• Cześć! Jesteś u nas po raz pierwszy? Zerknij do przewodnika.
  • Świętujemy pierwsze urodziny Angeltown! O urodzinowych zmianach i niespodziankach przeczytasz w najnowszym ogłoszeniu.
  • O urodzinowych zabawach i zmianach w administracji przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • Przypominamy, że w tym temacie macie szansę odebrać urodzinowy prezent, który dla Was przygotowałyśmy!
  • Coś nie działa? Wykonaj twardy reset! Wciąż nie działa? Daj nam znać!
  • up
    down



    Autor Wiadomość
    finn cliffort

    I know I took the path
    that you would never want for me
    I gave you hell through all the years
    beverly hills



    Finnick Cliffort
    I let you down, didn't I? So many sleepless nights where You were waiting up on me, But I'm just a slave unto the night.
    dwadzieścia cztery lata
    180 cm wzrostu
    w LA od kilkunastu lat


    2020-06-11, 19:50

    11.

    Co prawda odkąd Finn wyznał prawdę o swoim paskudnym sekrecie to poczuł się tak, jakby został pozbawiony wielkiego ciężaru z barków, ale nadal… no, nie było zbyt dobrze. Był świadomy tego, że pewnie jeszcze długo nie będzie i to wymagało czasu, zanim wszystko wróci do normy (o ile wrócić miało). Było po prostu… bardzo dziwnie? I strasznie cicho. Mało z kimkolwiek rozmawiał i prawie do nikogo się nie odzywał; nie oznaczało to jednak tego, że nie chciał, tylko nie wiedział jak mógłby zacząć. Nawet z Victorem, który był jedną z osób z którymi dogadywał się najlepiej, tyle, że problem był w tym, że to jego chyba z tych wszystkich najbardziej zawiódł. Byli jeszcze ojcowie, ale no cóż… z nimi jeszcze nie rozmawiał na temat swojej choroby i czekał na to, aż Harold poukłada swoje sprawy i będą mogli to zrobić razem. Nie chciał stawać przed nimi samemu i o wszystkim mówić, dlatego… no wolał poczekać. Do tego pozostawała jeszcze kwestia Dorcas z którą nadal był pokłócony, ale pomimo tego, że między nimi sprawy nieciekawie się układały i nadal byli pokłóceni to wiedział, że tak czy siak będzie musiał w końcu do niej pójść i o wszystkim powiedzieć. Przeprosić, wyznać prawdę na temat tego, dlaczego wrócił, dlaczego zachowywał się jak ostatni kretyn i o swojej ukrywanej chorobie. Nawet myśleć o tym nie był w stanie, bo znowu narastała w nim chęć ucieczki, a wiedział, że tego zrobić nie mógł. Jakby teraz uciekł to przekreśliłoby dosłownie wszystko i nie miałby już czego szukać. I tak nie było najlepiej, i tak nie było kolorowo, ale no… zawsze mogło być jeszcze gorzej, prawda? A on miał zamiar się zamienić, pokazać, że jednak warto mu zaufać, że nie rzuca słów na wiatr, że jednak zasługuje, by być, z nimi, być członkiem rodziny, która dała mu wszystko. Musiał tylko podnieść się i wziąć się w garść, jednak samemu… było to bardzo trudne. Jak miał się do tego zabrać, co miałby zrobić? Co w ogóle zrobić mógł? Bo odnosił wrażenie, jakby cokolwiek nie zrobił czy nie powiedział to i tak byłoby źle. Jednak od czegoś trzeba było zacząć. Trzeba było pójść, przełknąć to wszystko i z przekorą wyciągnąć rękę. I Finn zadecydował, że właśnie w końcu nadszedł ten dzień, kiedy to zrobi.
    Trochę się bał rozmawiać z Victorem. Niby głupio to brzmiało, ale po tym, co się stało ostatnio nie wiedział czy jego brat w ogóle życzył sobie tego, żeby z nim porozmawiać. Chłopakowi bardzo zależało na odzyskaniu ich dawnej relacji, chociaż nie miał pewności czy w ogóle było co odzyskiwać. Może Victor wcale tego nie chciał? Tak bardzo się na nim zawiódł, że uznał, że to jest koniec ostateczny? Finnick wcale by się nie zdziwił, jakby tak było, bo przecież właśnie na to sobie zasłużył. Jednak postanowił, że dzisiaj uczyni ten pierwszy krok, pójdzie do niego i zaczną znowu rozmawiać. Co prawda nie będzie tak beztrosko jak kiedyś, domyślał się, że będzie o wiele trudniej, ale cóż miał zrobić? Tęsknił za nim. Może to go czyniło chudym chłopcem w rurkach, ale tęsknił za swoim bratem, za ich rozmowami, za wspólnym spędzaniem wolnego czasu. Wziął głęboki wdech zanim wszedł do jego pokoju niepewnie i przekroczył próg pomieszczenia. Drzwi były otwarte, jednak postukał w nie wolną ręką, żeby dać mu znać, że przyszedł. — Hej — zagadał, starając się na twarz przywołać chociażby cień szerokiego uśmiechu. Trochę się krępował, bo nie był też sam — akurat wrócił od Arabelli z ich kotem Salemem, bo dogadał się z nią, że na parę dni przygarnie go do siebie. Trzymał teraz czarnego kociaka w ramionach i drapał go pod bródką, przez co mruczał głośno. — Pamiętasz… jak ci opowiadałem o kocie, którego adoptowałem z Arabellą? Tego, którego pomagałem jej ściągnąć z drzewa? — zapytał, jednak nie czekał na jego odpowiedź. — No to… to jest właśnie on. Nie będzie ci przeszkadzało jeśli zostanie tu na parę dni? — zapytał, przystając nieco bliżej. Cóż… mógł co prawda na samym początku zapytać czy w ogóle Victor ma ochotę na to, by z nim gadać, skoro praktycznie nie odzywali się do siebie od czasu ich ostatniej rozmowy w cmentarzu. Jednak Finn postanowił podejść do tego normalnie. Oczywiście, nie miał zamiaru udawać, że nic się nie stało i nagle wszystko było po staremu, bo zbyt wiele się wydarzyło, żeby tak było. Chciał zacząć od nowa. Po prostu. Nic więcej. I miał małą, malutką nadzieję na to, że może Victor też tego chciał. I ze choć trochę też mu go brakowało.



    Victor Cliffort

    Like everything was real, but nothing mattered
    jigsaw women with western movie shoes
    be cruel to me 'cause I'm a fool for you
    beverly hills



    Victor Cliffort
    She swam out of tonight's phantasm grabbed my hand and made it very clear there's absolutely nothing for us here
    23 lata
    185 cm wzrostu
    w LA od zawsze


    2020-06-14, 21:16

      [#24]


    Dużo rzeczy się wydarzyło, dużo rzeczy się zmieniło. Chociaż cały świat zdawał się być taki jak zawsze, to świat Victora zmienił się nie do poznania. Nie miał pojęcia co zrobić z wiedzą, którą posiadał; co zrobić z tymi wszystkimi nowościami, sekretami, które poznał. Przerosło go to, tak cholernie przerosło, jak nic nigdy wcześniej i nie dosyć, że czuł się w tym wszystkim straszliwie bezsilny, to jeszcze nie wiedział co ma robić. Dzięki Bitty udało mu się jakoś to wszystko przynajmniej częściowo poukładać, jednak wciąż nie wiedział co ma robić. Dziewczyna wierzyła, że wszystko się ułoży, będzie dobrze i każda część rodziny Cliffortów wróci na odpowiednie miejsce. Naprawdę chciał jej wierzyć. Właściwie nie było niczego, w co aktualnie tak mocno chciałby wierzyć. Jednak czy to wystarczało? Czy wystarczyło po prostu mocno wierzyć, żeby ta wizja się ziściła? Tego Victor nie był już taki pewny. Dlatego też trwał w tym stanie niemocy, starając się skupić swoje myśli na czymś innym, czymś co mogłoby go zająć do tego stopnia, że nie będzie w stanie myśleć o czymś innym. Najpierw unikał domu, głównie dlatego, że nie chciał spotkać Finna. Nie dlatego, że nie chciał go widzieć. Nie wiedział co mógłby mu powiedzieć. Pierwszy raz w życiu czegoś nie wiedział i to go zżerało od środka. Chciałby, żeby było między nimi tak jak wcześniej, tak jak zawsze było, ale czy było to w ogóle możliwe? Te wszystkie pytania kłębiły się w jego umyśle, a im usilniej starał się je przegonić, tym bardziej nie chciały odejść. Dlatego w końcu skupił się na nauce, bo to wychodziło mu najlepiej. Zaliczał ostatnie przedmioty, kończył referaty, a w przerwach spotykał się z Bitty. Co prawda jego myślą daleko było do stanu spokoju, ale było trochę lepiej. Nie idealnie. Któż jednak mógł wiedzieć, czy jeszcze kiedykolwiek mogłoby tak być.
    Dzisiaj był w domu. Wyjątkowo przez cały dzień, ale też praktycznie cały dzień spędził w swoim pokoju z laptopem na kolanach. Miał plan, miał rzeczy do zrobienia i ważne decyzje do podjęcia. Chociaż wciąż po umyśle snuły się myśli o braciach, to starał się je wyciszyć. Nie miał zamiaru też pierwszy wyciągać rękę, bo jak tylko to robił, to wszystko zaczynało się chrzanić. Tak było w przypadku Dorcas, tak też było z Finnem i w sumie z Harrym też. Chciał dobrze, a wszystko obracało się przeciwko niemu i wszystkim dookoła. Kłamstwem byłoby więc powiedzenie, że nie był zaskoczony, kiedy zobaczył Finna w progu swojego pokoju. Nawet nie zarejestrował wcześniej, że zapomniał zamknąć drzwi. Uniósł brwi, zaskoczony tym jakże niecodziennym widokiem, bo chociaż widok Finna nie był czymś niezwykłym w tym miejscu (przynajmniej teoretycznie), to jednak Finn z kotem... cóż, to było delikatnie mówiąc zastanawiające. - Cześć - odpowiedział, całkowicie machinalnie, zamykając przy tym laptop. Nie, żeby miał jakieś sekrety, albo robił coś nielegalnego. Po prostu nie był pewien, czy chce, żeby brat wiedział co robił. Przeniósł spojrzenie z Finna na kota, a potem z powrotem na brata. - Nie bała się Ci go oddać? - zapytał, bo cóż - nie było sensu chyba ukrywać, że aktualnie w oczach Victora nie należał do osób, które są godne zaufania. On sam by mu nigdy nie powierzył w opiece ani kota, ani nawet złotej rybki. Właściwie to nawet dżdżownicy by mu nie dał. - Czemu pytasz mnie? To nie mój dom, nie tylko ja tu mieszkam - odpowiedział, ponieważ co by zdanie Victora tutaj zmieniło? Oczywiście zupełnie nic nie miał przeciwko kotu i nawet trochę Finnowi zazdrościł, że go miał i mógł go sobie głaskać, a on mu tak ładnie mruczał, ale! Nie miał zamiaru tego mówić. Odchrząknął, zastanawiając się co powinien teraz zrobić: zakończyć rozmowę, czy może jakoś ją pociągnąć? - Umówiłeś się z nią? - zapytał, bo skoro mu dała tego kota, to chyba nie mogli mieć złych relacji. Być może, ale tylko być może, Finn w końcu poszedł po rozum do głowy i nie tylko postanowił, że jednak będzie się leczyć, ale też i że nie będzie odtrącać kolejne osoby w swoim życiu, zwłaszcza w momencie, kiedy tak wiele odepchnął.



    finn cliffort

    I know I took the path
    that you would never want for me
    I gave you hell through all the years
    beverly hills



    Finnick Cliffort
    I let you down, didn't I? So many sleepless nights where You were waiting up on me, But I'm just a slave unto the night.
    dwadzieścia cztery lata
    180 cm wzrostu
    w LA od kilkunastu lat


    2020-06-17, 18:42

    Można było chcieć, można było mieć nadzieje, ale dopóki czegoś się z tym nie zrobiło to raczej nie było co liczyć na jakiekolwiek zmiany. Ich problem polegał na tym, że nie mieli pojęcia co zrobić ani jak się do tego zabrać. To było dziwne, bo przecież znali się od podszewki, wiedzieli jacy są, a jednak teraz miał problem w tym, żeby ze swoim własnym bratem się porozumieć. Nie chciał popełnić kolejnego błędu, nie chciał znowu robić coś źle. Już zbyt wiele ich popełnił, wyczerpał swój limit i nadeszła pora na to, by robić rzeczy tak, jak powinno. Nie było to jednak ani łatwe ani proste, dlatego bezpieczniej było się trzymać na uboczu. Chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że Victor nie chciał go oglądać, że specjalnie go unikał i wcale go za to nie winił ani się temu nie dziwił. Zasłużył sobie na to. Nie był w stanie wytrzymać jednak tego, jak sytuacja między nimi wyglądała. Bo prezentowała się okropnie i była nie do zniesienia. Szczególnie, że przez ten okres, kiedy Finn u Cliffortów był rzadko się z Victorem kłócili — a jak już to robili to nigdy nie dochodziło do tego, że mieli ciche dni, że się w ogóle do siebie nie odzywali. Dlatego było dziwnie, nieswojo, powodowało jego w myślach istny bałagan i bezsilność. Finn nie miał pojęcia jak miał się za to zabrać, co zrobić… żeby było lepiej. Chociaż trochę. Może brzmiał teraz jak desperat, ale nic nie mógł poradzić na to, że nie potrafił tego znieść, dlatego coś musiał z tym zrobić. Nie mógł dłużej czekać na to, aż wszystko samo się naprawi, ich relacje poprawią, aż znowu zaczną rozmawiać. On musiał być tym, który wyciągnie rękę. Tylko pytanie, czy ona zostanie odtrącona?
    Finnick gdy znalazł się w pokoju brata miał tylko nadzieję na tom, że zadra między nimi nie tkwiła na tyle głęboko, że nie dało się z tym już nic zrobić. Nie był jednak tego taki pewien w momencie, kiedy zobaczył wyraz jego twarzy, widoczne na niej zaskoczenie i jakby… niechęć? Coś takiego. Na pewno Finn nie był kimś, kto był przez niego mile widziany. Może to był błąd, że do niego przychodził, bo w pierwszym odruchu miał ochotę na to, żeby odwrócić się na pięcie i wyjść. Ale już trudno. Najwyżej mu powie, żeby spadał, a on już nigdy więcej nie stanie przed jego obliczem. Na jego uwagę miał ochotę wywrócić pogardliwie oczami, ale tego nie zrobił. Zacisnął za to mocniej szczęki i uniósł podbródek nieco wyżej ku górze. — Tak się składa, że nie — odparł dość spokojnym jak na niego tonem, chociaż czuł w powietrzu coraz bardziej narastające napięcie, które nie pozwalało mu się rozluźnić. Tutaj chyba nawet drapanie mruczącego kota za uchem nie pomagało. Finn zdawał sobie sprawę z tego, że zasługiwał na takie ironiczne komentarze i obelgi, ale to nie oznaczało, że miał przez cały czas kłaść po sobie uszy, przytakiwać i błagać o wybaczenie. — Wolałem każdego zapytać osobiście — wyjaśnił. Przynajmniej dzięki temu miał pretekst do tego, żeby z nim porozmawiać, ale tego już mu nie powiedział. Inaczej nie dałoby rady, a głupio mu było przyjść od tak, po prostu. Chociaż teraz i tak wyszedł na głupka, to jakoś tym się nie przejmował. I tak miał każdego z osobna zapytać o to, czy nie miałby nic przeciwko, by Salem tu został. Widział też po minie Victora, że na dalszą rozmowę nie ma co liczyć, więc zabierał się do odejścia, ale nagle się odezwał i Finn uniósł brwi. Zamrugał. — Tak — pokiwał głową. — Tylko muszę się jeszcze zastanowić gdzie mógłbym ją zabrać — dopowiedział. Raczej wątpił, by Victor chciałby mu w tym pomóc, żeby chciał mu pomóc w czymkolwiek, dlatego nie liczył wcale na to, że to zrobi. Miał do niego jeszcze jedną sprawę i prawdę mówiąc, to mogłoby mu też służyć jako pretekst, żeby do niego przyjść, ale jakoś… nie potrafił się na to zdobyć. Nie zauważył nawet, kiedy te słowa wybrzmiały na jego języku. — Poza tym… jutro jestem umówiony do lekarza i chciałem zapytać czy nadal chciałbyś ze mną iść — starał się zapanować nad drżeniem głosu, ale niestety przegrał. Wszystko było nerwowe, zbyt napięte, w szczególności ich relacja. Była napięta jak struna, która powoli zaczynała pękać w szwach. — Zrozumiem oczywiście, jeśli zmieniłeś zdanie — dodał szybko. Nie było między nimi przecież już tak jak kiedyś. Nie byli już sobie tacy bliscy. I Finn obawiał się o to, że już nigdy nie będą.



    Victor Cliffort

    Like everything was real, but nothing mattered
    jigsaw women with western movie shoes
    be cruel to me 'cause I'm a fool for you
    beverly hills



    Victor Cliffort
    She swam out of tonight's phantasm grabbed my hand and made it very clear there's absolutely nothing for us here
    23 lata
    185 cm wzrostu
    w LA od zawsze


    2020-06-19, 22:07

    Nic nigdy nie działo się samemu, a każdy ignorowany problem, każda zła decyzja, w końcu do nas wracała, czasami nawet ze zdwojoną siłą. Oczywiście Victor nie miał zamiaru nic w tym przypadku robić. Jasne, brakowało mu Finna, trochę męczyło go to całe unikanie go, ale postanowił sobie, że nie wykona tego pierwszego kroku, nie będzie do niego wyciągał ręki, ani wystawiać białej flagi, sugerującej zawieszenie broni. I to nie było tak, że go teraz nienawidził, albo nie chciał już nigdy więcej w swoim życiu na niego patrzeć. Był po prostu zawiedziony, a to chyba nawet gorsze od nienawiści był. Być może odebrałby to inaczej, gdyby tak blisko ze sobą nie byli, gdyby wcześniej co chwilę się o coś kłócili, albo okłamywali na każdym kroku. Chciał jednak wierzyć, a przynajmniej wierzył do zaistniałej sytuacji, że byli ponad to, że byli rodzeństwem z wyboru i że zawsze mogli na siebie liczyć. Z perspektywy Victora to wszystko skończyło się tak, że Finn uważał, że ani nie może na niego liczyć, ani nie ma zamiaru mówić mu o takich szczegółach ze swojego życia jak śmiertelna choroba. Na początku uznał to za śmiertelną obrazę, jednak rozmowa z Bitty uświadomiła mu, że przecież Finn jest już dużym chłopcem, nie potrzebuje jego, Victora, żeby go prowadził za rączkę, albo mówił co ma robić - podejmował własne decyzję. A skoro był dorosły, to miał zamiar uszanować te decyzje, nawet jak się z nimi nie zgadzał i nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. To prowadziło ich właśnie do tego momentu, w którym chociaż jeden za drugim tęsknił, to obaj byli zbyt dumni, żeby powiedzieć to na głos i po prostu spróbować jakoś naprawić swoje relacje.
    Czy faktycznie odczuwał niechęć? Być może niewielką. Nie miał jednak zamiaru wypędzać Finna, albo go ignorować. Skoro już tutaj przyszedł, być może chciał coś powiedzieć? Może poszedł i odzyskał skądś swój rozum, miał zamiar nie tylko się leczyć, ale też i przyznać do wszystkiego przed całą rodziną? Victor może i był w tym wszystkim lekko (no dobra bardzo) sceptyczny, ale miał zamiar go wysłuchać. No chyba, że to była głupia próba wybadania terenu, która skończy się tym, że pogada coś bez sensu i wyjdzie. Nie mniej naprawdę, chociaż trochę niezadowolony, to pozostawał w tym momencie otwarty, pewnie bardziej niż Finn się spodziewał. Pokiwał głową na jego słowa. - To naprawdę bardzo dziwne - przyznał, bo naprawdę czegoś takiego by się nie spodziewał. Ale kto wie, może z nią był szczery? Może nie oszukiwał jej i nie kłamał w żywe oczy przed ostatnie miesiące, a co za tym idzie, ufała mu? Victor uważał jednak, że miał święte prawo wątpić zarówno w Finna, jak i zdrowy rozsądek jego nowej koleżanki. - A jak ktoś powie, że ma coś przeciwko, to co zrobisz? - zapytał, marszcząc brwi, no bo co w takiej sytuacji Finn miał zamiar zrobić? Wyrzucić go z domu? Odnieść i powiedzieć, że nie może się nim zajmować? Nie, żeby coś, ale takie rzeczy chyba powinien załatwić zanim kot się pojawił w domu, bo to przecież było logiczne, że teraz, widzą co, już nikt nie będzie w stanie odmówić. I cóż, tak, Victor nie miał zamiaru wcale tej rozmowy ciągnąć, bo skoro Finn się w ogóle nie starał, to czemu on miał? Nie mógł jednak pozwolić na to, żeby jego ciekawość pozostała niezaspokojona. Nawet jeżeli Finnick uważał, że Victor go nienawidzi, to i tak nie zmieniało faktu, że chciał wiedzieć, czy w końcu się umówił z dziewczyną, która mu się podobała, czy też nie. - Wow. Jestem szoku - przyznał. Był pewien, że Finn, jak na prawdziwego Wertera przystało, będzie się kisić ze swoim uczuciem, aż w końcu ona znajdzie sobie innego, a on założy żółtą kamizelkę i palnie sobie w łeb. - Może dzięki temu przestaniesz być takim melodramatycznym dupkiem - dodał jeszcze. Tak, za takiego właśnie go uważał. Może jednak teraz, kiedy w końcu przestał sobie wmawiać, że nie zasługuje na nic, zwłaszcza na szczęście, w końcu zrobi coś porządnego ze swoim życiem i przestanie kłamać? To byłaby naprawdę bardzo miła odmiana. Victor już miał zamiar wrócić do swojej poprzedniej czynności, już sięgał, żeby otworzyć laptopa, kiedy usłyszał słowa Finna. Podniósł wzrok na brata, marszcząc brwi. - Powiedziałem, że pójdę, więc pójdę. W przeciwieństwie do niektórych dotrzymuję raz danego słowa - odpowiedział. W sumie to jakby Finn tego nie powiedział, to Victor nie miałby przecież pojęcia, że ten wybiera się do lekarza, a co za tym idzie, nie mógłby dotrzymać swojej obietnicy. Jednak i tak miał taki zamiar, bo skoro raz powiedział, to słowa nie miał zamiaru w żadne sposób, ani złamać, ani odwołać. - O której godzinie? - zapytał, ponieważ to taka trochę istotna kwestia była i bez tego ani rusz. Tak prawdę mówiąc, to Victor był przekonany, że jednak Finnowi się odwidziało, że jednak wcale nie będzie chciał, żeby poszedł z nim do lekarza, skoro ich relację, delikatnie mówiąc, są w pewnym zawieszeniu. Był więc lekko zdziwiony, ale także... trochę zadowolony? Może to nie była radość, ani nie wiadomo jakie szczęście, ale teraz pojawiła się w nim ta malutka iskierka nadziei, że może jednak w końcu będzie jak dawniej.



    finn cliffort

    I know I took the path
    that you would never want for me
    I gave you hell through all the years
    beverly hills



    Finnick Cliffort
    I let you down, didn't I? So many sleepless nights where You were waiting up on me, But I'm just a slave unto the night.
    dwadzieścia cztery lata
    180 cm wzrostu
    w LA od kilkunastu lat


    2020-06-24, 19:39

    Kłamstwo zawsze kłamstwem pozostanie, czy będzie ono takim, które było powiedziane w dobrej wierze czy też nie. Chłopakowi wydawało się, że robił dobrze — no właśnie, wydawało się, bo w ostatecznym rozrachunku wszystko spaprał i pomimo tego, że nie chciał nikogo swoimi czynami ranić, to i tak to zrobił. Wiedział, że zawiódł ich zaufanie, wiedział, że dużo czasu minie, nim je odzyska, bo przecież nie było to coś, co można było przywrócić za pośrednictwem zwykłego pstryknięcia palcami. Już wcześniej był czarną owcą rodziny Cliffortów, ale teraz był ją jeszcze bardziej, o ile można było być jeszcze bardziej czarną owcą niż się było. Prawdopodobnie jakby go ktoś wrzucił do pralki z jakimś wybielaczem to i tak by to nic nie pomogło, bo to nie było takie proste. Droga ku odkupieniu była bardzo kręta i zawiła, a w dodatku bardzo trudna, bo wymagała ona cierpliwości i podejmowania odpowiednich kroków. Finn nie wiedział czy mu to się uda, bo w swoim życiu w 99% popełniał same błędy, ale kto wie, może to przyszedł czas na jakieś zmiany? Nie chciał być ciągle dupkiem i największym frajerem jakiego widział świat, ani tym bardziej jakimś Werterem, który załamywał się nad swoim losem. Dlatego schował dumę do kieszeni, wyciągnął białą flagę i postanowił wyjść naprzeciw. To on musiał zrobić ten pierwszy krok. Nie Victor, nie reszta rodzeństwa. To on narozrabiał, narobił bałaganu i teraz musiał posprzątać. I pogodzenie się z Victorem miało być pierwszym krokiem, jaki ku temu uczyni.
    Finn często kłamał, jednak wtedy, na cmentarzu, mówił prawdę. Victor mógł mu nie wierzyć — nie spodziewał się nawet niczego innego z jego strony, a raczej bardzo by się zdziwił, jeśli byłoby inaczej. Kto wie, było bardzo prawdopodobne, że to właśnie z nim najtrudniej będzie mu naprawić relację, bo bądź co bądź byli ze sobą najbliżej. Victor był mu bratem, był mu najlepszym przyjacielem… a teraz? Nie wiedział, kim dla siebie byli. Być może nikim, ale Finn chciał chociaż spróbować to odzyskać. Zdawał sobie sprawę z tego, że mogło to być tylko jednostronne odczucie i tak naprawdę jego brat nie chciał mieć z nim nic wspólnego. Widział te odczucia, jakie malowały się na jego twarzy, tą lekką niechęć, ale czy powinien się temu dziwić? No nie powinien. Zasłużył sobie na to. — A jednak możliwe — odrzekł, wzruszając przy tym ramionami. Wiedział, że Victor mu nie ufał, tak jak w to, że w niego wątpił. Wcale się temu nie dziwił, bo już na samym początku był przygotowany na to, że ta pogawędka ani do najmilszych nie będzie należała, ani też do łatwych. Nie miał jednak zamiaru zniechęcać się przez to, bo nie przyszedł do Victora po to, żeby zaraz się poddawać. Kto wie, może Arabella faktycznie była głupia, skoro mu zaufała, jednak Finna pocieszało to, że była choć ta jedna osoba, która postanowiła dać mu szansę. — No… w sumie nie do końca to dobrze przemyślałem — przyznał z lekkim zawstydzeniem, drapiąc się po karku. — Jak ktoś będzie miał coś przeciwko to wtedy będę się martwić, ale mam nadzieję, że jednak tak nie będzie. — No bo co innego by mu pozostało? Kot tu już był, a on nie chciał się z nim rozstawać. Źle to przemyślał i tyle, nie było co się z tego wykręcać. I cóż, Finn nie wiedział do końca jak miał odbierać zachowanie Victora. Czy myślał, że brat go nienawidził? Raczej na pewno go nie lubił, a przynajmniej on to tak odczuwał. Nie wiedział jednak, czy to było tak silne uczucie, by to nienawiścią nazwać. Pomimo tego się starał — a przynajmniej tak mu się wydawało — bo samo schowanie dumy do kieszeni i przyjście do niego, rozpoczęcie rozmowy nie było niczym łatwym. Raczej oboje nie byli ludźmi łatwymi w obejściu. Kiedyś coś, co przychodziło im naturalnie, teraz wydawało mu się potwornie trudnym, ciężkim i mozolnym zadaniem. Kto wie, być może już nigdy tej swobody nie odzyskają i po dalszych słowach Victora Finn tylko upewnił się w tym, że tak właśnie będzie. Czyli cholernie trudno.Może przestanę. Poza tym, ona o wszystkim wie. Powiedziałem jej i ona wie na co się pisze — poinformował go. Traktował ich znajomość na poważnie, więc to dla niego było logiczne, że musiał jej o wszystkim powiedzieć. Bez tego nie mógłby pójść dalej. Zresztą, obiecał sobie, że nie będzie nikogo już okłamywać. Chciał się zmienić, przestać ciągle frajerzyć. Nie wiedział tylko czy w ogóle zdąży jeszcze to zrobić, a jego przyszłość stała pod znakiem zapytania. Starał się jednak o tym nie myśleć. O to będzie martwił się jak jego los zostanie przesądzony i będzie wiedział, co go dokładnie czeka. Teraz tylko mógł mieć nadzieję na to, że nie było mu przeznaczone w najbliższym czasie spoczęcie na cmentarzu na którym był ostatnio z Victorem i wąchaniu kwiatków od spodu. — W to nie wątpię — odparł, ignorując znowu tą kąśliwą uwagę. Finnick wiedział, że sobie na nie zasłużył, co nie zmieniało faktu, że i tak go one irytowały. Może i Victor potraktował jego słowa jako puste i nic nie znaczące, jednak wcale go nie okłamał, kiedy mu mówił, że chce pójść do lekarza. Szokujące, nieprawdaż? Naprawdę chciał do niego pójść i zacząć się leczyć, o ile miał na to jeszcze taką szansę. Nie miał zamiaru uciekać przed niczym tak jak miał to w zwyczaju, a potem umrzeć w jakimś rowie. Chciał pójść do lekarza, a następnie wyznać wszystkim prawdę. Tak postanowił. — Na jedenastą. Ale wiesz… jak masz inne rzeczy zaplanowane to spoko, zrozumiem — dodał szybko, bo przecież tak mogłoby też być. Mógł mieć ważniejsze rzeczy na głowie: jak na przykład spotkanie z Bitty czy po prostu szkołę. Niby obiecał, że z nim pójdzie, ale Finn zdawał sobie sprawę z tego, że mówił mu o tym trochę na ostatnią chwilę. Poza tym, aktualnie raczej znajdował się na końcu jego hierarchii ważności, przynajmniej on tam myślał, dlatego też się zdziwił, że rzeczywiście nie zmienił zdania i chciał się z nim tam wybrać. Po jego zachowaniu raczej spodziewał się, że mu odmówi i powie, żeby spadał, a jednak… był miło zaskoczony.



    Victor Cliffort

    Like everything was real, but nothing mattered
    jigsaw women with western movie shoes
    be cruel to me 'cause I'm a fool for you
    beverly hills



    Victor Cliffort
    She swam out of tonight's phantasm grabbed my hand and made it very clear there's absolutely nothing for us here
    23 lata
    185 cm wzrostu
    w LA od zawsze


    2020-06-24, 23:09

    Kłamstwa miały to do siebie, że te wypowiedziane w dobrej wierze można było zaakceptować. O ile nie wyszły na jaw. Gdy jednak do tego dochodziło, cała prawda wypływała na wierzch, a wszystkie sekrety zostawały odkryte, to robiło się z tego jedno wielkie bagno. Victor naprawdę lubił kłamstwa. Akceptował je, nawet wtedy, kiedy był okłamywany i się o tym dowiadywał. Finn jednak postąpił o ten jeden krok za daleko, ukrywając coś, co nigdy ukryte nie powinno być. Gdy skłamał na temat studiów, pracy, swojej orientacji, czy tego, że ostatnio rozbił samochód - to wszystko można było wybaczyć w mgnieniu oka. Nie było to nic poważnego, ani jakoś niesamowicie wpływającego na życie. Ukrywał jednak chorobę, to że przecież mógł nie dożyć następnego tygodnia, a o tym już tak łatwo zapomnieć się nie dało. Tutaj już nie mogło pomóc samo przepraszam, ani całkowite wypranie się i polanie wybielaczem; to było coś tak wielkiego, że być może tylko czas mógł to naprawić. Sam Victor nie miał pojęcia co z tym zrobić, ani nawet co o tym myśleć. Brakowało mu Finna; brakowało mu nie tylko spędzenia z nim czasu, ale nawet głupiego rozmawiania o jakiś mało istotnych rzeczach. Niby mógł schować swoją dumę do kieszeni, uznać, że już jest wszystko w porządku i mogą ruszyć dalej. Ale nie mógł. Nawet jeżeli tego chciał, chciał, żeby było jak dawniej, to po prostu nie był w stanie się zmusić, żeby coś z tym zrobić. Tak, jakby ta jedna decyzja, to jedno kłamstwem, nakryte setką innych, zerwało jakąś linkę, rozplątało ten jeden supełek i nie dało się tego już w żaden sposób naprawić, związać od nowa.
    Oczywiście, że mu nie wierzyło, bo niby jak mógłby to robić? Pomimo tego całego swojego zamiłowania do kłamstw i intryg, Victor niezbyt dobrze znosił tego typu sytuację. Wbrew pozorom też bardzo łatwo było go zranić, a kłamstwo Finna dotknęło go do żywego. Może nie powinno, może po prostu powinien na to machnąć ręką, bo przecież to nie on umierał, tylko jego brat, ale właśnie - o to umieranie tutaj się rozchodziło. Nie chciał tracić kolejnego członka rodziny, nie chciał znowu patrzeć na śmierć kogoś, na kim mu zależy. Finn tak bardzo chciał wszystkich uchronić, ustrzec przed cierpieniem związanym z jego chorobą, że zrobił tą jedną jedyną rzecz, która zadziałała zupełnie odwrotnie. - Wciąż ciężko w to uwierzyć - odpowiedział, nie po to, żeby się z nim bezsensownie sprzeczać, ale dlatego, że naprawdę w to trochę nie wierzył. - Jesteś pewien, że jakoś na opak nie zrozumiałeś jej słów? Że wiesz, powiedziała, że jednak nie powinieneś go brać, a Ty ominąłeś to nie, podciągając to pod to, czego sam chciałeś? - takie coś byłoby dla niego o wiele mniej zaskakujące, wręcz bardziej prawdopodobne, niż to, że ktoś Finnowi zaufał na tyle, żeby dać mu kota. Bez obrazy, prawda. Prawda była taka, że jeżeli przeżyje rozmowę z Victorem i skończy się ona sukcesem, to wszystkie inne rozmowy to będzie bułka z masłem. Victor bowiem był pewien, że reszta rodziny będzie po prostu płakać nad Finnem i go głaskać, oferując swoją pomoc. - Chyba tak często masz, co nie? - powiedział, a przez jego twarz jak cień przeleciał złośliwy uśmieszek. - Że nie zastanawiasz się nad tym co robisz, nad konsekwencjami, tylko robisz, bo akurat masz taką zachciankę - dodał jeszcze. To go też nie dziwiło. Aktualnie uważał brata za króla najgorszych decyzji, jakie człowiek może w życiu podjąć. Gdyby był jakiś konkurs, to Finn na pewno zająłby pierwsze miejsce i może dostałby do tego nawet koronę wraz z tytułem króla chujowych decyzji. Może Victor sam taką koronę mu zrobi i uroczyście wręczy? Tak prawdę powiedziawszy, to on nie uważał tego wyczynu, którym było przyjście do jego pokoju, za coś godnego bohatera, albo jakiekolwiek osiągnięcie. Sam zjebał, wszystko zniszczył swoimi kłamstwami i czego oczekiwał? Że po paru dniach Victor przyjdzie i będą udawali, że jest jak dawniej? Jak chciał to naprawić, to musiał sam to zrobić, a Victor wcale nie miał zamiaru niczego mu ułatwiać, bo niby dlaczego? Nikt go do niczego nie zmuszał, ani w przypadku kłamania, ani w przypadku próby naprawienia błędów. Był dorosły, podejmował dorosłe decyzje i powinien z nimi się teraz zmierzyć, ponieść wszystkie konsekwencje , bez względu na to jak wysokie ich koszta będą. - Wow. Naprawdę. Wow. Musisz naprawdę jej lubić, skoro tak szybko się do wszystkiego przyznałeś - pokiwał głową, tak jakby faktycznie był pod wrażeniem, ale wcale nie był. Nie dziwił się jednak, że dziewczyna nie była na niego zła, skoro ledwo co ją poznał, a już jej wszystkie swoje sekrety jak na spowiedzi zdradził. To znaczy tak to właśnie wyglądało z perspektywy Victora. Jak miał więc machnąć na to wszystko ręką, skoro wychodziło na to, że jednym wyznawał wszystko sam, a przy innych musiał do tego zostać wręcz siłą zmuszony? Więc tak, nie tylko był na niego zły, nie tylko mu nie ufał, ale też nie do końca był przekonany, czy teraz jest tutaj po to, żeby coś naprawić, czy może robi to tylko dlatego, bo tak wypada? - Tak się składa, że nie mam. Skończyłem studia, Bitty pracuje, więc mam niczym nieograniczony wolny czas - powiedział, wzruszając ramionami. Cóż, pewnie tak naprawdę byłby w stanie znaleźć sobie jakieś zajęcie, no ale. - Chyba, że tym ciągłym pytaniem, czy jestem pewien, czy mam czas, próbujesz mnie zniechęcić? Bo tak naprawdę nie chcesz, żebym z Tobą poszedł? - zapytał, unosząc brwi w geście uprzejmego zainteresowania. Cóż, to byłoby w stylu Finna, prawda? Najpierw chciał, żeby Victor z nim poszedł, a potem próbuje się jakoś wykręcić i go zniechęcić. Wcześniej by o coś takiego go nie posądził, nie zastanawiałby się nad jego intencjami, ale teraz czuł się tak, jakby prawie w ogóle go nie znał, toteż był w stanie uwierzyć we wszystko.



    finn cliffort

    I know I took the path
    that you would never want for me
    I gave you hell through all the years
    beverly hills



    Finnick Cliffort
    I let you down, didn't I? So many sleepless nights where You were waiting up on me, But I'm just a slave unto the night.
    dwadzieścia cztery lata
    180 cm wzrostu
    w LA od kilkunastu lat


    2020-07-03, 11:58

    Być może kłamstwo Finna było na tyle duże, nawyrządzało tyle szkód, że już zwyczajnie nie było czego zbierać i nie dało się go naprawić. Czasami zdarzało się tak, że pomimo tego, że człowiek się starał to i tak mu nie wychodziło, i tak mu się nie udawało. On wiedział, o co walczył i jaka była ta stawka, jednak nic nie będzie w stanie zrobić samemu, jeśli nie zobaczy jakiegoś odzewu z tej drugiej strony. Wiedział, że będzie musiał zacisnąć zęby i się postarać, uwodnić im, że się zmienił, ale… co jeśli to nie wystarczy? Tego obawiał się chyba najbardziej. Kto wie, może już tego nie dało się uratować, a on tylko głupio się łudził, że może będzie jak kiedyś, znowu będą normalnie rozmawiać, dzielić się sekretami, śmiać się i rozmawiać o niczym. Teraz odnosił wrażenie jakby cofnęli się o lata świetlne, a ten czas, który razem spędzali wydawało mu się bardzo odległy, wręcz nieosiągalny. Nie mógł się jednak poddać dopóki nie będzie wiedział, że nie spróbował zrobić wszystkiego, by naprawić swój błąd. Trudno, najwyżej w takiej sytuacji będzie wiedział o tym, że starał się, dał z siebie tyle ile mógł, ale czasami nawet to nie wystarczało; te obawy jednak starał się spychać na bok, bo dołowanie się nie było mu do niczego potrzebne. Musiał wziąć się w garść, zawalczyć o swoją rodzinę, jak i o samego siebie.
    Wiedział, że zrobił źle i nie zamierzał popełnić tego samego błędu. Już nigdy więcej. Zdawał sobie jednak sprawę z tego jak ciężko i trudno mu będzie przekonać Victora do siebie, ale ta gra była warta świeczki. Przynajmniej dla niego, bo nie wiedział do końca co myśli ani co czuje Victor. Wiedział na pewno, że był na niego zły, że był nim rozczarowany i zawiedziony. Prawdopodobnie nie chciał go też oglądać, co Finn wyczuł, ale raczej to było nieuniknione, skoro mieli znowu zacząć rozmawiać. Może teraz było źle, ale kto wie, może następnym razem pójdzie nieco lepiej? Finn naprawdę chciał w to wierzyć. Bardzo. Tyle, że im dłużej ta rozmowa trwała, tym bardziej wątpił w to, czy to był taki dobry pomysł, jak na początku mu się wydawało. Tak jak na przykład właśnie teraz, kiedy na każde jego słowa Victor odpowiadał złośliwościami. Nie mógł już się powstrzymać i wywrócił oczami z obojętną miną. — Tak, na pewno coś źle zrozumiałem. Na pewno wtedy sama by mi tego kota nie dała i wszystkich rzeczy dla niego gdybym to opacznie zrozumiał — odburknął pod nosem. Nie zdziwiłby się jakby go Victor zaraz zaczął podejrzewać, że go od niej ukradł, przecież był złodziejaszkiem, prawda? Zamki otwierać już potrafił, więc to tam był za problem, żeby się włamać i kota zwinąć. Ale cóż, ku wielkiemu zdziwieniu Victora, Finnowi faktycznie ktoś ufał na tyle, żeby mu swoje zwierzę powierzyć. A czy przeżyje rozmowę z Victorem? Z każdą kolejną sekundą miał przeczucie, że raczej nie i wszystko zakończy się jednym i wielkim fiaskiem. — Mam, przyznaję. Nie zastanawiam się nad konsekwencjami tego, co robię. Zadowolony? — rzucił, odwzajemniając jego złośliwy uśmiech, który niepostrzeżenie pojawił się na jego twarzy. Tak, tak, Finn doskonale wiedział o tym, że był najgorszym człowiekiem ludzi ze wszystkich na całym świecie i prawdopodobnie na żadną koronę nie zasługiwał, tym bardziej na taką wręczaną przez Victora. Całkowicie na odwrót interpretował jego zachowanie i zamiary, bo Finn wcale nie uważał, że tym, że do niego przyjdzie i zacznie z nim rozmawiać cokolwiek naprawi. Od czegoś musiał zacząć, więc jak niby miał zrobić to inaczej? Ciężko jednak było to zrobić, jeśli Victor miał zamiar podczas każdej kolejnej rozmowy go za wszystko rugać i się na nim wyżywać. Finn pomimo tego, co zrobił, nie był żadnym psem do bicia, żeby na nim emocje wyładowywać. No chyba, że Victor by wolał, żeby w ogóle od niczego nie zaczynał i nie rozmawiali ze sobą w ogóle. Tak też przecież mogło być i Finn zaczął się zastanawiać, czy właśnie tego Victor od niego nie chciał. Świętego spokoju i tyle. — Tak, naprawdę ją lubię. I powiedziałem jej dlatego, żeby znowu czegoś nie spieprzyć — odparł z naciskiem, niemal wrogo, bo naprawdę sam powoli zaczynał tracić cierpliwość. Cóż, no to najwyraźniej z perspektywy Victora wyglądało to zupełnie inaczej niż z perspektywy Finna, bo jemu się wydawało, że dobrze zrobił, wyjawiając dziewczynie swój sekret, skoro chciał, żeby w przyszłości, być może, kiedyś coś więcej między nimi było zamiast dalej ukrywać chorobę i okłamywać kolejną osobę. Była to nauka, którą wykorzystał po tym, jak popełnił właśnie ten największy błąd i okłamał swoją rodzinę. Przykre było jednak to, że jego intencje w tym, że do niego przyszedł, również na przekór interpretował, a Finn przecież nie zrobiłby czegoś takiego tylko dlatego, bo tak wypadało, tylko, że po prostu tego chciał. Najwyraźniej jednak Victor — jak i zapewne każdy, kto Finna znał — każde jego zachowanie będzie interpretować właśnie w taki sposób. Niestety. — Nie. Dopytuję dlatego, bo teraz mnie raczej nienawidzisz, więc zdziwiło mnie to, że nadal chcesz ze mną tam pójść. Ale skoro tak to spoko, będzie mi miło, jeśli tam ze mną pójdziesz — powiedział prosto z mostu, wzruszając przy tym ramionami. Szczerze wątpił w to, by Victor go teraz nie nienawidził. Jego zachowanie ewidentnie na to wskazywało, chociaż mógł prawdę kiedy powiedział, że zdziwił się, kiedy jego… brat? Nadal mógł tak na niego mówić? Na to przystał. Ale no trudno. I tak było to odebrane w taki sposób, że to Finn się wykręca, że w ogóle jest zły i niegodny zaufania. No życie. I tyle.



    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: