angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Los Angeles Weekly: przeczytaj drugi wpis.
  • Mamy jedenaście miesięcy! O tym oraz kilku zmianach w ekipie przeczytacie w najnowszym ogłoszeniu.
  • up
    down

    Znalezionych wyników: 466
    angeltown Strona Główna
    Autor Wiadomość
      Temat: Kto do kogo pasuje?
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 15276
    Wyświetleń: 323794

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-05-28, 15:10   Temat: Kto do kogo pasuje?
    no to max
      Temat: Sala 21
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 26
    Wyświetleń: 553

    PostForum: Los Angeles Community Hospital   Wysłany: 2020-05-28, 13:44   Temat: Sala 21
    Miał szczęście, bo Lydia nie zamierzała wypytywać o wypadek. Dlaczego miałaby to robić, kiedy przyszedł do niej wolontariusz z książkami i raczej miał dobre intencje niż złe? Poza tym w ogóle nie kojarzyła twarzy człowieka, który w nią wjechał i w najśmielszych snach nie podejrzewała, że właśnie stoi przed nią i karmi swoje wyrzuty sumienia pozornym spokojem. Żyła, więc mógł odetchnąć, prawda? Gips na ręce po kilku tygodniach odejdzie w zapomnienie, blizna na twarzy nie będzie wielka, żebra się zrosną, a zapach szpitala zmyje z siebie już pierwszym prysznicem w swoim mieszkaniu - będzie w porządku, później niż wcześniej, ale będzie. - Dzięki - skwitowała w odpowiedzi, patrząc na niego, jakby był zmieszaną wersją obłąkania, szaleństwa i postradania zmysłów. Takich rzeczy uczyli ich... gdzieś tam, gdziekolwiek, gdzie dopuszczano wolontariuszy do pacjentów? Mieli im mówić, że wyglądają trupio? Gdyby nie fakt, że była otumaniona przez leki i umysł nie do końca współpracował z ciałem i mową, to postarałaby się zwinnie odbić tą piłeczkę wypełnioną ironią. - Wiesz jak podnieść człowieka na duchu. Jesteś pewien, że przysłali cię tutaj z książkami, a nie na przykład, żeby namówić mnie do położenia się w kostnicy? - chwilę zajęło jej wyartykułowanie tych wszystkich słów, bowiem łapała płytkie oddechy i zasób tlenu w płucach szybko się kończył, ale finalnie, jak jej się wydawało, zabrzmiało to sensownie i zrozumiale. Niestety nawet przykuta do łóżka rzucała niewybrednymi żartami, które, jak się okazuje, nie dla wszystkich pozostawały tylko żartem. - Ja nie...- przerwała i gdyby mogła, to prawdopodobnie machnęłaby teraz ręką w kierunku Pattona albo chociaż pokusiła się o pokręcenie wymownie głową, bo skąd pomysł, że chodzi jej o prawdziwe narkotyki? Naprawdę wziął jej słowa, aż tak bardzo na serio? Pozostało jej tylko westchnąć i liczyć, że wróci tu z kubkiem pełnym wody, mimo, iż przed chwilą wziął ją za uzależnioną narkomankę. Jeśli doda błędnie dwa do dwóch, to wysnuje teorię, że Hallward pod wpływem środków odurzających, w których (w jego mniemaniu) najwyraźniej się lubowała - wpełzła pod samochód albo zrobiła równie inną, głupią rzecz. Bo chyba wciąż nie wiedział co jej się stało, prawda? Przynajmniej tak myślała żyjąc błogą nieświadomością, że rozmawia właśnie i prosi o pomoc stwórcę swojego nieszczęścia. - Wróciłeś - spojrzała w kierunku drzwi, gdy te na powrót się otworzyły. Naprawdę myślała, że dał nogę. - Musisz mi pomóc, chico - wplotła w zdanie hiszpańskie słówko, co miała w nawyku. - Wątpię, że cokolwiek może mi jeszcze bardziej zaszkodzić - chciało jej się pić, płakać, palić - i pewnie znalazłaby jeszcze kilka innych czynności na literę p. Chwilowo spełnieniem marzeń było zwilżenie gardła, ale ruch ciała powodował ból, więc wpatrywała się wyczekująco w Rufusa, jakby liczyła, że jako wolontariusz spędzający czas wśród pacjentów będzie wiedział co zrobić lepiej od niej.
      Temat: Schody
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 5
    Wyświetleń: 130

    PostForum: Los Angeles Community Hospital   Wysłany: 2020-05-28, 13:40   Temat: Schody
    Dla Lodzi rodzinę stanowili przede wszystkim przyjaciele - jak chociażby Atlas czy James albo Jeff, którzy stawali na wysokości zadania i byli przy niej w najlepszych, ale też najgorszych momentach życia. Co prawda nie narzekała na swoje rodzeństwo, ale mieszkali setki kilometrów od niej, byli starsi i żyli swoim życiem, więc kontakt z nimi miała raczej ograniczony. Przyzwyczaiła się i doceniała, że na swojej drodze spotkała osoby z którymi mogła stworzyć swoją własną familię, bo tą przynajmniej mogła sobie dobrowolnie wybrać, czego niestety z tą pierwszą nie dało się zrobić. - Nie mówiłam niczego co rozmijałoby się z prawdą - odpowiedziała, bo najwyraźniej nawet przykuta do łóżka, wózka i czterech szpitalnych ścian, nie potrafiła odmówić sobie złośliwości ubarwionej uroczym uśmiechem. Natura Hallwardów wychodziła na wierzch zawsze i wszędzie. - Twoja babcia już zaaranżowała nam zaręczyny, ślub i zaplanowała piętnaście kolejnych lat życia, więc powinieneś się postarać, żeby wypaść chociaż odrobinę lepiej. Kolejne wrażenie wcale nie jest lepsze - gdyby mogła, to prawdopodobnie teraz machnęłaby na niego ręką albo chociaż mamrotała dalej pod nosem po hiszpańsku, ale to było wysoce niebezpieczne, straciła swój parasol bezpieczeństwa pod postacią ojczystego języka matki i wcale jej się to nie podobało. To znaczy nie używała go nagminnie, ale były sytuacje, w których lubiła sobie przeklnąć albo dać wyraz niezadowolenia właśnie w ten sposób, a w towarzystwie Jermaine'a było to niemożliwe. - Inteligencik - rzuciła bardziej do siebie, niż do niego, obserwując jego poczynania. Nie wiedziała co robi, jaki miał plan, bo raczej spodziewała się, że posłuży jej ramieniem i pomoże po prostu zejść. Tymczasem... jezu, nawet nie ogarnęła jak oderwał ją od stabilnego podłoża na co syknęła z bólu, bo była wielkim, chodzącym siniakiem, ale mocno go objęła, jakby w obawie przed upadkiem. - Jesteś nienormalny - patrzyła przed siebie wciąż nie dowierzając, że to się dzieje. Jezu, powinna trzymać się od facetów z daleka, dlaczego znowu z nim rozmawiała? - To bolało - skwitowała, gdy posadził ją na wózku, a ona swobodnie mogła wyciągnąć nogę, żeby kopnąć nią drzwi prowadzące, jak miała nadzieję, na dwór. Powiew świeżego powietrza był cudowny. - Skoro już wyszliśmy, to może odtransportujesz mnie do domu? - rzuciła żarcikiem i odszukawszy w kieszeni paczkę z papierosami, odpaliła jednego; zerkała na Price'a w milczeniu przez kilkadziesiąt sekund, aż wreszcie się odezwała: - Serio nie powinnam w życiu robić wielu rzeczy, wiesz? - o dziwo wcale nie było to złośliwe. Po prostu stwierdziła niepodważalny fakt. Lydia Hallward była ostatnio kupą nieszczęścia, która owe nieszczęście sama na siebie ściągała. - Palić, chodzić na imprezy, wracać po nocach do domu spacerkiem, czytać smsów na ulicy, dawać drugich szans, ufać ludziom, zakochiwać się, pozwalać złamać sobie serce. Znalazłabym jeszcze kilka rzeczy, jeśli masz czas - uśmiechnęła się przelotnie, bo była mu wdzięczna, że mimo tego, iż ze wszystkich sił starała się go odepchnąć, to i tak zerkał na nią bacznym okiem, jak gdyby czuł obowiązek dopilnowania, aby wróciła w jednym kawałku na salę. - Nie mogę palić, daj tego loda - już po pierwszym zaciągnięciu się wiedziała, że to zły pomysł. Płuca paliły ją żywym żarem, więc wyrzuciła pod nogi niedopałek i zagasiła go.
      Temat: Jeff -> Lydia
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 4
    Wyświetleń: 28

    PostForum: rozmowy   Wysłany: 2020-05-28, 13:35   Temat: Jeff -> Lydia
    - No tak, tak właśnie zrobił. Dostałam tą wiadomość koło 2 w nocy, Jeff - odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo właściwie nie zastanawiała się nad tym czy Cameron poinformował o tym kogoś innego. Niewątpliwie wtajemniczony był Connor, koniec końców był jego bratem, a czy raczył powiedzieć komuś więcej? Wątpiła. I jak widać wcale nie bez powodu. - Najwyraźniej dla nas wszystkich znaczył więcej niż my dla niego - parsknęła ironicznie do słuchawki głosem zmieszanym przez złość i rozpacz. Mimo wszystko to chyba ona cierpiała najbardziej, prawda? Jeffo miał prawo być wściekły, ale to serce Lidki zostało złamane, zdeptane, przeżute i wyplute na brudny chodnik. - Zaufałam mu drugi raz, jaką trzeba być idiotką, no powiedz? Dlaczego zawsze wybieram sobie typów, którzy totalnie nie zasługują na moje zainteresowanie? - tak było, interesowała się kimś, kto nie interesował się nią. Kochała kogoś, kto nie kochał jej. Ten schemat był powielany od dawien dawna. - Nikomu o tym nie powiedziałam, Jeff. Nawet Atlasowi - chyba nie powiedziała, tak mi się wydaje, bo nie wiem co wyjdzie w naszej grze, ale tak pozwalam sobie założyć. - Czuję się źle, moja współlokatorka to jakaś szalona babcia, która swata mnie ze swoim wnukiem i naprawdę nienawidzę teraz życia. Siebie też - chciałaby poprosić, żeby przyszedł i ukradkiem wywiózł ją ze szpitala, ale wiadomo, że to było niemożliwe. Przynajmniej dopóki nie poczuje się nieco silniejsza. - Nie wiem kiedy stąd wyjdę - odparła jeszcze cicho.
      Temat: Jeff -> Lydia
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 4
    Wyświetleń: 28

    PostForum: rozmowy   Wysłany: 2020-05-27, 23:37   Temat: Jeff -> Lydia
    Ten telefon był takim złomem, że szkoda słów. Poprosiła Atlasa, aby poszedł do jej mieszkania, do którego w dodatku miał klucze i w którym był jej stary, nieużywany już, ale wcale niezniszczony ajfonik, a tymczasem on wydał swoje ostatnio piętnaście dolarów na coś co powinno od dawna spoczywać w muzeum. Męczyła się nawet, aby odebrać połączenie, bo klawisze nie do końca działały. Kiedy wreszcie sztuka ta się powiodła, to z westchnieniem przywitała przyjemny głos Jeffa, który był pewnego rodzaju ukojeniem. Miło było usłyszeć kogoś znajomego i bliskiego, kto cię nie oceniał i rozumiał. - Wiesz co? Nie wiem - jęknęła, bo wciąż wszystko ją bolało. - Mam rękę w gipsie, szwy na policzku i połamane żebra - podała skróconą wersję bez zbędnych szczegółów. - Wyszłam z Los Globos, a stamtąd do mojego mieszkania jest naprawdę blisko, więc postanowiłam się przespacerować - zaczęła opowiadać. - Wtedy dostałam smsa od Camerona, że wyjeżdża i to właściwie koniec, jakiś bełkot o tym, że dam sobie radę, że mnie kocha, że byłam wszystkim. Pierdolenie - zacisnęła szczękę za mocno, aż poczuła rwący ból w okolicy rany. - Nie wiem czy wiesz, że jego mama była chora, to jakaś dziwna tajemnica. W każdym razie... pojechał z nią do Europy i wiesz co? Staram się to zrozumieć, ale nie potrafię, bo zasługiwałam na coś więcej - była na granicy wybuchu wściekłości albo rozbeczenia się do słuchawki. Jeffo ją znał, wiedział, jak bardzo emocjonalną jest osobą. - Czuję się źle. Co gorsza wyglądam też źle, ale to chyba serce boli mnie najbardziej - pociągnęła głosem. Ok, Alinka miała być pierwsza, ale tak naprawdę Jeff jest jedyną osobą, której przyznała się do tego, że została w chamski sposób rzucona.
      Temat: Jeffrey's phone
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 33
    Wyświetleń: 187

    PostForum: telefony   Wysłany: 2020-05-27, 22:56   Temat: Jeffrey's phone
    lydia hallward

    potrącił mnie samochód, cameron ze mną zerwał przez SMS, a Atlas kupił mi telefon bez internetu. jestem frajerką

    Napisz wiadomość...
      Temat: Benjamin Wilson
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 2
    Wyświetleń: 31

    PostForum: tinder   Wysłany: 2020-05-27, 22:33   Temat: Benjamin Wilson
    Lydia right swiped you
      Temat: Jeffrey's phone
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 33
    Wyświetleń: 187

    PostForum: telefony   Wysłany: 2020-05-27, 22:27   Temat: Jeffrey's phone
    lydia hallward

    jesteś w stanie kupić mi normalny telefon i dostarczyć do szpitala?

    Napisz wiadomość...
      Temat: Kto do kogo pasuje?
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 15276
    Wyświetleń: 323794

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-05-27, 22:07   Temat: Kto do kogo pasuje?
    ja i atlas <33
      Temat: Schody
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 5
    Wyświetleń: 130

    PostForum: Los Angeles Community Hospital   Wysłany: 2020-05-27, 18:08   Temat: Schody
    Z jednej strony zazdrościła tak bliskiego kontaktu z rodziną, jednak z drugiej chyba nauczona samodzielności i życia w pojedynkę nie wyobrażała sobie, aby żyć w ciągłym chaosie. A jego babcia była totalnym chaosem, uroczym i kochanym, ale wciąż chaosem. Od rana nie przestawała mówić o swoim wnuku, a Lydia miała wrażenie, że zna go lepiej, niż swoich najlepszych przyjaciół. Prawdopodobnie przeszły przez tych kilka godzin przez wszystkie etapy dorastania Price'a - od pieluch, aż po złamane serce przez niejaką zarazę, bo takim mianem określała ex-dziewusię i nie krępowała się informować Hallward o najbardziej żenujących momentach w życiu swojego wnuka. Szkoda, że słuchanie Lydii było bardzo wybiórcze, bowiem pod wpływem leków przeciwbólowych dostarczanych dzięki kroplówce pozostawała lekko "śnięta".
    - Que? - spojrzała na niego trochę jak na wariata, bo nie spodziewała się, że w ogóle rozumie co mówiła wczoraj i co powiedziała dzisiaj. Gdyby nie fakt, że nie zwykła bywać zawstydzoną, to może właśnie w tym momencie spłonęłaby rumieńcem, bo przecież wczoraj wcale nie przebierała w słowach, uśmiechając się przy tym z cynizmem, no ale - była sobą, co poradzić. W ekstremalnych sytuacjach, kiedy się denerwowała albo gdy coś jej szalenie przeszkadzało, to zazwyczaj sięgała po rodzimy język swojej matki, chociaż prawdopodobnie Jer potrafił lepiej wysłowić się od niej, nie była ekspertem, ale co ważniejsze utknęło w jej głowie dosadnie. Przekleństwa na przykład, te trzymały się każdego i w każdym języku. - To trochę niegrzeczne z twojej strony, że dopiero teraz informujesz mnie o tym, że wszystko rozumiałeś, wiesz? Kiepskie pierwsze wrażenie - wciąż siłowała się z drzwiami skoro zamiast jej pomóc, to oparł się ramieniem nieopodal i patrzył na nią nieco krytycznym wzrokiem. Nie czuła się komfortowo, bo zawsze była osobą pełną energii, hałaśliwą i krzykliwą, wystrojoną, w pełnym mejkapie, często ubraną zupełnie niestosownie do okazji, a tymczasem wyciągnięte dresy i bluza, rozczochrane włosy i rana na policzku przykryta opatrunkiem sprawiały, że czuła swego rodzaju dyskomfort. To też wina złamanego serca z którym nabawiła się też zdeptanej dumy i kobiecości. W tych momencie nienawidziła Camerona jeszcze bardziej, o ile to w ogóle było możliwe. Przełykając gorzką pigułkę żalu spróbowała podnieść się z wózka, co, o dziwo, z pewnymi problemami, aczkolwiek się udało. Jej 160 cm przy jego 190 wyglądało zabawnie, ale chociaż w ten sposób nie czuła się jak krucha, mała dziewczynka. - Co ty nie powiesz? Jak na umysł ścisły to kiepski z ciebie myśliciel, bo te lody w twojej torbie prawdopodobnie zaraz zaczną się topić - - zerknęła na schody, które wyglądały jak droga prowadząca do piekła i szczerze zwątpiła we własne możliwości i siłę do ich pokonania. - Pomożesz mi? Muszę naprawdę wyjść, bo uduszę się tutaj - warto było spróbować, tak? Jeśli odpowie przecząco, to pozostaje jej pokazanie mu środkowego palca i pokonanie drogi samotnie. - Później możesz pójść do babci chociaż na pewno będzie niepocieszona, że minęliśmy się i nie mamy szans rozmowy na sali pod jej czujnym okiem - posłała mu mały uśmiech, właściwie unosząc ku górze tylko jeden kącik ust, bo druga połowa twarzy była póki co nieskora do współpracy. Pierwszy krok naprzód zrobiła samodzielnie, pokonując dwa stopnie.
      Temat: Schody
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 5
    Wyświetleń: 130

    PostForum: Los Angeles Community Hospital   Wysłany: 2020-05-27, 14:34   Temat: Schody
    #24

    Lydia miała dość szpitala, specyficznego zapachu, który unosił się tutaj dosłownie w każdym miejscu, bieli fartuchów, bladej zieleni na ścianach sali i uroczej staruszki, która została jej współlokatorką i szalenie ją polubiła, ale nie mogła znieść próby wyswatania z jej wnukiem. Dopiero wlazła pod koła rozpędzonego samochodu po tym jak odczytała wiadomość od swojego (już byłego) chłopaka, który nie miał odwagi stanąć z nią twarzą w twarz i zerwać jak człowiek, więc daleka była od chęci słuchania o jakichkolwiek randkach, a co dopiero od głębszego zaznajamiania się z jakimkolwiek przedstawicielem płci męskiej. Aktualnie była na nich obrażona, uważała za nasienie szatana i bez względu na to czy któryś zrobił jej krzywdę czy wręcz przeciwnie - była po prostu opryskliwa. Miała prawo, przynajmniej tak jej się wydawało, chociaż wiedziała, że problem leży głównie w jej złamanym sercu i tym jakim frajerem okazał się być Cameron. - Babuniu, pokochałam cię całym sercem w trzy dni, ale między mną a twoim wnukiem do niczego nie dojdzie. Widziałaś jak na mnie patrzył, kiedy wczoraj tutaj przyszedł? Raczej nie jestem w jego typie - zaczęła śpiewkę po raz kolejny tego samego dnia, a kiedy zmuszona była powtórzyć to znowu i znowu - odpuściła. Wsiadła na swój magiczny pojazd, chociaż było to wciąż niesamowicie trudnym wyzwaniem z racji bólu całego ciała, ale potrzebowała złapać świeży oddech. Może zapalić fajkę? Chciała ukoić nerwy, które wcale nie były skierowane na jej szaloną, tymczasową współlokatorkę, a po prostu wynikały z nieradzenia sobie z emocjami. Trwało to dłuższą chwilę, aż dotarła do klatki schodowej i upewniła się, że w kieszeni bluzy ma paczkę z papierosami, które dostarczył jej Atlas; wiedziała, że nie powinna palić, bo ledwie łapała oddech przez połamane żebra i wodę zbierającą się w płucach, ale jeden malutki, maleńki buszek nie może jej zaszkodzić, prawda? Rozejrzawszy się dookoła podniosła się z wózka i szarpnęła za klamkę, ale drzwi nie chciały drgnąć, a na pewno były otwarte. Widziała wczoraj jak inni pacjenci maszerowali tędy w dół i w górę jakimś cudem wydostając się na zewnątrz. - Maldita sea - warknęła pod nosem, a usłyszawszy za sobą kroki, drgnęła w strachu. - Boże, zakradasz się jak przestępca - zmrużyła oczy na widok Jermiane'a. - Twoja babcia jest szalona. To rodzinne? - zapytała, ale bez cienia złośliwości. - Pomóż mi - wskazała na drzwi, z którymi wciąż się "szarpała", bo przecież był facetem, tak? Taka ich rola, aby nieść pomoc strudzonym życiem kobietom. - Muszę zapalić, bo zwariuję - wyjaśniła, jakby poczuła nagłą potrzebę spowiedzi ze wszystkich złych uczynków.
      Temat: Kto do kogo pasuje?
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 15276
    Wyświetleń: 323794

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-05-26, 19:32   Temat: Kto do kogo pasuje?
    :lol: :lol: :lol:
    DAMONEK!
      Temat: Kto do kogo pasuje?
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 15276
    Wyświetleń: 323794

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-05-26, 15:08   Temat: Kto do kogo pasuje?
    Lu :>
      Temat: Korytarz I
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 47
    Wyświetleń: 919

    PostForum: Los Angeles Community Hospital   Wysłany: 2020-05-26, 00:09   Temat: Korytarz I
    #23

    Jedynym sposobem na kontakt ze światem zewnętrznym było uproszenie jakiejś pielęgniarki o to, aby dała jej swój telefon na chwil pięć i tym sposobem napisała do Atlasa. Co prawda mogła poprosić ojca, który przesiedział przy jej łóżku kilka godzin, niemniej większość tego czasu przespała albo powstrzymywała się przed tym, aby totalnie się nie rozkleić. Od zawsze była emocjonalną kluchą, która lubi się przytulać, popłakać sobie, radować się, gdy nadarza się ku temu okazja, ale jej papa, chociaż kochany, nie powinien być świadkiem mini-załamania własnej córy. Już i tak przyprawiła go niemal o zawał, więc ze stoickim spokojem poczekała, aż pojawi się u niej najbliższa jej sercu osoba i wówczas wyleje wszystkie żale - no wiesz, te typowo cielesne, bo czuła się, jakby walec po niej przejechał i te emocjonalne, bo niestety wraz z upływem czasu dodała dwa do dwóch i zmyślona w głowie historia o zerwaniu przez sms wcale nie okazała się nieprawdą. Niemniej kiedy wreszcie została sama - najpierw po odwiedzinach dziwnego człowieka od książki imieniem Rufus, a później ojca - chciała odsapnąć, zamknąć oczy, poprosić o dodatkową dawkę leku w żyłę i usnąć. Piguły w szpitalach, to jednak stan umysłu i nie dalej jak dziesięć minut później wparowały do jej sali i delikatnie posadziły ją na wózku, aby zrobić prześwietlenie, tomograf czy inne cudo. Lydia, na całe szczęście, w gipsie miała tylko lewą dłoń, chociaż jej twarz zdobiła duża szrama zakryta białym opatrunkiem. Najbardziej bolały jednak żebra, nie wiem czy doświadczyłeś kiedyś tego bólu, ale połamane albo obite żebra bolą paskudnie, a zbierający się w płucach płyn skutecznie uniemożliwia oddychanie pełną piersią. W pozycji leżącej czuła się znacznie lepiej i pod nosem przeklinała w rodzimym języku matki na każdą osobę w białym kitlu, która mijała ją, posyłając pełne żalu spojrzenie, jednak gdy wyrósł przed nią Atlas, to niemalże z marszu zadrżała jej broda. Wzięła ten nieszczęsny telefon w dłoń i póki co nie przyglądała mu się bacznie, ale i na to nadejdzie pora. Wysłuchała za to słów Dawsona i rozbeczała się na dobre, pociągając nosem i walcząc o każdy oddech. - Nie wiem jak to się stało, chcę stąd wyjść - jęknęła i nawet kurwa nie mogła wyciągnąć w jego kierunku dłoni, żeby go szarpnąć i nawet nie miała siły, żeby wstać i mu na plecy wskoczyć, jak miała w zwyczaju, NIC NIE MOGŁA. - Nie wiem kto, jak, dlaczego - otarła opuchnięte i wilgotne policzki rękawem bluzy. Nie podzieliła się z nim historią o zerwaniu przez smsa, bo czuła się jak ostatnia frajerka z tego powodu, bo jakim cudem znowu dała się wykorzystać facetowi? - Nie chcę tu być. Wszystko mnie boli - wiesz co ci powiem? Na pewno nie widział jej jeszcze w takim stanie!!! Bo morda Lodzi zawsze się śmiała - nawet przez łzy, a tym razem czuła się tak, jak wyglądała, czyli jak gówno.
      Temat: #2 Los Angeles Weekly
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 2
    Wyświetleń: 85

    PostForum: los angeles weekly   Wysłany: 2020-05-25, 23:20   Temat: #2 Los Angeles Weekly
    Lydia Hallward ja pewnie jako nagrodę wylosowałabym siatkę śniętych ryb :>

    1 min temu

    Odpowiedz

      Temat: Atlas
    Lydia Hallward

    Odpowiedzi: 45
    Wyświetleń: 433

    PostForum: telefony   Wysłany: 2020-05-25, 23:08   Temat: Atlas
    numer nieznany

    jestem w szpitalu, nie pytaj. masz klucze do mojego mieszkania, przynieś mi jakiś telefon, bo jestem odcięta od świata i siebie też przynieś, bo cię bardzo potrzebuje. lodzia

    Napisz wiadomość...
     
    Strona 1 z 30
    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Styl i kody bazowe wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel