgorszym doradcą w takich chwilach i chociaż odczuwała nadchodzący ból brzucha i chęć na wymioty, odetchnęła głęboko akurat w momencie, gdy Doherty wyszedł na korytarz. Przytuliła go zaskoczona całą sytuacją. Ledwie rejestrowała co się działo i nie zamierzała pchać się do sali, bowiem odzieranie człowieka z intymności w czasie choroby i słabości jakie jej towarzyszyły było czymś paskudnym. - Wszystko będzie dobrze - wyświechtana gadka, ale co innego miała powiedzieć? Jakich słów użyć, by zabrzmiały dobrze? Dla niej to była nowość - widzieć kobietę, którą pamiętała jako pełną życia, tak bardzo słabą. Nie miała bladego pojęcia czy to jej ostatni oddech, czy wciąż miała przed sobą kilkanaście lat życia. Może to jej wina, bo zaproponowała wyjście na dwór, a nie powinna? Dopuszczanie do siebie tej możliwości boleśnie zakuło ją w piersi. Zacisnęła dłoń na wsuniętych w nią kluczykach od samochodu, ale nie wyszła. Rozejrzała się po korytarzu, na którym było cicho i na którym byli sami. - Hej, czemu znowu to robisz? - niwelując odległość, którą odgrodził ich od siebie, zapytała cicho, układając dłonie na policzkach Camerona. - Nie zamykaj się przede mną, jestem tutaj, bo chciałam być i nie ucieknę, bo dzieje się coś złego - delikatnie gładziła porośnięta ledwie zauważalnym zarostem skórę bruneta, pragnąc, aby ten kojący gest go uspokoił. - Nie odpychaj mnie, proszę - nawet jeśli faktycznie miał zaraz z emocji wybuchnąć albo zbyć ją milczeniem i znowu się odsunąć, nie zamierzała pójść do auta. Mogła odejść krok na bok, usiąść na krześle, wesprzeć tyłek o parapet przy oknie, ale chciała być tutaj nie tylko dlatego, że tak wypadało. - Możemy siedzieć tutaj całą noc nawet gdyby miała spać przez następne dwanaście godzin, jeśli tego właśnie teraz potrzebujesz - była na to gotowa, bo gdzie indziej miałaby pójść?



    Cameron Doherty
    Xx
    Xx
    Xxx





    2020-04-15, 00:03

    Sam nie był pewien czemu się tak zachowuje. Pewnie terapeuta nazwałby to mechanizmami obronnymi i chyba poniekąd miałby rację. Cameron wolał schować się w swoją skorupę gdzie nie było emocji i taki pokazywać się światu. To, że w środku się coś działo miało nikogo nie obchodzić. Ale Lydie obchodziło, co utrudniało brunetowi postępowanie zgodnie ze swoją domeną życiową. Słuchał uważnie jej słów, próbując zapanować nad oddechem, co w kontekście astmy na jaką chorował było dość istotne. Jeszcze tego brakowało żeby on ataku dostał. Milczał, nie wiedząc co właściwie ma powiedzieć i czy ma w ogóle coś mówić. Nie był najlepszy w tych wszyscy emocjonalnych gadkach, więc jedyne co zrobił to gdy ta położyła swoje ciepłe dłonie na jego policzkach przymknął oczy i przyłożył swoje czoło do jej czoła. Czuł słodki zapach jej perfum i zapach kawy gdy mówiła. Nawet nie bardzo mu to przeszkadzało, a wyjątkowo nie przepadał za kawą. – Po prostu chciałbym żeby to się skończyło – odsunął się od niej, jakby bojąc się, że bliskość fizyczna i psychiczna spowoduje jeden wielki wybuch emocji i nie będzie w stanie tego opanować. Złapał ją za rękę i poprowadził w stronę krzeseł. Usiedli obok siebie, wciąż splatając palce ze sobą, ale Cameron nie był w stanie na nią spojrzeć. Patrzył przed siebie na białą ścianę, próbując nie myśleć o niczym nasłuchując równocześnie wydarzeń za ścianą. – Pierwszy raz kiedy zemdlała – zaczął przerywając dłuższą ciszę - wróciłem się do domu bo czegoś zapomniałem, ledwie wszedłem do domu, a ona tak po prostu opadła w moich rękach. Tego dnia trafiła do szpitala i już tu została. Zawsze gdy mdleje czuję się tak samo bezradny jak za pierwszym razem. Jedyna różnica jest taka, że teraz wiem, że to może być ostatni raz kiedy ją łapię. – Dopiero teraz odważył się na nią spojrzeć, zachowując całkowicie kamienny wyraz twarzy. Jedyne co mogła dostrzec Lydia to lekko zaszklone oczy, w których zbierały się łzy. – To nie tak, że cię odpycham, po prostu od dłuższego czasu radzimy sobie z tym sami z Connorem i nie bardzo umiem o tym wszystkim rozmawiać z kimkolwiek innym. – Ścisnął mocniej jej dłoń, chcąc dać do zrozumienia, że tym razem naprawdę jej nie odepchnie. Już otwierał usta żeby kontynuować swoją wypowiedź, ale z sali wyszedł lekarz posyłając mu blady uśmiech i informując, że już wszystko dobrze, ale mama śpi. Cameron odetchnął głęboko, tak że dźwięk rozszedł się po całym pustym korytarzu.



    Lydia Hallward

    it's a mistake and my heart's gonna break
    it'll probably take me years to get over
    even the hurt i know that it's worth





    2020-04-15, 00:46

    Kamień spadł jej z serca, gdy zamiast odsunąć się od niej Cameron zbliżył się jeszcze bardziej, choć tylko na moment. Ten jeden raz dał się przekonać, mimo, że przywykła do zupełnie innych reakcji z jego strony. Właściwie na nowo odkrywała albo w ogóle uczyła się zachowań bruneta i wszystko wciąż pozostawało dla niej nowością, bo o ile w swobodnych i komfortowych sytuacjach zdawała się bezproblemowo przewidzieć co zrobi, tak teraz błądziła po omacku, zawierzając własnej intuicji. Pozwalając pociągnąć się w kierunku krzeseł milczała w obawie przerwania tej chwili szczerości. Siedziała obok ściskając jego dłoń i gdy on wpatrywał się w pustą, białą ścianę, ona wlepiała wzrok w jego profil zupełnie nie ponaglając, o nic nie pytając. Jeśli chciał milczeć - ok, może to było jedyne wyjście dla niego, nie miała prawa tego burzyć. Gdy zaś odezwał się, kiedy właściwie straciła już na to nadzieję, położyła swoją brodę na ramieniu, a kciukiem kreśliła kółka na Cameronowym nadgarstku.
    - Nie będę mówić, że wyobrażam sobie co czujesz, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji i nie wiem co to znaczy, ale nie możesz myśleć w ten sposób - odezwała się cicho, gdy on zamilkł i kiedy miała pewność, że wyczerpał temat. - Choroba sprawia, że człowiek staje się bezsilny, ale twoja mama nie wygląda jakby miała się poddać. Boże, podziwiam ją, mimo tego całego syfu jest taka pogodna i silna. Musisz wierzyć, że jej się uda, bo ona sama naprawdę tak myśli - najgorszym co mógł robić to tracić nadzieję, chociaż Lydia wiedziała skąd się to bierze. Miesiące leczenia bez konkretnej diagnozy wpędzały człowieka w pesymizm, a sytuacje jak ta przed momentem tylko utwierdzały człowieka w jego czarnowidztwie. Odarcie z emocji sprawiło, że serce Lydii biło zbyt szybko. Czując niewytłumaczalną potrzebę, widząc jego oczy, zrobiła jedyną rzecz, która przychodziła jej na myśl - pocałowała go, bez kontekstu seksualnego, po prostu tak jak nie robiła tego wcześniej, wkładając w to uczucia, których sama nie rozumiała, a które w niej szalały. Trwało to kilka sekund, subtelne maleńkie coś. - Chcę w tym być razem z tobą. Chcę, żebyś nauczył się ze mną rozmawiać o takich rzeczach - zerknęła w kierunku drzwi. - Nie musisz radzić sobie ze wszystkim sam albo z Connorem, po to tutaj siedzę. Pamiętasz? Tutaj - dotknęła jego skroni, jak zrobiła już kiedyś. - I tutaj - i serca. W tym samym momencie otworzyły się drzwi od sali i w trakcie rozmowy Camerona z lekarzem, Lydia stała z boku. Po wszystkim weszli do środka, aby pożegnać się ze śpiącą panią mamą, której Hallward szepnęła do uszka: - Heroina - po czym oboje wyszli. Albo wyszła ona i zostawiła na moment bruneta samego z mamą. Gdy piętnaście minut później opuścili mury szpitala, a w dłoni dziewczyny wciąż spoczywały kluczyli... pojechali do niej. I co warto podkreślić - kierowała Lidzia, a jeśli zestawić jej umiejętności kulinarne z prowadzeniem aut, to pierwsze dałoby się podciągnąć pod gwiazdkę miszlę bez grama przesadyzmu.

    / zt x2



    Freya Attwood

    i want to remember, but i can't
    and it's nothing wrong with you,
    but hey, maybe it has to be that way?
    bel air



    Freya Attwood
    I still want you because I never gave up on us
    30
    173 cm wzrostu
    w LA od urodzenia


    2020-07-01, 02:23

    Dzień dziesiąty.
    Trzeci dzień od wybudzenia. Te same dziury w pamięci. Ogólne zmęczenie, ból, rany postrzałowe brzucha i klatki piersiowej. Zmienili jej salę tylko dlatego, że poprosiła. Irytowali ją wszyscy ludzie dookoła. Zakazała przychodzenia tym, których wcale nie znała, a raczej, których nie kojarzyła, bowiem głowa nie dopuszczała istnienia osób bliskich. Hermes stał się kompletnie obcym gościem. Chet - jej partner - nawet nie wiedziała, że tyle razem przeszli. Więcej złego, niż dobrego, ale poniekąd spłacił swój długo wobec Attwood. Rodzina? Matka się załamała, gdy nie poznawała ich twarzy, ale z czasem Freya zaczęła sobie przypominać fragmenty, składać to w całość i tylko środki nasenne pozwalały jej spać, bo gonitwa myśli była za duża. Niektóre rzeczy pamiętała, innych znów nie i nie potrafiła określić co sprawiało, że jej pamięć wybiórczo podchodziła do ludzi i wydarzeń. Poniekąd pamiętała, że była agentką, ale jakoś nie mogła dopasować siebie w tej roli; pamiętała siostrę bliźniaczkę, ale brata czy twarzy własnych rodziców - jak przez mgłę. Jeśli nie mogła przypomnieć sobie kogoś, kogo kochała, to jak miała dojść do siebie? Ból w oczach wszystkich był nie do zniesienia.
    I był w tym wszystkim on. Nie wiedziała co czuł. Nie wiedziała, czego się nasłuchał i nie mogła odczytać w jego oczach, czy to dobrze, że go pamięta. Ale wszystko co dobre wiązało się z Harrisem. Czuła się przy nim bezpieczniej, choć nie koniecznie okazywało się to komfortowe dla drugiej strony. Nie chciała prosić o jego obecność, ale nie umiała odsunąć go, jak innych. Poza tym, pracował w szpitalu, dowiedział się o ciężkim przypadku postrzelonej agentki w pierwszej kolejności, jako lekarz, nie jako jej były. Czy więc troszczył się dalej? W końcu pozostali przyjaciółmi, tak? Chyba nie była mu obojętna. Choć obecnie sama Freya i jej pamięć zatrzymały się na momencie, gdy jeszcze się spotykali. A to zdecydowanie wszystko komplikowało.
    - Zmiana? - Zapytała cicho, gdy poczuła obecność drugiej osoby w wejściu. Nie musiała zgadywać, nie musiała odwracać wzroku od białych żaluzji w szpitalnym pokoju, by wiedzieć z kim miała do czynienia. Te perfumy poznałaby wszędzie, a ta aura, którą roztaczał nie była do podrobienia. Był na swoim miejscu, na swoim terenie, zaburzonym przez tyle cierpienia. A ona? Próbowała być twarda, próbowała udawać, że wcale nie była w śpiączce, że wcale nie cierpi, że jej serce nie krwawi, gdy zawodzi bliskich kolejną niewiadomą. - Myślałam, że po tym co ostatnio wypaliłam, już się nie pojawisz - mruknęła cicho, zerkając na drżące dłonie na białej pościeli. Powiedzenie komuś z kim się nie było, że daży się go uczuciami, podczas, gdy w rzeczywistości ten etap był zamknięty nie mogło być ani dobrym pomysłem, ani komfortową sytuacją dla nikogo. Hermesa, Joela ani Freyi, której rzeczywistość dała plaszczaka, dowiadując się, że między nią a Harrsem nic nie ma. Było, ale to już przeszłość.




    Joel Harris

    Chirurg urazowy, który nie może
    pomóc narzeczonej, bo zapadła w śpiączkę
    z której może się nie wybudzić
    cheviot hills



    Joel Harris
    If we were meant to be, we would have been by now.
    Trzydzieści trzy lata
    186 cm wzrostu
    w LA od Dwudziestu trzech lat


    2020-07-02, 13:24

    08.

    Właśnie zakończył siedmiogodzinną, cholernie skomplikowaną, ale dzięki temu bardzo pasjonującą, operację. Tak skomplikowane przypadki chirurgiczne jak ten, odprężały go. Przebywając na bloku operacyjnym, czuł się niczym Bóg – w jego rękach była siła, która mogła uratować życie człowieka. Trzymając w ręku skalpel, zapominał o wszystkich problemach, z którymi obecnie się zmagał. Ustępowały one miejsca skupieniu, by nie popełnić żadnego błędu, mogącego zakończyć się śmiercią pacjenta. Po pomyślnie zakończonym zabiegu, Joel podszedł do ogromnej tablicy, na której rozpisywane były wszystkie odbywające się danego dnia operacje wraz z przypisanymi do nich chirurgami, sanitariuszami, a przede wszystkim z nazwiskami pacjentów. Freya Attwood, sala operacyjna nr 3.

    Załamał się. Nie sądził, że po tym co nie tak dawno spotkało jego narzeczoną, historia tak prędko się powtórzy. Dziesięć dni temu, gdy specjaliści operowali jego przyjaciółkę, chciał wejść na blok i tym razem wziąć sprawy we własne ręce – zabroniono mu, tłumacząc, że zabieg niedługo się skończy, a on potrzeby jest przy innym pacjencie. Zrugał wówczas informującą go o tym pielęgniarkę i bez zaproszenia wszedł do sterylnego pomieszczenia, by sprawdzić, co działo się z Attwood. Operujący ją chirurg wykonał zabieg poprawnie, Joel sam nie zrobiłby tego lepiej, a jednak nie mógł pozbyć się wrażenia, że gdyby to on wykonywał całą procedurę, Freya wyszłaby z tego bez szwanku. Zamiast tego zapadła w śpiączkę, co dla Harrisa było ogromnym ciosem. W jego wyobraźni rysował się czarny scenariusz podobny do tego, który życie napisało dla Veronici. Dni mijały, a Freya nie wybudzała się. Większość specjalistów zgadza się co do tego, że najbardziej prawdopodobne (oraz niosące za sobą najmniej konsekwencji) jest wybudzenie się w ciągu trzech pełnych dni. Niestety tak się nie stało. Joel zaczął tracić nadzieję, kiedy dotarła do niego informacja o tym, że kobieta otworzyła oczy. To było dla niego najważniejsze. Widząc, jak wiele bliskich osób wokół siebie zgromadziła, nie zamierzał być kolejnym, który zaburza jej przestrzeń. Zamiast stać nad jej łóżkiem, zbierał informacje dotyczące jej stanu. Stwierdzona amnezja nie była określana jako stała, przeciwnie, Joel zgadzał się z neurologiem, który twierdził, że to jedynie chwilowa dezorientacja oraz zanik pamięci, który często zdarza się po tak ciężkich obrażeniach. Istniało więc duże prawdopodobieństwo, że kobieta odzyska swoje wspomnienia i swoje życie. Jednak tymczasem Joel miał wrażenie, że przeniósł się o pięć lat w przeszłość, co było dla niego nieco niekomfortowe, a jednocześnie odrobinę zabawne. Nawet jeśli to nie był najlepszy czas na żarty.
    — Za słabo mnie znasz, jeśli myślałaś, że zniknę — powiedział, podchodząc do jej łóżka. Ubrany był oczywiście w biały fartuch, a na szyi zawieszony miał stetoskop, po który od razu sięgnął, by wykonać rutynową kontrolę. Chwycił go i przyłożył metalową głowicę do klatki piersiowej Freyi. — Jak się czujesz? Miałaś podwyższoną temperaturę, co wskazuje na zakażenie, ale podaliśmy ci antybiotyki, więc za kilka dni wszystko wróci do normy — powiedział, kontynuując badanie. Gdy już osłuchał jej płuca, odłożył stetoskop i spojrzał wprost na kobietę, nie jak na pacjentkę, ale jak na przyjaciółkę, która napędziła mu sporo strachu. A wszystko przez ambicje, wszystko przez wykonywany zawód. Dokładnie tak, jak było w przypadku Ronie.




    Freya Attwood

    i want to remember, but i can't
    and it's nothing wrong with you,
    but hey, maybe it has to be that way?
    bel air



    Freya Attwood
    I still want you because I never gave up on us
    30
    173 cm wzrostu
    w LA od urodzenia


    2020-07-03, 09:51

    - Sama bym zniknęła, gdyby ktoś wyznawał mi miłość w momencie, gdy jest zaręczony z inną osobą - wywróciła oczami zażenowana faktem, że wypaliła do niego kilka słów za dużo. Była zdezorientowana, nie wiedziała kim tak naprawdę są ludzie, kim ona dokładnie jest, co do tej pory przeżyła, co blizny na jej ciele mówiły, jaką historię opowiadały. Za jakiś czas dojdą kolejne trzy, dwie na brzuchu, jedna w okolicy serca, gdy nieudany strzał miał ją zabić, a pozbył jedynie wszystkiego co ważne. wspomnień. W końcu to one kształtują drugiego człowieka. To one powodują, że pamiętamy o kimś, że tworzymy kalendarz w swojej głowie lepszych i gorszych chwil. - Wciąż nie rozumiem dlaczego nigdy Ci tego nie powiedziałam i nie zatrzymałam Cię wtedy - podczas nocnej zmiany Joela zdążyli przerobić timeline ich relacji. Wtedy dopiero się poczuła głupio, że darzyła go uczuciami, że na jego widok biło jej mocniej serce, a głowa wyrzucała kolejne wspomnienia, a on był z kimś innym. Komuś innemu oddał swoje serce, a ona - straciła wtedy szansę. Bo nigdy nie była na tyle odważna. Teraz, kilka lat później, traci pamięć o kimś, kogo powinna darzyć takimi uczuciami jak Harrisa, ale jedyne co może dostrzec to ból, który dostarcza Hermesowi. Nie chciała być tą złą w tym rozdaniu, po prostu miała kompletny mętlik w głowie. Bo dlaczego miała by pamiętać jego? A nie aktualnego faceta? Dlaczego właśnie Joel?
    - Mało fajna ta zabawa w doktora, Harris - mruknęła cicho, gdy ją badał. Wzięła głębszy oddech i poczuła ucisk w klatce piersiowej - długo będzie mnie tak boleć? - Wskazała palcem na mostek, bo obecnie miała opatrunek na torsie, kula niefortunnie trafiła na trochę od serca, a w nocy zastanawiała się, czy ktoś miał na tyle kiepskiego cela, czy może stało się coś więcej wtedy, że nie trafili śmiertelnym pociskiem. Trzy kule, trzy nowe rany, nowe blizny, które powstaną za jakiś czas. - Chujowo, czy tak można określić mój stan? - Przygryzła delikatnie wargę i przymknęła oczy. - Zostaniesz na dłużej niż chwilę? Niby poprosiłam o nową salę, by z nikim się nie widywać, ale.. no nie pogardziłabym Twoim towarzystwem - posłała mu delikatny uśmiech, musiał rozumieć, że nawet jeśli sytuacja była dziwna, ona wciąż potrzebowała kogoś bliskiego, przyjaciela, którego kochała na różne sposoby, ale przy którym czuła się bezpiecznie. Próbowała się nawet poprawić na łóżku, odrobinę usiąść, ale było to wciąż ciężkie i bolesne, nie mogła się pogodzić z tym, że potrzebowała pomocy, że nie była już samodzielną agentką Attwood, choć i ta część umarła w niej na stole operacyjnym.

      



    Joel Harris

    Chirurg urazowy, który nie może
    pomóc narzeczonej, bo zapadła w śpiączkę
    z której może się nie wybudzić
    cheviot hills



    Joel Harris
    If we were meant to be, we would have been by now.
    Trzydzieści trzy lata
    186 cm wzrostu
    w LA od Dwudziestu trzech lat


    2020-07-03, 20:50

    — Byłem zaręczony. Już nie jestem — sprostował. Nie potrafił wyobrazić sobie, jak ogromny mętlik Freya miała obecnie w głowie. Natłok nowych informacji musiał ją przytłaczać. Początkowo nie chciał zrzucać na nią wszystkich rewelacji jednego dnia. Uznał, że najlepiej będzie, jeśli stopniowo będzie nakreślał jej, jak w dwa tysiące dwudziestym roku wyglądało życie, z którym się zmagali.
    — Gdy odzyskasz pamięć, będziesz wiedziała, że ja też cię kocham. Minęło pięć, może sześć lat, ale nic się nie zmieniło. Dalej jesteś dla mnie cholernie ważna. I wolałbym, żebyś nigdy więcej o tym nie zapominała – powiedział, racząc kobietę półuśmiechem, który wtargnął na jego usta. Wprawdzie jego wyznanie znacząco różniło się od tego, na które zdecydowała się Freya, aczkolwiek miał nadzieję, że poprzez to uświadomi jej, że wypowiedzenie tych słów głośno nie zaburzy równowagi, którą udało im się wspólnie wypracować na przestrzeni minionych lat. Oczywiście miłosne wyznanie wstrząsnęło nim o wiele mocniej, niżeli to pokazywał. Zachodził w głowę, zastanawiając się, jak potoczyłby się ich losy, gdyby te znaczące słowa padły pięć lat wcześniej. Wtedy, gdy Joel nie znał jeszcze Ronie, a Freya nie znała Hermesa. Hermes – Joel nie chciał zastanawiać się nad tym, w jak beznadziejnym położeniu znalazł się mężczyzna, którego jeszcze kilkanaście dni temu, uważał za najważniejszego w życiu Attwood. Nie zazdrościł mu. Sam też czuł się niekomfortowo, wiedząc, że obecnie to w jego stronę kierowały się uczucia rannej kobiety dotkniętej amnezją powypadkową. Życie pisało niesamowite scenariusze; Joel chętnie zrezygnowałby z udziału w nich gdyby tylko miał taką możliwość.
    — Naprawdę nie wiesz? Byłaś zbyt dumna, a ja zbyt uparty — odparł, nie kryjąc drobnego rozbawienia, wywołanego przez napływające wspomnienia. — Zdradzę ci, że w tym względzie również niewiele się zmieniło. Teraz po prostu zdarza się, że dajesz mi wygrać w tenisa — skłamał, a przynajmniej częściowo, bo przecież kobieta nigdy celowo się nie podkładała. Harris chciał po prostu wnieść do tej ponurej, szpitalnej sali nieco pozytywnego akcentu. Może po prostu chciał wywołać w kobiecie trochę sprzecznych emocji?
    Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy wspomniała o zabawie w lekarza. Zdecydowanie wolał starą wersję tej zabawy, w którą grali bez ubrań.
    — Dłużej niżbyś tego chciała — odpowiedział w sposób zdawkowy. — Wyliżesz się, ale to potrwa — dodał, starając się przemycić nieco więcej optymizmu w swoich słowach. Rzeczywiście miała cholernie dużo szczęścia. Pociski nie uszkodziły najważniejszych organów, nie zniszczyły niczego, czego nie dało się odbudować. Operujący ją chirurdzy wykonali świetną robotę, ale teraz wszystko już zależało od tego, jak silna była Freya.
    — Oczywiście — odparł. Wyciągnął pager z kieszeni i położył na stoliku przy łóżku, by mieć go na widoku; gdyby był potrzebny, nie przegapi wezwania. — Nie siłuj się, bo rozerwiesz szwy — ostrzegł ją i pomógł jej przyjąć wygodniejszą pozycję. Było zdecydowanie za wcześnie by mówić o poruszaniu się o własnych siłach, ale za kilka dni z pewnością zacznie stawać na własnych nogach – im szybciej, tym lepiej. Organizm musiał ćwiczyć.




    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: