angeltown

greetings from california

  • Witaj na Angeltown! Zerknij do przewodnika, który pomoże Ci zapoznać się z forum.
  • Już w ten piątek wystartuje event forumowy - domówka u Savannah. Wszystkie niezbędne informacje znajdziecie tutaj!
  • up
    down

    Znalezionych wyników: 211
    angeltown Strona Główna
    Autor Wiadomość
      Temat: Glassell Park Recreation Center Complex
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 17
    Wyświetleń: 466

    PostForum: atwater village   Wysłany: Wczoraj 23:30   Temat: Glassell Park Recreation Center Complex
    Ciemnowłosa chyba nawet niespecjalnie zastanawiała się nad tym, czy ludzie ją lubią. To znaczy – głównie rozchodziło się o to, że naprawdę niewielkie grono kiedykolwiek dopuściła do siebie na tyle blisko, żeby ich sympatia (lub jej brak) mogła mieć dla niej w ogóle znaczenie. Reszta ją nie obchodziła, zwłaszcza kiedy kontakt urywał się przy pierwszym spotkaniu, a ponowne wpadnięcie na siebie w tak dużym mieście wydawało się znikome. Zdawała sobie za to sprawę, że nie jest tym typem osoby, do której najczęściej z marszu pała się sympatią. Nie zarażała innych pozytywną energią, nie było jej wszędzie pełno – częściej sprawiała wrażenie zamyślonej niż zadowolonej, nie miała też w zwyczaju paplać na lewo i prawo, raczej oszczędna w słowach.
    Kiedyś było inaczej. Jako dziecko i nastolatka dawała się lubić – była krnąbrna, ale w taki pozytywny sposób, który raczej wzbudzał uśmiech niż zgrzytanie zębami. W szkole starała się utrzymywać jako taki kontakt ze wszystkimi i może dlatego tak bardzo ją zabolało, kiedy nagle, po zatrzymaniu jej ojca, wszyscy się odwrócili, traktując ją jak trędowatą.
    Może i Luna nie miała konkretnego wykształcenia, a szkołę średnią skończyła prawdopodobnie dzięki wujowi, który przyjaźnił się z dyrektorem, bo przecież tak częste nieobecności normalnie nie powinny przejść bez echa, ale lubiła wiedzieć. Kiedy coś ją interesowało, szukała źródeł i materiałów, które mogłyby jej bardziej przybliżyć daną kwestię. Była samoukiem, a na jej korzyść działa dobra pamięć i to, że szybko się uczyła. Informacje, które podawał Rex, Luna chłonęła jak gąbka, choć nie miała wątpliwości, że w sytuacji zagrożenia ciało może zareagować zupełnie nieprzywidywanie i trudno wtedy przypomnieć sobie te wszystkie rady.
    Kiedy wyciągnął dłoń w jej stronę, zrobiła to, co przed chwilą sam pokazał. Za nią, każda para również ćwiczyła wszystkie te ruchy. Po palcach przyszła kolei na inne elementy ciała, które łatwo było zranić, by zyskać przynajmniej kilkanaście dodatkowych sekund, co czasem mogło uratować życie. W tym momencie to wydawało jej się aż nazbyt proste.
    Poza tym, interesowało ją coś jeszcze.
    Kiedy napastnik stoi, mamy dość duże pole do popisu, możemy go chociażby kopnąć, okej, bo jeśli skupia się na blokowaniu górnych partii ciała, zwykle te dolne pozostają wolne, prawda? A co w sytuacji, kiedy przewróciłby nas na ziemię i położył się na nas? – zapytała, dość świadomie nawiązując bezpośrednio do sytuacji gwałtu, a tym samym znów prawdopodobnie zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych. – Najczęściej stosunek ciężaru ciała napastnika względem ofiary działa na jego korzyść – dodała po namyśle. O to się chyba rozchodziło, prawda? O wybór najłatwiejszej – najsłabszej – ofiary.
      Temat: Czego teraz słuchasz?
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 2795
    Wyświetleń: 52471

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: Wczoraj 23:22   Temat: Czego teraz słuchasz?
    PRO8L3M - w domach z betonu
      Temat: sala
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 80
    Wyświetleń: 1765

    PostForum: Phantom Carriage Brewery   Wysłany: 2020-04-05, 23:00   Temat: sala
    Luna tak naprawdę tylko raz była w czymś, co mogłaby w ogóle nazwać związkiem, choć przychodziło jej do głowy kilka innych określeń na opisanie tamtej relacji, która rozpoczęła się w jakiejś melinie (i właściwie w podobnej się skończyła). Byli dwójką ćpunów, którzy w całej otaczającej beznadziei próbowali chociaż w sobie odnaleźć coś dobrego, ale to było trudne – tym trudniejsze im bardziej się w to zagłębiali, kiedy było coraz więcej kłębiących się negatywnych emocji, które szukały gdzieś ujścia. Od tamtego czasu nawet nie podejmowała próby, by zaangażować się w coś poważniejszego, wychodząc z założenia, że tak jest lepiej. Nie chciała myśleć, co będzie za pięć lub dziesięć lat, tak daleka przyszłość była dla niej abstrakcją, zwłaszcza, że nie miała pojęcia, w jakim miejscu będzie chociażby za rok.
    Mnie ciebie również, Daniel – powiedziała z uśmiechem, podając mu dłoń, właściwie nie śpiesząc się z tym, by urwać ten chwilowy kontakt fizyczny. Tak jakby świadomość zachowania pewnego rodzaju anonimowości dodatkowo ją ośmieliła. Luna chyba niekoniecznie uczyła się na błędach, bo ostatnim razem, gdy zachowała się podobnie, ukrywając się pod inną tożsamością (choć tamto wyszło dość naturalnie, skoro miała na sobie halloweenowy strój, który sam w sobie ukrywał jej prawdziwą twarz), skończyło się to dość przewrotnie. Ale tu było przecież zupełnie inaczej, bo widząc chłopaka, podającego się za Daniela, była pewna, że go nie zna.
    To... skomplikowane – przyznała z niejakim zakłopotaniem, sięgając po swojego drinka, chyba głównie po to, by zyskać trochę dodatkowego czasu na odpowiedź. – Urodziłam się tutaj, ale przez jakiś czas mieszkałam gdzie indziej, więc można powiedzieć, że to moje drugie podejście, jeśli chodzi o to miasto. – I miała nadzieję, że to będzie bardziej udane. – Ale nie jestem żadną aspirującą gwiazdką. Nie tańczę, nie śpiewam, nie należę też do branży porno – zaznaczyła od razu, choć była ostatnią osobą, która oceniałaby czyjąkolwiek moralność w tej kwestii. Zresztą, to była praca jak każda inna. A dla niektórych mogła być też jedyną przepustką do życia o takich standardach, o jakich marzyli.
    Spojrzała na niego z błąkających się na ustach uśmiechem.
    Tylko nie mów mi teraz, że ty właśnie przyjechałeś tu z małego miasteczka i postawiłeś wszystko na jedną kartę, by zostać gwiazdą popu. To byłoby straaasznie przewidywalne – skwitowała z wyraźnym rozbawieniem. Miała nadzieję, że nie trafiła w samo sedno, a tym samym właśnie nie obraziła swojego rozmówcy.
      Temat: Czego teraz słuchasz?
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 2795
    Wyświetleń: 52471

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-04-05, 22:51   Temat: Czego teraz słuchasz?
    magda ruta - nie wiem czy będę
      Temat: sala
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 80
    Wyświetleń: 1765

    PostForum: Phantom Carriage Brewery   Wysłany: 2020-04-04, 18:47   Temat: sala
    Udało mu się ją rozbawić, co wcale nie było takie oczywiste. Lunie raczej daleko było do przesadnie chichoczących panien, które na każde słowa przystojniaka okazującego im jakiekolwiek zainteresowanie reagowały dźwięcznie brzmiącym śmiechem. Może dlatego mężczyźni, nawet kiedy próbowali zwrócić jej uwagę, dość szybko przenosili ją na kogoś innego? Jakiś łatwiejszy cel. Wiedziała, że może sprawiać wrażenie zimnej i niedostępnej, sama czasem sięgała po tę maskę, nie zamierzając udawać, że czyjeś towarzystwo jest jej na rękę, kiedy tak nie było. Pewnie dlatego w jej życiu było stosunkowo mało ludzi, których mogłaby nazwać swoimi bliskimi. Większość relacji, jakie kiedykolwiek miała zwykle rozpadało się prędzej czy później. Chyba była dość kiepska w zatrzymywaniu przy sobie innych.
    Dziś też myślała, że wcale nie potrzebuje towarzystwa. A teraz nie była już tego taka pewna, przyglądając się młodemu mężczyźnie.
    Nie używałam jeszcze szklanek jako broni – przyznała zgodnie z prawdą. Dotychczas wystarczał jej gaz pieprzony, własna ręka lub – jak się okazało ostatnio – nawet głowa, choć to było akurat wypadkiem przy pracy i to niemal dosłownie. – Ale nie wykluczam tej opcji, nie wszyscy mają wrodzoną łatwość w przyswajaniu słowa nie – rzuciła z rozbawieniem, stukając paznokciami o blat. Wiedziała jak działa świat i miała świadomość tego, że mnóstwo ludzi w piątkowy wieczór wyruszało w miasto głównie po to, by móc zarzucić swoje sieci i spędzić upojną noc z osobą, której prawdopodobnie już więcej się nie zobaczy. Sama też nie była taka święta, ale nic nie irytowało ją bardziej niż to, że niektórzy nie potrafili zrozumieć, że nie każdy ma na to ochotę. – Nie mam w zwyczaju krzywdzić swoich wybawców – dodała przekornie, z zadowoleniem obserwując jak siada obok. Może jednak ten wieczór okaże się całkiem udany? Uniosła własną szklankę do ust, upijając trochę alkoholu.
    Przed chwilą przyznałam, że byłam gotowa zrobić tu burdę, myślę, że możemy darować sobie konwenanse – stwierdziła z uśmiechem. Już w momencie wypowiadania tych słów, uświadomiła sobie jedną, bardzo ważną rzecz. Siedzieli tu razem, ale... to tyle. Szanse, że jeszcze się spotkają były niewielkie, więc mogła to wykorzystać. – Jestem... – Leniwie przesunęła wzrokiem po tablicy, na której były wypisane nazwy drinków. Dotarła na sam dół. Krwawa Mary. Ładnie. – Mary. – To słowo brzmiało w jej ustach obco i nie miała wątpliwości, że nieznajomy się zorientuje, że to nie jest jej prawdziwe imię. – A ty? – Spojrzała na niego z zainteresowaniem. Była ciekawa, czy podejmie jej grę.
      Temat: Luna Woodward
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 8
    Wyświetleń: 220

    PostForum: kalendarze   Wysłany: 2020-04-04, 02:08   Temat: Luna Woodward
    rozgrywka #17

    Luna & Cameron Romero
    kwiaciarnia

    BRAK ODPISU



    rozgrywka #18

    Luna & Huxley Clarke
    recepcja

    TRWA



    rozgrywka #19

    Luna & Rex Grierson
    centrum rekreacji

    TRWA



    rozgrywka #20

    Luna & Brandon Hook
    pub

    TRWA

      Temat: Czego teraz słuchasz?
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 2795
    Wyświetleń: 52471

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-04-04, 02:02   Temat: Czego teraz słuchasz?
    baranovski - pomów z nią
      Temat: sala
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 80
    Wyświetleń: 1765

    PostForum: Phantom Carriage Brewery   Wysłany: 2020-04-04, 01:59   Temat: sala
    Mieszkanie w San Pedro miało swoje wady i zalety. Z jednej strony pewna odległość od centrum była przez nią czymś pożądanym, a z drugiej... czasem ta sama cecha stawała się dość problematyczna. Właściwie wszędzie jeździła samochodem, dlatego też rzadko mogła sobie pozwolić na to, by wstąpić gdzieś na drinka czy dwa. Poza tym również z innych względów nieczęsto sięgała po alkohol. Nie przepadała za stanem upojenia, który trochę przypominał jej czasy, kiedy funkcjonowała głównie na dragach. To odbierało kontrolę, a Lunie wydawało się, że tego potrzebuje znacznie bardziej niż kilku chwil przyjemności, powodowanych procentami we krwi. Bała się, że w takim stanie mogłaby też zrobić coś, czego potem by żałowała. Ale w gruncie rzeczy była tylko człowiekiem, nie maszyną, a do tego miała zaledwie dwadzieścia cztery lata. Czasem po prostu bardzo chciała poczuć się jak inne osoby w jej wieku – równie beztrosko, zapominając o otaczających ją problemach. Trzymanie gardy na dłuższą metę strasznie męczyło.
    Ale to nie mogło być takie proste i Luna przez moment pożałowała, że się tu pojawiła, kiedy nieznajomy natręt nie dawał jej spokoju, najwyraźniej mając jakiś problem z przyswojeniem słowa nie. Korciło ją, by wylać mu tego przeklętego drinka na głowę, ale obawiała się, że uznałby wtedy, że jedynie zgrywa niedostępną, w ten dziwny sposób okazując mu zainteresowanie. Niektórym nawet proste komunikaty sprawiały piekielną trudność.
    Uniosła zaskoczona wzrok, kiedy tuż obok pojawiła się jeszcze jedna osoba. Chłopak wyglądający na kogoś w jej wieku. Zmrużyła oczy, zastanawiając się, czy tamten odpuści, czy za chwilę wywiąże się z tego jakaś bójka. Do tego na szczęście nie doszło. Jeszcze przez moment odprowadzała wzrokiem tamtego i dopiero przeniosła spojrzenie na swojego wybawiciela.
    Tak, wszystko w porządku. – Zawahała się. – Poradziłabym sobie. Właśnie rozważałam, czy nie roztrzaskać mu tej szklanki na głowie – rzuciła lekkim tonem i tylko delikatny uśmiech świadczył o tym, że żartowała. Chyba. Odkąd wróciła do Los Angeles, jej niezachwiana pewność co do własnego zachowania uległa zmianie. Było w końcu wiele sytuacji, w których zachowała się w sposób, o jaki wcześniej by się nie podejrzewała. – Ale dzięki. Dosiądziesz się? – Ruchem głowy wskazała na już puste krzesło obok niej. – Czy pędzisz ratować kolejne panny w potrzebie? – Nie przyszła tutaj w celu szukania towarzystwa, ale... właściwie skoro istniała taka opcja, nie zamierzała się przed nią szczególnie wzbraniać, jeśli nie był to ktoś, kto na siłę próbował ją przekonać, by poświęciła mu swój czas, jak tamten facet, który dopiero co zniknął z jej pola widzenia.
      Temat: Kto do kogo pasuje?
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 12473
    Wyświetleń: 242353

    PostForum: gry i zabawy   Wysłany: 2020-04-04, 01:23   Temat: Kto do kogo pasuje?
    Romulus
      Temat: Glassell Park Recreation Center Complex
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 17
    Wyświetleń: 466

    PostForum: atwater village   Wysłany: 2020-04-04, 01:11   Temat: Glassell Park Recreation Center Complex
    Luna miała dość ambiwalentny stosunek do stróżów prawa – delikatnie mówiąc. W okresie nastoletnim, kiedy jej ucieczki z domu wujostwa w San Jose były na porządku dziennym, a ona właściwie już nie bardzo potrafiła funkcjonować bez jakichś substancji psychoaktywnych, dość często pojawiała się na komisariatach, skąd musiał odbierać ją wuj, bo nikogo nie obchodziło to, że wśród ćpunów czuła się jak u siebie, skoro nie była pełnoletnia i nie mogła o siebie decydować. Podczas każdej kolejnej ucieczki coraz lepiej szło jej uciekanie przed nimi, ukrywanie się w miejscach, do których mało kto chciałby zaglądać, a już na pewno nie z własnej woli.. Ale nie chodziło tylko o te sytuacje. To wszystko sięgało przecież głębiej – tych czasów, gdy ponad dziesięć lat temu do ich drzwi zapukali agenci, by niedługo potem wyprowadzić jej ojca. Później jeszcze kilka razy musiała się z nimi spotkać, co wpłynęło na jej postrzeganie. Nawet ostatnio miała tę (nie)przyjemność, gdy w jej rodzinnym domu odnaleziono skradziony obraz.
    A może to całkiem naturalny odruch, by starać się mieć jak najmniej do czynienia z mundurowymi? Rozejrzała się, dość szybko orientując, że liczba uczestników jest nieparzysta i komuś przypadnie ćwiczenie z prowadzącym. Nie była nawet szczególnie zdziwiona, że padło na nią. Kobiety prędko połączyły się w pary, tak jakby wchodząc tutaj już wiedziały, z kim trzymać, a kogo lepiej omijać. Nic dziwnego, większość z nich wyglądała, jakby codziennie po pracy brały udział w grupowych aktywnościach – tu samoobrona, tam pilates, w międzyczasie joga czy coś jeszcze innego.
    Luna – rzuciła, gdy spytał ją o imię i stanęła naprzeciwko. Kąciki jej ust całkiem odruchowo uniosły się odrobinę, dla wprawnego oka oczywistym byłoby jej rozbawienie. Nie była szczególnie wylewną osobą, jeśli chodziło o okazywanie emocji, pewnie dlatego często sprawiała wrażenie sztywniary. – Ja znam przynajmniej kilka osób, które by nie chciały, obawiając się, że to ich tyłek może zostać skopany, zwłaszcza, gdy ich jedyną taktyką na samoobronę było psiknięcie komuś gazem pieprzowym w twarz. – Być może te słowa wybrzmiały trochę głośniej niż pierwotnie Luna zamierzała je wypowiedzieć, bo usłyszała cichy śmiech z boku, który jednak zdecydowała się zignorować.
    Poważnie, nie mam o tym bladego pojęcia – dodała znacznie ciszej i chyba dopiero teraz uświadomiła sobie, że prawdopodobnie właśnie to ją tu przywiodło. Strasznie wkurzała ją myśl, że w razie niebezpieczeństwa byłaby zupełnie bezbronna, bez choćby możliwości poradzenia sobie w takiej sytuacji.
      Temat: sala
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 80
    Wyświetleń: 1765

    PostForum: Phantom Carriage Brewery   Wysłany: 2020-04-03, 22:46   Temat: sala
    20.

    Woodward może nie była entuzjastką przesiadywania wieczór w wieczór w barach, nawiązywania przelotnych znajomości, zapijania smutków, ale były takie dni, kiedy nawet ona potrzebowania takiego oderwania się od otaczającej ją rzeczywistości – choćby maksymalnie na kilka godzin. Dlatego zamiast kolejnego wieczoru w swoim pokoju lub ewentualnie na kanapie w salonie, postanowiła dostać się do centrum. Sporo większych barów było niestety zamkniętych, ale właściciele mniejszych pubów nie mogli sobie przecież pozwolić na takie straty, dlatego Luna nie miała problemu, by znaleźć coś dla siebie.
    Nigdy wcześniej tu nie była, ale właściwie większość takich miejsc była do siebie podobna. Niezbyt głośna muzyka, tak by dało się bez problemu porozmawiać, ludzie skuleni głównie przy stolikach. Pary, grupy znajomych, gdzieniegdzie pojedynczy goście, którzy być może przyszli tu w podobnym celu, co ona. Woodward od razu skierowała się do baru, zajmując miejsce na jednym z tych wysokim krzeseł i zamówiła drinka o dziwnie brzmiącej nazwie, który był podobno specjałem barmana.
    Na mój koszt – usłyszała nagle po swojej lewej stronie. Przekręciła głowę, by zmierzyć wzrokiem otyłego mężczyznę w poplamionej koszuli. Wyglądał na jednego ze stałych bywalców takich pubów. Natychmiast pokręciła głową. Mogła się założyć, że gdyby popatrzyła na jego dłoń, na serdecznym palcu zobaczyłaby charakterystycznie blade miejsce, w którym wcześniej spoczywała obrączka.
    Nie trzeba – oznajmiła stanowczo, a przynajmniej tak myślała. Tymczasem facet chciał dodać coś jeszcze, może próbować ją przekonać, więc spiorunowała go wzrokiem. – Powiedziałam: nie trzeba. – Zapłaciła za drinka, przysuwając szklankę w swoją stronę. Liczyła na to, że odmowa sprawi, że nie będzie więcej jej zaczepiał.
      Temat: Glassell Park Recreation Center Complex
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 17
    Wyświetleń: 466

    PostForum: atwater village   Wysłany: 2020-04-02, 19:05   Temat: Glassell Park Recreation Center Complex
    19.

    Można powiedzieć, że to był zupełny przypadek. Jakiś czas temu ktoś na drzwiach kwiaciarni przyczepił plakat, informujący o zajęciach samoobrony dla kobiet. Kartkę musiała oczywiście zerwać, a komunikat z niej płynący również w normalnych okolicznościach by zignorowała, ale w drodze od wejścia do kosza na śmieci, mimowolnie skupiła uwagę na tekście, z rosnącym zaciekawieniem odczytując kolejne zdania. Finalnie, zamiast od razu wyrzucić zmięty w kulkę plakat do śmieci, w ostatniej chwili zmieniła zdanie i zrobiła wcześniej zdjęcie – na tyle wyraźne, by dało się bez problemu odczytać numer telefonu. Zaledwie dwa dni później zadzwoniła pod niego, rezerwując sobie miejsce w jednej z grup pokazowych. Chciała się przekonać, czy to aktywność, która będzie jej pasowała – mając cały czas z tyłu głowy myśl, że dobrze byłoby znać kilka technik, pozwalających na to, by w razie czego potrafiła się obronić. Przekonała się już na własnej skórze, że lepiej dla niej, żeby umiała zareagować, gdy ktoś pozwoli sobie na zbyt wiele. Niby nosiła przy sobie cały czas gaz pieprzowy, do tej pory użyty raz i to niestety niepotrzebnie, jak się okazało po czasie.
    Miała ostatnio trochę więcej czasu, bo na ten moment zajmowali się głównie dowozem kwiatów, a nawet tych było stosunkowo niewiele, więc często udawało jej się wyjść z pracy wcześniej, dokładnie tak jak tego dnia. Mimo to, dotarła na miejsce dosłownie chwilę przed wyznaczoną godziną. Przebrana już w sportowe, wygodne ciuchy, wślizgnęła się na salę. Spodziewała się raczej sporej grupy, tymczasem, oprócz niej, w środku było może około dziesięciu osób. Na pierwszy rzut oka większość uczestniczek wydawała się od niej starsza. Część musiała się również znać, bo prowadziły towarzyskie rozmowy, dlatego Luna zajęła miejsce na tyle, zachowując pewien dystans od reszty kobiet. Zerknęła na zegarek, powinni już zaczynać.
      Temat: i have miles to go before i sleep
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 25
    Wyświetleń: 313

    PostForum: Ameryka   Wysłany: 2020-04-02, 00:26   Temat: i have miles to go before i sleep
    Właściwie nie była zaskoczona. Sama przecież zbierała te rzeczy, przepustka była pierwszą rzeczą, którą wcisnęła z powrotem do środka; pomiędzy jej wyjściem z samochodu, a jego pojawieniem się na zewnątrz minęła dobra chwila. Dlatego chyba po części spodziewała się takiego pytania, jednocześnie starając się zepchnąć istnienie tego tematu gdzieś poza obszar jej myśli. Na moment to się udało, w czym z pewnością pomogło między innym pojawienie się kojota. Ale i tak prędzej czy później wróciłaby do tego, od pewnych rzeczy chyba nie dało się uciec.
    Nie jestem pewna, czy cokolwiek się zmieniło – przyznała cicho. Tak właśnie się czuła; pozwoliła sobie mieć nadzieję, że może ta wizyta coś zmieni, da jej odpowiedzi, jakiekolwiek, przynajmniej na kilka z tych pytań, które nosiła w sobie od lat, a tymczasem... nic z tego się nie wydarzyło. Nie chciała przeprosin, to nie ona ich potrzebowała, zwłaszcza teraz po takim czasie. Chciała tylko szczerości, ale nawet tego nie mogła otrzymać. – Wygląda na to, że pojechałam tam tylko po to, by usłyszeć kolejne kłamstwa, strata czasu. Może to moja wina, może niepotrzebnie myślałam, że jest w nim ktoś więcej niż bezwzględny morderca. – Ostatnie zdanie wybrzmiało jakby przypadkowo i Luna wcale nie oczekiwała odpowiedzi, bo chyba i tak ją znała. Trudno jest uwierzyć w to, że osoba tak ci bliska może zrobić coś tak bestialskiego. I nawet gdy widzisz dowody, słyszysz zeznania i patrzysz w utrwalone już tylko na fotografiach twarze ofiar... ciągle masz nadzieję, że w tym wszystkim kryje się coś więcej. Że to nie jest tylko zło, że dużo wcześniej coś poszło nie tak, co sprawiło, że ze wszystkich możliwych ścieżek, on wybrał akurat tę... Patrząc dziś w zimne oczy ojca, do których nie sięgał jego niby dobrotliwy uśmiech, Luna zwątpiła we wszystko, co kiedykolwiek dotyczyło ich rodziny.
    Gdy akcja poszukiwawcza kluczy została zakończona sukcesem (a ten najwyraźniej czasem należało opłacić krwią...) i chyba krwotok również został zatamowany, Luna przeniosła się w końcu na to siedzenie – dla odmiany tym razem już obyło się bez przeszkód.
    Rzeczywiście, to wygląda trochę podejrzanie – przyznała z pozorną powagą, która wkrótce ustąpiła delikatnemu rozbawieniu, co przejawiło się uniesionymi kącikami ust. – Może specjalnie mi się podstawiłeś, co? – zażartowała, szybko jednak odwracając wzrok w stronę okna.
    Całe szczęście reszta podróży minęła już bez dzikich zwierząt czy ewentualnych bójek i niedługo dotarli pod warsztat, który okazał się rzeczywiście otwarty. Luna skierowała się do środka, w którym spędziła dobrą chwilę. W końcu jednak wyszła.
    Misja zakończona sukcesem – poinformowała go, wsiadając z powrotem. – Wprawdzie pan był przekonany, że potrzebuję też kilku innych części, ale udało mi się go od tego odwieść, zanim nabił wszystko na kasę. – Wywróciła oczami, nie do końca mijając się z prawdą, bo mężczyzna starał się być naprawdę przekonujący.
      Temat: Recepcja
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 18
    Wyświetleń: 406

    PostForum: Los Angeles Community Hospital   Wysłany: 2020-03-30, 23:32   Temat: Recepcja
    Luna wolała dmuchać na zimne, a wiedziała, że czasem niewiele trzeba, by ruszyła cała machina pretensji. Ludzie potrafili reagować różnie, kiedy ktoś inny niespodziewanie naruszał ich przestrzeń osobistą. Krzykiem, przekleństwami, obrażaniem tej drugiej osoby. Wiele razy była świadkiem takich sytuacji, jak najrzadziej starała się je powodować, bo nie lubiła wchodzić w niepotrzebne dyskusje z obcymi.
    Teraz było chyba nawet gorzej, skoro już niemal wszędzie mówiło się o wirusie, a liczba zakażonych rosła. Ludzie się po prostu bali, co było właściwie zupełnie zrozumiałe, bo nawet jeśli nie o siebie to o tych najbliższych, którzy byli słabsi. Woodward też trochę się martwiła, głównie o swoją mamę – chociaż nigdy nie chorowała na nic poważnego, zawsze dość szybko łapała różnego rodzaju infekcje.
    I ona uniosła odrobinę kąciki ust, dostrzegając pokrzepiający uśmiech mężczyzny. Mimowolnie obróciła głowę, obserwując jak lekarz znika za najbliższymi drzwiami. Zastanawiała się, co właściwie pcha ludzi do wykonywania takiego czy innego zawodu. Marzenia, predyspozycje, a może wszystko po trochu? A jeśli to jedynie przypadek? Mały chłopiec całkiem przypadkowo otworzył książkę z obrazkami akurat na strażaku, a nie na przykład kierowcy ciężarówki, ale w jakiś sposób to definiuje go już na zawsze. Pamiętała, że w dzieciństwie też miała jakieś wyobrażenie tego, jak jej dorosłość będzie wyglądała. Tylko potem życie to zweryfikowało.
    Myślę, że to trochę taki test dla całej naszej służby zdrowia – skomentowała, nawet nie chcąc sobie wyobrażać, jak im musi być trudno. A przecież to nie tak, że cały świat się zatrzymał, bo nagle pojawił się jeden wirus. Wciąż istniał na całej reszcie płaszczyzn i ludzie trafiali do szpitala również z zupełnie innych powodów. – Szczerze mówiąc, ani trochę nie zazdroszczę im tej pracy. Ani teraz, ani w ogóle – dodała, znów zatrzymując spojrzenie na nieznajomym. Bycie częścią tej medycznej machiny – nie tylko lekarzem, ale też pielęgniarką czy położną – niosło za sobą odpowiedzialność za ludzkie życie.
      Temat: i have miles to go before i sleep
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 25
    Wyświetleń: 313

    PostForum: Ameryka   Wysłany: 2020-03-30, 14:02   Temat: i have miles to go before i sleep
    Daleko jej było do przesadnego pedantyzmu, starała się po prostu zachowywać względny porządek w miejscach, które w jakiś sposób użytkowała – nieważne, czy to był pokój, samochód czy stolik, na którym układała kwiaty, potrzebne do bukietu. Raczej nie zostawiała elementów swojej garderoby na oparciu krzesła, ubrania miała w większości złożone w kostkę, równo jak od linijki i lubiła sprzątać. Doprowadzanie otaczającej ją przestrzeni do czystości ją odprężało. No i dawało poczucie, że są jeszcze takie aspekty, które może w pełni kontrolować.
    Znajdź mi osobę, która nie ma z tym problemu. Wszyscy spinamy się, żeby jakoś to wszystko sobie poukładać, a potem dzieje się coś niespodziewanego, co wyrywa nas z naszej bezpiecznej przystani i pogrążamy się w chaosie. – Może była niesprawiedliwa, może sprowadzała to wszystko to zbyt dużych ogólników, ale... była też przekonana do własnych słów. Już jako nastolatka miała z tyłu głowy refleksję, że większość ludzi odnajduje się w statecznym życiu z dokładnie zaplanowanymi wakacjami i wizytą u kosmetyczki, bo w ten sposób łatwiej ukryć fakt, że nie nad wszystkim da się tak zapanować. Pewnych wydarzeń nie można rozplanować z wyprzedzeniem. Bo i kto chciałby to planować?
    Na moment zaprzestała poszukiwań kluczy, przekręcając głowę, by móc zlustrować go wzrokiem.
    Wyglądasz mi na kogoś, kto lubi takie niebezpieczne zabawki – skwitowała, trochę sobie żartując... a trochę nie. Bynajmniej nie sugerowała właśnie, że ma go za jakiegoś złoczyńcę. Gdyby było inaczej i w którymkolwiek momencie w jej głowie zapaliłaby się czerwona lampka to nie szukałaby tak chętnie tych kluczy z nim nad swoją głową (zaproszenie pozornie obcego faceta do własnego auta to inna kwestia). Ale jeśli miałaby kiedykolwiek porównać Royce'a do postaci rodem z kryminału – powiedziałaby, że pasowałby albo na bardzo dobrego glinę, albo na tego bardzo złego. Czasem granica potrafiła być cholernie cienka.
    Luna nie od razu zorientowała się, że znów zawiniła. Zwróciła się w jego stronę, ze zdziwioną miną, dopóki nie zobaczyła skutków własnego roztargnienia.
    Tym razem niechcący, naprawdę! Poza tym przeprosiłam. – Jakby już nie pamiętał. – A gdybyś... – Całkiem roztropnie zamknęła usta, nim wydobyło się z nich coś jeszcze. Oskarżanie go teraz o to, że nie ma lepszego refleksu, który pozwoliłby mu na uniknięcie bliskiego spotkania z jej głową to chyba nie był szczególnie dobry pomysł. Sięgnęła po torebkę, tym razem starając się nic już z niej nie wysypać. Przez chwilę przeszukiwała jej czeluści, aż znalazła paczkę chusteczek. Wyciągnęła jedną i podała mu ją, a resztę położyła na siedzeniu między nimi, w razie gdyby mu były jeszcze potrzebne, a chciał ograniczyć kontakt z nią do minimum.
    Ale... nie złamał się, co? – spytała tak dla pewności. Jeszcze tego jej brakowało, żeby złamała nos komuś, kto próbował jej pomóc. – Z drugiej strony, może szkoda, mógłbyś wtedy dorobić do tego jakąś historyjkę, w której wyszedłbyś na bohatera, niekoniecznie z moim niechlubnym udziałem i opowiadać ją ledwo poznanym przy barze pannom. O ile odwiedzasz takie miejsca – dodała, sama odrobinę zaskoczona ilością słów, które wydostały się spomiędzy jej warg. Nie była typem gaduły, ale najwyraźniej czasem rozwiązywał jej się język.
      Temat: Recepcja
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 18
    Wyświetleń: 406

    PostForum: Los Angeles Community Hospital   Wysłany: 2020-03-29, 20:54   Temat: Recepcja
    18.

    Luna, jeśli tylko mogła, starała się omijać szpitale szerokim łukiem. Białe ściany i wszędzie unoszący się zapach leków i chemii wzbudzały w niej awersję, odkąd w wieku 12 lat mama zabrała ją w takie miejsce, by mogła zobaczyć swoją ciężko chorą babcię, która zmarła zresztą niedługo później – a może, żeby to kobieta mogła ostatni raz zobaczyć wnuczkę. Woodward niewiele zapamiętała z tamtej wizyty, prócz śnieżnobiałej pościeli, na tle której babcia wydawała się jeszcze bardziej blada niż była w rzeczywistości. To było właściwie jej pierwsze zetknięcie się ze śmiercią. Potem już były tylko łzy mamy, ponure miny żałobników na cmentarzu i dębowa trumna, w której leżało zimne ciało babci. Rok później, gdy jej ojciec został oskarżony o potrójne morderstwo, wiedziała już doskonale, co to znaczy umrzeć.
    Nigdy nie miała większych problemów ze zdrowiem, choć kiedyś niespecjalnie o nie dbała. Gdy brała, nie zastanawiała się przecież, jakie spustoszenie w jej organizmie mogłyby siać dragi, dopóki nie wyjaśnił jej tego lekarz po tym, jak skończyła z nałogiem, dodając, że miała wiele szczęścia. Mimo to od tamtego czasu Luna starała się dość regularnie badać, nawet jeśli w jej głowie zwykła wizyta u lekarza urastała do rangi czegoś bardzo stresującego. I nienawidziła pobierania krwi – widok strzykawki wyjątkowo mocno przypominał o niechlubnych czasach. Może dlatego, uświadamiając sobie ostatnio, że badania wykonywała na początku zeszłego roku, zdecydowała, że trzeba zrobić je teraz i mieć to już za sobą.
    Tego dnia pozostało jej już najprostsze – odebrać wyniki na recepcji. Parking wyjątkowo nie był zapchany samochodami, może jednak większość ludzi wzięła sobie do serca sugestię, by nie wychodzić z domu, więc zaparkowała blisko wejścia. Oczywiście kolejka i tak jej nie ominęła. Zajęła w niej miejsce, zachowując odpowiednią odległość od reszty. To znaczy... zachowałaby ją, gdyby nie to, że mężczyzna w kiltu bardzo się gdzieś śpieszył, niemal taranując Lunę, która wpadła na plecy mężczyzny, stojącego przed nią.
    Przepraszam bardzo – mruknęła od razu, natychmiast się cofając.
      Temat: i have miles to go before i sleep
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 25
    Wyświetleń: 313

    PostForum: Ameryka   Wysłany: 2020-03-28, 21:25   Temat: i have miles to go before i sleep
    Czasem wydawało jej się, że na dobrą sprawę nie lubi ludzi. W ciągu ostatnich dziesięciu lat spotkała naprawdę niewiele osób, o których pomyślałaby ciepło i których – gdy znikali, a zwykle działo się to prędzej czy później – jej brakowało. Nie lubiła dopuszczać do głosu takich sentymentów, ale czasem nawet ona nic nie mogła na to poradzić, bo emocji nie dało się tak po prostu wyłączyć. Pozostali w najlepszym wypadku byli jej obojętni, choć niestety znacznie częściej powodowali złość i przekonanie, że cokolwiek się nie zdarzy, jakkolwiek świat by dalej nie istniał, niektórzy się po prostu nie zmienią.
    Kiedy pracowała jako asystentka magika, widziała jak ludzie ściągają tłumnie na przedstawienie – stali w kolejkach, a potem wiercili się w niewygodnych siedzeniach i wszystko po to, by chociaż przez godzinę zaznać iluzji, dać się zaskoczyć, a na koniec wykrzyknąć to niemożliwe!. A przecież każdy z nich wiedział, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego; to jedynie zręczna sztuka oszukiwania cudzych zmysłów. Większość z nich uprawiała ją na co dzień, oszukując swoich partnerów, przyjaciół czy pracodawców.
    Jak na faceta, masz naprawdę czysty samochód. Żadnych papierków, żadnych... noży – to ostatnie dodała z pewną złośliwością, niby nieco ciszej, choć nie miała wątpliwości, że i tak ją usłyszy. Szczególnie biorąc pod uwagę, że dystans między nimi znów siłą rzeczy był trochę mniejszy. Udało jej się sięgnąć tak, by opuszkami palców móc wybadać wycieraczkę pod siedzeniem pasażera.
    Trochę głębiej – mruknęła niepocieszona, dopiero po chwili dopowiadając: – Muszą być trochę głębiej pod fotelem. Poświeć mi o tam – poinstruowała go, pokazując mniej więcej miejsce, na które powinien skierować strumień światła. Sięgnęła tam ręką, jednocześnie przygryzając lekko dolną wargę w geście skupienia. Już miała sobie dać spokój, uznając, że może mimo wszystko szuka w złym miejscu, a klucze leżą gdzieś indziej, kiedy nagle pod palcami wyczuła znajomy kształt. Zamknęła je w dłoni.
    Mam – oświadczyła tryumfalnie i całkiem odruchowo chciała się wyprostować. Wypadło jej z głowy, że Royce właściwie wisi nad nią, więc uderzyła w niego plecami. Szybko wróciła do poprzedniej pozycji. – Przepraszam. Zapomniałam, że jesteś nade mną – powiedziała zgodnie z prawdą, czekając, aż on pierwszy się wycofa, żeby móc dokończyć próbę przejścia na przednie siedzenie.
      Temat: i have miles to go before i sleep
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 25
    Wyświetleń: 313

    PostForum: Ameryka   Wysłany: 2020-03-24, 21:08   Temat: i have miles to go before i sleep
    Na tym etapie swojego życia była daleka od myśli o związaniu się z kimkolwiek, a co dopiero od tak poważnej decyzji (podjętej mniej lub bardziej świadomie... lub właściwie nie podjętej wcale) o dziecku. Na szczęście nigdy dotąd nie przydarzyło jej się nic takiego, co wymuszałoby jakąkolwiek refleksję w tym temacie, ale prawdopodobnie gdyby ktoś zapytał wprost, czy chciałaby mieć dzieci, z całą stanowczością odpowiedziałaby, że nie. I wierzyłaby, że to nastawienie już się nie zmieni.
    Przez całe swoje dotychczasowe życie, z dziećmi miała kontakt właściwie minimalny. Nie była szczególnie towarzyską osobą, nie miała koleżanek-matek, wśród rodziny małych dzieci też było niedużo, a nawet kiedy syn jej kuzynki był mały, Luna nie kwapiła się do spędzania z nim czasu. Dzieci były dla niej obcym tworem, z którym wolałaby nie mieć nic wspólnego.
    Przykro mi z powodu twoich rodziców – powiedziała szczerze, nieco dłużej zatrzymując spojrzenie na wysokości jego oczu. I niezależnie od tego, jak bardzo wyświechtaną formułką te słowa się wydawały, w tym przypadku były też jedynymi, jakich mogła użyć osoba, która nie zna uczucia straty kogoś tak bliskiego – przynajmniej tej fizycznej. – Ja miałam kilka takich spotkań. I niespecjalnie mi pomogły – stwierdziła, wzruszając ramionami. Ale może problem leżał w niej. Wtedy nie chciała się otwierać przed obcym człowiekiem, który na każdym kroku powtarzał, że jest tam po to, by jej pomóc, aż miała ochotę mu powiedzieć, że to jest niemożliwe. Wówczas pomogłoby jej tylko to, gdyby cała sprawa z jej ojcem okazała się kompletną pomyłką – to niestety się nie wydarzyło.
    Chyba tak, chociaż pewnie nie każdy by się zgodził. Czasem mam wrażenie, że wielu ludzi docenia szczerość, dopóki nie dotyka ich ona bezpośrednio w niekoniecznie pozytywnym stopniu – skwitowała, mając nadzieję, że mężczyzna rozumie, o co jej chodzi. Szczerość nie zawsze była miła i wygodna, a do tego wielokrotnie nadużywana, kiedy pod jej płaszczykiem przemykało zwyczajne chamstwo, które ze szczerością nie miało nic wspólnego. Sama nie określiłaby siebie mianem wyjątkowo szczerej, bo miała świadomość tego, ile razy w swoim życiu przygryzała wargi, zamiast powiedzieć to, co cisnęło jej się na usta.
    Fakt. Zwykle jednak potrzebuję trochę więcej niż kilku mil – rzuciła w odpowiedzi, tym razem jednak nie kryjąc rozbawienia, które nie zniknęło, gdy Royce nawiązał do ich podróży sprzed kilku miesięcy. Miłą odmianą było też to, że tym razem nie poczuła nieprzyjemnego uścisku w żołądku na samą myśl o tym. – Uczę się na błędach. Mam postanowienie, by nie atakować kogoś, dopóki nie jestem pewna, że mi zagraża – powiedziała. – Co nie zawsze działa, skoro wtedy też byłam pewna – dodała nieco ciszej, rzucając mu wymowne spojrzenie. Przekręciła głowę, by także móc wyjrzeć przez okno i w tej samej chwili znów rozległo się wycie. A po nim kolejne. Wydawało się, że wybrzmiewa dość blisko, ale Lunie ciężko było właściwie ocenić ten dystans.
    Całkiem tu miło, ale proponuję jednak przenieść się na przód i to bez konieczności wychodzenia na zewnątrz – stwierdziła. Całkiem sensownym wydawało się, by zrobiła to pierwsza, zakładając że Royce będzie potrzebował nieco więcej wolnej przestrzeni, dlatego uniosła się na tyle, na ile było to możliwe, by przejść między siedzeniami. Wcześniej jednak dostrzegła, że z torebki wysypały się jej rzeczy, łącznie z przepustką i kluczami do samochodu. Zbierając je, niechcący potrąciła kluczyki.
    Cholera – mruknęła, próbując się wychylić jeszcze bardziej i sięgnąć ręką do miejsca, gdzie myślała, że najprawdopodobniej spadły. – Kluczyki mi wpadły pod siedzenie – powiedziała głośniej, chcąc wyjaśnić w ten sposób swoją pozycję, gdyby Royce zastanawiał się, czemu właściwie jeszcze nie przeszła do przodu.
      Temat: i have miles to go before i sleep
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 25
    Wyświetleń: 313

    PostForum: Ameryka   Wysłany: 2020-03-22, 22:14   Temat: i have miles to go before i sleep
    Od osób pochodzących z dysfunkcyjnych rodzin, często można było usłyszeć, że same chciałby stworzyć taką, która nie będzie w niczym przypominała tej ich. Raz wychodziło to lepiej, innym razem gorzej. Niektórzy nawet pomimo dobrych chęci, nie potrafili postępować inaczej, jak według utartych schematów, które wynieśli z domu. Jeśli krzyczano na nich to potem oni krzyczeli na kogoś innego. Luna znała te mechanizmy – czytała o nich wielokrotnie w okresie, gdy próbowała zrozumieć, skąd w jej ojcu to zło. Wciąż nie znalazła tych odpowiedzi. Peter nie pochodził z patologicznej rodziny, wręcz przeciwnie, a jego biografia wydawała się nie kryć w sobie żadnych ciemnych miejsc. Albo tak świetnie potrafił je ukryć.
    Sama starała się nie myśleć o tym, czy kiedyś będzie miała szanse założyć rodzinę, jednak niedawna rozmowa ze współlokatorem, wyzwoliła w niej taką myśl. Uczucia nie były jej mocną stroną. Właściwie tylko raz czuła względem innej osoby coś, co nawet jeśli nie było miłością, wydawało się na tyle intensywne, by mogła o tym myśleć w tych kategoriach. Czasem jednak zastanawiała się, ile w tym było prawdziwego uczucia, a ile instynktu samozachowawczego, który kazał jej trzymać się z kimś blisko.
    Ale... czy potrafiłaby zaufać komuś na tyle, by wpuścić go tak całkiem do swojego życia i spróbować zbudować wspólną przyszłość?
    - Przynajmniej zdajesz sobie z tego sprawę. Jest zbyt wielu terapeutów, którzy więcej dobrego zrobiliby, gdyby zmienili zawód – stwierdziła gorzko, choć może była niesprawiedliwa? To pewnie nie była prosta sprawa - stawiać czoła cudzym problemom. Nigdy by się czegoś takiego nie podjęła, co oznaczało, że... nie każdy był do tego stworzony.
    Zamyśliła się na chwilę nad jego słowami, choć domyślała się, do czego nawiązuje.
    - A według ciebie to zaleta czy wada? Oczywiście nie samo wpadanie w kłopoty, tylko denerwowanie ludzi – uściśliła. Zawsze jej się wydawało, że ludzie są najbardziej szczerzy, gdy targają nimi jakieś emocje. Choćby takie jak zdenerwowanie, więc pewnie można byłoby na tym coś ugrać.
    Nie skomentowała jego zapewnienia, bo miała wrażenie – choć może się myliła – że był osobą, która rozumiała, że to nie była sytuacja, którą chciałaby z kimś współdzielić. Z drugiej strony, jego obecność okazała się pomocna.
    Musiała mu uwierzyć na słowo, że da sobie radę, poza tym obawiała się, że jej zwłoka mogłaby tylko pogorszyć sytuację, dlatego wsiadła do auta. Zaraz jednak odwróciła się, by zobaczyć, czy Speckhartowi też uda się tak szybko i bezpiecznie dotrzeć do samochodu. Okazało się, że nawet szybciej niż sądziła, bo w tym samym momencie Royce wpakował się do środka, właściwie na nią wpadając. W ostatniej chwili odchyliła głowę, by chociaż nie zderzyli się nimi. Wolną dłonią próbowała przytrzymać się siedzenia pasażera.
    - Uważaj – mruknęła, wyciągając drugą rękę gdzieś spod jego ramienia i dopiero wtedy mogła się odsunąć. - Wsiadając do twojego samochodu... nie sądziłam, że niemal od razu wylądujemy na tylnym siedzeniu – stwierdziła z pozorną powagą, szybko jednak kąciki jej ust uniosły się ku górze. Wkrótce spoważniała.
    - Wszystko okej? Uciekł? - zapytała, przyglądając mu się, choć na pierwszy rzut oka nie wyglądało na to, by ich towarzysz go dopadł i ugryzł.
      Temat: Magic Flower Shop
    Luna Woodward

    Odpowiedzi: 28
    Wyświetleń: 697

    PostForum: harvard heights   Wysłany: 2020-03-22, 20:43   Temat: Magic Flower Shop
    17.

    Czas, który nadszedł wydawał się zupełnym szaleństwem. Ulice miasta były zdecydowanie mniej zatłoczone, ludzie chyba rzeczywiście wzięli sobie do serca przykaz, by zostać w domu. Luna – w związku z zaistniałą sytuacją – chyba najbardziej martwiła się o swoją mamę, która mieszkała w San Jose wraz ze swoją siostrą i jej rodziną. Nie chorowała przewlekle, ale zawsze miała tendencję do łapania różnego rodzaju infekcji. Nie mogła jej ściągnąć do Los Angeles, a tym bardziej sama nie mogła stąd wyjechać, dlatego pozostał im tylko kontakt telefoniczny. Ich relacje nigdy nie były książkowe, prawdopodobnie każda miała swoje za uszami, a mimo to Lunie towarzyszył teraz ciągły lęk, że może jej się stać coś złego. Jakby na to nie patrzeć, z najbliższej rodziny nie miała nikogo innego, prócz niej, a z dalszą właściwie nie utrzymywała kontaktów – jacykolwiek krewni od strony ojca prawdopodobnie nawet nie wiedzieli, że jest w mieście. Chociaż może po ostatniej, nieco głośniejszej sprawie z obrazem, podczas której wypłynęło jej nazwisko, już wiedzieli.
    Niestety, ona jeszcze nie mogła zostać w domu. Kwiaciarnia była teoretycznie zamknięta, jednak musiała przyjechać do pracy, by zająć się zaległymi fakturami i dokumentami. Zwykle robił to jej szef, ale dzień wcześniej zadzwonił do niej i poprosił, a właściwie polecił, by go zamieniła w tych obowiązkach. Nawet przez telefon wydawał się odrobinę zdenerwowany, więc nie dopytywała, skąd ta zmiana. Już od jakiegoś czasu obserwowała nieco dziwne zachowanie mężczyzny, który jakby zamknął się w sobie i reagował na wszystko jakoś... bardziej lękliwie? Luna była jedynie jego pracownicą, w dodatku zaledwie od kilku miesięcy, dlatego wszystkie te spostrzeżenia zachowała dla siebie. Wychodziła z założenia, że nawet jeśli u szefa dzieje się coś niedobrego, to akurat nie jest jej sprawa.
    Oczywiście na drzwiach kwiaciarni wisiała kartka nieczynne do odwołania, jednak Luna, wchodząc do środka, zapomniała o tym, by przekręcić klucz, więc ktokolwiek chciał, mógł się tu dostać. Wydawało się natomiast, że ludzie mieli teraz na głowach nieco ważniejsze problemy niż wybór odpowiedniego bukietu.
    Dokumenty przeglądała na zapleczu, w pomieszczeniu, które prowizorycznie zostało przekształcone w gabinet, zwykle tam przesiadywał szef. Chciała zrobić swoje i wracać do domu. Nagle jednak nagle usłyszała znajomy dźwięk dzwonków, powieszonych nad drzwiami, zdziwiła się. Może tylko jej się wydawało? Musiała to sprawdzić, dlatego podniosła się z swojego miejsca, kierując do głównego pomieszczenia.
     
    Strona 1 z 11
    Skocz do:  


    Forum dostosowane jest do przeglądarek Opera i Google Chrome. Styl i kody bazowe wykorzystane na forum zostały wykonane przez janek burza.


    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group Saphic 1.2 // Theme created by Sopel