• Cześć! Jesteś u nas po raz pierwszy? Zerknij do przewodnika.
  • Świętujemy pierwsze urodziny Angeltown! O urodzinowych zmianach i niespodziankach przeczytasz w najnowszym ogłoszeniu.
  • O urodzinowych zabawach i zmianach w administracji przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • Przypominamy, że w tym temacie macie szansę odebrać urodzinowy prezent, który dla Was przygotowałyśmy!
  • Coś nie działa? Wykonaj twardy reset! Wciąż nie działa? Daj nam znać!
  • up
    down



    Autor Wiadomość
    Taylor Godfrey

    Pani adwokat, która powoli wychodzi na prostą
    pali jak papryczka Chili
    jedna z Godfrey





    2020-04-17, 16:26

    Parking na zewnątrz
    15


    Wstąpiła tylko do sklepu. Przemieszczanie się samochodem było w końcu takie wygodne, jeśli chodzi o zrobienie zakupów i ich przewiezienie w ten sposób do domu, zamiast się tłuc nie wiadomo czym. Szczególnie, że teraz mieli takie czasy, jakie mieli i jeszcze na świecie działy się te wszystkie nieuzasadnione cuda. Załatwiła to dość szybko. Na tylnym siedzeniu już tkwiły dwie duże, zapełnione po brzegi torby z żywnością i nie tylko. Przy szyi miała ciemny komin z Nike zsunięty z jej twarzy (jeśli trwa tutaj także to całe Kwirusowe szaleństwo, eh). Miała na sobie ciemne dresy KLIK z czerwono niebieskimi akcentami i jakieś trampki (żeby nie było, że miała ciężką nogę na gazie). Było dość późno. Koło osiemnastej jakoś. Nawet jeśli była jeszcze bez obiadu, który zamierzała zrobić jak tylko wróci, bo jakoś wcześniej nie mogła się za to zabrać. A kiedy w lodówce świeci pustkami też za wiele zawojować nie można. Włączyła samochód i rozejrzała się. Nie wiedziała, żeby coś jechało. Włączyła kierunek i zaczęła wyjeżdżać zwinnie z miejsce parkingowego. Najwidoczniej nie tylko ona. Być może zgrali się i w tym samym momencie postanowili opuścić swoje miejsca parkingowe… albo jedno z nich jednak coś przegapiło. Kto wie? Bo chyba nie oni… Czuła szarpnięcie do przodu, zatrzymując się natychmiast. Chociaż auto samo napotkało opór. W myślach już przeklinała tą sytuacje, do której nie powinno wcale dojść!
    Wysiadła z auta pośpiesznie, nawet nie myśląc o niczym innym, jak o tej stłuczce.
    - Co to do kurde miało być?! – wyrzuciła, za nic nie myśląc, że to jej wina, bo przecież wyjechała tak jak trzeba. – Ja pierdziele – mruknęła pod nosem cicho, oglądając szkody, jakie tu mieli, zanim w ogóle zobaczyła z kim ma do czynienia.


    Whatever happens, I'll leave it all to chance. On and on
    Does anybody know what we are living for?




    Theodore Hayes

    zawodowo udaję kogoś innego
    i lubię zwracać na siebie uwagę
    niekoniecznie w ten właściwy sposób





    2020-04-17, 18:46

    Nie dało się ukryć, że w ostatnim czasie większość planów na wieczór w wykonaniu Theo wyglądała dość podobnie. W każdym z możliwych scenariuszy alkohol nieodłącznie odgrywał główną rolę, niezależnie od tego, czy Hayes decydował się spędzać czas we własnym domu, czy może jednak poza nim. W tym pierwszym przypadku główny problem polegał jednak na tym, że alkohol lubił się niestety kończyć. Nawet, jeżeli spoglądając niekiedy na zapasy znajdujące się w domu Hayesa, można byłoby pomyśleć, że coś takiego było co najmniej niemożliwe, to jednak owszem, i te zapasy potrafiły się niekiedy wyczerpać.
    Ten przykry moment nastąpił również tego popołudnia, kiedy nalawszy sobie do szklanki whisky, Theodore musiał z niesmakiem zauważyć, że to była najwyraźniej ostatnia butelka. W dodatku w sporej mierze opróżniona, co z kolei oznaczało, że jej zawartości nie mogło starczyć na długo. Co w zasadzie nie byłoby aż tak tragicznym wyjściem. Przynajmniej mógłby liczyć na to, że kolejnego dnia nie obudzi się z morderczym kacem i że nie będzie żałował tego, że pozwolił sobie na nieco za dużo.
    Niestety, zdrowy rozsądek i Hayes zdecydowanie nie chadzali ze sobą w parze. Dlatego też, zdaniem Theo, absolutnie nic nie stało na przeszkodzie, by wychyliwszy zawartość szklanki, zgarnąć z kuchennego blatu kluczyki od samochodu i wybrać się do sklepu w celu uzupełnienia zapasów. Na tej jednej szklance whisky nie mogło się przecież skończyć. I fakt, że być może powinien pomyśleć o tym, że mądrzejszym rozwiązaniem byłoby wybranie się do sklepu przed wypiciem pierwszego drinka. Ewentualnie zamówienie taksówki, jeżeli już doszedł do wniosku, że wlany do szklanki alkohol nie mógł się zmarnować. Mimo wszystko jednak, mimo że po whisky zdecydował się wsiąść za kierownicę, wszystko szło całkiem gładko. Zresztą, wypił przecież ledwie odrobinę, prawda?
    Co mogłoby pójść nie tak?
    Dokonawszy odpowiednich zakupów, wpakował je do samochodu, by następnie ruszyć w drogę powrotną do domu. To zresztą również mogłoby przebiec bez większych komplikacji, gdyby nie... no właśnie. Możliwe, że to właśnie on nie spojrzał we wsteczne lusterko, włączając się do ruchu. Możliwe, że była w tym jakaś jednak wina. Na podobne wnioski było już jednak zdecydowanie za późno, kiedy poczuł uderzenie w tył swojego samochodu i kiedy odruchowo musiał wcisnąć pedał hamulca, na co i tak było już stanowczo za późno. Nie zamierzał powstrzymywać serii niewybrednych przekleństw, jaka samoistnie wypłynęła z jego ust w momencie, gdy wysiadał z samochodu.
    - Trochę mało powiedziane - zwróciwszy się w kierunku osoby, która wysiadła z drugiego samochodu, uzupełnił jej wypowiedź. Zwłaszcza, że naprawdę ja pierdzielę było ogromnym niedopowiedzeniem w momencie, kiedy już dotarło do niego, z kim tak właściwie miał do czynienia.
    - Nie przyszło ci na myśl, żeby przesiąść się na taksówki? Tam kierowcy przynajmniej zazwyczaj potrafią jeździć - w porządku, może i wcześniej przeszło mu przez myśl, że w całym tym zajściu mogło być odrobinę jego winy. Nie oznaczało to jednak, że zamierzał przyznawać się do tego na głos. Na pewno nie przed kuzynką Raegan, z którą zdecydowanie nie łączyły go zbyt pozytywne relacje.
    Zerknął kontrolnie w kierunku swojego samochodu, by następnie skrzywić się z niezadowoleniem na widok skutków tej stłuczki. Może i ewentualny koszt naprawy nie był tu wielkim problemem - na pewno nie większym niż konieczność użerania się z Godfrey - ale chyba i tak nie znalazłby się nikt, kto podobny widok mógłby przyjąć ze spokojem...



    Taylor Godfrey

    Pani adwokat, która powoli wychodzi na prostą
    pali jak papryczka Chili
    jedna z Godfrey





    2020-04-21, 12:34

    Lubiła pić, jednak nie była tak zdesperowana, by bujać się samochodem po spożyciu nawet tej jednej szklanki, która „może” była niegroźna, ale jednak nie była czymś dobrym. Niestety jest wiele nieodpowiedzialnych ludzi, którzy zanim pomyślą głową, nie mają już możliwości na właściwą decyzje. Nie wszystko da się cofnąć, jak ta stłuczka, która właśnie miała miejsce i kosztowała ich pewnie (bo nie tylko ją) nerwów, czy dodatkowych dolarów. Chociaż to pierwsze miało decydujące znaczenie. Nie sądziła, że będzie miała okazję w takiej sytuacji spotkać samego Theodora. A może jednak? Z nim, wszystko było możliwe. Co złego to on. A przynajmniej tak jej się zawsze wydawało. Na tyle, na ile go znała. Nie była jednak w stanie stwierdzić, co siedzi w jego głowie – chłopca, bo chyba, że nie mężczyzny? Ci się tak nie zachowują i na tym pozostanie.
    - Ty… - zaczęła unosząc spojrzenie na niego, by dopiero zobaczyć z kim ma właśnie do czynienia. Poczuła jak mięśnie się jej dziwnie spięły. Sama pozwoliła sobie machinalnie o założenie o siebie rąk, by czasem nie doszło do jakichś rękoczynów. Co jednak całe szczęście, nie leżało w jej odruchu i jednak, żeby miało do czegoś takiego dojść, musiałoby się bardziej zrobić gorąco i ktoś by ją do tego zmusił. Także lepiej niech już do tego pieca nie dokłada. – To jakiś żart Hayes? Zrobiłeś to specjalnie, czy jak? – wyrzuciła z syknięciem i oznakami swojego niezadowolenia. – Jeśli już ktoś ma się przerzucić na taksówkę to Ty. I możemy to łatwo sprawdzić. Sam dzwonisz na policję, czy ja mam to zrobić? – zapytała otwarcie, mierząc się z nim pewnie na spojrzenia. Bo jak siłowo może nie mieć tylu szans, tak z tym było ich dużo. Jakoś tak obawiała się tego, że jak zaczną próbować dojść do zgody to nic z tego nie będzie. Nie wiem czy można ich było nazwać wrogami, bo jednak za takiego go jeszcze nie uważała, ale jakoś jak widać, dogadanie się między nimi, nie było ich mocną stroną i zawsze mieli takie potyczki, choć teraz to było uzasadnione starcie. Nawet jeśli wolałaby go uniknąć.
    Ona przynajmniej była pewna swojej niewinności w tym temacie. Nie to co on. A zazwyczaj jak ktoś najwięcej zaczyna atakować, to znaczy, że ma coś na sumieniu. Winni nie siedzą cicho, a bronią się atakiem. Przynajmniej tak to teraz sobie widziała. Bo mógł sobie darować ten marny tekst, który niby co miał zrobić? Nakreślić jej winę z jego punktu widzenia? Phi.


    Whatever happens, I'll leave it all to chance. On and on
    Does anybody know what we are living for?




    Malaya Ramirez Marquez

    you can't fuck with me
    if you wanted to
    my pussy glitter as gold





    2020-06-27, 14:34

    #14

    Smród był pierwszym, co poczuła, jeszcze zanim otworzyła oczy. Nie miała nawet zbyt wiele siły, by to zrobić. Nie mogła się poruszyć, a po chwili dotarło do niej, jak bardzo jest obolała. Leżała na czymś twardym i szorstkim, raczej nagrzanym, a kiedy poruszyła opuszkami palców, w końcu dotarło do niej, że to beton. Zamrugała. Leżała twarzą do ściany, zdaje się, że jakiegoś budynku, bo zdecydowanie znajdowała się na zewnątrz. To dość przyjemna odmiana, kiedy przez ostatnią dobę było się związanym w jakiejś piwnicy bez okien, gdzie zamaskowani gangsterzy próbowali wycisnąć z ciebie, co powiedziałaś policji.
    Malaya była zbyt zestresowana, żeby kłamać. Zresztą, nie powiedziała policji praktycznie nic, więc gdzieś z tyłu głowy miała nadzieję, że takie podejście do sprawy jej pomoże. Najwidoczniej tak się stało, choć nie czuła się jeszcze wyjątkowo wolna i bezpieczna. Z takich akcji raczej nie wychodziło się żywym, to musiał być jakiś podstęp. (Albo ktoś widział, jak merda cipskiem i się za nią wstawił, bo szkoda tracić taką zabawę.)
    Powoli przekręciła się na plecy. Stęknęła, bo bolało ją praktycznie całe ciało. Nie wiedziała jeszcze, jak wiele ma ran i siniaków, ale jeśli pamięć jej nie myliła, nic jej nie odcięto. Pewnie zostaną jej blizny, może nawet na twarzy. Kiedyś zakryje je tatuażem, ale teraz się nad tym nie zastanawiała.
    Rozejrzała się, próbując jak najmniej ruszać głową, bo każdy ruch wywoływał kolejną falę bólu przechodzącego przez całe ciało. Leżała obok wielkich kontenerów na śmieci, stąd pewnie smród, a obok siebie dostrzegła swoją torebkę. Co do chuja? Może jeszcze w środku był jakiś prezent? Jeśli tak, to chyba jakaś fancy bomba od gucciego, bo raczej nie żadna biżuteria. Nie miała pojęcia, gdzie była, jak miała się stąd dostać na swoją dzielnicę, ani co w ogóle powinna zrobić. Może jeszcze chwilę poleży. Może przestanie ją tak cholernie boleć.

    You'll never be what is in your heart



    Raven Grierson

    FBI special agent
    goni za nieuchwytnym przestępcą
    tworząc kolejne tożsamości
    santa monica



    Raven Grierson
    I'LL HAVE TO REMEMBER TO USE THAT: 'A DEMON MADE ME DO IT'
    30 lat
    175 cm wzrostu
    w LA od zawsze


    2020-06-30, 23:52

    #31

    Wracała z jednej z okolicznych knajpek, z jedzeniem zapakowanym w reklamówce, na wynos. Nie zawsze miała czas, jak i chęci, aby bezpośrednio wyjść po spóźniony obiad. Tym razem, musiała zaczerpnąć trochę powietrza, decydując się na dłuższy spacer, przy okazji pozyskania posiłku.
    Gdyby nie to, że znajdowała się w okolicy, nie miałaby pojęcia, kogo obrali sobie za cel jej ulubieni kamraci, stojący po przeciwnej stronie barykady. Policja była służbą pierwszego kontaktu, w sprawach pobicia, odnajdywania ofiar… o ile te sprawy dotyczyły jednego miasta, nie wykraczały poza granice stanu i nie wiązały się z działalnością większej, zorganizowanej grupy. Kolejne szczeble, budujące drabinę służbową, postały po to, aby wyżsi rangą nie zajmowali się sprawami zbyt przyziemnymi. Codziennymi. Swego czasu myślała nad karierą w policji, ale wtedy wujek Melton napomknął coś o FBI i jej potencjale, który mogliby tam wykorzystać.
    Zrobiła to.
    Odrzuciła myśli o granatowym mundurze i poszła o krok dalej, chcąc udowodnić nie tylko sobie, ale i najbliższym, że nadawała się do takich rzeczy. I nikt nie wspominał wtedy głośno o borykaniu się z nierozwiązanymi sprawami, widmami ofiar, nawiedzającymi we snach. To już musiała zaakceptować i zwalczać o własnych siłach. Z drobną pomocą służbowego psychologa, którego unikała na własne życzenie. Głupie, ignoranckie życzenie.
    Przeczucie nakazało jej zatrzymać się przy jednej z bocznych uliczek, skąd słyszała stłumione słowa, pełne bólu. W pierwszej kolejności, myślała, że to kolejny bezdomny, mający problemy z zaśnięciem na zbyt twardej powierzchni. Owinięci kartonami, starymi materiałami, próbowali znaleźć odpowiednią pozycję, pozwalającą na przetrwanie do rana, albo przynajmniej bladego świtu. Tej części LA nikt nie lubił pokazywać w mediach zagranicznych. To była sprzeczność ich idealnej wizji amerykańskiego snu.
    Podeszła bliżej kontenerów, odruchowo sięgając za pasek, przy którym miała niewielką butelkę z gazem pieprzowym. Pistolety odwalały większą robotę, ale przy okazji przyciągały spojrzenia innych, przeciętnych ludzi. Nie mogła się teraz rzucać w oczy.
    - Wszystko… - przełknęła ślinę, ostrożnie zerkając na postać, leżącą przy ziemi. Krew. Doskonale znała jej barwę, a metaliczny smak, którym swego czasu prawie się dławiła, zapadał w pamięć na długo.
    Wszystko w porządku?
    Zabrzmiałaby jak znieczulona, ślepa idiotka.
    - Ostrożnie, powoli - ześlizgnęła dłoń z flakonu z gazem, kucając tuż obok poturbowanej kobiety. Przez sekundę nawiedziły ją obawy, że to być może pułapka Handlarza i dała się w nią bardzo łatwo wciągnąć. Skupiła się jednak na pomocy, delikatnie chwytając za ramię ciemnowłosej, aby mogła się obrócić. Jeszcze nie wiedziała, że miały przyjemność rozmawiać ze sobą, w trakcie śledztwa.







    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: