• Cześć! Jesteś u nas po raz pierwszy? Zerknij do przewodnika.
  • Świętujemy pierwsze urodziny Angeltown! O urodzinowych zmianach i niespodziankach przeczytasz w najnowszym ogłoszeniu.
  • O urodzinowych zabawach i zmianach w administracji przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • Przypominamy, że w tym temacie macie szansę odebrać urodzinowy prezent, który dla Was przygotowałyśmy!
  • Coś nie działa? Wykonaj twardy reset! Wciąż nie działa? Daj nam znać!
  • up
    down



    Autor Wiadomość
    Angeltown

    memories and mountain tops
    drunk on sunset boulevard
    with the city of angels singing on
    santa monica



    angeltown
    those blue skies day after day, it's not so bad in LA
    z wami już od roku!
    160 cm wzrostu
    w LA od początku


    2019-06-25, 22:54




    Mia Gardner






    2019-08-11, 18:30

    #4

    W nocach spędzonych pod gołym niebem było coś absolutnie błogiego; rozgwieżdżone niebo bezpośrednio nad głową i chłodny piasek pod stopami sprawiały, że Mia - na tę chwilę - czuła się po prostu... szczęśliwa. Zwłaszcza, jeśli do tego wszystkiego dołączyć szumiący w głowie alkohol, równie beztroskich znajomych, oraz ognisko na plaży.
    Nie wiedziała dokładnie, która była godzina - czwarta? piąta? - kiedy brunetka oddaliła się nieco za pilną potrzebą fizjologiczną. Niestety kiedy ogień dogasł, a na plaży zapanowała ciemność, odnalezienie drogi powrotnej - szczególnie przy tak kiepskiej orientacji w terenie, jaką mogła pochwalić się panna Gardner - okazało się trudniejsze do zrealizowania, niż dziewczyna przypuszczała. Była pewna, że idzie w odpowiednim kierunku, ale nie dość, że nigdzie nie było śladu po jej znajomych, to jeszcze dotarła do parku przy plaży, co musiało oznaczać, że przebyła większy dystans, niż to miała w zamiarze. Przynajmniej miała na nogach buty - bez nich wędrówka po terenie, który nie był piaskiem byłaby znacznie utrudniona. I ciepłą, o kilka rozmiarów za dużą bluzę, którą zabrała koledze. I chociaż nocny spacer nieco ją otrzeźwił, to wciąż byłą w tym całkiem przyjemnym stanie lekkiego zamroczenia procentami, który pozwalał jej na cieszenie się pięknem letniej nocy, bez obawy o cokolwiek innego. Ot, choćby o siebie. Samą. Daleko od domu.
    W końcu, rozejrzawszy się dookoła, Mia jakże błyskotliwie stwierdziła, że w gruncie rzeczy chyba nie wie, dokąd idzie. Z jakiegoś powodu jednak nogi same prowadziły ją ponownie w kierunku plaży - na tyle niezdarnie, że potknęła się o jakiś kamień i z hukiem (w każdym razie jej zahuczało w głowie) wylądowała na ziemi, boleśnie obcierając sobie przy tym kolana i dłonie. Przeklęta grawitacja nie działała na jej korzyść, a Gardner nie miała teraz siły nawet próbować z nią walczyć, więc po prostu usiadła na pożółkłej od słońca trawie, wpatrując się nieobecnie w spokojną, niemal zupełnie czarną i bezkresną taflę wody. Niedługo powinno zacząć świtać, więc równie dobrze może popatrzeć na wschód słońca (tylko gdzie był wschód?). Tak rzadko miała ku temu okazję.



    Lotte Authier






    2019-08-14, 16:14

    Nocny chłód wkradał się powoli pod poły dantejskiej kurtki. Nawet nie wiedział, że mu ją zawinęła, ale czy koniecznie musiał o tym wiedzieć? Czy to brak pieniędzy na nową kurtkę, bo starą pogryzły zalęgnięte w Melinie szczury, czy zwyczajna potrzeba zachowania bliskości w momentach, gdy nie było go na wyciągniecie ręki? Kogo to właściwie obchodzi? Piasek wchodził między palce bosych stóp i choć czuła, że skończy się to dla niej zapaleniem oskrzeli, na którego leczenie nie miała nawet grosza, zupełnie się nie przejmowała. W ciemności wieczora rozbłysł płomień zapalniczki. Kolejny papieros znalazł się w jej ustach.
    Nie pal, to obrzydliwy nałóg.-mawiała mama. Paczki papierosów zostawały w kieszeniach u kolegów wykupywane pocałunkami. Dłonie wycierane w trawnik by zabić zapach tytoniu, którym tak czy tak przesiąknięte były nastoletnie ubrania. Ileż by dała, by jedynym zmartwieniem pozostało uzależnienie od nikotyny. Tak pospolite, tak powszechne i tak bardzo społecznie akceptowalne. Z czego to wynika, że alkohol i tytoń są tymi dwiema truciznami, którymi możesz zabijać się dzień w dzień? Dlaczego akurat te? Czy gdzieś tam zasiada Rada Wielkich i Mądrych, która ustala zasady rządzące światem? Za dym z ust do ust nigdy nie zostałaby wyrzucona z domu. Nadal mogłaby jeździć na wakacje do rodziny we Francji, być przykładną córką, wnuczką, z kilkoma skazami, ale na tyle małymi, że można by przymknąć oko. Dlaczego nikt nie przymknie oka na heroinę?
    Miałaś zmienić świat. Kolejne zaciągnięcie. Kim się stałaś? Ciepło przy ustach, to już filtr. Niedopałek zrzucony w piach. Ręka zadrżała wyciągając z paczki kolejnego papierosa. Nie była pewna czy to drżenie jedynie z zimna, czy pierwsza oznaka odstawienia. Kiedy ostatnio brałaś? Dni zlewały się ze sobą w kolorową mozaikę rozbitych wspomnień. Jedno wspomnienie przeplatało się z czterema urojonymi, koncepcja czasu dawno odeszła w niepamięć.
    BUM. Nagły dźwięk uderzenia o ziemię wyrwał ją z myśli.
    -Grawitacja to wredna małpa-rzuciła w eter patrząc się przed siebie. Była przyzwyczajona do ludzi walających się tutaj od skały do skały. Najczęściej byli to nastolatkowie chcący zażyć odrobiny adrenaliny. -Papierosa?-spytała wyciągając rękę z paczką w kierunku, z którego doszedł ją hałas.



    Natalie Vogel

    Fotograf/Artystka
    aparat
    Lody miętowe





    2020-04-13, 22:39

    #1
    Outfit

    Natalie jak zawsze była zabiegana, nie wiedziała w co ma włożyć ręce jeśli chodziło o sesje zdjęciowe. Bywały takie dni, że miała ich po trzy lub cztery i to w różnych częściach miasta. Nie była nigdy mistrzynią organizacji własnego czasu a ogarnianie własnej działalności nie było takie łatwe i przyjemne, jeśli robiło się to w stu procentach samej. Terminy goniły jak szalone, zdjęcia z sesji same się nie obrabiały, sesje same się nie pstrykały. Może już czas pomyśleć o zatrudnieniu asystenta lub asystentki? Nat kochała swoją pracę, była na swoim, nie miała szefa co było dla niej mega istotnym faktem - nie robiła czegoś co ktoś jej narzucał bo tego nie znosiła. Ona kochała być wolna w jakimś tam sensie tego słowa znaczeniu. Dziś już kończyła pracę, słońce powoli już zachodziło a ona musiała jeszcze zapakować cały sprzęt do samochodu. Aparaty, statywy, komputer, blendy i oświetlenie, i jakoś tak nagle wszyscy się rozpierzchli i nie miał kto jej pomóc tego wszystkiego pozanosić, choć auto miała niedaleko to strach było zostawić sprzęt samopas bo chętnych na cacka nie brakuje.
    - No i cholera co ja mam teraz zrobić?- powiedziała do siebie i bezradnie załamała ręce. Robiło się już chłodno więc zapięła bluzę po samą szyję. Trudno, jak ktoś coś zwinie to będzie musiała się z tym pogodzić, postanowiła najpierw zapakować aparat i komputer - to w tej chwili było najważniejsze bo gdyby te dwa sprzęty zniknęły to musiałaby się pożegnać z kasą za sesję, skoro wszystkie fotki były na karcie w aparacie a część już na komputerze.



    joleigh stanton

    próbuje ułożyć sobie życie na nowo
    i spędzać w pracy coraz mniej czasu
    zmęczona swoim życiem
    malibu



    joleigh stanton
    This ain't the right time for you to fall in love with me
    29 lat
    165 cm wzrostu
    w LA od urodzenia


    2020-06-03, 22:44

      09
    Dorobienie się psa było w pewien sposób terapeutyczne dla Joleigh, która chcąc nie chcąc, musiała nauczyć się spędzać czas nie tylko w pracy czy w domu, ale także poza nimi. Tak naprawdę dzięki Clover poznawała na nowo Los Angeles, którego okazywało się, że nie rozpoznawała po tak długim czasie, w jakim zamknięta była w klatce, którą sama sobie narzuciła. Było trudno i nie ukrywała nawet, że czas, który miała za sobą był zdecydowanie mroczny i sprowadzał raczej złe wspomnienia i pewną chęć ucieczki jak najdalej. Póki co jednak starała się wszystko poukładać sobie tutaj, na miejscu. Powoli jej relacja z Marcelem zaczynała wracać do stanu sprzed kłótni, a i mieszkanie z Bradleyem przynosiło jej znacznie więcej korzyści niż przesiadywanie samej w czterech ścianach. Dopiero kiedy brat wprowadził się pod jej dach odkryła jak bardzo brakowało jej kontaktu z drugą osobą, która nie była jej pracodawcą, współpracownikiem bądź klientem. Teraz jednak było lepiej, o wiele lepiej i dlatego też z uśmiechem na ustach przemierzała park, do którego w przeszłości, jeszcze za czasów liceum, często przyjeżdżała ze swoimi przyjaciółmi (a raczej nieliczną ich garstką) i byłym chłopakiem, pozwalając na to, aby chociaż trochę wspomnienia na nowo zalały jej głowę, wywołując uśmiech, którego sama się po sobie nie spodziewała. Mogło to mieć jednak związek z tym, że wtedy żyło jej się o wiele prościej. Chociaż narzucała sobie masę obowiązków, to jednak miała naprawdę dobre dzieciństwo i żadnych problemów, które po drodze mogłyby ją złamać. Dlatego też naprawdę rozluźniona przemierzała kolejne metry, co jakiś czas spoglądając to na Clover, to na ocean, nad którym powoli zaczynało zachodzić słońce.



    Roderick Aberforth

    agent CIA na urlopie przymusowym
    uciekł z Phoenix by oczyścić umysł
    zostawiając ukochaną, ale pojechała za nim
    santa monica



    Roderick Aberforth
    I do not exist to impress the world. I exist to live my life in a way that will make me happy.
    trzydzieści cztery lata
    181 cm wzrostu
    w LA od nowa


    2020-06-07, 20:30

      2.
    Tak jak podejrzewał, przeszłość dopadła go w najmniej oczekiwanym momencie i szczerze powiedziawszy, Roderick chyba nie był gotowy się z nią zmierzyć. Nikt go jednak nie pytał o zdanie w tym wypadku i czy tego chciał, czy też nie, musiał wziąć się w garść. Chociaż z Teresą nie byli w stanie przejść jeszcze do normalnego dialogu i bezgranicznego zaufania, które mieli wypracowane wcześniej, mężczyzna obserwował ją uważnie i to wystarczyło mu, by wyłapać w jej zachowaniu rzeczy nietypowe. Czuł, że nie mówiła mu wszystkiego i pewnie gdyby chciał, mógłby spróbować to z niej wyciągnąć, czymkolwiek właściwie to było, ale... chyba nie chciał. Wiedział, że skrzywdził ją już dostatecznie swoją idiotyczną ucieczką i ostatnim, czego pragnął w tym momencie, było dalsze ranienie kobiety. Nie zasługiwała na nic podobnego. Z drugiej strony, widział wyraźnie, że pozostawało coś, czym nie chciała się z nim podzielić i coraz bardziej obawiał się o co chodziło. Był pewien, że nie ukrywałaby przed nim prawdy, gdyby sprawa nie dotyczyła czegoś poważnego. Prawdy i leków; doskonale pamiętał, że kiedy na siebie wpadli, niosła niemalże ich naręcze, jednak nigdy później ich już nie widział. I to sprawiało, że chodził ciągle spięty, próbując wymyślić jak odzyskać jej zaufanie i jak dowiedzieć się czegoś więcej o jej stanie zdrowia. Z tym, że póki co pomysłów wciąż mu brakowało i nie był w stanie wpaść na nic logicznego, nawet myśląc o tym praktycznie bez przerwy, kiedy tylko się nie widzieli. W domu podczas sprzątania, kiedy przygotowywał powoli wszystko na planowaną pomału przeprowadzkę Teresy, na zakupach, czy nawet wracając z nich, w parku, jak teraz. Dopiero czarny, elegancki portfel, który zobaczył na piaszczystej ścieżce przed sobą wyrwał go z zamyślenia. Prędko schylił się, by go podnieść i spojrzał przed siebie, w odległości kilkunastu metrów dostrzegając kobietę. Postanowił spróbować ją dogonić. - Przepraszam? Chyba coś wypadło pani - zawołał, kiedy znajdował się już całkiem niedaleko, a jednak nie chciało mu się biec. Zresztą, może nawet lepiej, zachodzenie jej nie brzmiało jak dobry pomysł.



    joleigh stanton

    próbuje ułożyć sobie życie na nowo
    i spędzać w pracy coraz mniej czasu
    zmęczona swoim życiem
    malibu



    joleigh stanton
    This ain't the right time for you to fall in love with me
    29 lat
    165 cm wzrostu
    w LA od urodzenia


    2020-06-10, 23:01

    Spacery miały być poniekąd terapią dla Joleigh, która w zasadzie dopiero uczyła się żyć między ludźmi w przestrzeni innej niż praca czy dom. Było to trudne, ale też sprawiało jej na tyle przyjemności, że teraz, powoli spacerując z Clover i zerkając na ocean czuła się na pewno o wiele spokojniej niż gdyby zadręczała się teraz wspomnieniami, do których wracanie nie przynosiło niczego dobrego, w czterech ścianach swojej sypialni, udając, że Bradleya wcale nie ma w domu, że wcale nie przygotowuje obiadu albo nie szykuje się do kolacji. Zauważyła jednak, że od kiedy przygarnęła psa i zaczęła wychodzić z nim na spacery, była o wiele spokojniejsza i bardziej zorganizowana nie tylko na zasadzie pracy, niż wcześniej. Dlatego też z naprawdę wielką ulgą przemierzała kolejne metry, wdychając w płuca świeże, pachnące solą powietrze, kiedy to usłyszała głos, który coś jej mówić. Gdzieś tam, w podświadomości i resztkach wspomnień z przeszłości dobijał się do teraźniejszości. Joleigh bardzo powoli obróciła się w kierunku głosu, spoglądając na jego właściciela, a widząc mężczyznę, który do niej zmierzał spojrzała naprawdę zaskoczona, nie potrafiąc uwierzyć własnym oczom, że to był właśnie on, a nie ktoś inny. Ile go nie widziała? Dwanaście lat? Trzynaście? Pokręciła z niedowierzaniem oczom, czekając aż podejdzie bliżej, a gdy to zrobił, uśmiechnęła się nieznacznie. — Roderick — wciąż brzmiało to bardziej jak pytanie niż stwierdzenie, bo przecież mogła spotkać po prostu kogoś bardzo podobnego, kto przypadkiem znalazł się w tym miejscu, nie było żadną zasadą, że to musiał być koniecznie on. A jednak chyba trudno było zapomnieć jak wyglądała pierwsza miłość życia, czyż nie?



    Roderick Aberforth

    agent CIA na urlopie przymusowym
    uciekł z Phoenix by oczyścić umysł
    zostawiając ukochaną, ale pojechała za nim
    santa monica



    Roderick Aberforth
    I do not exist to impress the world. I exist to live my life in a way that will make me happy.
    trzydzieści cztery lata
    181 cm wzrostu
    w LA od nowa


    2020-06-27, 23:35

    Nie wierzył, a przynajmniej jeszcze wierzyć nie chciał w to, co właśnie miało miejsce. W rezultacie wpatrywał się w oczy Joleigh z rozdziawioną gębą i nie był w stanie ruszyć się ani na milimetr. Nie spodziewał się, że ucieczka z Phoenix będzie w rezultacie powrotem do przeszłości aż tak bardzo, ale... los bywał przewrotny, jak to mówią. A Roderick ani trochę nie był na to gotowy. Zresztą, podejrzewam, że spotkanie z ludźmi, którzy kiedyś byli w takim stopniu ważni dla nas jak dla niego niegdyś była Stanton, prawdopodobnie należało do rzeczy, na które nie dało się tak po prostu być gotowym. Dlatego właśnie przez dobrych kilka sekund stał w bezruchu, dopiero po chwili otrząsając się z tego szoku. - Joleigh. Cześć. - Nie wiedział do końca, co należało powiedzieć w takiej sytuacji. Że co, że dobrze ją widzieć? Że się nic nie zmieniła? To mu się wydawało takie... głupie. I przesadnie wręcz trywialne, jakby nie miał absolutnie nic do powiedzenia. A przecież w jego głowie wirowały tysiące myśli i dziesięć razy więcej wspomnień z tego wszystkiego, co kiedyś było. Nie wracał do nich za często, coś takiego jak melancholia rzadko kiedy dopadało go tak naprawdę, zupełnie jakby był całkowicie niewrażliwy, ale teraz gdy stali twarzą w twarz wszystko wyglądało inaczej. Nie mógł przed tym uciec, odgonić nawracających myśli. - Zdaje się, że zgubiłaś portfel - powtórzył po chwili, kiedy już wróciły mu jako tako zdolności mowy i ruchu. Wtedy też wyciągnął rękę w której go trzymał w jej kierunku, chcąc by go już przejęła, odebrała od niego. Nie czuł się komfortowo trzymając cudzą własność i gdyby przykładowo znalazł coś takiego, ale właściciela już nie zobaczył, pewnie chciałby pozbyć się portmonetki jak najszybciej.



    joleigh stanton

    próbuje ułożyć sobie życie na nowo
    i spędzać w pracy coraz mniej czasu
    zmęczona swoim życiem
    malibu



    joleigh stanton
    This ain't the right time for you to fall in love with me
    29 lat
    165 cm wzrostu
    w LA od urodzenia


    2020-06-29, 13:28

    Była w szoku na widok kogoś, kogo nie spodziewała się zobaczyć w żadnym wypadku. Przecież ich drogi rozeszły się tak dawno temu, tak dawno, że kurz zdążył osiąść na wspomnieniach, które Joleigh tak skrzętnie trzymała zamknięte z tyłu głowy. Wracała do nich, jasne, ale nie dawała sobie tkwić w sferze wyobrażeń, wiedząc, że do niczego dobrego to nie doprowadzi, że lepiej dla niej samej nie dotykać tych miejsc, które mogły wywołać ból. A jednak w tym momencie nie bardzo miała wybór i dosyć zaskoczona spoglądała na mężczyznę, czując jak zasycha jej w gardle. Cieszyła się, czy też martwiła? Tego nie potrafiła do końca odgadnąć, niemniej, słysząc w jaki sposób wypowiada jej imię, uśmiech sam wtargnął na jej usta, a ona zmniejszyła dystans pomiędzy nimi, tak, aby spokojnie przejąć od niego portfel. — Nie spodziewałam się, że zgubienie portfela sprawi, że wpadnę na ducha przeszłości — rzuciła żartobliwie i miała nadzieję, że w ten sposób jej słowa zostaną odebrane. Przecież nie chciała w żaden sposób go urazić, nie chciała sprawić, żeby poczuł się przez nią skrępowany. Szybko jednak poprawiła włosy, a także wzięła Clover na ręce, nie chcąc, żeby gdzieś uciekł korzystając z jej utraconej przez Joleigh uwagi. — Nie sądziłam, że jeszcze cię kiedyś tutaj zobaczę. Słyszałam, że wyjechałeś i w zasadzie… tyle — przyznała zgodnie z prawdą, chociaż nie potrafiła ukryć, że narastała w niej ciekawość. Chciała wiedzieć, czy poukładał sobie życie, czy wszystko wreszcie było tak, jak to sobie kiedyś wymarzył. Nie miała z nim przecież żadnych przykrych wspomnień poza rozstaniem, które też było jej winą, a nie Rodericka, dlatego też jedyną osobą, która mogła czuć się skrępowana w tym momencie był tylko i wyłącznie mężczyzna.



    Roderick Aberforth

    agent CIA na urlopie przymusowym
    uciekł z Phoenix by oczyścić umysł
    zostawiając ukochaną, ale pojechała za nim
    santa monica



    Roderick Aberforth
    I do not exist to impress the world. I exist to live my life in a way that will make me happy.
    trzydzieści cztery lata
    181 cm wzrostu
    w LA od nowa


    2020-06-30, 17:44

    Utkwił w niej spojrzenie.
    - A widzisz, czasami wiele nie trzeba - odparł, a na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech, który miał być odpowiedzią na jej własną, żartobliwą wypowiedź. Ducha przeszłości... coś w tym było. Roderick niewątpliwie był duchem samego siebie z czasów, kiedy to Joleigh była stawiana przez niego na piedestał. To jaką osobą był wtedy już dawno przestało mieć pokrycie z tym, kim był na ten moment i wiedział doskonale, że taka była po prostu kolej rzeczy. Patrząc teraz na kobietę, znacznie dojrzalszą i powiedziałby nawet, że jeszcze piękniejszą, niż już wtedy była, był stuprocentowo przekonany co do tego, że i ona sama zmieniła się od czasu szkoły średniej i na próżno mógł szukać w niej teraz tego, co wtedy kojarzyło mu się tylko i wyłącznie z jej osobą. Wszyscy się zmieniali - to było nieuniknione, zwłaszcza w sytuacji, kiedy życie płatało figle i pokazywało dobitnie, że to nie my sami tak do końca jesteśmy panami swojego losu. - Uwierz, ja również nie spodziewałem się tutaj zjawić. Podobnie jak wpaść na ciebie. - przyznał, przyglądając jej się nienachalnie. Kiedy wyjeżdżała, w żadnym razie nie podejrzewał, że kiedykolwiek wróci. To nie była podróż na do innego miasta stanowego bądź do sąsiedniego stanu, tylko wylot na drugi koniec kraju. Gdyby on wyruszył podbijać Yale, pewnie prędko tamta strona Stanów nie uwolniłaby się od niego. A plany były, słowem, naprawdę różne. To, że skończył tak jak skończył... na dobrą sprawę jako młody chłopak nie zakładał, a nawet nie myślał o tym, że tak będzie. Pewne sprawy weryfikowały się same z siebie, czasem przez jego wybory, a czasami... było to zwyczajnie dziełem przypadku albo wręcz jego niedopatrzenia. Świat przecież nie zatrzymywał się na momencik, wraz z nim samym. - Uciekłaś ze wschodniego wybrzeża? - dopytał, szczerze zaintrygowany jak do tego doszło.



    joleigh stanton

    próbuje ułożyć sobie życie na nowo
    i spędzać w pracy coraz mniej czasu
    zmęczona swoim życiem
    malibu



    joleigh stanton
    This ain't the right time for you to fall in love with me
    29 lat
    165 cm wzrostu
    w LA od urodzenia


    2020-07-03, 00:06

    Nie chciała brzmieć niemiło, ani też atakować mężczyzny, a wyłącznie wyrazić, że naprawdę sporym zaskoczeniem z jej perspektywy było dostrzeżenie go po tak wielu latach, kiedy ich kontakt urwał się całkowicie w momencie, kiedy ona wyjechała na studia. Nie sądziła nigdy, że jeszcze kiedyś na siebie wpadną, nawet jeżeli Roderick był jej pierwszą miłością i zawsze już miała darzyć go jakimiś cieplejszymi uczuciami. Teraz jednak, kiedy stali tak blisko siebie i mogła przyjrzeć się jego twarzy w świetle zachodzącego słońca dostrzegała, że dla nikogo czas się nie zatrzymywał, chociaż zdecydowanie nie mogła powiedzieć, że nie był dla niego łaskawy. Zdecydowanie miło było mu się przyjrzeć i przypomnieć te wszystkie wspólne lata, które chociaż niewinne, rozgrzewały czasem jej wspomnienia. Choć do tej pory, trzeba przyznać, wciąż mieszkał w jej głowie jako nastoletni chłopiec, to teraz na pewno miało się to zmienić, skoro wiedziała wreszcie, po tylu latach, jak się prezentował i co najważniejsze, że był cały i zdrowy. A przynajmniej na pierwszy rzut oka. — Jak widać, los lubi płatać figle — odparła z lekkim uśmiechem, gładząc szczeniaka, który jak na niego wyjątkowo spokojnie siedział na rękach, po głowie, ciesząc się, że nie planował skoków w przestworza i zapoznawania się na siłę z Roderickiem. Bo chociaż nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek miał problem ze zwierzętami, to wcale nie musiało to oznaczać, że miał zamiar być atakowany przez ubrudzonego w piasku czworonoga. — Wróciłam trochę ponad rok temu, jak skończyłam studia i… rozwiodłam się — czy była gotowa opowiadać, że za tym wszystkim stała śmierć jej dziecka? Nie podejrzewała i nawet nie zamierzała na ten moment zagłębiać się chociażby myślami w ten temat, szczególnie, że miała w sobie nadzieje, że mężczyzna nie będzie wypytywał, nie dając jej najmniejszych szans na ucieczkę z ognia pytań.



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: