• Cześć! Jesteś u nas po raz pierwszy? Zerknij do przewodnika.
  • Świętujemy pierwsze urodziny Angeltown! O urodzinowych zmianach i niespodziankach przeczytasz w najnowszym ogłoszeniu.
  • O urodzinowych zabawach i zmianach w administracji przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • Przypominamy, że w tym temacie macie szansę odebrać urodzinowy prezent, który dla Was przygotowałyśmy!
  • Coś nie działa? Wykonaj twardy reset! Wciąż nie działa? Daj nam znać!
  • up
    down



    Autor Wiadomość
    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-06-26, 02:20

    Widział tę jej reakcję i zmarszczył się nieco: co to za wywracanie oczami? Wkurzyło go to, już chciał jej kazać wypierdzielać… no moment: przecież właśnie ją zatrudnił; podpisała umowę…
    No moment: podpisała umowę! A to było jak cyrograf. A w biurze nagle zaczęło się robić duszno, jakby w przedsionkach piekieł? No może bez przesady… choć atmosfera nie tylko się zagęściła, ale i nabrała nieco osobliwego nacechowania. I to między innymi za przyczyną takich drobnych, a znaczących elementów, jak odgłos wleczenia krzesła po podłodze.
    Ciało Scoldinga przeszła gęsia skórka, a czoło –fala zmarszczek. Czy ta mała zdawała sobie sprawę, co robi? tak w ogóle?
    Jedyną myślą podczas pokazywania zdjęć, było – oprócz tego, że do niej mówił –rozważanie, czy Kaya prowokuje go zupełnie otwarcie, i tym bardziej dlatego gra zupełnie niewinną, czy też faktycznie nie myśli o tym, co robi i jaki to może mieć wpływ…
    A jakie to w sumie miało znaczenie? Na pewno dla stwora w jego spodniach– żadnego.
    Zack obserwował jej mimikę i reakcje, trochę zdziwił się na korzyść brakiem gwałtownego obrzydzenia na widok pierwszych fotek, choć uwaga o horrorach pokazywała, że dziewczyna chyba faktycznie nigdy nie czuła zapachu śmierci z bliska. A przynajmniej zapachu atmosfery miejsca, w którym dokonano autentycznej przemocy. Zack zaś znał ten zapach. I teraz tylko niech nikt nie zapyta, czy go lubił…
    Z bliska widział też nie tylko zdjęcia i czuł atmosferę biura, coraz bardziej duszną, bo sam też się pocił na plecach i czuł kropelki na mostku – ale widział też reakcje ciała Kayi. Te kropelki na szyi, gdy odsłoniła włosy, niemal smagając go nimi po twarzy, rosnącą wilgotność na dekolcie, gdy odpięła –zupełnie odruchowo –drugi guzik miękkiego materiału koszuli…
    Aż cyknął językiem, kręcąc głową – mózg mówił „Ja pierdolę, długo już nie wytrzymasz”, ale Kaya mogła to wziąć za dezaprobatę dla jej opinii. Czuł też specyficzną zmianę, czy może domieszkę zapachu do zapachu jej perfum – pot, zgrzanie ciała, choćby nie wiadomo jaką niewinną grała, feromony zaczynały krążyć coraz szybciej, a Zack – coraz szybciej chciał oddychać, ale się powstrzymywał.
    Powstrzymywał się – ale ledwo ledwo, gdy nagle rzuciła się do przodu, wsparta dłonią na jego kolanie. Spojrzał na te jej rękę – przy okazji na spodnie w kroku – a potem na kibić wygiętą w taki sposób, że… i tyłek, który zaraz ulokowała dokładnie przed jego nosem. No tego już było za wiele. Taka bezczelność i nieokrzesanie u nowej pracownicy pierwszego dnia??
    Już wyciągał łapy, żeby ją złapał w talii, gdy ona działała w programie do obróbki, choć Zack miał teraz na myśli tylko jedną rzecz od obrobienia, i to coraz gruntowniej –i w tym momencie ona obróciła się do niego przodem, trącając oczywiście kolanami jego uda od wewnątrz, bo jeszcze wbiła się mu między nogi…
    Zamiast więc złapać ją w talii – zaczepił już sunące ku niej dłonie o blat stołu, w ten sposób zamykając gąskę w zagrodzie, podniósł nieco głowę i słuchał jej wykładu o granicach.
    – Twoim limitem jest – kurrrwa mać – kaczy embrion… –powtórzył za nią cichym napiętym głosem. Wbił w jej oczy spojrzenie, od którego można by odpalić pochodnię, i wysyczał: – No to chuj wiesz, Kaya, o granicach…
    W jednej sekundzie powstał jak na sprężynie, obiema stopami dosunął się do biurka, przez co przyparł ją do blatu tak, że musiała czuć krawędź jako coś, co wbijało jej się w pośladki. Teraz znajdował się tuż przy niej, między jego brzuchem a jej piersiami można było włożyć co najwyżej pięść. Wyższy od niej o paręnaście centymetrów, pochylił się nad nią, zmuszając być może do zadarcia głowy, ale nieważne, czy miała tai plan, bo w następnej sekundzie już złapał ją lewą dłonią za talię, dość zdecydowanie wpijając palce w ciało, a druga dłoń przywarła do jej twarzy w ten sposób, że palce przylgnęły do policzka a kciuk wpełzł wpomiędzy wargi i zaczepił się za kącik.
    – …poza jednym: że warto cisnąć do dwustu procent. W sumie potraktuję to jako twoją rekomendację… – zacisnął dłoń, przez co kciuk naciągnął jej kącik, a palce mocniej wpiły się między żuchwę a szyję. – Zasłoniłaś mi ekran… – dłonią z talii zaczął wędrować po jej prawym boku w górę, emocje, które już nie chciały się powstrzymywać, choć jeszcze ostatkiem sił to robił – rozsadzały go. Wciskał tę dłoń tak mocno, że część trasy przebył razem z koszulą, wyciągając ją częściowo ze spódnicy, i w ten sposób dotarł do piersi…
    – Skąd wiesz, że nie stanęłaś na jakiejś granicy? – …ale minął pierś i szedł dłonią dalej, jednocześnie odginając kącik coraz mocniej na zewnątrz – Dotknęłaś mojego narzędzia… – dłoń dotarła do jej ramienia i zakleszczyła się na nim rozcapierzonymi palcami jak jakiś gigantyczny pająk – …pracy bez pozwolenia… Chcesz powiedzieć, że nie było tu granicy?? –głos mu się podnosił, w spojrzeniu nie było niczego zabawnego. – Czy że ją świadomie przekroczyłaś?! – wyjął kciuk z jej ust, choć tak naprawdę chciał tam jej wsadzić wszystkie palce, i wczesał palce we włosy nad lewym uchem. – No to… bądź tak miła… i przesuń się… bo dalej mi zasłaniasz…– głos mu drżał, choć nie, to nie to: po prostu mówił przez ściśnięte gardło – …i nie widzę efektów twoich fachowych działań… Przesuniesz się? łaskawie? Panno Davis?
    Teraz pot i jemu ciekł wyraźnie ze skroni na szyję, koszula, chyba lniana, zdawała się nabierać wilgoci od ciała. Wodził oczyma po jej twarzy, jakby szukał miejsca, na które przede wszystkim należī zapolować, a przecież tylko prosił o to, żeby się odsunęła – środkami, których wymagał fakt, że zakryła mu ciałem drogę do komputera. Którego kurewsko nie chciał teraz oglądać – pewnie dlatego zdawało się, że powoli, mówiąc, zbliżał twarz do jej twarzy. Chwyt na ramieniu zupełnie przestał mieć pozór przyjacielskiego złapania – a dodatkowo zaczął ją odciągać w jej prawo; każdy zrozumiałby to jako silną konieczność poddania się takiej dość siłowej z konieczności propozycji. No chyba że ktoś miał pazurki, a po zwycięstwie nad swoimi potworami – innych w ogóle się nie bał… A sam Zack Może za chwilkę będzie gotów przeprosić, że tak bardzo chciał zobaczyć zdjęcie po jej obróbce, że być może wywarł na niąjakiś nacisk... Choć teraz absolutnie nie wyglądał, jakby miał takie kurtuazje w planach.


    .
    .
    .
      



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-06-26, 03:17

    Biedny Zack, naprawdę biedny... Albo wróć, biedna Kaya bo jeśli takie wywracanie oczami notorycznie będzie go denerwować, to okres próbny skończy się szybciej aniżeli zaczął, bo ten gest jest tak bardzo wpisany w jej osobowość, że można by było ją nazwać Rolly Eyes Kaya - ot indiańskie imię, czy coś! Zapewne w swoim repertuarze miała jeszcze wiele tego typu gestów wyrażających przysłowiowe opadnięcie witek, które mogła mu zaprezentować, i jeszcze będzie miała ku temu okazję przez najbliższe trzydzieści dni licząc od poniedziałku, rzecz jasna i klarowna.
    Davis lubiła ciepło ale tylko i wyłącznie wtedy kiedy mogła siedzieć na plaży lub w ogródku i smażyć się na słońcu najpierw z jednego boczku, a później z drugiego dla równomiernej opalenizny. Ba, czasami chodziła na plażę gdzie można było opalać się toples lub całkowicie nago! Wpuszczali na taką plaż już od siedemnastego roku życia, więc takich wizyt ma kilka za sobą.
    Młoda kobieta, pełna wdzięku, jakieś dziwnej dziewczęcości, mimo swojej dorosłości nie miała w intencji wyjścia na źle wychowaną. Emocje wzięły nad nią górę, bo nie rozumiała jak można spieprzyć proste nie pozowane w żaden sposób fotografie, podstawowe błędy początkującego, albo osoby, która w ogóle nie powinna chwytać aparatu do ręki, bo nie miała ku temu odpowiedniej wiedzy sprawiły, że zupełnie straciła animusz i postąpiła tak jak zwykła robić to w codziennym życiu - pochopnie, nierozsądnie i zanim zdążyła pomyśleć czy może, czy wypada, zwyczajnie to zrobiła nie bacząc na konsekwencje, które zaraz miała poznać. Z pozornie zwyczajnej rozmowy nie zostało już nic, Kayi zaparło dech w piersi kiedy zabrał jej jakąkolwiek możliwość ruchu, tudzież nie mogła odejść ani w prawo ani w lewo bo opierał ręce po obu stronach jej ciała, ale nie dała po sobie poznać nagłego skoku adrenaliny, chociaż dla wprawnego obserwatora.... Żyła na jej szyi zaczęła drgać w szybszym tempie, a w ustach zrobiło się sucho jak na pustyni. Nie było siły, musiała zadrzeć głowę lekko w górę by móc patrzeć mu w oczy, nie była przestraszoną małą dziewczynką, która bała się kontaktu wzrokowego, chociaż... Nie, to tylko pozory, wewnątrz chciała spierdalać oknem, wraz z umową, którą podrze na małe kawałeczki. Ale jej drugie oblicze, ten diabełek za lewym uszkiem kazał jej się uśmiechnąć, zadziornie, wręcz prowokująco. Bo dlaczego nie? A no dlatego, że dopiero się poznali, że nawiązali relację szef-pracownik a o dodatkowych usługach nie było mowy, choć nie wiadomo czy jeśli takowa by była to czy Kaya by na to poszła? Możliwe, ale istniała opcja, że nie. Przecież był przystojny! Już od pierwszej sekundy kiedy zobaczyła go klęczącego na ziemi coś tam w niej drgnęło, czemu miałaby odmówić sobie tej przyjemności?
    Za dużo myślała, za bardzo analizowała to jej minie. Wszystkie za i wszystkie przeciw z automatu układały się w jej główce w rozbudowane drzewko decyzyjne.
    Nie było odwrotu, widziała więcej minusów tego co się działo niż plusów ale... Ciało swoje, mózg swoje, odwieczna walka dobra ze złem.
    Ukryta Wiadomosc:
    Jesli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc te wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---



    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-06-26, 18:29

    Te dłonie na koszuli – delikatne, o wąskich palcach i drobnych kosteczkach – dłonie które przylepiały mu koszulę do ciała, próbując go jakby odepchnąć, no i właśnie ten akt sprzeciwu, ale nieskuteczny zupełnie, bo może jednocześnie miał i nie miał być skuteczny… teraz to nieważne. Nawet gdyby Kaya był „bez winy” – i tak sięgnąłby ją jeśli nie gniew czy kara ze strony Zacka, to i tak – jego rozpędzone pożądanie. Czuł jej emocje – do pewnego stopnia oczywiście, ale były i tak bardzo sugestywne; czuł coś, co mogło być strachem, ale był też na niej zapach odwagi, jednocześnie dziewczęca niewinność – i rodzaj niby to ukrytej prowokacyjności, jakby łączyła w sobie Lolę-Lolitę i dorosłą kobietę wyposażoną w narzędzia do owijania sobie facetów wokół su… – palca.
    Ukryta Wiadomosc:
    Jesli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc te wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---


    .
    .
    .
      



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-06-26, 21:19

    Ukryta Wiadomosc:
    Jesli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc te wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---



    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-06-27, 04:06

    Ukryta Wiadomosc:
    Jesli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc te wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---


    .
    .
    .
      



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-06-27, 13:42

    Ukryta Wiadomosc:
    Jesli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc te wiadomosc
    --- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---



    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-06-27, 16:35

    W Zacku działo się teraz coś takiego, co dzieje się w rzece do której wpadają dwie inne rzeki. Kotłowały się w nim siły i emocje pochodzące z różnych źródeł, ale za to o jednej substancji, tylko że z kolei różnych zabarwieniach. Wściekłość, która – gdyby ją uwolnił – mogłaby doprowadzać do tragedii; zimna mefistofeliczna skurwysyńska wola zadawania wysublimowanych cierpień z zimną krwią, oraz… empatia, żal za to co zrobił, potrzeba naprawienia krzywd, ewentualnie udzielenia ojcowskiego pouczenia, że popatrz, dziecko, co się dzieje w takich razach. Tutaj nie dotykaj, tam nie podrażniaj.
    Na to budziła się druga siła i zachęcała do podrażnień, żeby pierwsza mogła wybuchnąć niekontrolowaną wściekłością i tak w kółko, w splątaniu i pomieszaniu, jak chaotyczne zbijające się nawzajem fale trzech rwących rzek, zderzające się ze sobą w niedorzecznym dorzeczu.
    A jednak po kilkunastu sekundach gigantyczna energia kipieli zaczęła słabnąć, Zack oddychał miarowo, nie głęboko, ale miarowo, patrząc w drzwi, czując za plecami Kayę i starając się nie myśleć o tym, co zrobił, i nie widzieć oczyma pamięci tego jej koszmarnie podniecającego ciałka, rozkrzyżowanego górną połową na jego biurku, z jedną piersią wywaloną na wierz tak wulgarnie, tak po chamsku, tak że aż mu się zaczęło robić wstyd?
    Nie: wstyd nie. Po prostu potrafił mieć też inne ambicje. A przecież modlił się przed chwilą, żeby i ona potrafiła zgasić przynajmniej w części te siły, które rzuciły ją w niego tak, że prawie nie zdołał się oprzeć. I modlitwy zostały wysłuchane…

    Drgnął, prawie niezauważalnie, słysząc jej szept. Dwukrotne zaklęcie z prośbą o wybaczenie. Ona –obca dziewczyna, prosiła go o wybaczenie. To znaczy że mógł go jej nie dać! Ale mógł dać.
    Drgnął, ale na razie się nie poruszył. Emocje – takie, jakie nim przed chwilą targały –nie opadają tak sobie w pół sekundy.
    Słuchał czy ona powie coś jeszcze, a kiedy się upewnił że nie – odwrócił się powoli.
    Dobrze – pomyślał – że zakryła tę pierś. Była zbyt piękna. A jest dzień, przedpołudnie, zaraz wróci Sheila… Scolding ruszył ku Kayi, stanął obok i wyciągnął do niej rękę. Bez żadnych minek, ukłonów, bez niczego – tylko dłoń, wielka męska dłoń.
    – Wstań.
    Krótki komunikat, polecenie albo sugestia.
    – Zachowałaś się niewłaściwie – rzucił przez ramię, ruszając na skos pokoju. W rogu na lewo od wejścia był obszerny fotel z widokiem na drogową mapę Kalifornii, wiszącą na boku szafek – ale ja też zareagowałem może zbyt gwałtownie. Pewnie chciałabyś, żeby ci zagwarantować, że to się nie powtórzy…
    Starał się nadać temu możliwie chłodny, niezaangażowany ton. Realnie rzecz biorąc każda kobieta na jej miejscu uciekłaby już dawno wentylacją albo przez dziurkę od klucza, denuncjując Zack ana policji. Ale Kaya tego nie robiła. Dobrze widział dlaczego – odpowiedź kryła się w jej oddechach i spojrzeniach, w jej zapachu i słowach. Otóż –ona też tego chciała. Nawet jeśli nie wiedziała czego. I Zack – rozumiejąc to –nie widział w tym swego zwycięstwa. Raczej… przeszkodę. Którą będzie trzeba pokonywać.
    A bardzo, ale to bardzo lubił pokonywać przeszkody…
    – Z drugiej strony… –podjął, siadając w fotelu – czy raczej zapadając się, bo był to stary i cholernie wygodny fotel, obszerny, miękki, ale nie za miękki. Ideał. Fotel-przyjaciel – …z drugiej strony nie może być tak, że proste polecenia trafiają na opór. Od tego może przecież zależeć twoje życie, Kaya! Kiedyś. W przyszłości. Chcę być dobrym szefem. A dobry szef troszczy się o swoją sekretarkę. Uczy ją, a nieraz i trenuje –jeśli nie pogniewasz się za takie sformułowanie –ale to po to, by jej praca była dla niej przyjemnością, korzyścią i…
    …i dawała wielokrotny orgazm, bez względu na to, czy wynika ze spolegliwości, czy z buntu i prowokacyjnej zadzierzystości; orgazm za orgazmem, siniaki, pręgi, pot, łzy i wszelakie inne wydzieliny?
    No jakoś tak; Zack uśmiechnął się pod nosem, patrząc na nią. Gdzie teraz była – gdy się podniosła? Co robiła? Doceniał jej rozsądek i siłę –siłę, jakiej potrzeba by ugasić albo stłamsić żądzę. On też poddał się tej sile i tak naprawdę to był wkurwiony. Ale w nagrodę miał jedno: ona przyjdzie tu do pracy. Będzie ją widział codziennie, i to nie tylko w biurze. Sheila będzie mogła wziąć wcześniejszy urlop przed odejściem, a że ponoć już się poumawiała na jakieś prywatne doradztwo rachunkowe, to nie będzie miał wyrzutów sumienia,że ją zwalnia z dnia na dzień. Wszystko pięknie. Jutro weekend, a w poniedziałek - początek próbnego miesiąca.
    Weekend.
    Hm. Strzelnica? Ryby? Górski zapierdol po szlakach? Zack odwrócił głowę i na moment utonąłby w myślach… gdyby nie Kaya Davis. Bo ciągle tu była – a w takiej sytuacji Zack Scolding musiał się dobrze starać, żeby nie zgubić wątku…
    – Zadzwonię do Sheili, żeby kupiła ci koszulę, czy coś… – wyciągnął w powietrze dłoń w geście, który mógł znaczyć „podaj mi telefon jest gdzieś tam”. – Jaki nosisz rozmiar? Czy… w takim przypadku to po prostu XS czy coś…?


    .
    .
    .
      



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-06-27, 19:06

    Bóg w ogóle istnieje? Jeśli tak to do jakiego Boga modlił się Zack? Może do siebie samego? W końcu widać, że jest pewnym siebie, wiedzącym czego chce od życia i ludzi w koło, stanowczym i wymagającym mężczyzną. Kaya zawsze lubiła wyzwania, podejmowała niemal każdą rzuconą jej rękawicę a już najlepiej działała w momencie kiedy ktoś rzucił jej tekstem: nie dasz rady. Działało to na nią jak płachta na byka i sprawiało, że za wszelką cenę starała się udowodnić tej osobie, że jednak sobie poradzi. Czasami koszta takich działań były wysokie ale wielokrotnie ten wysiłek się opłacał z prostej przyczyny - satysfakcja z udowodnienia komuś, że się mylił i szok na twarzy tej osoby to jak miód na serce. W zasadzie gdyby nie liczne sesje z psychiatrą to pewnie nie byłaby tym kim jest dziś, tą silną wersją siebie.
    Uchwyciła jego rękę bardzo delikatnie jakby się bała, że mocniejszym chwytem sprawi iż ich ciała nawet w tak prostym geście będą się stykać zbyt długo. Ich dłonie były lepkie, spocone ale udało jej się wstać, spełnić jego krótkie polecenie. Nie ruszyła się jednak z miejsca, stała plecami zwrócona do biurka nawet kiedy on się przemieścił.
    Nie koniecznie... - powiedziała sobie w myślach na jego słowa o gwarancji. W zasadzie nie była pewna czy chciała by się powtórzyło czy nie, czy w ogóle chciałaby więcej tu nie wrócić, ale Kaya Davis była słowną osobą, a już zwłaszcza wtedy kiedy jej podpis widniał pod zapisami umowy. Nie lubiła robić z gęby dupy, jakkolwiek w kontekście tej sytuacji te słowa nie brzmią. Oddech bardzo powoli wracał do normy choć czuła, że drży, że ma miękkie kolana i kręci się jej w głowie. Nerwowym gestem wygładziła spódnicę na biodrach by za chwilę chwycić jej rant i ściągnąć ją nieco w dół ponieważ bardzo się zmarszczyła i podwinęła mniej więcej do połowy uda, a powinna sięgać przed kolano.
    - Wiem, przepraszam jeszcze raz- czuła się winna tej sytuacji dlatego też spuściła lekko głowę i wbiła wzrok w swoje buty. Przygryzła mocno wargę, dobrze, że nie widział co robiła. Nerwowo bawiła się fragmentem koszuli wyciągniętej spod spódnicy, była odrobinę w szoku, odrobinę zawiedziona, że nie doszło do niczego więcej, zawstydzona swoją własną głupotą, bo przecież jest inteligentną osobą a tak bardzo dała... Nie, nie nie dała, ale zawaliła już na samym początku. Przetarła czoło wierzchem dłoni i strzepnęła z niej kropelki potu. Ktokolwiek wymyślił klimatyzację - działającą - jest geniuszem i powinien dostać jakąś super nagrodę.
    Davis przeczesała palcami włosy, żeby jakoś wyglądać w miarę znośnie. Niedbałym ruchem wyciągnęła spod spódnicy całą resztę koszuli by ta mogła swobodnie opaść wzdłuż ciała, materiał sięgał do końca pośladków. Odwróciła się powoli, nie była pewna czy powinna wykonywać jakikolwiek ruch bez wyraźnego pozwolenia, ale zaryzykowała. Weekend, co to jest weekend? Ona go miała od kilku ostatnich dni, non stop na imprezie, ale teraz się to skończy, przyjaciele będą mocno zawiedzeni. Trudno, kiedyś trzeba dorosnąć i zacząć funkcjonować jak każdy szanujący się dorosły.
    - Wydaje się Pan być znawcą kobiecego ciała...- powiedziała spokojnie ale nie patrzyła na niego, tylko gdzieś nad jego głowę.
    - Góra S, dół XS- dodała pospiesznie, co by uzyskał odpowiedź na swoje pytanie, żeby znów nie zarzucił jej niesubordynacji czy chamstwa. Nie chciała czekać, chciała stąd wyjść jak najprędzej się tylko dało, dlatego też jednym sprawnym ruchem oderwała poszarpany rękaw koszuli i rzuciła go na biurko. Z drugim rękawem zrobiła dokładnie tak samo, przez co się ich pozbyła i stworzyła bezrękawnik. Pozostała jeszcze kwestia braku kilku guzików. Schowała apetyczną pierś za materiał biustonosza a koszulę, w zasadzie to co z niej zostało, rozpięła do końca i związała ją tuż pod biustem w elegancką kokardę, tworząc zupełnie nową stylizację, już nie tak sztywną i nadętą. Czyli kreatywności jej nie brakowało, zdecydowanie.
    Obeszła biurko, przebiegając po nim palcami, tylko po to by chwycić kopię swojej umowy, zgięła ją w pół i spokojnym krokiem ruszyła w stronę drzwi.
    - Do zobaczenia w poniedziałek Panie Scolding - posłała mu przyjazny, tajemniczy i lekko chytry uśmieszek a w jej oczach migotały iskierki rozbawienia. Nie dała mu czasu na reakcję, chciała pozostawić po sobie niedosyt, głód jej osoby, niezaspokojone pragnienie. Kiedy już wyszła do "recepcji" przyspieszyła kroku byle tylko jak najszybciej znaleźć się na zewnątrz, gdzie w sumie nie odczuła zmiany temperatury, jednie wiatr smagnął jej wilgotną skórę, co przyniosło jej ulgę. Kilkadziesiąt metrów i była już w swoim samochodzie, w którym chwilę posiedziała by się uspokoić i pojechała do domu. Tak, oba rękawy zostawiła w biurze Zacka, pamiątka? Pewnie wolałby coś zgoła innego.

    ztx2



    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-06-28, 11:07

    [2]

    Ośma czterdzieści jeden.
    Zack, w spranej cienkiej koszuli wyłożonej na cienkie długie bojówki, wpuszczone niedbale w wielkie płowe trapery, siedział na kanapie w „recepcji” – pomieszczeniu, do którego wchodziło się z korytarza biurowca. W recepcji było stanowisko sekretarki-asystentki, kanapa właśnie, oraz szafka z segregatorami i jakiś kwiat wiecznotrwały. Sheili już nie było.
    Siedział z laptopem na kolanach, obok miał jakieś papiery i zniszczoną, pozwijaną papierową mapę miasta. W kącie stal też wentylator na statywie – ot, śmigło, które z wysiłkiem mieliło ciężkie powietrze.
    Przebiegał w myślach drzewko sytuacyjne. Istotą było wywabienie Roda Bentona, zmęczonego swoimi machlojkami skurwysyna, odpowiedzialnego za przechowywanie pewnych fantów innego kolesia, którego na polecenie pewnego biznesmena Scolding namierzał. Mogło być różnie, nawet bardzo różnie. Dodatkowo nie planował za dużo ujawniać Kayi – z kilku powodów. Zresztą jednym (ostatnim chyba) z nich była irytacja, w jaką wprawiły go jej wczorajsze smsy. Nie po to się komunikował w zawodowych sprawach żeby dostawać takie foty.
    Inna rzecz, że owszem, kilka razy sobie do tego smsa wracał, a dokładniej do jej wizualnej części. To zaś prowadziło go do dzisiejszej akcji i roli Kayi. Na myśl o tym zerknął na zegarek – ósma czterdzieści trzy. Nie pisał jej konkretnych minut, ale do ósmej czterdzieści pięć zakładał właściwy czas. Potem naliczał coś w rodzaju spóźnienia – jak je określi (olewactwem, niefrasobliwością, prowokacyjną manifestacją niezależności ze strony dziewczyny), to się okaże, o ile się spóźni. Inna rzecz to strój. Trochę był na siebie zły, że wysłał mu się ten pierwszy sms i kretyńska literka „k” – no ale trudno. Przy okazji zobaczy jak panna Davis wyobraża sobie atrakcyjność.
    Zamknął jedno okno w laptopie i pojawiło mu się okno z instagramem dziewczyny. Nabrał powietrza, przeskrollował jeszcze trochę, zatrzymał się na kilku zdjęciach, spiął kąciki w minie „Ja pierdolę…” – tyle samo aprobaty, co dezaprobaty, przy czym ta ostatnia dotyczyła raczej swoich możliwości opanowania się – a przecież czekała ich akcja, a przynajmniej działanie terenowe, a nie podryw.
    Podryw w ogóle był konkurencją, w której Zack nie był dobry i zwykle się w nią nie wbijał. Nie lubił podrywać, i nie lubił tej konwencji, w której samczyk obskakuje samiczkę, strosząc kolorowe piórka i znosząc jej kretyńskie dzióbki i trzepot rzęs (choć bywały takie usta i takie oczy, które mogły robić dzióbki i trzepoty (respectively) w wyjątkowych sytuacjach). Albo się bierze za szyję, za pas czy za co tam, i ciągnie do jaskini, albo – ewentualnie – hipnotyzuje przy jakiejś kolacji, zresztą w wiadomym celu.
    Ale to nie teraz. Teraz Zack zamknął instagrama, skrobnął jeszcze coś ze współpracownikiem na iChacie i usłyszał kroki na korytarzu, a po chwili – syk otwieranych drzwi wejściowych.


    .
    .
    .
      



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-06-28, 12:08



    Kaya była na lekkim kacu, wiedziała by poprzedniej nocy nie przesadzać z alkoholem tak jak to robiła zazwyczaj, bo w poniedziałek miała rozpocząć pracę i to chyba pierwszą taką poważną. Czy się stresowała? Owszem, bardzo! Zwłaszcza mając na uwadze wydarzenia z rozmowy rekrutacyjnej, którą rozpamiętywała przez kilka dobrych godzin. Gdyby tylko Zack wiedział co robiła gdy wróciła do domu...
    Musiała wziąć lodowaty prysznic, a że z słuchawki woda leciała pod dużym ciśnieniem to chyba nie muszą nazywać po imieniu co z tym faktem zrobiła. Było przyjemnie, tyle powinno wystarczyć.
    Cały weekend starała się nie myśleć o mężczyźnie choć nie było to łatwe, zasiał w jej głowie ziarno, którego albo żniwa pewnie oboje niedługo będą zbierać, lub plon zginie śmiercią naturalną. Nastąpi proces gnilny i życie zatoczy krąg czyniąc podłoże jeszcze bardziej żyznym.
    Davis była wstawiona kiedy wysyłała odpowiedź na wiadomość Zacka, na trzeźwo kiedy ją przeczytała to złapała się za głowę. Boże, co za debilka. Musi się ogarnąć bo jak tak dalej pójdzie to... no właśnie może nie pójdzie.
    Załapała aluzję co do stroju, choć wcale nie była pewna tego co nakłada na swoje smukłe ciało, przez myśl przeszło jej, że przypadkiem może go tym znowu do czegoś sprowokować, a obiecała sobie, że więcej tego nie zrobi, nie ważne jak bardzo by na nią działał. Dziwnie się czuła idąc do biura w tak krótkiej i obcisłej sukience, pod którą nie założyła biustonosza bo najzwyczajniej w świecie brzydko się pod nią odznaczał, a teraz? Teraz elastyczny materiał kiecki pięknie opinał się na jej ciele, przylegając perfekcyjnie do każdej krzywizny jej szczupłego ciała. Zaparkowała swoje auto dwie ulice dalej bo w LA ciężko to by w komfortowy sposób postawić samochód pod miejscem docelowym. Spakowała kluczyki od swojego niebieskiego Mini do kopertowej torebki i zupełnie na spokojnie ruszyła pod biuro. Miała jeszcze chwilę czasu, więc pod drodze zaszła do kawiarni gdzie kupiła dwa wielkie kubki z kawą. Nie bardzo wiedziała jaką pija Zack więc dla niego wzięła zwykłą, czarną bez żadnych dodatków. Pod budynkiem znalazła się równo o 8:45, drzwi otworzyła sobie ramieniem uważając by nie wylać kawy. Weszła do środka i jej oczom ukazał się osobliwy widok. Siedział na kanapie, na totalnym luzie, przeglądał coś na ekranie komputera. TEGO komputera, którego ekran mu zasłoniła. Przełknęła ślinę, musiała się opamiętać. Chill Kaya, chill!
    - Dzień dobry- powiedziała od progu i podeszła pewnym krokiem do sofy na której siedział. Uśmiechnęła się przyjaźnie, zupełnie tak jakby w piątek do niczego nie doszło. Bo nie doszło! Wymazała to z pamięci, albo chciała wymazać. Jedno z dwóch. Podała mu kubek z kawą, ot na zasadzie gałązki oliwnej.
    - Zwarta i gotowa do działania, co robimy?- dodała radośnie. Była podekscytowana, to oczywiste! Każde nowości ekscytują, budzą strach, podniecenie.



    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-06-28, 16:57

    „Dzień dobry”, jasne. Nie podnosił jeszcze wzroku znad swoich spraw, ale miał ochotę udzielić jej reprymendy. Nie bił się jednak z myślami, już to przemyślał wcześniej, więc zamknął laptop i podniósł wzrok, kiedy jej nagie kolana pojawiły się w jego polu widzenia.
    Od kolan w górę, na granatową tkaninę w delikatne fakturalne prążki, przez talię na wypukłość pod dekoltem, przez skórę na dekolcie aż po… choker? Okeeej – i dalej na twarz. Zacisnął szczęki, w myślach wyświetliło mu się wielkie neonowe OJAPIERDOLĘ – była dziewczyną kilkuset procentową. Nie było w niej po 25 procent subtelnego piękna, wyzywającej suki, uroczej dziewczynki i wyniosłej bogini – wszystkiego miała po sto procent, jakkolwiek w matematyce wydaje się to niemożliwe, ale Kaya Davis była po prostu ponad jakąś pieprzoną matematykę! Piękność, dziewczynka, bogini i suka, wszystkiego w nadmiarze…
    Odwrócił wzrok, uspokoił dwa przyśpieszone oddechy – i ignorując jej dłoń z kawą. Może to było podłe… jakiż to koszt wziąć od kogoś, kto się postarał, kawę i podziękować? Ale jakoś nie mógł.
    – Nie taki strój miałem na myśli – rzucił cierpko i wstał. Dopiero gdy ustawił się przodem do niej, spojrzał jej w oczy (wzrokiem łapiąc się rzęs, żeby nie utonąć). – Znaczy – nie do końca taki. Swoją drogą, Kaya… co to za brednie wysyłasz mi w odpowiedzi na służbowego smsa? – ujął palcami jej podbródek i trzymał tak, nieruchomo, patrząc na jej piękno i starając się ani go nie uwielbić, ani nie zdruzgotać – a na oba akty miał cholerną ochotę. Bo nie było to piękno kojące, a wyzywające. Piękno udające że jest samo siebie nieświadome, że co? ja? jestem tylko dziewczyną… Ta, jasne, kurwa!
    Obrócił jej głową trochę w lewo i w prawo, w zasadzie tylko po to, żeby wytworzyć tę minimalną scenkę jego supremacji i władzy, i puścił, ruszając do sekretarskiego biurka –jej miejsca pracy, którego miała teraz nie zająć.
    – Nie jestem jakimś kapłanem smaku kawy i nie musi być parzona w określonej temperaturze, i mielona w określonej wilgotności, a przedtem zbierana przez ludzi o określonej grupie krwi. Ale niech nie będzie taka gigantyczna. To nie superdolewka albo olej napędowy z dystrybutora. Zapamiętasz?
    Kurwa – wcale nie miał takich obostrzeń. Musiał je wymyśleć na bieżąco – ale kiedy już to wypowiedział, obrócony do niej, wciąż stojącej z dwiema kawami z kawiarni na wynos…
    Fuck… Daj – wyciągnął rękę, przejął jeden kubek, zdjął plastikowe wieczko, wywalił je do kosza przy jej biurku i pociągnął nosem nad parującym jeszcze napojem. Upił dwa łyczki – i nie skrzywił się, choć chciał. Akurat pechowo i dla dobrego serduszka Kayi i dla kosztownego wyrzutu sumienia Zacka – ta kawa po prostu mu nie smakowała. Nawet w formie czarnej bez cukru.
    – Masz szczęście, że jest świetna – wybąkał, opierając się tyłkiem o krawędź jej biurka i patrząc sobie na nią już lżejszym wzrokiem.
    – Posłuchaj, Kaya. Nie wiem, czy coś niejasnego było w moim poleceniu, ale ubrała się jak na randkę z dawną miłością z liceum – (dawną jak dawną –w jej wieku miłości z liceum to pewnie był czas zgoła bieżący). – Masz zwrócić uwagę i zachęcić do interakcji człowieka, który spędza czas od obiadu do świtu na wciąganiu kresek z cycków i tyłków. Jak cię zobaczy, pomyśli że na jego ulicy zgubiła się nieśmiała dziewczyna początkująca na instagramie – wypuścił powietrze przez nos, pokręcił głową i skrzyżował ramiona na piersiach, zerkając na zegar wiszący na ścianie. Ósma czterdzieści dziewięć. Następnie przeniósł spojrzenie na nią i z radością stwierdził, że nie brak mu profesjonalizmu, skoro nie rzuca się na nią, żeby położyć wielkie łapy na jej talii i mapować nimi całe ciało przez sukienkę, pod sukienką, bez sukienki. Opamiętał się. Na razie.– No dobra. – Łyknął kawy dla zachowania pozoru, odbił się od biurka i ruszył do niej –ale minął ją, bo zmierzał, jak się okazało, do wąskiego czarnego małego plecaczka – takiego jaki się zabiera na aktywność fizyczną, żeby nie przeszkadzał w biegu albo podczas wspinaczki łokciom. – Na swoim instagramie występujesz czasami w nieco mniej ugrzecznionych wersjach. Popracujemy nad, jak to się mówi, wizerunkiem. Chodź – zarzucił sobie plecak na ramię i ruszył do wyjścia, znów obok niej, a mijając ją spojrzał na jej tyłek, podejmując pewien drobny pomysł na korektę, gdy już będą na miejscu. – Szczegóły wyjaśnię ci w samochodzie. Mamy zresztą kilka innych drobnych spraw po drodze – i minął ją, teraz dopiero zauważając n a pewno, że ona nie ma stanika i z rozpędu stawiając pierwszy krok ku drzwiom.


    .
    .
    .
      



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-06-28, 17:56

    Zdecydowanie nie postrzegała się w taki sposób w jakim widział ją Zack, choć miała świadomość swojej urody i to w jaki sposób działa na płeć przeciwną, choć i na swoją własną też, to nie uważała się za wybitną piękność. Jak każda kobieta miała kompleksy, widziała się zapewne dwa razy gorzej aniżeli jest w rzeczywistości, kobieta... może to za dużo powiedziane? Przecież jeszcze całkiem niedawno była uroczą nastolatką z wielkimi problemami z trądzikiem, z dużą nadwagą, nosiła okulary i mało do kogo się odzywała. Jak wiele a jak niewiele człowiekowi potrzeba ku temu by rozkwitł? Jej na początek potrzebna była totalna destrukcja, zapadnięcie się w grząski muł, bardzo, bardzo głęboko, by po czymś tak strasznym jak targnięcie się na własne życie, z pomocą dobrej duszy wygrzebać z dna i wyskoczyć z wody jak zwinna rybka. Tylko tyle i aż tyle. Widać trafiła w swoim krótkim życiu na odpowiedniego człowieka w odpowiednim czasie, choć mogło być zdecydowanie za późno.
    Lewa brew Kayi powędrowała bardzo powoli ku górze w szczerym geście zdziwienia. Żadnego cześć, żadnego witaj, żadnego pocałuj mnie w dupę tylko od razu krytyka? Przecież odwaliła się jak stróż w Boże Ciało! Elegancka, seksowna i opinająca sukienka podkreślająca absolutnie wszystkie detale jej kobiecości, wąską talię, krągłe biodra, idealnie proporcjonalne piersi.
    Kurwa... Myślałam, że to przemilczy... Czemu ja muszę robić takie głupoty po pijaku?
    Pomyślała bardzo optymistycznie. Ona nie bawiła się w patrzenie na żadną inną część jego ciała tylko bez skrępowania obserwowała jego oczy, jak w trakcie konwersacji wypadało czynić z rozmówcą.
    - Proszę się postawić na moim miejscu, dzwoni Pan do mnie w moim prywatnym czasie, kiedy nie jestem w stanie odebrać, później dostaję sms, również w prywatnym czasie, więc jak miałam zareagować? Poza tym... - głupio jej się było do tego przyznać więc nawet lekko się zarumieniła i zanim dokończyła przygryzła lekko wargę kiedy tak ujął jej podbródek, znów poczuła dreszcze, elektryczny przeskok- po za tym świętowałam z koleżankami ten staż, no i trochę się wstawiłam.
    Szczerość, to ważna cnota, nie wielu ludzi ją posiada a Kaya? Z niej można było czytać jak z otwartej książki, choć do jej pewnej części był potrzebny kod dostępu, ale tego Zack jeszcze nie mógł wiedzieć. Dowie się, w swoim czasie.
    Czemu on ją tak irytował, już niemal od progu, bosz co za człowiek! Postawiła jednak na ugryzienie się w język, wydęła jedynie lekko policzki wypuszczając ze świstem powietrze z płuc.
    - Zapamiętam. Ale z jednym się mylisz... To znaczy z jednym się Pan myli. Kawa to jest olej napędowy, bez tego nie da się żyć jeśli już raz się posmakuje.
    I na potwierdzenie swoich słów podniosła do ust swój kubek z cholernie słodkim karmelowym latte na mleku koksowym z podwójną mleczną pianką. Trochę się oparzyła w usta pijąc z dzióbka w plastikowym wieczku, skrzywiła się nieznacznie. Kawa była smaczna ale jej mieszanka ziaren w domu zdecydowanie bardziej jej smakowała.
    - Podziękowania nalezą się temu uroczemu bariście z kawiarni ulicę dalej- zaśmiała się uroczo kiedy odebrał od niej ten kubek. Miała wolną rękę i mogła poprawić zsuwający się z ramienia cienki pasek małej torebeczki. Postukała pomalowanym na czarno, dość krótkim paznokciem w swój kubek na którym widniał numer telefonu i imię owego chłopaka z kawiarni. A jaka ona była dumna! Oczy migotały jej z taką wesołością! I zaraz znów zgasły słysząc jego kolejne słowa. Nie ruszała się z miejsca tylko obracała za nim by cały czas w kulturalny i uprzejmy sposób słuchać tego co mówił, frontem do rozmówcy.
    - Przecież wyglądam fantastycznie- oburzyła się. Brakowało tylko tego by tupnęła nóżką i strzeliła focha. Tak jak na co dzień nie robi makijażu tak dziś wykonała go od podstaw by być nieskazitelnie piękną, by podkreślić w seksowny sposób oczy, by jej usta wyglądały tak ponętnie jak tylko się dało, choć kolorystyka makijażu była bardzo neutralna. Stosownie do pory dnia.
    - Ooo... mam stalkera!- roześmiała się uroczo, dziewczęco i popatrzyła na niego z rozbawieniem. Cała złość jej minęła, ależ jej poprawił humor, wewnątrz trzęsła się ze śmiechu ale nie wybuchnęła nim gromko, tylko delikatnie by przypadkiem nie poczuł się wyśmiany.
    - To które moje zdjęcie podoba ci... Panu się najbardziej?- zapytała ruszając za nim posłusznie. Nosz naprawdę była ciekawa co tam jej szykuje, lubiła takie niewiadome, spontaniczne (w jej przypadku) akcje. Wyzwania, wyzwania i jeszcze raz wyzwania!
    - Już się nie mogę doczekać tych drobnych spraw, i tych mniej drobnych też.
    Ktoś tu miał naprawdę dobry humor, bo poruszała sugestywnie brwiami, miała oczywiście na myśli prace, nic zdrożnego. Ruszyła za nim by swobodnie mogli dojść do jego auta, bo przecież nie pojadą jej gratem.



    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-06-29, 19:42

    Na początku słuchał jej słów, zajęty prostymi czynnościami. Zamykał biuro, przekładał kluczyki do bliższej kieszeni, stukał palcami w ścianę czekając na windę. Ale z każdym jej słowem brwi zbiegały mu się trochę bliżej, a gdy winda przyjechała, Zack złapał Kayę za łokieć jedną ręką (bo w drugiej trzymał tekturowy kubek z kawą) – nie mocno, ale na pewno zdecydowanie – i wprowadził do windy, tam zaś przystawił do ściany, puścił jej łokieć i oparł się o ścianę prostopadłą. Mieli do przejechania 8 pięter, ktoś mógł po drodze wsiąść, pewnie dlatego niechętny gadulstwu Zack wyrzucił z siebie to, co miał do powiedzenia, dość szybkim strumieniem słów:
    – Kaya. Nie będę się stawiał na twoim miejscu. Ja jestem na swoim, na twoim jest Kaya Davis i przekaż jej, że jej czyny i słowa zapisują się u mnie. Te, które usłyszę i zobaczę oczywiście. Ale generalnie to ważńe: mówisz że nie bylaś w stanie odebrać…I o to chodzi. Praca u mnie to nie tylko Monday thru Friday duty hours. Jeśli masz zamiar nie reagować na proste wiadomości ode mnie w weekend, bo się bawisz i nie słyszysz sygnału, to – pokręcił lekko głową – nie wiem. Rozumiesz, że Sheila jakoś w piątym miesiącu ciąży mogłaby jeszcze pracować ze dwa miesiące na upartego, jeśli byłaby to praca polegająca na siedzeniu za biurkiem. Ale NIE JEST to praca tego typu. Czytałaś tę umowę czy nie? Tylko urlop daje ci wolność niereagowania na sprawy S:DPI. Chcesz się poskarżyć kurwa nie wiem: związkom zawodowym? Śmiało – wskazał abstrakcyjny kierunek na związki zawodowe, celując dłonią w drzwi windy. – Nie ucz mnie, czym jest kawa. I nie mów mi jak wyglądasz – bo szlag mnie trafia w związku z tym, jak wyglądasz, bo od tego twojego wyglądania Zack Scolding traci panowanie nad sobą, bejbe…? – bo to ja wiem, jak masz wyglądać, jeśli wygląd jest częścią zadań na dany dzień.
    Popatrzył na nią jeszcze raz, nabrał powietrze w płuca i wypuścił powoli. W windzie przynajmniej działała klima…
    – O twoim instagramie pogadamy w swoim czasie. I w ogóle o tym, czy będziesz bezpieczniejsza jako osoba niemal publiczna – a taką się jest, w pewien sposób, kiedy twój insta-profil jest do namierzenia.
    Tutaj musiał się trochę uśmiechnąć, bo zmiana jej usposobienia, kiedy tylko wszedł temat, który jej schlebiał, była taka dziewczęca – a jednocześnie przywoływała jej zdjęcia i Zack znów musiał sobie spojrzeć w bok. Na szczęście dojechali do celu – czyli na kondygnację U-2. Podziemny parking z miejscem na mnóstwo samochodów był jednym z powodów, dla których Zack wybrał ten budynek na siedzibę swej małej firmy.
    – Doczekasz się aż za bardzo swoich drobnych spraw, tak… – rzucił przez ramię, idąc szybko korytarzem i mówiąc sobie, żeby się nie odwracać… na próżno. W ciemnej szybie drzwi przed nimi Kaya odbijała się idealnie – i widział, jak cudownie porusza się jej ciało, jak – nawet może mimo jej woli – biodra kołyszą się na boki, amortyzując kroki, od których delikatne fale idą widocznymi mięśniami nóg w górę. Jasna cholera…
    Na szczęście już było blisko do hali parkingowej. Zack pchnął ciężkie drzwi – musiał w tym celu się zatrzymać, tymczasem Kaya mogła iść dalej, ale wówczas musiałaby się prześlizgnąć tuż przed nim, może nawet zaczepiając go czymś o coś.

    – Wskakuj – zakomenderował, pikając pilotem, na co zamrugał powitalnie ciemnoszary kilkunastoletni dodge journey. Jeśli Kaya chciała wsiadać – mogła wsiadać, natomiast Zack zaszedł wóz od tyłu, otworzył klapę bagażnika, wrzucił tam plecak, a ze schowka wyjął pas z kaburą i [jakimś małym pistoletem]*. Przeładował broń (echo poniosło się po pustej hali), coś jeszcze sprawdził i wreszcie klapnął na siedzenie, od razu się do niej odwracając, z rękoma na kierownicy.
    – Na przykład masz jakieś tam… pomadki? czy inne szminki, tusze do rzęs i tak dalej – przy sobie?
    Odczekał na odpowiedź, zapalając silnik, pozwolił mu mruczeć chwilę, po czym ruszył do wyjazdu z minus drugiego poziomu garażu.
    – Druga sprawa: masz przy sobie jakiś paralizator? Czy gaz łzawiący, czy coś w tym stylu? Pod ręką?
    Ostrym ale pewnym skrętem kierownicy posłał ciężki wóz w wiraż po spiralnym wyjeździe i po chwili byli na powierzchni – wpadając w kalifornijski ukrop.
    – Widzę też, że nie masz stanika. Czy tam… biustonosza. To w ogóle jest jakaś różnica? – machnął ręką, odwrócony w lewo, żeby przepuścić jakąś furgonetkę, i wyjechał na ulicę. Typowo męski problem – większy nawet niż mylenie spódnicy z sukienką. Ale Zack nie wyglądał na kogoś, kto ma ambicje opanować taką nomenklaturę. – A majtki masz? – dopytał jakby nigdy nic, po czy m zerkając w lusterko zmienił pas i zaczął przyśpieszać. – Pytam, bo może się zdziwisz, ale tam, gdzie jedziemy, to może mieć znaczenie. Poza tym – pytanie, czy jesteś gotowa na… – zastanowił się, zerkając w lusterko teraz z kolei wsteczne – …na nieoczekiwany kontakt. Robota w terenie to czasami totalne nudy, jak to obserwowanie podejrzanego samochodu zaparkowanego przy krawężniku. Ale czasami wręcz odwrotnie: może dojść do – jak ja to nazywam – zderzenia. Kogoś ode mnie, czyli mnie lub ciebie, ewentualnie jakiegoś mojego współpracownika – z kimś „stamtąd”, ze świata zewnętrznego. Z wnętrza sprawy. Dziś tak nie będzie, mam nadzieję – bo nie jesteś przygotowana. I teraz pytanie: czy mam cię przygotować niebawem, czy chcesz generalnie spędzić próbny miesiąc za biurkiem? – teraz na nią spojrzał, ale przelotnie, bo dobry kierowca patrzy się nieustannie na drogę.


    _________
    *nie znam się na broni :) ale mały pistolecik to określenie które powinno nam wystarczyć ;-)


    .
    .
    .



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-06-30, 13:14

    Co jak co ale nie da się traktować jak worek kartofli, dała się wprowadzić do windy za ten cholerny łokieć ale to wszystko. I jeszcze te słowa... Jakby była cholera jego własnością! Niedoczekanie. Przecież nie poświęci mu całego swojego życia, nawet jeśli oznacza to tylko trzydzieści dni niewolniczej pracy i bycia na każde skinienie. Nie odezwała się ani słowem choć chciała mu wyrzygać wszystko co leżało jej na wątrobie, gotowała się w środku. Zacisnęła usta w cienką linię i patrzyła na niego zła, naprawdę było widać na jej twarzy te wszystkie emocje, jednak zachowała się naprawdę dojrzale i kulturalnie, że nie wybuchła. Zaplotła jedynie ręce na klatce piersiowej w geście zamknięcia pozycji i wyraźnie dać mu do zrozumienia, że nie zgadza się w żaden sposób z jego słowami.
    - Owszem czytałam, mam kopię w domu. - powiedziała siląc się na spokój i uprzejmość. Postukała paznokciem w plastikowe wieczko na kubku i ponownie się napiła przeraźliwie słodkiego napoju jakim było to cholerne karmelowe latte.
    Nie lubiła wind, nie lubiła ciasnych pomieszczeń, czuła się cholernie źle jeśli musiała w takowym przebywać, jakby ktoś założył jej o dwa rozmiary za mały gorset i powoli zaciskał sznurki, boleśnie wpychając wszystkie narządy wewnętrzne poza ciało przez usta. Na szczęście w windzie byli tylko we dwoje, zdecydowanie gorzej byłoby gdyby ktoś się dosiadł, no dobrze trzy osoby jeszcze by zniosła ale więcej? Chyba by zemdlała i naprawdę dostała ataku paniki.
    - Będę latać przebrana za kurczaka z KFC?- zapytała szczerze rozbawiona, serio miała przed oczami taką wizję paradowania w stroju maskotki po ulicy i wręcz pękała ze śmiechu na to wyobrażenie. Poważnie, przecież mogło do tego dojść jeśli miałaby pracować pod przykrywką i to dosłownie! Oczami wyobraźni widziała jak śledzi jakiegoś podejrzanego o najgorsze zbrodnie w śmierdzącym naftaliną, zjedzonym przez mole stroju kurczaka, albo przynajmniej wielkiego ptaka z Ulicy Sezamkowej.
    Od mojego insta to lepiej wara.... Nie ma opcji, nie do ruszenia. Kij ci w oko, spierdalaj. - pomyślała ze złością. Nie cierpiała kiedy się ją ograniczało, nie znosiła podcinania skrzydeł a to niewątpliwie było tego jakąś formą. Miała ochotę mu nawrzucać ale był jej szefem więc naprawdę mocno musiała się gryźć w język, szanowała go przecież, w jakiś pokrętny sposób, ale jednak! Postanowiła większość jego słów pominąć milczeniem, niech sobie myśli co chce, że jest niewychowana, że ma go w dupie... lepiej to niż pyskowanie za które może jej się oberwać tak jak w piątek. Może nie tyle co pyskowanie co zbyt odważne zachowanie. Już poniekąd wiedziała z kim ma do czynienia a Kaya dwa razy stara się nie popełniać tych samych błędów. Szybko dotarli na odpowiedni poziom w budynku, jej kroki dudniły echem w pustych ścianach, szpilki miarowo uderzały i podłoże, siłą rzeczy jej biodra zataczały małe łuki, balans na obcasie wcale nie był taki prosty jakby mogło się wydawać, zwłaszcza jeśli na co dzień wolało się sportowe obuwie, ot zwykłe trampki czy ciężkie trapery, ewentualnie delikatne sandałki na płaskiej podeszwie w zależności od stylizacji. Szła za nim posłusznie jak piesek, brakowało tylko smyczy przyczepionej do chokera, który miała na szyi. Sytuacja się zmieniła kiedy przepuścił ją w drzwiach, a przejście było na tyle wąskie, że musiała przeciskając się przez nie przywrzeć niemal do jego ciała na ułamek sekundy. I znów do jej wrażliwego noska doleciał jego męski zapach, mogłaby sobie z niego zrobić perfumy. Zabić go, otoczyć tłuszczem, potem ten tłuszcz zebrać i wydestylować zapach, zupełnie jak w Pachnidle. Swoją drogą super film i chyba całkiem w klimacie Zacka i jego zawodu - zbrodnia poganiająca zbrodnię.

    Wsiadła grzecznie do samochodu, tak... Ono też nim pachniało, mocno, intensywnie i mimo choinki zapachowej przewieszonej na przednim lusterku nie dało się tego nie zauważyć. Praktycznie od razu kiedy wsiadła instynktownie zapięła pas, ale podskoczyła kiedy usłyszała dźwięk przeładowywanej broni. Nieprzyjemny był ot co, aż ją dreszcze przeszły wzdłuż kręgosłupa, ale takie nieprzyjemne. Wypuściła powietrze z płuc by pozbyć się tego cholernego napięcia a wtedy Zack znalazł się na fotelu kierowcy. Zaskoczył ją pytaniem, naprawdę! Zamrugała kilka razy patrząc na jego twarz, po co niby miała nosić przy sobie tonę niepotrzebnych rzeczy jak tusz do rzęs czy inne szpargały? Z resztą czy zmieściłyby się do małej torebki w której spoczywał telefon, kluczyki od auta i chusteczka higieniczna?
    - A co, chce pan sobie poprawić urodę?- zapytała szczerząc zęby w głupkowatym uśmiechu, no nie mogła się powstrzymać! Zwyczajnie nie mogła i już! Zaśmiała się i machnęła ręką co miało znaczyć tyle co: nie ważne, żartowałam.
    - Mam tylko pomadkę.- odpowiedziała zgodnie z prawdą. Przecież po każdym posiłku czy napoju trzeba było poprawiać makijaż ust by nie wyglądać niechlujnie, ot co. Kolejne pytanie też wprawiło ją w konsternację. Jaki paralizator, jaki gaz? Co? Jezu, kim on był i do czego chciał ją wykorzystać! Nigdy nie myślała nawet o tym by posiadać takie rzeczy. Przenigdy nie czuła się w żaden sposób zagrożona z którejkolwiek strony, może gdyby miała za sobą jakiś epizod napaści na nią czy coś w ten deseń, to nosiłaby takie narzędzia, ale tak?
    - Nie, nie posiadam takich cudów, po co mi one? To znaczy dobra, mogę się domyślać po co, ale nigdy tego nie potrzebowałam.
    Odgarnęła nerwowo kosmyk włosów za ucho i wgapiła się w przestrzeń przed siebie. Lubiła jeździć jako pasażer, wtedy mogła swobodnie się rozglądać a nie skupiać na drodze tak jak to musi czynić kierowca, dbając o bezpieczeństwo swoje, pasażera i ludzi w koło. Już myślała, że bardziej szokujących pytań nie usłyszy, ale akurat w momencie kiedy brała spory łyk kawy zapytał o stanik a zaraz później majtki. Kurwa...Co to za pytania! I to od szefa! Molestowanie seksualne ALERT! Zakrztusiła się i spłoniła rumieńcem, popatrzyła na niego z wyrzutem, ale nie za same pytania tylko za to, że prawie się udusiła kawą. Chociaż... Uważała za stosowne w tym momencie powiedzenie tego co myślała.
    - Moja bielizna to nie Pańska sprawa Panie Scolding, żebyśmy mieli jasność sytuacji. - powiedziała tak stanowczo na ile było ją stać po zakrztuszeniu się tym cholernym kawskiem. Ależ jej się ciśnienie podniosło! Nie potrzebowała już kofeiny. Patrzyła na niego z irytacją, dobrze kurde, że prowadził i nie mógł jej złapać i znów naruszyć nietykalności cielesnej, byli przecież w środku miasta, ruch uliczny był spory. Odłożyła więc kubek z kawą w miejsce do tego przeznaczone, w okolicy drążka zmiany biegów znajdowały się dwa wgłębienia specjalnie pod kubki z napojami. Znów zaplotła ręce na piersi, złączyła nogi w kolanach i odsunęła je na przeciwległą stronę siedzenia pasażera, tak, że znajdowały się blisko drzwi. Tym samym siedziała teraz zwrócona do Zacka lekko bokiem i patrzyła się w okno wprost na chodnik.
    - A mam cokolwiek do powiedzenia, czy już wszystko będę musiała robić na skinienie palcem, włącznie z odbieraniem telefonów w prywatnym czasie?
    Tak, nawiązała do jego słów z windy bo nie wyobrażała sobie bycia uwiązaną, dosłownie i w przenośni. Oj charakterek jest! Taka mieszanka wybuchowa... W pewnym momentach ten uroczy dziewczęcy śmiech, potem upór, prowokacja świadoma lub mniej i teraz jeszcze obrażała się jak księżniczka. No typowa baba chciałoby się powiedzieć.



    zack scolding

    prywatny detektyw
    uczucia i emocje wyraża bardzo wyraziście
    ale nie jest to chyba miłość
    los feliz



    Zack Scolding
    You can always try to go deeper
    34
    183 cm wzrostu
    w LA od -


    2020-07-01, 00:55

    „Przebrana za kurczaka z KFC”? – tylko uniósł brwi na ten dowcip, brwi zdystansowanej dezaprobaty, głównie po to, żeby się nie roześmiać. Cholerna małolata, miała w sobie słoneczko, oprócz tego że była wulkanem nie tylko energii. Inna rzecz, że miała też najwyraźniej humorki – na przykład te w reakcji na sposób, w jaki ją traktował. A Zack niestety nie mógł (chyba) nic na to poradzić. Był w nim odruch mówiący, że jeśli pozwoli jej przekroczyć granicę pracownik-pracodawca, to ta mała wlezie mu na głowę.
    Jak tym pytaniem w odpowiedzi na jego pytanie o pomadkę i tusz. Spojrzał na nią z dystansem i cyknął językiem.
    – Niekurwa, nie chcę SOBIE poprawiać urody. – To weź tę pomadkę i no… zrób trochę bardziej… – zaplątał się: no chyba wie o co mu chodzi? Pieprzone babskie kosmetyki! – Wyraźniejsze usta. Wyrazistsze. Kurwa, nieważne! Wiadomo chyba, o co chodzi! Nie masz wyglądać jak laska, tylko jak – rozłożył ręce w geście mówiącym, że wiadomo. – No to podjedziemy najpierw do militarnego i kupimy ci gaz, skoro nie masz.
    Zerknął na nią, kiedy się zakrztusiła – ale chyba wszystko w porządku. Zmienił pas i przyśpieszył. Na pytanie o to, czy ona ma coś do powiedzenia, najpierw nie odpowiadał, bo nie chciał tak od razu, a potem – bo skomplikował się traffic. Wreszcie, gdy zajechali przed sklep z militariami i rzeczami tego typu, westchnął.
    – Masz do powiedzenia, Kaya, ale widzę, że musimy kiedyś spokojnie gdzieś pogadać o szczegółach – zaciągnął ręczny i wyłączył stacyjkę, odwracając się ku niej. – Nie ma sensu, żebyś pracowała w atmosferze własnej niechęci do pracy – ale też musisz mieć świadomość, że jesteś na okresie próbnym na posadę asystentki, tak naprawdę, a nie biurwy. Ale owszem –masz głos. To znaczy– ja mogę posłuchać, tak. Czekaj tutaj – zakończył i wyskoczył do sklepu, a po chwili wrócił z gazem łzawiącym i małym paralizatorkiem.
    – Masz – wepchnął jej to w rękę. – Dbam o ciebie – dodał i włączył stacyjkę. – A w ogóle to dobrze, że masz charakterek. W gruncie rzeczy nie potrzebuję jakiejś… mimozy.
    Te słowa powiedział jużciszej, nie chciał zbyt jawnie przyznać, że psiakrew nie wyobraża sobie kogokolwiek innego zamiast niej w S:DPI. Taka prawda.

    Prowadzenie samochodu miało te plusy, że musiał zająć się drogą, a nie patrzeniem na Kayę. Zerkał sobie tylko na jej piersi uwypuklające sukienkę oraz talię i nogi, nawet jeśli przyjęła pozycję w języku ciała oznaczającą rezerwę, dystans i izolację w imię bezpieczeństwa. W sumie słusznie. Bezpieczeństwo na jej stanowisku to był skarb.

    Po dziesiątej zjechali z głównej ulicy w boczne, z bocznych w zaułki, aż wyjechali na ulicę, która wyglądała jak w jakiejś teksańskiej mieścinie. Pusto, niskie budynki, zaśmiecone puste parkingi, kiepskie samochody przy krawężniku. Graffiti na ścianach, niektóre domy niezamieszkałe, papiery gonią się po obszczanych chodnikach. Nastrój.
    – Nic się nie bój – uspokoił ją, jakby zakładając, że tego rodzaju widoki bardzo nie licują z jej wyobrażeniami o pracy „sekretarki”. A nawet „asystentki”. – Tak wyszło, że muszę skorzystać z twojej pomocy. Sheili bym tu nie zabrał, a sam kurwy udawać nie mam jak.
    Dodge toczył się 10 MPH po czym skręcił w podobną ulicę, wjechał na jakiś popękany beton za nieczynnym sklepem i zatrzymał się.
    – Słuchaj, Kaya. Staniesz u wylotu tej uliczki – wskazał za siebie. – I nie będziesz robić nic poza staniem, rozumiesz? A ja wszystko widzę. Za rogiem jest brama, którą się idzie do meliny, w której egzystuje Rod Benton. To gość który zajmuje się ukrywaniem niewygodnych fantów. Jeden z takich fantów może mnie doprowadzić do kogoś, kot może być powiązany z zabójstwem Douga McRae. Rozrysuję ci to w biurze, jak wrócimy. Teraz ważne jest jedno: Rod ma czujki, które doniosą mu, że przyszła laska od Howarda. Nowa laska. Nie znają jej. Tą laską jesteś ty. Zagadają do ciebie – więc zapamiętaj: jesteś od Howarda Lentriego. Przyszłaś po „mazut”. Jeśli to wypali – a wypali, bo sprawdziłem ten mechanizm – gość zniknie i wyjdzie Rod. Będzie cię pytał od kogo jesteś i po co przyszłaś –powtórzysz mu, ale on już będzie miał „mazut”. Pewnie w „bananie” na pasku. Wtedy ruszysz wzdłuż ulicy – dzięki temu Rod nie zobaczy naszego samochodu – a ja już będę w pobliżu. „Mazut” jest zapłacony, chcę tylko sfotografować Roda jak trzyma towar. A ty go zapytasz, czy ma fant dla Howarda. Jak zapyta jaki – powesz że "kurwa, wiadomo, Lester trzyma ten namiar". Rozumiesz, nie? – przypatrzył jej się uważnie. Nie była to niebezpieczna robota – wbrew pozorom, bo ktoś nienawykły mógł mieć ciarki od samej okolicy. W jego spojrzeniu – o dziwo? –była też troska, a przynajmniej jakiś rodzaj współodczuwania. Patrzył uważnie –i to tylko w oczy i na twarz, udało mu się nie zjechać na biust. - Gotowa? Jakieś pytania?


    .
    .
    .
      



    kaya davis

    Fotograf
    Aparat i lody
    ewentualnie czasem jakiś facet
    los feliz



    Kaya Davis
    Umiesz liczyć, licz na siebie!
    21
    167 cm wzrostu
    w LA od Zawsze


    2020-07-01, 02:03

    Ech faceci i ich brak wiedzy o podstawowych damskich kosmetykach! No tak, im wystarczył jeden żel pod prysznic by umyć całe ciało, włącznie z włosami. Nie potrzebowali płynu do higieny intymnej, osobnego do mycia ciała, twarzy, oczu które są wrażliwe. Wystarczył im jeden krem, którego też zazwyczaj używają do całego ciała, a baby? Pod oczy, na policzki, na strefę T, na dzień, na noc, kurde na popołudnie i w samo południe. Toniki, oleje, olejki, idzie się w tym wszystkim zgubić, nie mówiąc już o wszelkich narzędziach używanych do makijażu. Jeden z jej ostatnich chłopaków stwierdził, że zalotka wygląda jak rozwierak ginekologiczny a kiedy próbował sobie podkręcić rzęsy to zwyczajnie je wyrwał bo nie łapał idei użytkowania tego ustrojstwa. Szkoda, miał piękne rzęsy... Kaya mogła tonąć w jego oczach godzinami, ale ją rzucił stwierdzając, że przebywanie z nią zagraża jego zdrowiu i życiu. Cóż, jego strata.
    - Boi się pan słowa "dziwka", Panie Scolding?- zapytała wciąż rozbawiona do granic możliwości. Dobra, starał się zachować kulturę wypowiedzi ale wyglądało to tak jakby faktycznie się krępował zwrócić tak bezpośrednio w stosunku co do jej skromnej, (bardzo...) osoby. Mimo wszystko bawiło ją to w jaki sposób mówi o tych wszystkich mazidłach. Wywróciła teatralnie oczami i wyjęła z torebki pomadkę i cholera... Pomyliła się i zagarnęła z kosmetyczki nie ten kolor co trzeba. W dłoni dzierżyła pomadkę MAC w kolorze "Russian Red" a nie jak sądziła "Daddy's Gril". Zamrugała kilka razy nie mogąc uwierzyć własnym oczom, pięknie... to będzie mieć swoją cholerną dziwkę. Wyjęła z torebki chusteczkę i starła z ust starą pomadkę. Wyjęła małe lusterko i z niemałą pieczołowitością, mimo drżenia samochodu, wyrysowała perfekcyjnie kształt ust. Najpierw górna warga, i jej jakże uroczy kształt niemal serduszka, potem dolna. Złączyła wargi i tak jakby wysłała pocałunek w powietrze na co się zaśmiała, trochę nerwowo, ale jednak. Nie protestowała przed zakupem tych pierdół, nie uważała by były jej potrzebne - ach ci młodzi ludzie! Myślą, że są niezniszczalni, kuloodporni i nic im się nie może stać. Tak, Kaya też tak myślała, że już w życiu przeszła tyle złego, że już nic jej nie ruszy. Zaskoczył ją swoimi słowami kiedy zaparkował pod sklepem.
    Odwróciła głowę w jego stronę i przyglądała mu się oniemiała, no proszę to jednak miała coś do powiedzenia! Póki co była podekscytowana i z wielką chęcią wszystko obserwowała. To jak być w jednym z tych filmów gangsterskich, które tak z lubością zawsze oglądała. Nie było go ledwie chwilę a ona już zdążyła dopić praktycznie cały kubek kawy. Słabo bo teraz będzie chciało jej się siku jak jasny gwint i niby gdzie się załatwi. Kretynka.
    I kurwa jak ja niby mam tego użyć? - pomyślała przyglądając się ustrojstwom. Gazu nie ruszała bo jakby nacisnęła to oboje by chyba umarli w tym samochodzie ale paralizator? Nacisnęła sobie i aż podskoczyła słysząc ten dźwięk. Fuj, znowu nieprzyjemne ciarki. Przestraszyła się na tyle, że mało nie wypadł jej z rąk dlatego schowała obie te rzeczy do torebki a tą cisnęła na ziemię jakby się paliła. Zgarnie ją później, kiedy będzie musiała.
    - Dziękuję -powiedziała siląc się na spokój chociaż głos jej lekko zadrżał. W sumie za co dziękowała? Za ukryty komplement? Za narzędzia do samoobron? Pewnie za jedno i drugie. Zaległa między nimi głucha cisza a Kaya nie mogła jej znieść więc wystrzeliła z ręką do radia i włączyła na jakąś stację i akurat grali jedną z fajniejszych, dość szybkich piosenek, hitów ostatniego czasu (nie znam się na toplistach), więc zaczęła się bujać w jej rytmie i wystukiwać go palcami na desce rozdzielczej samochodu. Kawałek drogi był za nimi, nie mały, bo niemal godzina, okolica w sumie słaba, trochę jak w GTA w które czasami grywała więc nic nowego, czego by nie widziała nie zauważyła. Nie rozumiała jedynie tylu skrętów, zakrętów, zawijasów aż w końcu się zatrzymali.
    - No tak, dziwka w ciąży to słaby pomysł... Ale jakby Pan tak założył mini, perukę, szpileczki... Trochę makijażu, no.. Niezła laska by z Pana była!- zaśmiała się radośnie. Halo, czy ktoś jej dosypał czegoś do tej porannej kawy? Musiała się pozbyć z umysłu wizji Zacka w wersji damskiej bo jeszcze bardziej chciało jej się siku! Wzięła dwa głębokie oddechy i przywdziała na twarz poważny wyraz adekwatny do sytuacji, chociaż kąciki jej ust drgały lekko co jakiś czas jakby usilnie powstrzymywała śmiech.
    Słuchała go uważnie, co prawda była bardziej wzrokowcem niż słuchowcem ale proste instrukcje potrafiła notować. Pokiwała głową na znak, że rozumie, bo rozumiała, choć brzmiało dość skomplikowanie.
    - Przyszłam po "mazut", jestem od od Howarda Lentriego, to raczej nie jest skomplikowane powtórzyła żeby lepiej zapamiętać i by nic jej nie umknęło. Głowa jej trochę parowała od natłoku informacji. Nigdy nie brała żadnych lekcji aktorstwa ani nic z tych rzeczy więc trochę się obawiała, czy sobie poradzi. W jej oczach zatliło się zwątpienie, ale rozumiała czego do niej oczekiwał, miała być swojego rodzaju przynętą. A co, jeśli coś pójdzie nie tak jak powinno? Jeśli np. coś źle palnie, albo ją wyczują, że wcale nie jest dziwką i jest podstawiona? Kurwa... Zaczęła się bać, no dosłownie pełne gacie. Nie mniej jednak do odważnych świat należy i jeśli teraz nie wyjdzie z samochodu to chyba nigdy tego nie zrobi. Sięgnęła po torebkę leżącą na podłodze i przerzuciła ją sobie przez ramię.
    - Nie mam pytań, dam radę. Zawsze daję.- powiedziała bardziej do siebie niż do niego i wysiadła z auta. Dość niepewnym krokiem ruszyła w dół uliczki ale z każdym kolejnym krokiem zyskiwała tej pewności. W głowie mówiła sobie "Kaya, jesteś jebaną dziwką, dziwką... kurwą, prostytutką, zachowuj się jak dziwka..." , jej biodra nawet zaczęły się mocniej kołysać. W sumie lubiła się podobać, więc co jej szkodziło, przecież naprawdę nie była kurwą, potraktowała to poważnie ale trochę jak zabawę. Brzmi głupio ale tak właśnie było. Stanęła na zakręcie, wsparła rękę na biodrze i czekała. Nudziło jej się więc wyjęła z torebki paczkę gum do żucia o wzięła od razu trzy do ust. W końcu kiedy już gumy były w odpowiedniej formie zaczęła sobie robić balony i wnet poczuła czyjąś rękę na swoim łokciu.
    - Mała, nie boisz się stać tutaj tak sama? Co tu robisz? - zagadnął wysoki, cholernie dobrze zbudowany koleś z całą masą tatuaży, zaczynając od łysego łba a na końcach palców kończąc.
    Kaya spojrzała na mężczyznę z góry na dół, jakby go oceniała. Zaplotła ręce na piersi tym samym zabierając łokieć z jego uścisku. Zrobiła dużego balona z gumy do życia, który pękł więc zebrała wszystko językiem i dopiero się odezwała.
    - Jestem od Howarda Lentriego, przyszłam po "mazut"- oświadczyła dość pewnie. I cholera... Udało jej się to, kurwa w środku tańczyła kankana ze szczęścia ale nie spuszczała z faceta poważnego i stanowczego wzroku. Koleś przyglądał jej się badawczo, zmarszczył śmiesznie czoło, co Kayi przywiodło na myśl ciężko kapującego pawiana w zoo, ale mężczyzna odpuścił i zniknął bez słowa. Kaya chciała się odwrócić w stronę samochodu i pokazać kciuki w górę ale nie zrobiła tego, przecież spaliłaby wszystko, a czuła na sobie spojrzenia, mimo iż ulica była pusta, tylko wiatr smagał po niej stronami ze starych gazet. Postukała butem w chodnik zniecierpliwiona.
      



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: